Aresztowanie Cihana

Cihan za kratami, Hanser odkrywa oskarżenie, które może zniszczyć całą rodzinę.

W chwili, gdy Cemil walczy ze słabością, a Hanser próbuje dodać mu otuchy, nad całą rodziną zaczyna zbierać się cień tragedii. Cihan, który chciał chronić tych, których kocha, staje się głównym podejrzanym w sprawie, która wstrząsa wszystkimi. Jedno pochopne działanie, jeden dziennikarz, jedno oskarżenie i życie rodziny zmienia się w koszmar, z którego nikt nie potrafi znaleźć wyjścia. Na komisariacie wybuchają kłótnie. Gonca zostaje wciągnięta w dramatyczne przesłuchanie. Nusret traci panowanie nad sobą, a Hanser coraz bardziej pogrąża się w rozpaczy. W rezydencji Mukadder nie ukrywa gniewu. Beyza dolewa oliwy do ognia, a Sinem próbuje zachować spokój, choć sama czuje, że sytuacja wymyka się spod kontroli. Kiedy Hanser widzi w gazecie zdjęcie Cihana i krzykliwy nagłówek, jej świat rozpada się na kawałki. Czy Cihan naprawdę jest winny? Czy dziennikarz mówi prawdę? Czy za wszystkim kryje się kolejna intryga? A gdy ciężarna Gonca spada ze schodów, rodzinny dramat zamienia się w serię wydarzeń, które mogą już na zawsze odmienić los Hanser, Cihana i wszystkich mieszkańców rezydencji.

Ciężar w pokoju szpitalnym Cemila.

W pokoju szpitalnym panowała cisza, która nie była spokojem, lecz ciężarem. Białe ściany odbijały zimne światło lamp, a monotonny dźwięk aparatury przypominał, że każda sekunda w tym miejscu miała swoją cenę. Na łóżku, przykryty cienką kołdrą, leżał Cemil. Jego twarz była blada, usta spierzchnięte, a pierś unosiła się nierówno, jakby każdy oddech wymagał od niego walki.

Hanser weszła powoli, niemal na palcach. Gdy tylko zobaczyła go w takim stanie, coś w niej pękło. Człowiek, którego pamiętała jako upartego, czasem surowego, ale zawsze silnego, teraz wyglądał na kogoś, kto zbyt długo dźwigał ciężar większy niż własne ciało. — Cemilu… — szepnęła, pochylając się nad nim. — Słyszysz mnie?

Mężczyzna poruszył powiekami. Z trudem odwrócił głowę w jej stronę. Jego spojrzenie było zamglone, lecz gdy rozpoznał Hanser, w kącikach jego oczu pojawiło się coś na kształt ulgi. — Hanser… — wychrypiał. — Przyszłaś? — Oczywiście, że przyszłam. Jak mogłabym nie przyjść? — Usiadła przy łóżku i delikatnie ujęła jego dłoń. Była chłodna, zbyt chłodna. — Jak się czujesz? Powiedz mi prawdę.

Cemil spróbował się uśmiechnąć, ale zamiast tego skrzywił się z bólu. — Jak człowiek, który za dużo widział i za dużo przemilczał.

Hanser pogładziła go po czole, odsuwając kosmyk siwych włosów. — Nie mów tak, musisz odpoczywać. Wszystko się ułoży. — „Wszystko”… — powtórzył słabo. — Czasem człowiek mówi: „wszystko się ułoży”, bo nie ma odwagi powiedzieć, że nic już nie jest takie samo.

Hanser spuściła wzrok. Znała ten ton – ton człowieka, który nie boi się śmierci, ale boi się zostawić po sobie niedokończone sprawy. — Nie możesz się poddawać — powiedziała z czułością. — Cemilu, potrzebujemy cię. Derya cię potrzebuje, Emir… wszyscy.

Cemil zacisnął palce na jej dłoni. — A Cihan?

Na dźwięk tego imienia Hanser zamarła. Przez moment nie była w stanie odpowiedzieć. W gardle pojawiła się gula, która bolała bardziej niż łzy. — Cianie… — wyszeptała. — Cihan jest w wielkim kłopocie.

