
- Cą na skraju życia. Hanser odkrywa mroczną tajemnicę zepsutego kremu i podstęp bejy. W dzisiejszej opowieści nasza bohaterka Hanser staje w obliczu prawdziwego koszmaru. Jej mąż C trawiony jest przez nagłą, wysoką gorączkę, a jego ciało ogarnia nienaturalny żar. Mężczyzna dumnie i uparcie kategorycznie odmawia wezwania lekarza, ryzykując własnym życiem.
- Jakby tego było mało, napięcie sięga zenitu, gdy w sypialni pojawia się jego matka. Mukader. Kobieta wpada w panikę i bez cienia litości atakuje Hanser, obarczając ją winą za pogarszający się stan ukochanego syna. Ale to nie kłótnie są tutaj najistotniejsze. Prawdziwy wstrząs nadchodzi wraz z wizytą Jasemin. To jej bystre oko i chłodny umysł demaskują szokującą prawdę.
- Co tak naprawdę kryje się w małym zielonym słoiczku z kremem, który miał uleczyć rany ciana? Dlaczego specyfik dostarczony przez Be wydziela tak odrażający zapach? Czyżby niewinna maść była w rzeczywistości toksyczną pułapką odpowiedzialną za niebezpieczną infekcję? Czy to zaplanowana zimna kalkulacja i próba morderstwa w białych rękawiczkach? Przygotujcie się na historię pełną duszącego napięcia, niesprawiedliwych oskarżeń i cichej walki o przetrwanie.
- Zobaczcie jak Hanser osamotniona w swojej bezradności musi stawić czoła nie tylko śmiertelnej chorobie męża, ale i wrogom, którzy z uśmiechem na ustach [muzyka] wkraczają do jej domu. Czy Cią przetrwa tę decydującą noc i kto pociąga za sznurki tej bezwzględnej gry? W jednej z eleganckich sypialni na piętrze panowała cisza tak głęboka, że każde skrzypnięcie podłogi mogło zabrzmieć jak alarm.
- Grube zasłony były częściowo rozsunięte, przez co do pokoju wpadało blade światło poranka. Na ścianach tańczyły delikatne refleksy odbijające się od jasnych mebli, kryształowych dodatków i ciężkich tkanin. Wszystko wyglądało pięknie, KZAni niemal perfekcyjnie, tylko atmosfera była zbyt duszna. C leżał na łóżku, nieruchomy, z twarzą zwróconą lekko w stronę okna.
- Jego oddech był ciężki, nierówny. Pod kołdrą jego ciało wydawało się napięte, jakby nawet we śnie walczył z bólem, którego nie chciał nikomu pokazać. Czoło miał wilgotne, włosy przyklejone do skóry, usta wysuszone i lekko rozchylone. Do sypialni weszła Hanser. Poruszała się ostrożnie, niemal na palcach, trzymając w dłoniach tacę ze śniadaniem.
- Była na niej herbata, kawałek pieczywa, odrobina sera, oliwki i lekarstwa przygotowane dokładnie tak, jak zalecił lekarz. Hanser nie spała dobrze tej nocy. Widać to było po jej twarzy, po cieniu pod oczami, po napięciu wokół ust, po spojrzeniu pełnym zmęczenia i niepokoju. Mimo to starała się wyglądać spokojnie dla niego, a może także dla siebie, żeby nie rozpaść się pod ciężarem tego wszystkiego, co ostatnio wydarzyło się w tym domu.
- Postawiła ta na stoliku obok łóżka. Cianie, powiedziała cicho. Przyniosłam ci śniadanie. Musisz coś zjeść, zanim weźmiesz leki. Nie odpowiedział Hanser. Poczekała chwilę, spojrzała na jego twarz i zmarszczyła brwi. Zwykle, nawet kiedy był zmęczony, nawet kiedy chciał ją od siebie odsunąć, reagował na jej obecność.
