
Cihan rzuca wyzwanie rodzinie! Nocne sekrety i różowe nici, które na nowo połączyły go z Hancer
0:19Czasami to właśnie pod osłoną nocy padają słowa, na które za dnia brakuje nam odwagi
0:27Wyobraźcie sobie mury luksusowej rezydencji, które skrywają ogromne napięcie. Cihan jest rozdarty między lojalnością wobec rodziny a rosnącym uczuciem do swojej żony
0:40Zobaczycie moment, w którym ten dumny mężczyzna bez wahania stawia się własnemu wujowi, wypowiadając słowa, które przyprawiają o dreszcze: “Kiedy nazywam kobietę swoją żoną, jej wartość staje się dla mnie bezcenna”
0:56Ale to nie brutalne konfrontacje są sercem tej historii. Prawdziwa magia dzieje się w uśpionym, chłodnym ogrodzie
1:05To tam Hancer, szukając ucieczki przed natłokiem myśli, spotyka Cihana. Z dala od oceniających spojrzeń, dwoje ludzi powoli zrzuca swoje pancerze
1:18W tym wideo będziecie świadkami, jak jedno szczere wyznanie i nieoczekiwany wybuch śmiechu łamią lody
1:28Poznacie uroczy sekret Hancer o rozerwanej sukience i jaskraworóżowych niciach oraz wzruszającą tajemnicę z dzieciństwa Cihana
1:39Te wspólne historie o braterskiej miłości i buncie utkną między nimi niewidzialną nić porozumienia, która okaże się silniejsza niż wszystkie dotychczasowe kłótnie
1:51Czy ta jedna noc, pełna ukradkowych spojrzeń i znaczącego milczenia, zmieni ich relację na zawsze? Obejrzyjcie całą historię i przekonajcie się, jak rodzi się prawdziwa bliskość
2:06Jeśli ta historia Was wciągnęła i z niecierpliwością czekacie na dalsze losy Cihana i Hancer, koniecznie zostawcie kciuk w górę pod tym filmem! Subskrybujcie kanał i włączcie dzwoneczek powiadomień, aby nie przegapić kolejnych fascynujących opowieści
2:24Jak myślicie, czy wuj Nusret tak łatwo odpuści Cihanowi? Czekam na Wasze teorie i opinie w komentarzach poniżej – porozmawiajmy o tym!
2:36W gabinecie panowała cisza tak gęsta, że zdawała się mieć własny ciężar. Eleganckie wnętrze – połysk ciemnego drewna, chłodna geometria regałów, stonowane światło lampy – było jak scenografia dla człowieka, który powinien czuć się tu władcą, a tymczasem siedział przy biurku jak ktoś wygnany z własnego życia
2:59Cihan wpatrywał się w ekran laptopa, ale litery rozmazywały mu się przed oczami. Wykresy, maile, dokumenty – wszystko to było tylko tłem, szumem, który nie potrafił zagłuszyć jednego, upartego głosu
3:15Głosu, który wracał do niego w przerwach między oddechami, w krótkich sekundach, kiedy człowiek przestaje udawać przed samym sobą
3:26W dłoni obracał mały, błyszczący przedmiot. Gładki, chłodny, przyjemnie ciężki. Mógł to być pierścionek, mógł być detalem biżuterii, która przypadkiem została na jego biurku
3:41A jednak dla niego nie był przypadkiem – był kotwicą. Z każdym ruchem palców wspomnienie podsuwało mu obrazy, jakby ten przedmiot miał pamięć i lubił ją rozdrapywać
3:54Najpierw zobaczył Hancer tak wyraźnie, jakby stała tuż obok. Jej twarz – spokojna, a jednak napięta
4:04To napięcie nie wynikało ze strachu. Było godnością. Zdumiewającą, bo nie narzuconą przez bogactwo ani nazwisko, lecz wykutą w codziennym upokorzeniu, które ona potrafiła zamienić w mur
4:19Usłyszał jej słowa, a echo brzmiało jak przysięga:.— Nie oczekuję od ciebie żadnych przeprosin