Cemil zamknął oczy. Na jego twarzy pojawił się cień cierpienia, lecz nie tylko fizycznego. — Wiedziałem… wiedziałem, że ta złość go kiedyś spali. — On chciał mnie chronić — powiedziała Hanser szybko, jakby sama musiała to usłyszeć. — Nie zrobił tego z okrucieństwa, nie z zimną krwią. Był zdenerwowany, zagubiony… Ten dziennikarz, on przekroczył granicę. — Granica przekroczona przez jednego człowieka nie daje drugiemu prawa, by rzucić się w przepaść — odparł Cemil cicho.

Hanser spuściła głowę, jej łzy spadły na pościel. W tej chwili drzwi otworzyły się i do pokoju weszła Derya. Zatrzymała się na progu, widząc Hanser pochyloną nad łóżkiem. Nie powiedziała nic od razu. Na jej twarzy malowało się zmęczenie, żal i coś jeszcze – lęk, który człowiek próbuje ukryć, ale który i tak wychodzi z każdym spojrzeniem. — Cemil — powiedziała miękko, podchodząc bliżej, położyła mu dłoń na ramieniu.

Mężczyzna otworzył oczy. — Deryo… — Jestem tutaj, nie ruszaj się. Lekarz mówił, że masz oszczędzać siły. — Lekarz nie wie, ile sił człowiek traci, kiedy martwi się o rodzinę.

Derya zaciszyła usta, spojrzała na Hanser, potem znów na męża. — Rodzina… — powtórzyła gorzko. — Ta rodzina od dawna nie jest spokojnym domem, to pole bitwy. — Deryo… — szepnęła Hanser. — Nie mówię tego przeciwko tobie — odparła Derya, choć jej głos drżał. — Mówię, bo widzę, co się dzieje. Każdy kogoś oskarża, każdy coś ukrywa, każdy cierpi, a na końcu zawsze ktoś ląduje w szpitalu, w areszcie albo z walizką w ręku.

Cemil chciał coś powiedzieć, lecz nagły ból ścisnął mu klatkę piersiową. Zaczął ciężej oddychać. Hanser poderwała się. — Cemilu!

Derya natychmiast nacisnęła przycisk przy łóżku. — Spokojnie, oddychaj, patrz na mnie. Tylko na mnie.

Cemil z trudem łapał powietrze. Hanser cofnęła się o krok, przerażona własną bezradnością. Nigdy nie czuła się tak mała wobec cierpienia drugiego człowieka.

Awantura Beyzy na komisariacie i interwencja Nusreta.

Kilka godzin później zimny korytarz komisariatu wypełniały szepty, kroki i metaliczny odgłos otwieranych drzwi. Hanser stała pod ścianą z opuszczonymi ramionami. Jej twarz była blada, oczy zaczerwienione – wyglądała tak, jakby przez jedną noc postarzała się o wiele lat. Z końca korytarza szybkim krokiem nadchodziła Gonca. Siostra Cihana, zawsze energiczna, tym razem wyglądała na kobietę, którą strach wypchnął z domu prosto w serce burzy. — Hanser! — zawołała, przyspieszając.

Kiedy stanęły naprzeciwko siebie, nie potrzebowały wielu słów. Gonca chwyciła Hanser za ręce. — Co się stało? Powiedz mi wszystko. W domu każdy mówi coś innego: Mukadder krzyczy, Beyza płacze albo udaje, że płacze, Nusret nie odpowiada na telefony… A czy widziałaś go?

Hanser pokręciła głową. — Nie pozwolę mi, powiedzieli, że trwa przesłuchanie, że sprawa jest poważna.

Gonca przymknęła oczy. — Pobity dziennikarz… Boże, Cianie, co ty zrobiłeś? — On nie chciał tego tak zostawić — powiedziała Hanser z rozpaczą. — Ten człowiek pisał rzeczy, które niszczyły nas wszystkich. Śledził mnie, zadawał pytania, jakby czekał, aż się załamię. Cihan to widział, martwił się o mnie, chciał mnie chronić.

