
Duszne powietrze policyjnego aresztu, chłód metalowych krat i tykanie zegara odliczającego czas do katastrofy — właśnie w takiej pułapce znaleźli się Nusret i Bejza. Nusret próbował zachować spokój,
podczas gdy nerwy Bejzy rozpadały się z każdą chwilą.
Kiedy na korytarzu rozległy się kroki i z cienia wyłoniła się Mukadder, w sercu Bejzy pojawiła się nadzieja. Myślała, że ciotka przyszła ich uratować. Jednak zamiast pomocy przyszła zdrada.
Mukadder spojrzała im w oczy z lodowatym spokojem i oznajmiła, że nie zamierza nic zrobić. Powiedziała bezlitośnie:
„Każda owca wisi za własną nogę.”
Dla Bejzy był to cios nie do zniesienia. Dziewczyna błagała ciotkę o pomoc, płakała i traciła resztki godności. Mukadder pozostała jednak niewzruszona. Nie przyszła ratować rodziny — przyszła pokazać,
że wybiera własne bezpieczeństwo.
Nusret nie zamierzał jednak poddać się bez walki. Zaczął przypominać Mukadder o tajemnicach z przeszłości i o rzeczach, które wspólnie ukrywali. Atmosfera zrobiła się ciężka, a w oczach Mukadder po
raz pierwszy pojawił się cień strachu.
Rozpoczęła się brutalna gra psychologiczna. Każde słowo było groźbą, każdy gest próbą zdobycia przewagi. Mukadder ostrzegła Nusreta, że jeśli spróbuje ją wciągnąć w swoje problemy, ona zniszczy go bez
wahania.
Bejza była przerażona. Dopiero teraz zaczęła rozumieć, że ludzie, którym ufała, kierowali się wyłącznie własnym interesem. Rodzina nie oznaczała już ochrony ani miłości — była tylko układem opartym na
sekretach i manipulacji.

Kiedy Mukadder odeszła bez spojrzenia za siebie, Bejza załamała się całkowicie. Upadła przy kratach i płakała, czując, że straciła wszystko.
Nusret patrzył w pusty korytarz z gniewem i chłodną determinacją. Wiedział, że ta wojna jeszcze się nie skończyła. Mukadder mogła myśleć, że wygrała, ale on znał sekrety, które mogły zniszczyć
wszystkich.
A Mukadder, choć opuściła komisariat spokojnym krokiem, dobrze wiedziała jedno — przeszłość nigdy naprawdę nie umiera. Ona tylko czeka, aż ktoś wypowie jej imię.