
Wnętrze chaty jest niewielkie, ale przytulne. Ściany zrobione są z grubych, ciemnych bali, które pachną żywicą i starym drewnem. W rogu stoi żeliwny piecyk z długą, zakrzywioną rurą prowadzącą do sufitu. Obok ułożono kilka kawałków drewna na opał. Przy ścianach stoją dwie stare wersalki przykryte kolorowymi narzutami w kwiatowe wzory. Okna zasłaniają cienkie firanki, a na ścianie wisi stara naftowa lampa. W powietrzu unosi się ciepło i cisza, która kontrastuje z napięciem między dwojgiem ludzi znajdujących się tutaj. Hancer siedzi nieruchomo na jednej z wersalek. Owinęła się cienkim, jasnym szalem, który Cihan podał jej po wejściu do środka. Jej wzrok wędruje po pomieszczeniu, ale myśli są zupełnie gdzie indziej
— przy bracie. Zastanawia się gorączkowo, jak wrócić do domu, zanim Cemil zorientuje się, że zniknęła. Cihan krząta się przy małym stole. Otwiera lodówkę, wyciąga kilka rzeczy i po chwili przygotowuje prostą kanapkę. Układa ją na talerzu, stawia obok dwie szklanki soku i przynosi wszystko na tacy. Siada naprzeciwko niej na drugiej wersalce i stawia tacę na niskim stoliku obok piecyka. — Mój przyjaciel zostawił nam coś do jedzenia — mówi spokojnie. Hancer nawet nie patrzy na jedzenie. — Nie będę jeść. Cihan wzrusza lekko ramionami. — W takim razie zjesz później. Kiedy zgłodniejesz. Hancer w końcu podnosi na niego wzrok. W jej oczach widać gniew i niedowierzanie. — Naprawdę nie rozumiem, co ty robisz — mówi. — Powiedziałeś swojemu koledze z wojska, że zamierzasz porwać swoją żonę, a on zostawił nam jedzenie w lodówce, żebyśmy przypadkiem nie byli głodni? Kręci głową z ironią. — Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, że to przestępstwo. Zgłoszę cię, jak tylko stąd wyjdę. Cihan opiera łokcie na kolanach i splata dłonie. — A to, co ty zrobiłaś, nie było przestępstwem? Hancer marszczy brwi. — Co niby zrobiłam? — Ukryłaś przede mną wszystko — mówi spokojnie, ale w jego głosie słychać napięcie. — Chorobę twojego brata. Długi. To, dlaczego podpisałaś umowę i poprosiłaś o pieniądze. Ukryłaś całe swoje życie. Patrzy jej prosto w oczy.
— Gdybyś była ze mną szczera od początku, nic z tego by się nie wydarzyło. Hancer wciąga powoli powietrze. — Naprawdę myślisz, że byś mi uwierzył? — pyta cicho. — W twoich oczach byłam biedną dziewczyną bez honoru. Dziewczyną, która sprzedała się za pieniądze. Jej głos drży. — Twoje słowa zraniły mnie tak bardzo, że zaczęłam nienawidzić samej siebie. A teraz mówisz mi, że powinnam była ci wszystko powiedzieć. Przez chwilę w chacie zapada ciężka cisza. Cihan spuszcza wzrok. — Ja też znienawidziłem samego siebie — mówi w końcu cicho.
— Przez to wszystko stałem się kimś, kogo sam nie poznaję. Podnosi głowę.— Nie wiem, jak mnie widzisz, ale nie jestem takim człowiekiem. I nigdzie stąd nie wyjedziemy, dopóki tego nie zrozumiesz. W tym momencie w ciszy rozlega się dźwięk telefonu. Telefon Cihana zaczyna dzwonić. Hancer natychmiast prostuje się na wersalce. — Kto to? Mój brat? — Jej głos pełen jest niepokoju. Cihan spogląda na ekran. — Nie. Twoja bratowa. — Boże… — Hancer łapie się za głowę. — Mój brat musiał się obudzić i zauważyć, że mnie nie ma. Tym razem naprawdę go stracę… Oddycha szybciej. — A jeśli bratowa dzwoni, bo coś mu się stało? — Uspokój się. Zaraz się dowiemy — mówi Cihan i odbiera telefon. — Szwagrze?
— odzywa się głos Deryi w telefonie. — Czy Hancer jest z tobą? Szukałam jej w pokoju, ale jej nie ma. Pomyślałam, że może jest z tobą… Martwię się. — Nie martw się — odpowiada spokojnie Cihan. — Jest ze mną. Hancer natychmiast pochyla się w stronę telefonu. — Bratowo! Czy z moim bratem wszystko w porządku? Po drugiej stronie zapada chwila ciszy. — Na razie tak… bo jeszcze nie wie, że cię nie ma — odpowiada Derya ciszej. — Najlepiej będzie, jeśli szybko wrócicie, zanim sprawa wyjdzie na jaw. Jeśli Cemil się dowie, wybuchnie prawdziwy chaos. Cihan patrzy przed siebie chłodnym wzrokiem. — Właśnie na tym mi zależy. Nie wrócimy. Niech wszystko się skomplikuje. — Oszalałeś?! — wybucha Hancer, patrząc na niego z niedowierzaniem. — Zostaniemy tutaj, dopóki Cemil nie da nam swojej zgody. Chcę się z nim pogodzić. Chcę jego aprobaty. Obiecuję, że przyprowadzę Hancer, kiedy tylko zadzwoni. Nie czekając na odpowiedź Deryi, rozłącza się. W chacie zapada cisza. — Co ty zrobiłeś? — pyta Hancer wstrząśnięta. — Próbuję zacząć wszystko od nowa — odpowiada spokojnie. — Nigdy z ciebie nie zrezygnuję. — Cihanie… — jej głos łagodnieje. — Mój brat jeszcze się nie zorientował. Wróćmy teraz, póki mamy szansę. Proszę. Cihan kręci głową. — Nigdzie nie idziemy. — Co ty próbujesz zrobić?! — podnosi głos. — Zwariuje, kiedy obudzi się rano i mnie nie zobaczy! Mój brat jest chory! — Dość! — jego głos nagle twardnieje. — Przestań myśleć o nim i pomyśl o nas. Hancer patrzy na niego z gniewem. — Oczywiście. Zawsze musi być po twojemu, prawda? Inni nie mają uczuć. Tylko ty jesteś ważny. Wstaje gwałtownie z wersalki. — Ty decydujesz o wszystkim! Ty zdecydowałeś, w jaki sposób dojdzie do zapłodnienia. Ty zdecydowałeś o rozwodzie. Ty decydujesz, czy wrócę do domu! Jej oczy błyszczą od emocji. — Nie będę cię więcej słuchać. Wychodzę! Odwraca się i rusza w stronę drzwi. Na nogach ma tylko cienkie kapcie, a na sobie lekką piżamę. Nie odchodzi jednak daleko. Cihan wstaje i jednym krokiem zastępuje jej drogę. Chwyta ją za ramiona i zatrzymuje tuż przy ścianie.— Nigdzie nie pójdziesz — mówi cicho, ale stanowczo. Hancer patrzy na niego szeroko otwartymi oczami. Cihan pochyla się nieco bliżej. — Zadałem ci pytanie — mówi powoli. — I teraz mi na nie odpowiesz. Jego spojrzenie jest twarde i przenikliwe, jakby chciał zajrzeć wprost do jej myśli. — Przywiozłem cię tutaj, żebyśmy mogli zrobić krok naprzód — mówi Cihan spokojniej, choć w jego głosie wciąż pobrzmiewa napięcie. — Ale sam tego nie zrobię. Potrzebuję twojej pomocy. Przez chwilę patrzy jej w oczy, jakby szukał w nich choćby śladu zrozumienia. — Tak jak wtedy, gdy pomogłaś mi rozpalić w piecu — dodaje ciszej. — Nie pozwoliłaś mi zmarnować ostatniej zapałki. Zatrzymałaś mnie, bo wiedziałaś, że to byłby błąd. Robi krótką pauzę. — To była właściwa decyzja. Dlaczego więc nie chcesz zrobić tego samego dla naszego małżeństwa? Hancer milczy, a napięcie między nimi gęstnieje. Cihan delikatnie odsuwa ją od drzwi, po czym sięga do zamka i przekręca klucz. W ciszy rozlega się cichy metaliczny klik. — Dopóki nie odpowiesz mi na to pytanie — mówi stanowczo — nigdzie stąd nie wyjdziesz. Całe streszczenie w komentarzu.