Gonca spojrzyła na nią uważnie. — Hanser, ja znam mojego brata. On potrafi być dumny, porywczy, czasem nieznośny, ale kiedy kogoś kocha, traci rozsądek. I właśnie tego się boję. — Nie mów tak — wyszeptała Hanser. — Nie mów, jakby już został skazany. — Nie skazuję go, boję się o niego. Boję się, że zrobił coś w chwili gniewu, a teraz wszyscy będą chcieli zrobić z niego potwora.

Ich rozmowę przerwał ostry, pełen furii głos: — Ty! — Beyza pojawiła się nagle jak burza. Jej oczy płonęły. Podbiegła do Goncy, zanim ktokolwiek zdążył ją zatrzymać. — To wszystko przez was! — krzyknęła. — Przez twojego brata, przez tę waszą wielką dumę, przez wasze sekrety!

Gonca cofnęła się o krok, ale zaraz uniosła głowę. — Uważaj, co mówisz, Beyzo! — Nie będziesz mnie uciszać! — Beyza wskazała palcem na Hanser. — Ona sprowadziła nieszczęście na ten dom, a Cihan dał się wciągnąć jak ślepiec!

Hanser pobladła. — Beyza, dość. — Nie, nie dość! Ile jeszcze mamy cierpieć przez twoje niewinne spojrzenie? Ile jeszcze razy ktoś ma płacić za twoje problemy?

Gonca stanęła przed Hanser. — Jeśli masz odwagę krzyczeć, krzycz na mnie, ale jej nie dotykaj!

Beyza zaśmiała się krótko, nerwowo. — Ty będziesz mnie uczyć odwagi? — I wtedy rzuciła się na Goncę. Chwyciła ją za rękaw, szarpnęła. Gonca próbowała ją odepchnąć. Hanser krzyknęła, a echo ich głosów rozbiło się o ściany komisariatu. — Puść mnie! — krzyknęła Gonca. — Powiedz swojemu bratu, żeby przestał niszczyć ludzi! — wrzasnęła Beyza.

Nagle między kobiety wpadł Nusret. Jego twarz była napięta, szczęka zaciśnięta. — Dosyć! — ryknął. Z trudem rozdzielił kobiety, odpychając Beyzę do tyłu. — Czy wyście oszalały? To komisariat, nie wasz salon!

Beyza oddychała ciężko. — Broń her jej, oczywiście! Wszyscy ją bronią! — Ja bronię porządku, którego wam wszystkim brakuje — odpowiedział Nusret. — Jeszcze jeden krzyk, jeszcze jedno szarpnięcie, a sama trafisz do celi.

Beyza zacisnęła pięści, ale zamilkła – jej oczy nadal rzucały błyskawice. Po chwili policjant nakazał wszystkim się uspokoić. Korytarz powoli ucichł, lecz napięcie pozostało w powietrzu jak dym po pożarze. Hanser drżała. Gonca objęła ją ramieniem. — Nie słuchaj jej. — A jeśli ona ma rację? — wyszeptała Hanser. — Cihan jest tam przeze mnie. Gdyby nie ja, gdyby nie moje problemy, gdyby nie ten dziennikarz… — Przestań. Cihan jest dorosłym mężczyzną. Podjął decyzję – może złą, może tragiczną – ale nie jesteś winna temu, że ktoś chciał cię skrzywdzić.

Hanser zakryła twarz dłońmi. — Nie mogę uwierzyć, że to się dzieje, nie chcę wierzyć, że on jest winny. Gonco, ja znam jego serce, wiem, jak patrzy, kiedy się boi, wiem, jak milczy, kiedy cierpi. On nie jest człowiekiem, który cieszy się z czyjegoś bólu.

Gonca również miała łzy w oczach, choć próbowała być silna. — Wiem, ale teraz musimy mówić prawdę. Każdy szczegół może go uratować albo pogrążyć.

Wtedy podeszła policjantka. — Pani Gonco, proszę pójść ze mną. Gonca spojrzała na Hanser. — Poczekaj tu, wrócę. — Boję się — powiedziała Hanser. — Ja też, ale strach nie może nas zatrzymać.

