Scena rozpoczyna się spokojną rozmową o pogodzie. Ktoś zauważa, że dzisiejsza aura jest wyjątkowo ładna, choć jednocześnie dodaje, że taki klimat nie do końca do niego pasuje. Inna osoba odpowiada, że w rzeczywistości jest dość zimno. Atmosfera wydaje się zwyczajna, ale pomiędzy bohaterami da się wyczuć lekkie napięcie i ukryte komentarze.
Po chwili rozmowa schodzi na Cihana i zachowanie obecnych osób. Pada ironiczna uwaga o „dwóch szalonych ludziach”, którzy najwyraźniej dobrze do siebie pasują. Zaraz potem ktoś mówi, że najbardziej żal mu dziecka, ponieważ będzie dorastać właśnie wśród nich. Słowa te są wypowiedziane pół żartem, pół serio, ale zdradzają krytyczny stosunek do całej sytuacji rodzinnej.
Następnie bohaterowie zajmują się wspólnym jedzeniem. Padają prośby o rozdanie kurczaka, szczególnie skrzydełek, ponieważ dzieci bardzo je lubią. Ktoś tłumaczy, że dlatego podał ich tak dużo. Atmosfera przy stole staje się bardziej swobodna i domowa. Jedna z kobiet żartobliwie narzeka, że nie chce samego kurczaka, tylko prawdziwe mięso, po czym prosi o dokładkę. Mimo lekkiego humoru między postaciami nadal wyczuwa się pewną sztuczność i ukryte emocje.
Kiedy Cemil przygląda się sytuacji, ktoś pyta go, dlaczego tak patrzy. Pada odpowiedź, że skoro przyszli do domu gospodarzy, nie wypada niczego nie zjeść. Jednocześnie zwraca uwagę, że inni prawie nic sobie nie nałożyli na talerze. Wtedy jedna z osób wypowiada mocne i zaskakujące zdanie — mówi, że przyszła tutaj, aby kogoś zabić. Chociaż po chwili temat zostaje przerwany propozycją poczęstunku, napięcie gwałtownie rośnie i scena nabiera mroczniejszego charakteru.
Później rozmowa staje się bardziej osobista. Jedna z osób zwraca się do rozmówcy i mówi, że zawsze był świadkiem złych wydarzeń związanych z Cihanem, ale w rzeczywistości Cihan nie jest aż tak złym człowiekiem, jak mogłoby się wydawać. Dodaje, że jego chłodne i „zabójcze” spojrzenie wcale nie oddaje tego, kim naprawdę jest. Następnie porównuje rozmówcę do sokoła, podkreślając, że jako prawnik niczego nie przeocza.
W tym samym czasie uwaga wszystkich kieruje się na dziecko, które zasnęło. Bohaterowie zauważają, jakie jest urocze. Ktoś przypomina sobie, że widział je już wcześniej podczas odwiedzin. Padają tradycyjne życzenia zdrowia i błogosławieństwa dla dziecka. Zostaje również wspomniane, że bardzo urosło i wygląda dokładnie jak ojciec. Okazuje się także, że nosi to samo imię co on. Jedna z osób wyznaje, że to właśnie ona nadała dziecku imię. Następnie wszyscy wypowiadają błogosławieństwo, życząc mu, by dorastało razem z matką i ojcem.

Pod koniec sceny atmosfera znów staje się bardziej nerwowa. Ktoś mówi, że szkoda, iż jego brat nie przyszedł w takim dniu, ale dodaje, że w przyszłości jakoś to wynagrodzą. Zaraz potem pojawia się ostrzeżenie, by nie zdradzić swoich emocji, ponieważ Cihan patrzy w ich stronę. Pada szybki plan udawania poprawiania włosów, żeby odwrócić uwagę i zachować pozory. Jednak po chwili okazuje się, że Cihan już odwrócił głowę i cały ten gest nie będzie potrzebny. Scena kończy się więc napięciem ukrytym pod codziennymi rozmowami, żartami i pozornie zwyczajnym rodzinnym spotkaniem.