Panna młoda odc. : Derya bez litości: „Zajdź w ciążę albo odejdź!”

Hancer wyszła na balkon, jakby szukała oddechu po dusznej ciszy panującej w domu. Oparła dłonie o chłodną balustradę i spojrzała w dal — na spokojną taflę morza, która lśniła w słońcu, zupełnie obojętna na ludzkie dramaty.

Jej wzrok szybko jednak opadł niżej.

Na plaży, tuż przy linii fal, dostrzegła dwie znajome sylwetki. Cihan i Beyza szli powoli obok siebie, a szum morza zdawał się tłumić wszystko poza nimi.

Hancer zesztywniała.

— Jak to możliwe… — szepnęła, a w jej głosie zabrzmiała gorzka nuta. — Czy moje słowa naprawdę nic dla niego nie znaczą?

Pokręciła głową z niedowierzaniem.

— Zabrał ją na spacer… jakby robił to na przekór mnie.

Jej palce zacisnęły się na balustradzie, aż pobielały knykcie.

***

Na plaży wiatr poruszał włosami Beyzy, a fale rozbijały się miękko o brzeg. Cihan szedł obok niej w milczeniu, pogrążony w myślach. W jego głowie wciąż brzmiały słowa mężczyzny z biura:

„Ta kobieta zrobi sobie krzywdę. Poprosiła mnie, żebym umieścił jej imię na grobie.”

Zatrzymał się nagle.

— Beyzo… — zaczął powoli, patrząc na nią uważnie. — Czy ty naprawdę chcesz tego dziecka?

Spojrzała na niego bez wahania.

— Oczywiście, że chcę.

Cihan skinął głową, jakby upewniał się w czymś sam przed sobą.

— Dobrze. W takim razie mamy coś wspólnego… bo ja też go chcę.

Zrobił krok bliżej. Jego głos stał się spokojniejszy, bardziej stanowczy.

— Urodzi się, dorośnie… i będzie nazywał nas mamą i tatą. Ale my… — zawahał się na ułamek sekundy — nie będziemy razem jako Cihan i Beyza. Będziemy tylko rodzicami. Dla jego dobra.

Beyza spuściła wzrok, a jej twarz na moment spoważniała.

— Cihanie… nie czuj się winny z mojego powodu — powiedziała cicho. — To moja sytuacja. Wiele kobiet sobie z tym radzi… ale ja… ja nie jestem taka silna.

Jej głos lekko zadrżał.

— Zdenerwowałam cię. Nie chcę już żadnych problemów. Nie chcę, żebyście ty i Hancer cierpieli przeze mnie.

Zatrzymali się. Cihan stanął naprzeciw niej, patrząc jej prosto w oczy.

— W tej chwili nie ma dla mnie nic ważniejszego niż mój syn — powiedział twardo.

— Mówisz tak, żebym poczuła się lepiej — odparła z cieniem smutnego uśmiechu. — Ale wiem, że burzę wasz spokój.

— Nie myśl o tym — przerwał. — Skup się na dziecku. Resztą zajmę się ja.

Beyza odwróciła się, jakby chciała zakończyć rozmowę.

— Nie musisz się dla mnie poświęcać… poradzę sobie. Tak czy inaczej… to długo nie potrwa.

Cihan natychmiast chwycił ją za ramię.

— Co masz na myśli? — zapytał ostro. — Jak zamierzasz to „rozwiązać”? Kupując sobie miejsce na cmentarzu?

Beyza spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami, udając zaskoczenie.

— Ty… skąd o tym wiesz?

— To nie ma znaczenia — odpowiedział chłodno. — Zapamiętaj jedno: nie pozwolę ci tego zrobić.

Uniósł palec. Jego ton nie znosił sprzeciwu.

— To dziecko cię potrzebuje. Nie zostanie bez matki.

Beyza zadrżała, po czym cicho zaszlochała i wtuliła się w jego pierś.

— Przepraszam… — wyszeptała.

Jednak gdy tylko przywarła do niego, jej spojrzenie na moment powędrowało w górę — w stronę rezydencji.

W stronę balkonu.

Dostrzegła Hancer.

Na jej ustach przemknął ledwie zauważalny, chłodny uśmiech.

***

Na górze Hancer cofnęła się gwałtownie od balustrady, jakby ten widok ją oparzył.

Nie była w stanie patrzeć dłużej.

Odwróciła się i wróciła do pokoju, czując, jak coś w niej pęka — cicho, ale nieodwracalnie.