Uścisnęły się krótko. Gonca ruszyła za policjantką, a Hanser została sama na korytarzu, gdzie każda sekunda zdawała się krzyczeć imię Cihana.

Zeznania Goncy i interwencja telefoniczna Nusreta.

W sali przesłuchań było duszno. Gonca usiadła naprzeciw funkcjonariusza, a obok niej stanął Nusret. Mężczyzna nie potrafił usiedzieć w miejscu – co chwilę spoglądał na drzwi, na policjanta, na Goncę.

Funkcjonariusz otworzył teczkę. — Proszę opowiedzieć, co pani wie o wydarzeniach sprzed ataku na dziennikarza?

Gonca przełknęła ślinę. — Tego dnia Cihan był niespokojny, widziałam to po nim. Odbierał telefony, wychodził z pokoju, wracał jeszcze bardziej zdenerwowany. Kiedy zapytałam, co się dzieje, powiedział tylko, że ktoś posunął się za daleko. — Czy wymienił nazwisko dziennikarza? — Nie od razu. Później usłyszałam, jak rozmawiał z Enginem – mówił, że nie pozwoli nikomu ciągnąć Hanser przez błoto.

Policjant zanotował coś bez emocji. — Czy groził temu człowiekowi?

Gonca zawahała się. Nusret od razu zareagował: — Niech pan uważa, jak zadaje pytania! Funkcjonariusz podniósł wzrok. — Panie Nusrecie, proszę nie utrudniać przesłuchania. — A pan proszę nie wkładać słów w usta świadka!

Gonca dotknęła ramienia Nusreta. — Proszę, pozwól mi mówić. — Nusret odsunął się, ale jego twarz poczerwieniała z gniewu. — Cihan był zły — kontynuowała Gonca. — Ale złość to nie to samo, co zamiar. On mówił rzeczy w emocjach: „nie pozwolę mu”, „to się skończy” – takie słowa. Ale nigdy nie słyszałam, żeby planował pobicie.

Funkcjonariusz zamknął teczkę. — Na tę chwilę Cihan jest głównym podejrzanym w sprawie pobicia dziennikarza.

Nusret uderzył dłonią w stół. — To absurd! — Proszę się uspokoić. — Nie będę spokojny, kiedy robicie z człowieka przestępcę na podstawie słów jakiejś hieny! — Jeszcze jedno takie zachowanie, a zostanie pan wyprowadzony.

Nusret zaśmiał się z niedowierzaniem. — Wyprowadzony… To wy powinniście szukać prawdy, a nie klaskać dziennikarzowi, który żyje z cudzej hańby!

Dwóch funkcjonariuszy weszło do sali. Gonca zerwała się z krzesła. — Nusret, przestań!

Ale było za późno. Mężczyzna został wyprowadzony na korytarz, nadal krzycząc, że nie pozwoli nikomu niszczyć Cihana. Gonca, blada i oszołomiona, została sama. Po chwili policjantka poprowadziła ją w stronę aresztu.

Nusreta wprowadzono do małego pokoju z biurkiem. Był wściekły. — Chcę rozmawiać z kimś odpowiedzialnym! Funkcjonariusz siedzący przy biurku nawet nie podniósł wzroku. — Proszę poczekać. — Ja nie będę czekał, kiedy nasza rodzina jest rozszarpywana przez prasę! — Powiedziałem: proszę poczekać.

Nusret pochyliła się nad biurkiem. — Numer telefonu, zapisz pan: 05599…

Policjant spojrzał na niego niechętnie, ale w tym samym momencie zadzwonił aparat. Funkcjonariusz odebrał. — Tak, komisariat. Chwileczkę.

Po drugiej stronie słuchawki znajdował się dziennikarz. Siedział w biurze redakcji przy biurku zastawionym laptopem, papierami i małymi flagami kilku krajów. Na jego twarzy widniała zakrwawiona rasa, a policzek miał spuchnięty. Mimo bólu jego głos był ostry i pewny siebie. — Chcę wiedzieć, czy ten człowiek nadal siedzi! Cihan musi odpowiedzieć za to, co mi zrobił!