4:28Jeśli ty masz poczucie sprawiedliwości, to ja mam sumienie, które nie pozwala mi na brak szacunku wobec starszych
4:38Powiedziała to do niego, do człowieka, który mógł jej dać wszystko albo odebrać wszystko
4:46Powiedziała to bez cienia proszenia. Jak ktoś, kto już raz przegrał i nie zamierza przegrywać drugi raz, bo w pewnym momencie nie zostaje nic poza kręgosłupem
4:58Cihan poczuł, jak coś w nim drgnęło – ta część, której nikt nie widział, bo nauczył się trzymać ją na uwięzi
5:08W jego świecie ludzie okazywali emocje w dwóch formach: gniewu albo pogardy. Reszta była słabością
5:18A ona… ona potrafiła mówić o sumieniu tak, jakby było najzwyklejszą rzeczą na świecie
5:27I wtedy, niemal bez ostrzeżenia, wspomnienie zmieniło barwę.Gabinet zniknął. Zamiast niego pojawił się korytarz w rezydencji, głośniejszy, duszny od ludzi, od spojrzeń, od napięcia
5:43Nusret stał naprzeciwko niego z tą swoją pewnością, którą nosił jak broń – pewnością starszego mężczyzny przekonanego, że młodszy zawsze powinien słuchać
5:55Głos wuja był ostry, podszyty kpiną. Słowa, które padły wtedy, Cihan pamiętał aż zbyt dobrze
6:04To nie były zwykłe docinki. To było próbowanie, czy można przesunąć granicę i nie zapłacić ceny
6:13A on… on zapłacił wtedy swoją własną ceną: przyznał przed wszystkimi, że ta kobieta jest dla niego czymś więcej niż problemem do rozwiązania
6:25Pamiętał, jak uniósł podbródek, jak jego własny głos stał się zimny, niemal metaliczny:
6:34— Uważaj na słowa, wuju. Ona jest moją prawowitą żoną. Nawet jeśli jesteś moim wujem, nie możesz o niej w ten sposób mówić
6:45Kiedy nazywam kobietę swoją żoną, jej wartość staje się dla mnie bezcenna.To zdanie nie było tylko obroną
6:55Było deklaracją. I Cihan do dziś czuł ciężar tego, co zrobił. Bo w jego rodzinie każde publiczne słowo miało konsekwencje
7:06Każde było jak kamień rzucony w spokojną wodę – kręgi rozchodziły się długo, czasem przez lata
7:15Wrócił myślami do gabinetu. Przedmiot w jego dłoni błysnął, jakby szydził z niego
7:23Cihan zacisnął palce mocniej, a potem rozluźnił chwyt. Zmęczenie wcale nie było fizyczne
7:32Było jak ołów w klatce piersiowej.Zamknął laptopa powoli, jakby bał się dźwięku. Zatrzask rozległ się w ciszy przesadnie głośno
7:43Odłożył błyszczący drobiazg na biurko, dokładnie, niemal pedantycznie – tak, jakby porządek na zewnątrz mógł zapanować nad chaosem w środku
7:55Wstał. Przeciągnął dłonią po włosach. Przez ułamek sekundy stał nieruchomo, jak człowiek, który rozważa, czy wrócić do pracy, czy przyznać się przed sobą, że w tej chwili praca nie ma żadnego znaczenia
8:11W końcu wyszedł z gabinetu.W tym samym czasie, piętro wyżej, Hancer oddychała jak ktoś, kto właśnie podjął decyzję
8:21Nie była to wielka, dramatyczna decyzja, raczej cicha ucieczka – w noc, w chłód, w przestrzeń, gdzie nikt nie pyta, nikt nie ocenia, nikt nie stawia jej pod ścianą
8:35Założyła jasny, beżowy płaszcz na błękitną sukienkę. Materiał sukienki był miękki, ale tej nocy potrzebowała czegoś cięższego, czegoś, co choć na chwilę da jej wrażenie, że jest osłonięta
8:51Zawiązała pasek płaszcza, poprawiła kołnierz. Na korytarzu było półmrok. Drewniane schody skrzypnęły pod jej stopami, kiedy schodziła ostrożnie, jakby dom mógł się obudzić i zaraz zapytać: „Dokąd idziesz?”