Nie widziała już, jak na plaży Cihan zaciska dłoń w pięść, jego szczęka twardnieje, a spojrzenie staje się ciężkie.

Bo choć Beyza była w jego ramionach, on nie potrafił znieść jej bliskości.

***

Cemil siedział na łóżku ze skrzyżowanymi nogami, zgarbiony, jakby ciężar jego myśli przygniatał mu ramiona. W dłoniach trzymał telefon, na którego ekranie wciąż widniało jedno ze starych zdjęć — on i Hancer, uśmiechnięci, beztroscy, jakby świat nie miał w sobie żadnych pęknięć.

Przez dłuższą chwilę patrzył w ekran, po czym powoli go wygasił i odłożył obok siebie.

Westchnął ciężko.

Opuścił głowę, a jego palce mimowolnie zacisnęły się na materiale spodni.

Drzwi skrzypnęły cicho.

Do środka weszła Derya. Zatrzymała się na progu, przyglądając mu się uważnie — z mieszanką troski i lekkiej irytacji.

— Co się stało, Cemilu? — zapytała łagodniej, niż zamierzała. — Zasłoniłeś zasłony, zamknąłeś się tutaj… Siedzisz w ciemności jak cień.

Nie odpowiedział. Nawet nie podniósł wzroku.

— Słyszysz mnie? — dodała, podchodząc bliżej.

Cisza.

— Zostaw mnie, Deryo — odezwał się w końcu cicho, bez emocji.

Podeszła jeszcze bliżej i usiadła obok niego na łóżku, poprawiając spódnicę.

— Nie mogę cię tak zostawić — powiedziała już stanowczo. — To nie jest normalne. Zamykasz się w sobie, uciekasz od ludzi… Dokąd to prowadzi?

Cemil prychnął cicho, wciąż nie patrząc w jej stronę.

— A przeszkadzam ci? — rzucił chłodno. — Siedzę tu cicho. Nikomu nie wchodzę w drogę.

Derya odwróciła się do niego całym ciałem.

— Mówię to, bo się martwię — odpowiedziała, ściszając głos. — Bo widzę, jak się rozsypujesz. Wyjdź z domu. Idź do sklepu, spotkaj się z kimś, zajmij czymś głowę… inaczej naprawdę zwariujesz.

Na moment zapadła cisza.

Cemil w końcu uniósł głowę i spojrzał przed siebie, jakby podjął jakąś decyzję.

— Masz rację — powiedział powoli. — Pójdę do sklepu.

Podniósł się nagle, jakby nie chciał dać sobie czasu na zmianę zdania.

— Tam przynajmniej nikt nie będzie mnie męczył.

Minął ją bez słowa i wyszedł, zatrzaskując za sobą drzwi.

Derya została sama.

Przez chwilę patrzyła w pustkę, po czym wypuściła powietrze z ulgą i oparła dłonie o kolana.

— Uff… — mruknęła pod nosem. — Ledwo go stąd wypchnęłam.

Na jej ustach pojawił się cień sprytnego uśmiechu.

— Teraz czas dowiedzieć się, co dzieje się w rezydencji…

Podniosła się powoli z łóżka, poprawiła włosy i ruszyła do wyjścia, a w jej oczach błysnęła ciekawość.

***

Hancer otworzyła drzwi sypialni niemal odruchowo, jakby tylko czekała, aż ktoś ją odwiedzi. Gdy tylko zobaczyła Deryę, natychmiast do niej podeszła i wtuliła się w jej ramiona, szukając w tym uścisku choć odrobiny ukojenia.

— Stało się coś strasznego, bratowo… — wyszeptała drżącym głosem, a jej palce zacisnęły się na materiale bluzki Deryi.

Derya zamknęła za sobą drzwi i przez chwilę pozwoliła jej tak stać, po czym delikatnie się odsunęła.

— Wiem — powiedziała spokojnie, choć w jej tonie pobrzmiewała chłodna pewność. — Twój mąż pojechał z byłą żoną na zakupy. Mukadder nie omieszkała mnie o tym poinformować.

Słowa te uderzyły w Hancer jak policzek. Odsunęła się i spojrzała na nią bezradnie.

— Co mam robić, bratowo? — zapytała, niemal błagalnie.

— Chodź. Usiądźmy — odparła Derya, ujmując ją za rękę.

Poprowadziła ją do łóżka. Obie usiadły obok siebie, ale między nimi wyraźnie czuć było napięcie — jakby każda z nich myślała o czymś zupełnie innym.

Derya odwróciła się do niej i spojrzała prosto w oczy.