Funkcjonariusz zmarszczył brwi. — Proszę zachować spokój.

Nusret natychmiast zrozumiał, kto dzwoni. — Daj mi pan słuchawkę. — To niemożliwe. — Daj mi pan tę Słuchawkę!

Funkcjonariusz zawahał się, po czym niechętnie podał telefon. Nusret wyrwał go niemal z ręki. — Słuchaj mnie uważnie — powiedział lodowatym głosem. — Myślisz, że rasa na twarzy zrobi z ciebie niewiniątko?

Po drugiej stronie zapadła sekunda ciszy. — Kim jesteś? — Kimś, kto zna brudnych ludzi, kiedy ich widzi! Dziennikarz parsknął. — Cihan mnie pobił, to wystarczy. — A co ty zrobiłeś wcześniej? Ile kłamstw napisałeś? Ile razy czekałeś pod domem? Ile razy próbowałeś sprowokować skandal? — Prawda boli, prawda? — Nie mów o prawdzie! Ty sprzedajesz cudze cierpienie za nagłówki! — …a wy kupujecie milczenie pieniędzmi.

Nusret zacisnął palce na słuchawce. — Jeśli myślisz, że będziesz bezkarnie niszczyć ludzi, bardzo się mylisz. — Grozisz mi? Świetnie, dopiszę to do zeznań. — Pisz, co chcesz, ale pamiętaj: każde kłamstwo ma koniec.

Nusret odłożył słuchawkę tak gwałtownie, że aparat przesunął się po biurku. Odwrócił się i wyszedł, nie czekając na zgodę. W redakcji dziennikarz również krzyczał do telefonu, domagając się sprawiedliwości, ale jego głos brzmiał bardziej jak zemsta niż pragnienie prawa.

Rozmowa Nusreta i Cihana w celi.

Tymczasem Gonca szła korytarzem aresztu w towarzystwie policjantki. Mijały kolejne cele. Metalowe kraty, zimne ściany i światło jarzeniówek sprawiały, że każdy krok wydawał się cięższy. Gonca nie płakała – była zbyt przerażona, by płakać.

W jednej z cel siedział Cihan – głowę miał opuszczoną, łokcie oparte na kolanach. Obok niego po kilku minutach wprowadzono Nusreta. Cihan podniósł wzrok. W jego oczach nie było buntu – było zmęczenie, wstyd i smutek. — Wujku…

Nusret stanął przy kratach. — Nie mów do mnie takim głosem, Cianie, nie teraz. Cihan spuścił oczy. — Wiem, że jesteś zły. — Zły? — Nusret odwrócił się gwałtownie. — Ja jestem wściekły! Na ciebie, na siebie, na wszystkich, ale najbardziej na to, że dałeś im broń do ręki! — Nie chciałem. — Niki nigdy nie chce katastrofy. Katastrofa przychodzi wtedy, kiedy człowiek mówi sobie: „jeszcze jeden krok nic nie zmieni”.

Cihan przetarł twarz dłońmi. — On mówił o Hanser takie rzeczy… Patrzył mi prosto w oczy i śmiał się, jakbym był bezsilny, jakbym nie mógł ochronić własnej żony. — Ochronić? — Nusret usiadł ciężko obok niego. — A teraz gdzie ona jest? Sama, zapłakana, pod osądem całego domu, a ty tutaj – za kratami.

Cihan zamknął oczy. — Nie tak miało być. — Ale tak jest.

Przez chwilę milczeli. Strażnik przyniósł prosty posiłek w plastikowych pojemnikach, postawił go pod celą i odszedł bez słowa. Cihan nawet nie spojrzał na jedzenie. Nusret otworzył pojemnik, wziął plastikowy widelec, ale po chwili odłożył go z rezygnacją. — Musisz myśleć — powiedział ciszej. — Nie tylko sercem – głową też. — Kiedy chodzi o Hanser, nie umiem. — Tow się naucz, bo miłość bez rozsądku staje się nożem – rani tego, kogo chcesz chronić.