- Czasem ostrym słowem, czasem chłodnym spojrzeniem. czasem krótkim westchnieniem, które miało udawać obojętność. Tym razem jednak nie było nic, tylko ciężki oddech i dziwne, niespokojne drżenie powiek. Podeszła bliżej, co cią powtórzyła już bardziej zaniepokojona. Mężczyzna poruszył się lekko, ale nie otworzył oczu.
- Hanser pochyliła się nad nim i wtedy dostrzegła pot na jego szyi. Nie był to zwykły ślad zmęczenia. Jego skóra była mokra, rozpalona, a twarz miała niezdrowy, szarawy [muzyka] odcień. Serce zabiło jej mocniej. Cą, słyszysz mnie? dotknęła palcami jego szyi, potem czoła. Cofnęła dłoń niemal natychmiast, jakby się oparzyła.
- Boże, jesteś cały rozpalony. Cą z trudem uchylił powieki. Jego spojrzenie było zamglone, nieobecne, pozbawione zwykłej pewności siebie. Przez moment patrzył na nią tak, jakby nie [muzyka] wiedział, gdzie jest. Chce spać. Wyszeptał ochrypłym głosem. Zostaw mnie. Nie mogę cię zostawić w takim stanie.
- Hanser, nie przerwała mu stanowczo, choć w jej głosie drżał strach. Jesteś rozpalony. Muszę zmierzyć ci temperaturę. Nie czekając na zgodę sięgnęła po elektroniczny termometr leżący w szufladzie nocnej. Ręce lekko jej drżały, kiedy go uruchamiała. Przysunęła się do niego, delikatnie umieściła urządzenie przy jego skroni i czekała. Te kilka sekund wydawało się trwać całą wieczność. Cichy sygnał przeciął ciszę.
- Hanser spojrzała na wynik. 38,5. Przez chwilę nie oddychała. Masz gorączkę. powiedziała cicho, bardziej do siebie niż do niego. Wysoką gorączkę Cią zamknął oczy. To nic. [muzyka] To nie jest nic. Masz ranę. Byłeś osłabiony. Straciłeś krew. To może być infekcja. Samo wypowiedzenie tego słowa sprawiło, że ścisnęło ją w gardle.
- Infekcja. [muzyka] coś niewidzialnego, cichego, podstępnego, coś, co mogło rozwijać się pod skórą, zanim ktokolwiek zdołałby zareagować. Hanser odłożyła termometr i odruchowo poprawiła kołdrę, choć wiedziała, że to niczego nie rozwiąże. Pójdę po twoją matkę [muzyka] i zadzwonię po lekarza. Na te słowa Cio nagle poruszył ręką.
- słabo, ale wystarczająco szybko, by chwycić ją za nadgarstek, Hanser znieruchomiała. Jego palce były gorące, a uścisk nierówny, lecz wciąż stanowczy. Otworzył oczy i spojrzał na nią spod ciężkich powiek. Nie, Co, proszę. Powiedziałem. [muzyka] Nie masz gorączkę. Słyszałem. Nie możesz tak po prostu udawać, że nic się nie dzieje.
- Na jego twarzy pojawił się cień dawnej hardości. Nawet osłabiony, nawet trawiony gorączką, wciąż próbował kontrolować sytuację. Czy pacjent nie ma prawa zdecydować, czy chce lekarza? Pacjent ma prawo żyć. odpowiedziała, a jej głos nagle stał się ostrzejszy i ma obowiązek nie zachowywać się jak uparty człowiek, który chce wszystkich doprowadzić do rozpaczy.
- Cong patrzył na nią przez chwilę. W jego oczach mignęło coś trudnego do nazwania. Może ból, może irytacja, może cień wzruszenia, którego natychmiast się wystraszył. Jeśli chcesz wyjść, wyjdź. Powiedział cicho. Droga wolna, nie musisz tu siedzieć. Te słowa uderzyły ją mocniej niż chciała pokazać. Nie dlatego, że były nowe.
- Si ją potrafił ranić chłodem. Potrafił odpychać ją wtedy, gdy najbardziej potrzebował bliskości. Ale tym razem jego głos brzmiał nie tylko jak rozkaz. Brzmiał jak obrona, jak człowiek, który woli zostać sam, zanim ktoś zobaczy, jak bardzo jest słaby. Hanser powoli uwolniła nadgarstek z jego uścisku, ale nie zrobiła kroku w stronę drzwi.