9:07Otworzyła drzwi wyjściowe. Powietrze uderzyło ją chłodem i wilgocią. Nocny ogród pachniał ziemią, mokrymi liśćmi i czymś jeszcze – jakby cieniem kwiatów, których w ciemności nie widziała, ale które były obecne
9:23Zrobiła kilka kroków po ścieżce. Kamyki cicho chrzęściły pod butami. Drzewa stały wokół jak świadkowie, którym można ufać, bo nie mówią
9:35Hancer wzięła głębszy oddech i poczuła, jak w płucach robi się więcej miejsca.Przy jednym z drzew zatrzymała się
9:45Wyciągnęła dłoń i dotknęła gałęzi. Kora była chropowata, nierówna, zimna. Ten dotyk był dziwnie uspokajający
9:56Jakby natura mówiła jej: „Jestem starsza niż twoje kłopoty”.Oparła czoło na chwilę o ramię, które sama sobie stworzyła z płaszcza
10:07I wtedy w jej głowie, zamiast ciszy, pojawiły się obrazy: twarz matki, blada, zmęczona, ale dziś… dziś trochę spokojniejsza
10:19Ulga była jak łyk wody po długiej drodze, a jednak lęk wcale nie znikał całkiem. Lęk był w niej jak drugi puls
10:29Ruszyła dalej i w końcu usiadła przy dużym stole na tarasie. Drewno stołu było chłodne
10:37Nad nią rozciągało się niebo usiane gwiazdami – dalekie, obojętne, piękne.I wtedy usłyszała kroki
10:47Nie były szybkie. Nie brzmiały jak czyjeś polowanie. Raczej jak ktoś, kto też wyszedł, żeby oddychać
10:56Cihan pojawił się na ścieżce i przez chwilę stał nieruchomo, jakby nie chciał jej spłoszyć
11:04W ciemności jego sylwetka wydawała się większa, a jednocześnie mniej groźna. Nie miał na sobie tej biurowej zbroi
11:14Był po prostu mężczyzną w nocnym chłodzie.Podszedł powoli, a kiedy się odezwał, w jego głosie nie było rozkazu
11:24Była troska, nieporadna, ukrywana, a jednak prawdziwa:.— Dlaczego jesteś na zewnątrz? Powietrze jest chłodne, przeziębisz się
11:35Hancer nie odwróciła od razu głowy. Wpatrywała się w gwiazdy, jakby one mogły jej odpowiedzieć lepiej niż człowiek
11:45— Chciałam zaczerpnąć świeżego powietrza — powiedziała spokojnie. — Nie jest mi zimno
11:53Mam płaszcz.Cihan usiadł naprzeciwko. Między nimi był stół, jak granica, jak usprawiedliwienie dystansu
12:03W świetle bijącym z domu jego twarz miała delikatne cienie. Spojrzał na nią uważnie, jakby próbował odczytać coś, czego ona nie wypowiada
12:15— Jak twoja mama? — zapytał w końcu, ciszej. — Dzisiaj… wyglądałaś mniej spięta.To zdanie było zaskakująco trafne
12:26Hancer przez moment poczuła, że robi jej się ciepło w środku – nie od płaszcza, tylko od tego, że ktoś zauważył
12:36— Jest lepiej — odpowiedziała i tym razem jej głos zadrżał od ulgi, której nie potrafiła całkiem ukryć
12:45— Lekarz powiedział, że reaguje na leki. Oddycha spokojniej. Nie wiem, jak to wytłumaczyć… jakby ktoś odsunął kamień z mojej klatki piersiowej
12:57Cihan skinął głową, a w jego oczach błysnęło coś, co mogło być współczuciem albo… czymś jeszcze
13:06— Dobrze — powiedział krótko. — To najważniejsze.Zapadła chwila ciszy. Noc potrafiła być bezwstydna: w ciszy wyciągała na wierzch wszystko, co za dnia człowiek chowa pod sprawami do załatwienia
13:21Cihan odchrząknął, jakby chciał zagłuszyć własne serce.— Chciałem z tobą porozmawiać — przyznał
13:30Hancer odwróciła w końcu twarz w jego stronę. Spojrzała na niego spokojnie, ale jej spokój miał ostre krawędzie
13:40— O czym? — zapytała.Cihan otworzył usta, ale w tej samej chwili zobaczył, że jej oczy nie są gotowe na kolejne ciężary
13:52Jakby w środku miała bardzo delikatną nić, która trzyma ją w całości, i wystarczyłby jeden zły ruch, żeby pękła