Cihan spojrzał na niego z bólem. — Myślisz, że mnie wypuszczą? Nusret nie odpowiedział od razu. — Zrobię wszystko, co trzeba, ale dziennikarz nie odpuszcza, a jeśli prasa to podchwyci, będzie gorzej.

Cihan zacisnął szczękę. — Niech piszą o mnie, niech zostawią Hanser. — Oni nie zostawiają nikogo, dopóki widzą krew.

W tym czasie Gonca po kolejnym krótkim przesłuchaniu została wyprowadzona z budynku w asyście policjantów. Przez chwilę spojrzała v stronę aresztu, jakby mogła przez mury zobaczyć brata, potem wsiadła do samochodu policyjnego. Jechała w milczeniu, patrząc na mijające ulice, lecz myślami wciąż była przy Cihanie.

Kłótnia na poboczu i odnalezienie Hanser.

Niedługo później, przy cichej ulicy na przystanku autobusowym, Gonca stała samotnie. Wiatr poruszał her jej włosami, a ona obejmowała się ramionami, jakby próbowała utrzymać w sobie resztki spokoju. Nadjechał samochód Engina. Obok niego siedziła Sinem – oboje wyglądali na wyczerpanych. — Wsiadaj! — powiedział Engin przez opuszczoną szybę. — Nie powinnaś tu stać sama.

Gonca zajęła miejsce z tyłu. Sinem odwróciła się do niej. — Jak się czujesz? Gonca uśmiechnęła się gorzko. — Jak ktoś, kto właśnie zrozumiał, że jeden dzień może zniszczyć całe życie.

Engin ruszył. Przez chwilę panowała cisza. — Dziennikarz nie odpuszcza — powiedział w końcu. — Twierdzi, że ma świadków, sprawa trafi na pierwsze strony. Sinem zbledła. — Na pierwsze strony? — Tak. I jeśli to się rozleje, nie chodzi już tylko o Cihana. Chodzi o nazwisko, dom, firmę… wszystkich.

Gonca pochyliła się do przodu. — Czy ty naprawdę mówisz teraz o reputacji? Engin spojrzał w lusterko. — A o czym mam mówić? — O emocjach! — Emocje właśnie zaprowadziły Cihana do aresztu.

Sinem położyła dłoń na ramieniu Engina. — Zwolnij, wszyscy jesteśmy zdenerwowani. — Nie, ktoś musi w końcu mówić trzeźwo! Cihan chciał być bohaterem, a teraz wszyscy będziemy płacić.

Gonca uderzyła dłonią w oparcie fotela. — Zatrzymaj samochód! — Co? — Powiedziałam: zatrzymaj!

Sinem również spojrzała na Engina. — Zatrzymaj, proszę.

Samochód zjechał na pobocze. Gonca wysiadła pierwsza, za nią Sinem. Na chodniku wybuchła kłótnia. — Nie pozwolę ci mówić o moim bracie jak o ciężarze! — krzyknęła Gonca. — A ja nie pozwolę, żeby wszyscy udawali, że nic się nie stało! — odpowiedział Engin.

Sinem stanęła między nimi. — Dosyć. Każdy z was cierpi, tylko inaczej. Gonca oddychała szybko. — Nie wracam z nim. Sinem popatrzyła na Engina, potem na Goncę. — Ja też wysiadam.

Po chwili obie kobiety zatrzymały taksówkę i odjechały, zostawiając Engina samego przy samochodzie. Mężczyzna uderzył dłonią v kierownicę, zanim ruszył dalej.

Kilka ulic dalej Hanser szła bez celu. Włosy rozwiewał her jej wiatr, twarz miała bladą, oczy puste. Nie wiedziała, dokąd idzie. Świat wokół niej wydawał się odległy, jakby wszystko działo się za szybą. Gdy samochód Engina przejeżdżał obok, Sinem dostrzegła her jej pierwsza. — Engin, zatrzymaj! To Hanser!

Samochód zahamował. Hanser podeszła powoli, jakby dopiero po chwili rozpoznała twarze w środku. — Hanser, wsiadaj — powiedziała Sinem. Engin milczał, patrzył na nią przez lusterko, gdy usiedli z tyłu. Jej obecność w samochodzie była jak wyrzut sumienia, którego niki nie chciał wypowiedzieć na głos.