- Nie pójdę powiedziała spokojniej. Możesz mówić co chcesz. Nie zostawię cię samego. Cio odwrócił wzrok. Jak chcesz. usiadła na krześle obok łóżka i sięgnęła po wilgotną chusteczkę. Delikatnie przetarła mu czoło. Przez moment nie protestował. Leżał nieruchomo, wyczerpany, jakby cała jego duma nie miała już siły podnieść głowy.
- Ciszę przerwało nagłe otwarcie drzwi. Do sypialni weszły Jasemin i Mukader. Jasemin zatrzymała się pierwsza z ciepłym, ostrożnym uśmiechem na twarzy. była ubrana elegancko, ale bez przesady, z tą naturalną swobodą osoby, która potrafi wejść do obcego napięcia i nie od razu je pogłębić. Za nią wkroczyła mu kader, prosta, dumna, z twarzą napiętą od nieustannej czujności.
- Wystarczyło jedno spojrzenie, by zrozumieć, że ta kobieta nigdy nie przestaje oceniać. Dzień dobry. Powiedziała Jasemin łagodnie. Cianie jak dobrze cię widzieć. Miałam przyjść wczoraj z Enginem. Naprawdę planowaliśmy wizytę, ale sprawy tak się ułożyły, że nie mogłam wyrwać się wcześniej. Dzisiaj znalazłam chwilę i pomyślałam, że zajrzę.
- Chciałam zobaczyć, jak się czujesz. Con zmusił się do bladego uśmiechu. Dobrze cię widzieć, Jasemin. Jego głos był tak słaby, że Hanser poczuła jeszcze większy niepokój. Nie pozwoliła, by rozmowa potoczyła się kurtuazyjnie, jakby wszystko było w porządku. On nie czuje się dobrze. Powiedziała szybko. Ma gorączkę. Przed chwilą zmierzyłam. 38,5.
- Słowo gorączka zadziałało na mukader jak uderzenie. Co takiego? Natychmiast podeszła do łóżka, niemal odsuwając Hanser z miejsca. Pochyliła się nad synem, dotknęła jego czoła i pobladła. Co, synu, ty płoniesz. Cion skrzywił się lekko. Mamo, nie zaczynaj. Nie zaczynaj. Powtórzyła mu kader z niedowierzaniem. Leżysz tutaj z gorączką, a ja mam nie zaczynać.
- Potem jej wzrok powoli przesunął się na Hanser. Zmienił się natychmiast. Troska o syna ustąpiła miejsca oskarżeniu. [muzyka] Co ty robiłaś przez całą noc? Hanser zesztywniała. Byłam przy nim. Byłaś przy nim i nie zauważyłaś, że ma gorączkę? Rano zobaczyłam, że jest [muzyka] spocony i rozpalony. Od razu zmierzyłam temperaturę. Rano Mukader uniosła głos.
- Rano, a jeśli gorączka zaczęła się w nocy? Jeśli od godzin leży w takim stanie? Spał niespokojnie. Ale, ale co? Przerwała jej ostro mu kader. Mówiłam od początku, że to się tak skończy. Mówiłam, że trzeba zatrudnić profesjonalną pielęgniarkę, kogoś, kto wie co robi. Ale nie, wszyscy musieli udawać, że młoda żona wystarczy.
- I [muzyka] proszę, mój syn ma gorączkę. Rana mogła się pogorszyć, a ty stoisz tutaj i tłumaczysz się jak dziecko. Hanser spuściła wzrok. Słowa mu kader padały na nią jak uderzenia. Każde kolejne odbierało jej oddech, ale nie odpowiedziała. Nie dlatego, że nie miała nic do powiedzenia. Miała. Mogłaby powiedzieć, że robiła wszystko, co kazano, że pilnowała leków, opatrunków, posiłków, że CO sam odmawiał pomocy, sam próbował wstawać, sam lekceważył zalecenia.