— Posłuchaj mnie uważnie — zaczęła powoli. — Wiesz, co musisz zrobić. Ty też powinnaś zajść w ciążę. Wtedy wszystko się wyrówna.

Hancer natychmiast pokręciła głową.

— Ile razy mam ci powtarzać? — odpowiedziała z goryczą. — Nie wykorzystam dziecka do takich celów.

Derya prychnęła cicho, unosząc brew.

— Naprawdę? To spójrz na Beyzę. Ona nie miała takich skrupułów. Zaszła w ciążę, wróciła do rezydencji, mieszka z tobą pod jednym dachem… a wszyscy skaczą wokół niej. — Jej głos nabrał ostrego, ironicznego tonu. — Sprytne, prawda? Powinnaś się od niej uczyć. A ty co robisz? Nic.

Hancer wstała gwałtownie, jakby nie była w stanie usiedzieć w miejscu.

— A co mam robić?! — wyrzuciła z siebie. — Każdego dnia kłócimy się z Cihanem! Dziś… — zawahała się, po czym dodała ciszej: — dziś wylałam na Beyzę wiadro zimnej wody.

Derya zamarła, szeroko otwierając oczy.

— Co ty zrobiłaś…? — szepnęła z niedowierzaniem. — Hancer, ja… naprawdę nie wiem, co powiedzieć.

— Zasłużyła na to! — wybuchła Hancer. — Krzyczała, robiła sceny, ściągnęła wszystkich wokół siebie… Nie mogłam tego znieść!

Derya powoli pokręciła głową, a na jej twarzy pojawił się chłodny, oceniający wyraz.

— Brawo — powiedziała z gorzką ironią. — Dokładnie tak trzymaj. Niech twój mąż znienawidzi cię jak najszybciej. Może od razu cię wyrzuci z domu. O to ci chodzi, prawda?

Hancer zamilkła. Jej ramiona opadły.

— Nie mów tak… — wyszeptała. — Jest mi naprawdę ciężko. Ja… nie wiem już, co robić.

Derya nachyliła się lekko w jej stronę, a jej głos stał się twardszy, niemal bezlitosny.

— Mukadder nie chce, żebyś tu była. Twój brat też cię odrzucił. Beyza zrobi wszystko, żeby się ciebie pozbyć — mówiła powoli, każde słowo wyraźnie akcentując. — Jeśli chcesz tu zostać, musisz być na tej samej pozycji co ona.

Krótka pauza.

— Musisz zajść w ciążę.

Hancer nie odpowiedziała.

— Ale ty tego nie chcesz — dodała Derya chłodno. — Więc spakuj swoje rzeczy i odejdź. Przestań się poniżać.

W pokoju zapadła ciężka cisza.

Hancer spuściła głowę, jakby każde z tych słów przygniatało ją coraz mocniej. Jej dłonie bezwiednie splotły się na kolanach, a spojrzenie utknęło gdzieś w podłodze.

Nie miała już siły się bronić.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia był film Gelin 87.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Related Posts

“I dlaczego musiała sama odkryć jego obecność? Engin próbuje wyjaśnić sytuację, ale dla Beyzy sprawa nie kończy się na jednym wyjaśnieniu. Kiedy tajemnica zostaje odkryta, pojawia się…

“Co gorsza, sama Beyza nie wie, gdzie ono jest. I właśnie to odbiera jej pewność siebie. Nuśre natychmiast rozumie, że panika może ich pogrążyć szybciej niż jakikolwiek…

“Wszystko wyglądało niemal normalnie i właśnie ta pozorna normalność była najbardziej myląca, bo przy jednym stole siedzieli ludzie, którzy jeszcze niedawno nie potrafili rozmawiać bez pretensji, zazdrości…

Panna młoda odc. 205: Cihan znajduje pudełko po biżuterii! Beyza blednie ze strachu!

– Jest bransoletka – odpowiedział Engin. – Bransoletka, którą znalazłem w domu mojej siostry. Może należeć do Beyzy. Co więcej, jestem przekonany, że należy właśnie do niej….

1037

Ayпυr siedzi пaprzeciw Kary w komisariacie, пerwowo ściskając pasek swojej torebki. Widać, że zebrała się пa odwagę. — Myślę, że paп Siпaп został oszυkaпy — mówi w…

205

Eпgiп siedział za biυrkiem w swoim gabiпecie. W dłoпiach trzymał ramkę ze zdjęciem, пa którym υśmiechał się obok siostry. Nie potrafił oderwać wzrokυ od jej radosпej twarzy….

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *