
„Özle… gdzie jesteś teraz? W jakim jesteś stanie? A ja… sam już nawet nie wiem, w jakim jestem stanie.
Czuję tylko ogromne zmęczenie. Jestem zmęczony udawaniem, że nic mnie nie boli, że niczego już nie oczekuję, że nic mnie nie obchodzi. Jestem zmęczony próbami cofania czasu i naprawiania tego, czego być może już nie da się naprawić. Zmęczyłem się nadziejami, które ciągle obracają się w pustkę, marzeniami, które rozpływają się jedno po drugim. Tak naprawdę jestem zmęczony wszystkim, mistrzu… wszystkim.
— Skoro tak mówisz, skoro naprawdę jesteś zmęczony, to może powinieneś na chwilę się zatrzymać. Odsuń się od tego wszystkiego i odpocznij trochę.
Czy naprawdę myślisz, że człowiek jest w stanie rozwiązać wszystko własnym rozumem, własną siłą i własną wolą?
Nie każda rana goi się od ludzkich słów i nie każda droga otwiera się dzięki wysiłkowi człowieka. Czasami jedno boskie dotknięcie, jedna chwila łaski od Boga, potrafi odmienić całe życie człowieka.
I często dzieje się to dokładnie wtedy, kiedy człowiek mówi: „To już koniec. Nie mam siły. Jestem wyczerpany”.
Nieważne, z jakim problemem się zmagasz — najważniejsze jest, by nie stracić wiary i pozostać gotowym na to, co przychodzi od Boga. Bo czasem rozwiązanie przychodzi wtedy, kiedy człowiek przestaje już go oczekiwać.
[Muzyka]
— Ostatnio bardzo dużo mówię… Mam wrażenie, jakby mój język nie umiał już milczeć.
— Nie mów tak, mistrzu. Kiedy cię słucham, moje serce się uspokaja. Twoje słowa przynoszą mi ulgę i spokój.
— Nie, nie… Przed nami święty Ramadan. A Ramadan nie jest tylko postem dla ciała.
Tak jak człowiek powstrzymuje swoje gardło od jedzenia i picia, tak samo powinien nauczyć się powstrzymywać swój język od nadmiaru słów. Czasami milczenie jest piękniejsze i mądrzejsze niż tysiące wypowiedzianych zdań.
[Muzyka]
— To ty przychodzisz do mnie, zadajesz pytania, a ja potem mówię bez końca.
Nigdy nie pomyślałeś sobie:
„Co właściwie opowiada ten stary człowiek?”
Nigdy nie powiedziałeś:
„Łatwo jest mówić. Spróbuj być mną i przeżyć to, co ja przeżywam”.
— Broń Boże, mistrzu… Jak mógłbym tak powiedzieć?
To nie ty mówisz za dużo.
To ja za dużo biegnę. Za bardzo próbuję dogonić życie, wszystko naprawić i wszystko unieść na własnych barkach.
Może rzeczywiście najlepiej będzie, jeśli w tym roku będziesz pościł także słowami, a ja nauczę się zatrzymywać i odpoczywać.
— Odsuń się trochę i odpocznij.
— To niemożliwe…
— Dlaczego niemożliwe? Dokąd tak ciągle biegniesz? Jaka droga jest aż tak pilna, że zapomniałeś o własnym spokoju?”