- mogłaby powiedzieć, że nie jest winna każdej słabości jego ciała, ale w tym domu Hanser nauczyła się, że prawda nie zawsze broni człowieka. Czasem tylko jeszcze bardziej rozjusza tych, którzy już wybrali winnego. Jasemin, [muzyka] widząc narastający chaos, zrobiła krok naprzód. Mukader, proszę, krzykiem nie obniżymy gorączki, a milczeniem też nie.
- Dlatego musimy myśleć jasno. Odpowiedziała spokojnie Jasemin. Potem zwróciła się do Hanser. Powiedz mi dokładnie, co mu podałaś? Jakie leki? O której godzinie? Czy rana była smarowana? Hanser odetchnęła płytko, wdzięczna za ten rzeczowy ton. dostał leki przeciwbólowe zgodnie z zaleceniami. Antybiotyk zakończył wczoraj, tak jak było zapisane.
- Rano miał zjeść śniadanie i przyjąć kolejną dawkę witamin oraz leku osłonowego. Rana była oczyszczana. Smarowałam ją kremem tym zielonym, który doktor zostawił wcześniej. Pierwszy słoiczek się skończył, więc [muzyka] przerwała i spojrzała na stolik nocny. Stał tam mały zielony pojemnik. Jasemin podążyła za jej wzrokiem. To ten krem? Tak. Hanser podała go ostrożnie.
- Jasemin wzięła słoiczek, odkręciła wieczko i pochyliła się, by powąchać zawartość. Jej twarz natychmiast się zmieniła. Nie było w tym krzyku ani przesadnej reakcji. [muzyka] Ale właśnie ta cisza sprawiła, że Hanser poczuła zimno na plecach. Co jest? Spytała mu Kader. Dlaczego tak patrzysz? Jasemin nie odpowiedziała od razu.
- Jeszcze raz spojrzała na maść, potem powąchała ją ostrożniej, jakby chciała upewnić się, że pierwszy odruch jej nie myli. Ten krem ma dziwny zapach. Powiedziała w końcu. Bardzo dziwny. Hanser szybko pokiwała głową. Ja też to poczułam. Kiedy go otworzyłam, od razu wydał mi się podejrzany. Miał brzydki zapach, jakby był zepsuty [muzyka] albo nie wiem, skażony.
- Dlatego się zawahałam. Mukader odwróciła się gwałtownie. Zawachałaś się? Co to znaczy? Zawachałaś się? Posmarowałaś nim ranę czy nie? Hanser zamilkła na moment, próbując przypomnieć sobie każdy szczegół. [muzyka] Noc była długa, ją cierpiał, rana znowu go bolała. Stary krem się skończył. Sięgnęła po nowy słoiczek, otworzyła.
- Zapach ją zaniepokoił. Nałożyła tylko odrobinę na gazik, a może odsunęła go od razu? W stresie wszystko nakładało się na siebie. Nie nałożyłam go tak jak poprzedniego. Powiedziała powoli. Otworzyłam, poczułam zapach. Dotknęłam gazikiem odrobiny, ale potem przestałam. Coś mi nie pasowało. Chciałam zapytać.
- [muzyka] Chciałaś zapytać? Mukader niemal krzyknęła. A w międzyczasie mój syn leży z gorączką. Mukader wtrąciła Jasemin ostrzej niż wcześniej. Przestań. Matka Ciana spojrzała na nią oburzona. Mam przestać? Kiedy ta dziewczyna być może posmarowała rany mojego syna czymś zepsutym. Nie wiemy jeszcze co się stało. Ale wiemy jedno.
- Jeśli krem rzeczywiście był zepsuty, nie powinien był znaleźć się przy łóżku ciana. Te słowa zawisły w powietrzu. Hanser poczuła, jak serce zaczyna bić jej szybciej. To nie ja go przyniosłam. powiedziała cicho. Jasemin spojrzała na nią uważnie. Kto? Hanser przełknęła ślinę. Bejaza, w pokoju zapadła cisza. Co, który dotąd leżał z zamkniętymi oczami, poruszył się lekko.