Proces i oskarżenia Mukadder w salonie.

W rezydencji panowało napięcie, które zdawało się osiadać na meblach, zasłonach i ścianach. W bogato zdobionym salonie siedziały Mukadder, Beyza, Fadime i Sinem. Hanser zajęła fotel z boku, z opuszczoną głową – wyglądała jak oskarżona, choć niki formalnie nie rozpoczął procesu. Do salonu wszedł Engin z walizką i teczką. Zdjął marynarkę, ale nie usiadł. — Dziennikarz twierdzi, że nie wycofa oskarżeń — oznajmił. — Mówi, że Cihan go skrzywdził i że chce sprawiedliwości.

Mukadder uniosła wzrok ku sufitowi, jakby prosiła Boga o cierpliwość, której już dawno her jej zabrakło. — Sprawiedliwości? — syknęła. — Tacy ludzie znają tylko zemstę.

Beyza objęła się ramionami. — A co, jeśli naprawdę ma dowody? Mukadder spojrzała na nią ostro. — Nie dolewaj oliwy do ognia.

Engin westchnął. — Musimy przygotować się na najgorsze. — Najgorsze już się stało — odezwała się Hanser cicho. Vszyscy spojrzeli na nią. — Cihan jest za kratami, Cemil leży w szpitalu, Gonca jest przerażona, Sinem płacze po kątach, a wy mówicie o nagłówkach, dowodach i reputacji.

Mukadder wstała gwałtownie. — A o czym mamy mówić? O twoich łzach? One nie wyciągną mojego syna z aresztu!

Hanser podniosła głowę. W her jej oczach lśniły łzy, ale tym razem nie było w nich tylko bezradności. — Nie jestem pani wrogiem. — Nie? — Mukadder zaśmiała się chłodno. — Od dnia, w którym weszłaś do tego domu, spokój wyszedł innymi drzwiami. Sinem wtrąciła cicho: — Mukadder, proszę… — Nie broń her jej! Każdy tutaj her jej bronił. I gdzie jesteśmy?

Beyza spojrzała na Hanser z mieszanką żalu i triumfu. — Może czas, żebyś przyznała, że twoja obecność niszczy Cihana.

Hanser zadrżała. — Cihan sam wybrał, że mnie kocha. — Miłość nie wystarczy, jeśli sprowadza hańbę — odparła Mukadder.

W salonie zapadła cisza tak lodowata, że nawet Sinem spuściła wzrok. Engin po chwili pożegnał się krótko i wyszedł, zabierając teczkę. W domu pozostały kobiety – każda ze swoim gniewem, lękiem i tajemnicą.

Wieczorem Nusret wrócił do rezynencji. Był zmęczony, zdjął marynarkę i ciężko usiadł na kanapie. Mukadder i Beyza czekały na niego. — Mów — zażądała Mukadder. — Cihan jest załamany — powiedział Nusret — ale nie stracił rozumu. Wie, co zrobił. Wie też, że sprawa jest poważna, a dziennikarz nie odpuszcza.

Beyza zakryła usta dłonią. — Czyli naprawdę może być proces, może być wszystko… — Dlatego od teraz niki nie działa na własną rękę — odparł Nusret.

W tym samym czasie Hanser leżała w swoim łóżku, patrząc pusto przed siebie. Do pokoju weszła Aysu z tacą. — Przyniosłam ci coś do jedzenia — powiedziała łagodnie. — Chociaż trochę zupy? Proszę. — Nie mogę. — Od rana nic nie jadłaś. — Aysu, jedzenie utknęłoby mi w gardle.

Dziewczyna usiedli na brzegu łóżka. — Cihan nie chciałby, żebyś się tak niszczyła.

Hanser zamknęła oczy. — Cihan siedzi w celi, a ja leżę w miękkim łóżku. To niesprawiedliwe. — Tow nie twoja wina. — Wszyscy to mówią, a mimo to wszyscy patrzą na mnie tak, jakby była.