14:02Hancer westchnęła.— Cihan… — zaczęła, po czym urwała, jakby sama nie wiedziała, czy ma prawo mówić do niego w ten sposób
14:13— Jeśli to rozmowa trudna… zostawmy ją do świtu. Noc nie jest dobra do takich rzeczy
14:21W nocy wszystko brzmi jak wyrok.On patrzył na nią przez chwilę, a potem jego ramiona opadły minimalnie, jakby przyjął jej słowa z ulgą, której nie chciał okazać
14:34— Masz rację — powiedział. — W nocy… człowiek potrafi powiedzieć rzeczy, których potem nie da się cofnąć
14:44Znowu cisza. Tylko liście szeptały gdzieś w ogrodzie.Cihan uniósł wzrok ku niebu, jakby szukał tam czegoś prostego
14:54— Ogród w nocy jest taki piękny, prawda? — odezwał się nagle łagodniej. — Spokojny, pełen harmonii… Zupełnie jak ty
15:04Hancer drgnęła, jakby ktoś dotknął jej w miejscu, którego nie pokazuje światu.Cihan zauważył jej reakcję i natychmiast dodał, z lekkim uśmiechem, jakby próbował uratować sytuację, zanim stanie się zbyt poważna:
15:21— To znaczy… tak właśnie wyglądasz w tej chwili.To „w tej chwili” było jak małe koło ratunkowe
15:30Hancer parsknęła śmiechem, zupełnie niepasującym do powagi, która zwykle ją otaczała
15:39Ten śmiech był krótki, ale prawdziwy. Jak pęknięcie w lodzie.— Ja? Oaza spokoju? — powtórzyła z niedowierzaniem
15:49— Gdybyś znał mnie jako dziecko, wycofałbyś te słowa natychmiast.Cihan uniósł brew
15:57— Naprawdę? Trudno mi to sobie wyobrazić.— Bo wyobrażasz sobie mnie taką, jaką widzisz teraz — odparła, a w jej głosie pojawiła się nuta figlarności
16:10— A ja byłam… łobuzem. Wspinałam się na drzewa, uciekałam z podwórka, miałam wiecznie obdarte kolana
16:20Babcia mówiła, że jeśli dalej będę się zachowywać jak chłopak, nikt mnie nie zechce
16:28— I co? — Cihan oparł łokcie o stół, wyraźnie zaciekawiony. — Przestraszyłaś się?
16:36— Nie — Hancer roześmiała się znów. — Uznałam, że to ich problem.Cihan uśmiechnął się pod nosem
16:46— Jesteś uparta.— Jestem konsekwentna — poprawiła go z udawaną powagą. — To różnica
16:55I zanim zdążył odpowiedzieć, ona już weszła w opowieść, jakby ta noc otworzyła w niej drzwi, które zwykle trzymała zamknięte
17:06— Była taka jedna sytuacja… — zaczęła. — Pamiętam ją, bo do dziś czuję wstyd i… śmiech w jednym
17:16Babcia uszyła mi czarną sukienkę na święta. Piękną. Taką prawdziwie świąteczną, wiesz? Materiał był miękki, a ona była dumna, bo uszyła ją własnymi rękami
17:30Cihan słuchał uważnie. W jego spojrzeniu było coś ciepłego, jakby ta opowieść stawiała Hancer w zupełnie innym świetle
17:40— I co zrobiłaś? — zapytał, kiedy Hancer zrobiła dramatyczną pauzę.Hancer uniosła dłonie w geście bezradności
17:50— Weszłam na drzewo. Od razu. Jak tylko ją założyłam. — Pokręciła głową, jakby do dziś nie mogła uwierzyć w swoją dawną głupotę
18:01— I oczywiście… zaczepiłam o gałąź. Materiał się rozerwał. Na boku, prawie do pasa
18:10Cihan wybuchnął śmiechem. Ten śmiech był niski, szczery, zaskakująco młody.— Ty? W czarnej sukience na drzewie? — powtórzył, jakby chciał to zobaczyć
18:23— Nie śmiej się — Hancer udawała oburzenie, ale sama już się śmiała. — Wtedy to nie było śmieszne
18:32Babcia… babcia była jak wyrok. A ja wiedziałam, że jak to zobaczy, będzie koniec świata
18:41— Więc uciekłaś?.— Nie mogłam — odparła. — Dom był mały, wszyscy wszędzie. Więc wpadłam na genialny pomysł: zszyję to sama
18:52Po cichu. Nikt się nie dowie.Cihan pochylił się jeszcze bardziej.— I?.Hancer aż przymknęła oczy, jakby wracała do tamtej chwili