- Mukader również zamilkła, ale jej milczenie nie oznaczało spokoju. Przeciwnie, wyglądała jakby nagle nie wiedziała, w którą stronę skierować gniew. Bejza powtórzyła Jasemin powoli. Tak, pierwszy słoiczek się skończył. Ten nowy przyniosła beza. Powiedziała, że to ten sam preparat, że znalazła zapas i ty jej uwierzyłaś.
- Syknęła mu kader. Hanser spojrzała na nią z bólem. A co miałam zrobić w tym domu? Wszyscy wchodzą i wychodzą. Każdy wydaje polecenia. Każdy mówi mi, co powinnam robić. Bejaza podała krem tak, jakby to było coś normalnego. Nie miałam powodu myśleć, że urwała, bo zdała sobie sprawę, że to nieprawda. Miała powody.
- W tym domu każdy uśmiech mógł być maską. Każda uprzejmość mogła ukrywać zamiar. A Bejza Bea od dawna patrzyła na nią z czymś więcej niż niechęcią. Jasemin zakręciła słoiczek i odłożyła go na stolik, jakby trzymała nie kosmetyk, lecz dowód. Tego nie wolno już używać. Powiedziała stanowczo. [muzyka] Ani kropli. Trzeba zachować opakowanie.
- Jeśli gorączka nie spadnie, lekarz powinien je zobaczyć. Ten zapach naprawdę mi się nie podoba. Myślisz, że od tego mogła wdać się infekcja? Spytała Hanser niemal szeptem. Jasemin spojrzała na ciana, potem na ranę ukrytą pod opatrunkiem. Nie mogę tego stwierdzić. Na pewno nie jestem lekarzem, ale jeśli rana miała kontakt z czymś zanieczyszczonym albo przeterminowanym, ryzyko jest poważne.
- Zwłaszcza przy takim osłabieniu organizmu, Hanser poczuła, jak cała krew odpływa jej z twarzy. Ja nie chciałam. Wiem, powiedziała Jasemin łagodniej. Wiem, Hanser, [muzyka] to jedno zdanie, wypowiedziane bez oskarżenia. prawie ją złamało, bo od kilku dni, może od wielu tygodni, Hanser słyszała głównie wyrzuty, rozkazy i podejrzenia.
- Kiedy ktoś nagle powiedział: “Wiem, tak po prostu z wiarą w jej intencje.” Łzy napłynęły jej do oczu. Mukader jednak nie potrafiła odpuścić. Ja od początku mówiłam, że ona się do tego nie nadaje. Mój syn potrzebuje opieki, a nie romantycznych prób udowadniania poświęcenia. Cą otworzył oczy. Mamo, jego głos był słaby, ale ton niebezpiecznie chłodny.
- Mukader pochyliła się nad nim natychmiast. Synu, nie mów. Musisz odpoczywać. To ty przestań mówić. Mukader zamarła. Hanser również spojrzała na niego zaskoczona. Con oddychał ciężko, ale jego wzrok był już bardziej świadomy. Hanser była tu całą noc. Powiedział z trudem. Robiła więcej niż ktokolwiek od niej wymagał.
- Jeśli chcesz kogoś obwiniać, obwiniaj [muzyka] mnie. To ja nie chciałem lekarza. To ja nie chciałem, żeby ktokolwiek robił wokół mnie zamieszanie. Cianie, nie przerwał matce. Dość. Po tym wysiłku zamknął oczy, jakby sama rozmowa odebrała mu resztę sił. Hanser poczuła dziwny ucisk w sercu. Nie spodziewała się, że stanie w jej obronie. Nie teraz, [muzyka] nie przymad.
- Nie w takim stanie. Ten gest, choć krótki i szorstki, znaczył więcej niż długie przeprosiny. Jasemin wykorzystała chwilę ciszy. Musimy wrócić do antybiotyku. Powiedziała, przynajmniej do czasu konsultacji. Nie możemy ryzykować, że infekcja się rozwinie. Trzeba też regularnie zbijać gorączkę, kontrolować temperaturę co kilka godzin i obserwować rany.
