
Mukadder podeszła do Cihana tak szybko, że aż zadrżała porcelana na stole. Jej dłonie zacisnęły się na jego ramieniu.
— Cihanie, zrób coś… — jej głos nie był już twardy jak zwykle, lecz łamiący się, niemal błagalny. — Nie pozwól, żeby zrobiła sobie krzywdę. Przeczytaj to… zobacz, co ona napisała…
Wyciągnęła w jego stronę pogniecioną kartkę, jakby była dowodem czegoś nieodwracalnego.
Sinem pochyliła się lekko do przodu, marszcząc brwi.
— Cihanie… może powinniśmy zabrać Beyzę do lekarza? — zaproponowała ostrożnie. — Ktoś powinien ją zobaczyć. Może potrzebuje pomocy…
— Tak — przytaknęła szybko Mukadder, chwytając się tej myśli. — Doktor coś jej przepisze, uspokoi ją…
Cihan podniósł rękę, uciszając je jednym gestem. Jego twarz była napięta, ale głos pozostał opanowany.
— Mamo, uspokój się. Nie panikuj.
Sięgnął po kartkę, przebiegł ją wzrokiem, po czym odłożył powoli na stół, jakby chciał odzyskać kontrolę nad sytuacją.
— Gulsum — zwrócił się do niej stanowczo — nie mów Beyzie ani słowa. Nie wspominaj, że czytałaś ten list.
— Dobrze, panie Cihanie… — odpowiedziała cicho, spuszczając wzrok.
Cihan spojrzał teraz na obie kobiety siedzące przy stole.
— I wy też. Nie możecie pokazać, że o tym wiecie. Ani jednym gestem. — Jego ton stwardniał. — Ale macie ją obserwować. Cały czas. Jeśli tylko zobaczycie coś niepokojącego, natychmiast do mnie zadzwonicie.
Zrobił krótką pauzę, jakby chciał, by każde słowo wybrzmiało do końca.
— I jeszcze jedno… To zostaje między nami. Nikt poza tym pokojem nie może się o tym dowiedzieć.
Mukadder spojrzała na niego z niedowierzaniem, jakby nie poznawała własnego syna.
— Co ty mówisz, Cihanie?! — wybuchła. — Twoja żona powinna o tym wiedzieć! Niech zobaczy, do czego doprowadziła!
Cihan wstał gwałtownie. Krzesło zaskrzypiało o podłogę.
— Mamo!
W jego głosie zabrzmiało ostrze, które natychmiast uciszyło pomieszczenie.
— Próbuję to wszystko poukładać — powiedział twardo. — Jeśli naprawdę zależy ci na spokoju Beyzy do czasu porodu, przestań mnie podważać i zacznij mnie wspierać.
Zrobił krok w jej stronę. Jego spojrzenie było chłodne i nieustępliwe.
— Nic nie zyskasz, próbując skłócić Beyzę i Hancer jeszcze bardziej. — Zawahał się na moment, po czym dodał ciszej, ale z wyraźnym naciskiem: — Stracisz tylko mnie.