
Furia Cichana narastała wraz z każdą kolejną prawdą ujawnianą podczas przesłuchania. Jonca, zapłakana i roztrzęsiona, w końcu zaczęła mówić. Opowiedziała o piekle, przez które przeszła — o uwięzieniu, groźbach i dramatycznym porodzie w zamknięciu.
Najbardziej wstrząsające było jednak to, kto stał za tym wszystkim. Bejza i Nusret — ludzie, którym Cihan ufał najbardziej — okazali się sprawcami całego spisku. To oni zmusili Joncę do oddania dziecka. Słowa „Daj mi je, niech będzie moje” na zawsze wypaliły się w jej pamięci.
Cihan, słuchając tych zeznań, nie był w stanie ukryć gniewu. Szok szybko zamienił się w niekontrolowaną furię. Zdrada, oszustwo i kradzież dziecka były dla niego ciosem prosto w serce.
Jonca opowiedziała, jak Bejza manipulowała nią, groziła i obiecywała lepsze życie dla dziecka. Gdy próbowała się wycofać, Nusret zamknął ją w domu i odebrał telefon. Nie pozwolono jej iść do szpitala — poród miał odbyć się w ukryciu.
Była noc, ból i strach. Obca akuszerka, zimna i obojętna, kazała jej rodzić bez pomocy lekarza. Bejza stała obok, nie okazując współczucia — tylko niecierpliwość.
Po porodzie dziecko zostało jej odebrane.

W pokoju przesłuchań zapadła cisza. Nawet policjanci byli poruszeni. Cihan nie wytrzymał — wybuchł, obwiniając Joncę, że wcześniej nie uciekła. Kobieta rozpłakała się jeszcze bardziej, tłumacząc, że bała się o życie swoje i dziecka.
Hancer próbowała uspokoić Cihana, przypominając mu, że Jonca również jest ofiarą. Mężczyzna w końcu opuścił salę, nie mogąc dłużej tego słuchać.
Na korytarzu Engin próbował przemówić mu do rozsądku. Tłumaczył, że gniew nic nie da — potrzebne są dowody. Testy DNA miały potwierdzić prawdę i zdemaskować kłamstwa Bejzy.
Cihan stopniowo odzyskiwał kontrolę. Jego gniew nie zniknął, ale zmienił się w determinację.
W międzyczasie Jonca podpisała zeznania. Każde słowo było dla niej powrotem do koszmaru. Najtrudniejszy moment nadszedł, gdy powiedziano jej, że musi przejść badania DNA i może ponownie spotkać Bejzę. Wpadła w panikę.

Dopiero gdy pozwolono jej wziąć dziecko na ręce, trochę się uspokoiła. Przytuliła syna i płakała, powtarzając, że już nigdy go nie odda.
Cihan wrócił do sali spokojniejszy. Przeprosił Joncę za swój wybuch. Obiecał, że dopilnuje, aby sprawiedliwość została wymierzona.
Śledztwo dopiero się zaczynało. Przed nimi były badania, dowody i długa droga do prawdy.
Ale jedno było pewne — tym razem prawda nie zostanie uciszona.