- Cą poruszył głową na poduszce. Niepotrzebne cianie. Proszę cię. Westchnęła Jasemin. Wiem, że nie lubisz, kiedy ktoś mówi ci co masz robić, ale to nie jest kwestia dumy. To rana, gorączka i możliwa infekcja. Jeśli zlekceważysz to teraz, jutro może być dużo gorzej. Przesadzasz? Nie, ty bagatelizujesz. Hanser spojrzała na Jasemin z wdzięcznością.
- Sama mówiła podobne rzeczy, ale Cią często odbierał jej troskę jak atak. Może z ust kogoś innego zabrzmiały mocniej. Jasemin pochyliła się nieco nad łóżkiem. Posłuchaj mnie uważnie. Jeśli do jutra rano gorączka nie spadnie, lekarz [muzyka] przyjedzie. Nie będziemy pytać, czy masz ochotę. Nie będziemy negocjować, nie będziemy udawać, że wszystko jest pod kontrolą tylko dlatego, że ty tak mówisz.
- Rozumiesz? Cią nie odpowiedział od razu. Słyszysz mnie? Dodała. Słyszę. Mruknął. I róbcie co chcecie. To już coś. odparła Jasemin z cieniem zmęczonego uśmiechu. Mukader poprawiła brzeg kołdry przy synu, ale jej wzrok znów odnalazł Hanser. Masz być ostrożna. Powiedziała twardo. Najwyższa ostrożność. [muzyka] Żadnych pomyłek, żadnych decyzji bez konsultacji, żadnych dziwnych kremów, żadnych eksperymentów.
- Jeśli coś mu się stanie. Nie dokończyła. Nie musiała. Groźba była jasna. Hanser uniosła głowę. Tym razem nie spuściła wzroku. Nic mu się nie stanie. Powiedziała cicho, ale stanowczo. Nie dlatego, że pani mi grozi, tylko dlatego, że ja naprawdę chcę, żeby wyzdrowiał. Mukader przez moment patrzyła na nią zaskoczona tą odpowiedzią.
- Może spodziewała się kolejnego milczenia, może łez, może uległości, ale Hanser mimo zmęczenia i strachu miała w oczach coś, czego Mukader nie lubiła widzieć u ludzi, których próbowała złamać. Godność. Jasemin położyła dłoń na ramieniu. Hanser, zadzwonisz do mnie, jeśli w nocy cokolwiek się zmieni. Nawet jeśli temperatura wzrośnie o kilka kresek, nawet jeśli tylko poczujesz, że coś jest nie tak.
- Rozumiesz? Tak. Nie czekaj z tym sama i nie pozwól, żeby Cią cię przekonał, że to nic. C prychnął cicho, lecz był zbyt słaby, by odpowiedzieć. Jasemin spojrzała na niego z lekkim wyrzutem, ale w jej oczach była troska. A ty przestań udawać niezniszczalnego. Nikt rozsądny już w to nie wierzy. Przez ułamek sekundy kącik ust Canagnął, jakby chciał się uśmiechnąć.
- Potem jednak ból i gorączka znów wzięły górę. Mukader, nadal wzburzona ruszyła w stronę drzwi. Jasemin poszła za nią, ale na progu jeszcze raz odwróciła się do Hanser. Pamiętaj. Dzwoń bez wahania. Dobrze! Odpowiedziała Hanser. Drzwi zamknęły się cicho. W sypialni znów została cisza. Ale nie była już taka sama jak wcześniej.
- Teraz w powietrzu wisiało coś cięższego. Podejrzenie. Zielony słoiczek stał na stoliku jak niemy oskarżyciel. Hanser patrzyła na niego przez chwilę, czując [muzyka] jak powoli układają się w niej strzępy myśli. Bejza. Jej pozorna uprzejmość, [muzyka] jej spokojny głos, krem podany bez wahania, ten zapach. Gorączka [muzyka] ciana.
- Czy to był przypadek? A może zemsta zaczęła się właśnie tak, nie krzykiem, nie otwartym atakiem, lecz czymś [muzyka] małym, cichym, ukrytym podwieczkiem niewinnego słoiczka? Hanser odsunęła krem dalej od łóżka, jakby sama jego obecność mogła zaszkodzić Cihanowi. Potem usiadła na brzegu materaca, bardzo ostrożnie, żeby go nie poruszyć.
- C leżał z zamkniętymi oczami, ale jego twarz była napięta, a oddech wciąż gorący i nierówny. Cą szepnęła, nie odpowiedział, sięgnęła po świeżą chusteczkę, zwilżyła ją wodą i delikatnie położyła na jego czole. Przez chwilę patrzyła, jak jego rysy łagodnieją pod wpływem chłodu. “Dlaczego zawsze musisz walczyć ze wszystkimi?” spytała cicho, bardziej siebie niż jego.
- Nawet wtedy, [muzyka] kiedy ktoś próbuje ci pomóc, ją poruszył lekko palcami na kołdrze. Bo pomoc czasem kosztuje zbyt wiele. Wymamrotał Hanser zamarła. Nie była pewna czy mówi świadomie czy przez gorączkę. Co to znaczy? nie odpowiedział od razu. Jego powieki drgnęły. Kiedy pozwolisz komuś zostać, potem trudniej patrzeć, jak odchodzi.
- Te słowa weszły w nią głęboko, niespodziewanie. Przez chwilę nie umiała nic powiedzieć. Cały gniew, cały strach, wszystkie rany między nimi jakby ucichły, ustępując miejsca czemuś bardziej kruchnemu. Ja nie odchodzę. Powiedziała w końcu. Cią oddychał ciężko. Jeszcze Hanser zamknęła oczy. Bolało.
- To jedno słowo bolało bardziej niż powinno. Jeszcze jakby już z góry skazał ją na ucieczkę. jakby nie wierzył, że ktokolwiek mógłby przy nim zostać z własnej woli. Nie wiem, co będzie jutro. Szepnęła. Nie wiem, co stanie się [muzyka] z nami, ale teraz jesteś chory. Teraz tu jestem i teraz nie pozwolę, żeby coś ci się stało. Co nie odpowiedział, ale jego dłoń przesunęła się nieznacznie po kołdrze, bliżej niej.
- Hanser zauważyła ten ruch. Nie dotknęła go od razu. Bała się, że jeśli to zrobi, on cofnie rękę. Bała się też, że jeśli tego nie zrobi, ten mały, niemal nieświadomy gest przepadnie. Po chwili położyła swoje palce obok jego dłoni. Nie splotła ich, tylko była blisko. Co nie cofnął ręki. Za oknem słońce wznosiło się coraz wyżej, rozświetlając ogród, basen i białą fasadę rezydencji.
- Z zewnątrz dom nadal wyglądał doskonale. Nikt przechodzący obok nie domyśliłby się, że w jednej z sypialni młoda kobieta siedzi przy łóżku chorego mężczyzny, walcząc jednocześnie z jego gorączką, oskarżeniami jego matki i cieniem podejrzenia, który padł na bejzę. Hanser patrzyła na Ciana i czuła, jak bezradność miesza się w niej z determinacją.
- Była zmęczona, przerażona, upokorzona słowami mu kader, ale pod [muzyka] tym wszystkim rodziła się w niej nowa siła. Nie pozwoli się zniszczyć. Nie pozwoli, żeby ktoś skrzywdził ciana pod jej nosem. i nie pozwoli, żeby prawda została pogrzebana pod krzykami, oskarżeniami i pozorami. Delikatnie poprawiła chusteczkę na jego czole.
- Potem spojrzała na zielony słoiczek stojący z dala od łóżka. W jej oczach pojawił się lęk, ale także podejrzenie, którego nie mogła już uciszyć. Poranek, który miał przynieść spokój, [muzyka] przyniósł ostrzeżenie, a Hanser zrozumiała, że choroba ciana może być dopiero początkiem czegoś znacznie mroczniejszego. Go!