19:03— I tu zaczyna się najlepsze. Czarna sukienka, czarny materiał… a ja znalazłam w pudełku z nićmi tylko jedną, która wydawała mi się wystarczająco mocna
19:16Jaskraworóżową.Cihan dosłownie zakrztusił się śmiechem.— Różową?.— Różową — potwierdziła Hancer z miną kogoś, kto przyznaje się do zbrodni
19:28— I zszyłam. Krzywo, bo nie umiałam. Ale zszyłam. A potem byłam dumna, że uratowałam sytuację
19:38Cihan ocierał łzę śmiechu z kącika oka.— Proszę cię… powiedz mi, że babcia tego nie zauważyła
19:47Hancer spojrzała na niego z litością.— Babcie widzą wszystko.— O nie….— O tak. — Hancer rozłożyła ręce
19:57— Weszła do pokoju, spojrzała na mnie i nawet nie musiała pytać. Tylko powiedziała: „Hancer… podejdź tu”
20:07A ja wiedziałam, że to koniec.— I co zrobiła?.Hancer zawahała się na ułamek sekundy
20:15Jej uśmiech stał się miększy.— Zanim zdążyła mnie złapać, pojawił się mój brat. Starszy
20:24Stanął między nami, jakby był tarczą. Powiedział: „Babciu, to moja wina. To ja ją namówiłem”
20:33I zanim babcia zdążyła odpowiedzieć, wziął mnie za rękę i… uciekliśmy.Cihan zamilkł, jakby to słowo „brat” nagle dotknęło czegoś w nim
20:45— Uratował cię — powiedział cicho.— Zawsze — przyznała Hancer. — Zawsze był taki. Kiedy ktoś mnie wyśmiewał, stawał przede mną
20:56Kiedy ktoś próbował mnie skrzywdzić, brał to na siebie. Nawet kiedy to ja byłam winna
21:04— Uśmiechnęła się smutno. — Czasem miałam wrażenie, że on się urodził po to, żeby mnie chronić
21:13Cihan nie patrzył już na niebo. Patrzył na nią. W jego oczach było coś, czego zwykle w nich nie było: cień tęsknoty
21:23— Ja też miałem starszego brata — powiedział po chwili, jakby te słowa musiały przejść przez gardło z trudem
21:32— I… rozumiem to.Hancer nie przerywała mu. W tej sekundzie była zaskakująco cicha
21:40Jakby instynktownie wiedziała, że jeśli przerwie, on zamknie się z powrotem.— W dzieciństwie ciągle pakowałem się w kłopoty — ciągnął Cihan, a jego głos stawał się odległy, jakby mówił o kimś innym
21:56— Bójki, upór, duma… myślałem, że jeśli pokażę, że się nie boję, to nikt mnie nie dotknie
22:06A potem okazywało się, że zawsze znajdzie się ktoś silniejszy albo liczniejszy.Uśmiechnął się krzywo
22:15— I wtedy wchodził mój brat. — Cihan uniósł wzrok, ale jakby nie widział już Hancer ani ogrodu, tylko tamten czas
22:25— Zawsze. Czasem nawet nie pytał, kto zaczął. Po prostu stawał obok mnie. Albo przede mną
22:34Przyjmował ciosy, które były dla mnie. A ja… ja wtedy pierwszy raz czułem, że nie jestem sam
22:43Hancer słuchała, a jej twarz zmieniła się nieznacznie. Jakby w tych słowach rozpoznawała coś bardzo podobnego do własnego bólu
22:53— Brakuje ci go — powiedziała delikatnie, nie jak pytanie, bardziej jak stwierdzenie
23:01Cihan zacisnął szczękę.— Tak — przyznał, a jedno krótkie słowo brzmiało jak coś wyrwanego z głębi
23:10— Brakuje.Nie dodał nic więcej. Nie powiedział, gdzie jest brat, co się stało, dlaczego to takie bolesne
23:20Ale w tej chwili Hancer zrozumiała, że nie musi znać szczegółów, żeby pojąć ciężar
23:28Zapadło milczenie, które nie było niezręczne. Było pełne. Jakby między nimi zawisła niewidzialna nić – cienka, ale mocna – utkana z dwóch historii o braterskiej miłości, z dwóch wspomnień o kimś, kto stawał w obronie bez pytania
23:46Cihan powoli odsunął krzesło i wstał. Noc okleiła go ciemnością. Przez moment wyglądał jak cień większy od człowieka
23:56— Powinnaś wrócić do środka — powiedział spokojnie, ale w tym spokoju była troska
24:04— Naprawdę jest chłodno. Nie chcę, żebyś się przeziębiła.Hancer spojrzała na niego, jakby chciała się sprzeciwić z przekory, ale nie miała do tego siły
24:16Po tej rozmowie czuła dziwne zmęczenie – dobre, oczyszczające, jak po płaczu, którego nie było
24:25— Dobrze — zgodziła się.Wstała. Zawiązała mocniej płaszcz. Przez sekundę stali naprzeciwko siebie w półmroku, jakby każde chciało powiedzieć coś jeszcze, ale żadne nie wiedziało co, żeby nie zniszczyć tego kruchego spokoju
24:42— Dobranoc, Hancer — odezwał się Cihan.— Dobranoc, Cihan.Ruszyła w stronę drzwi. Kroki miała ciche, ale serce biło jej mocniej
24:54Tuż przed wejściem odwróciła się, jak obiecała sobie, że nie zrobi – odwróciła się instynktownie, jakby potrzebowała potwierdzenia, że to, co się wydarzyło, było prawdziwe
25:08Cihan stał w miejscu. Nie poszedł od razu w swoją stronę. Patrzył, czy wejdzie bezpiecznie
25:17Jakby jego troska musiała mieć jakiś konkretny kształt: „dopóki jej nie zobaczę w środku, nie odejdę”
25:26Przez ułamek sekundy ich spojrzenia spotkały się. Noc była na tyle ciemna, że mogliby udawać, że nic nie widzą, a jednak widzieli wystarczająco
25:38Hancer otworzyła drzwi i zniknęła w świetle domu.W środku panowała cisza. Ciepło uderzyło ją w twarz
25:48Zdjęła płaszcz, odwiesiła go powoli, jakby nie chciała robić hałasu. Weszła na schody i zaczęła wspinać się na górę, ale jej myśli zostały w ogrodzie
26:01W tych słowach o bracie. W śmiechu Cihana. W tym komplementu, który ją rozbroił.W swoim pokoju podeszła do okna
26:12Odsunęła zasłonę minimalnie, tak, by nikt nie zauważył. Chłodne szkło dotknęło jej palców
26:21Na tarasie Cihan wciąż stał przez chwilę, jak ciemna sylwetka na tle jeszcze ciemniejszego ogrodu
26:30Potem powoli ruszył ścieżką, jak ktoś, kto nie chce wracać do środka, bo tam czekają rozmowy, które bolą
26:40Hancer obserwowała go, aż zniknął w cieniu drzew.I wtedy dostrzegła coś jeszcze.W jednym z okien na niższym piętrze, za zasłoną, mignął cień
26:52Ktoś stał za firanką, nieruchomo, jakby od dawna czekał, aż ta noc odsłoni więcej, niż powinna
27:02Ktoś, kto patrzył nie z troską, lecz z napięciem.Hancer poczuła, jak skóra na karku lekko jej cierpnie
27:12Nie była pewna, czy to tylko gra światła, czy czyjś wzrok naprawdę wbił się w nią jak szpilka
27:20A jednak to wrażenie było znajome. W tym domu nie było prawdziwej prywatności. Były tylko miejsca, gdzie łatwiej udawać, że nikt nie słucha
27:32Opuściła zasłonę. Oparła czoło o szybę i zamknęła oczy.W głowie miała jednocześnie dwa obrazy: różową nić na czarnej sukience – śmieszną, absurdalną, dziecięcą – i twarz Cihana, gdy mówił o bracie, jakby na moment stracił swoją twardą maskę
27:52Pomyślała, że życie czasem zszywa pęknięcia właśnie takimi nićmi: niedopasowanymi, nieidealnymi, widocznymi
28:03A jednak trzymającymi wszystko razem.Nie wiedziała, co przyniesie świt. Nie wiedziała, jaką rozmowę Cihan chce z nią odbyć i czy ona będzie miała siłę ją udźwignąć
28:16Ale tej nocy, pierwszy raz od dawna, poczuła, że w tym ogromnym domu, pełnym cudzych zasad, istnieje choć jeden moment, który należał tylko do niej – moment, w którym mogła się śmiać bez strachu
28:32Za oknem ogród szeptał dalej swoją nocną opowieść. A Hancer stała przy szybie, wsłuchując się w ciszę tak, jakby była obietnicą, że jeszcze nie wszystko jest stracone