Aysu położyła tacę na stoliku. — Zostawię to tutaj, może później.

Kiedy wyszła, Hanser długo słuchała cichnących kroków. Potem wstała i zeszła do salonu. Gdy pojawiła się w drzwiach, rozmowa urwała się natychmiast. Nusret spojrzał na nią i bez słowa wstał. — Nusrecie — powiedziała Hanser. — Nie teraz. — Wyszedł, zostawiając za sobą ciężką ciszę.

Hanser usiadła na fotelu. Mukadder patrzyła na nią chłodno, Beyza odwróciła wzrok.

Kolejna gazeta i tajemnicza wiadomość.

W innym pokoju mały Emir siedział na kanapie i grał na telefonie. Derya weszła energicznym krokiem. — Oddaj telefon. — Ale ciociu, jeszcze chwila… — Powiedziałam: oddaj.

Emir westchnął i niechętnie podał urządzenie. — Dorośli zawsze wszystko zabierają. Derya spojrzała na niego zmęczona. — Dorośli czasem próbują zabrać dzieciom tylko to, co może her jej skrzywdzić. — Tow tylko gra. — Dzisiaj nic nie jest „tylko”.

Chłopiec wstał i wyszedł z pokoju, mrucząc coś pod nosem. Derya została sama z telefonem w dłoni. Patrzyła na czarny ekran, jakby bała się, że za chwilę pojawi się na nim kolejna wiadomość, która przewróci życie wszystkich do góry nogami.

Przed willą, pod osłoną nocy, Nusret rozmawiał z Beyzą przy niebieskim samochodzie. Jego głos był cichy, ale stanowczy. — Must uważać na każde słowo. — Dlaczego mówisz to mnie? — Bo twoja złość jest głośniejsza od rozsądku.

Beyza zacisnęła usta. — A Hanser? Jej niki nic nie mówi? Hanser jest na granicy załamania, a ja nie? — zapytała Beyza z bólem. — Myślisz, że ja nie cierpię? Że ja nie boję się o ten dom?

Nusret spojrzał na nią uważnie. — Boisz się, ale strach nie usprawiedliwia okrucieństwa.

Beyza odwróciła twarz. Nusret ruszył do wejścia, a ona poszła za nim. Tamtej nocy Cihan siedział za kratami, a jego twarz – ponura i pełna gniewu – przenikała się w pamięci z obrazem Hanser krążącej po sypialni, jakby byli połączeni niewidzialną nicią bólu: on w celi, ona w złotej klatce rezynencji. On patrzył na zimną podłogę, ona na drzwi, które się nie otwierały.

Nusret przyszedł do korytarza więziennego i usiadł na ławce naprzeciw celi. Nic nie powiedział. Cihan podniósł głowę. — Przyszedłeś mnie osądzić? — Nie przyszedłem, bo rodzina nie znika, nawet kiedy jest wściekła.

Cihan uśmiechnął się gorzko. — Tow brzmi jak kara. — Czasem rodzina nią jest.

Za oknem zaczynał świtać Stambuł. Nad miastem unosiła się blada poświata, Błękitny Meczet rysował się na tle poranka jak cichy świadek ludzkich upadków.

W rezydencji Hanser usiadła w białym fotelu, była wyczerpana. Do pokoju zapukała Aysu i weszła z tacą, na której stała szklanka soku pomarańczowego i leżała gazeta. — Przyniosłam dzisiejszą gazetę — powiedziała niepewnie. — Ale może… może lepiej nie czytaj.

Hanser natychmiast sięgnęła po nią. Na pierwszej stronie zobaczyła duże zdjęcie Cihana. Nagłówek krzyczał oskarżeniem: Słowa były ostre, bezlitosne, zbudowane tak, by nie pytać o prawdę, lecz wydawać wyrok. Hanser zakryła usta dłonią. — Nie, nie, tow niemożliwe…

Aysu podeszła bliżej. — Co napisali? Hanser nie odpowiedziała, gazeta drżała w her jej rękach. W jednej chwili zrozumiała, że cela Cihana nie kończy się na komisariacie – teraz kratami stały się gazety, spojrzenia ludzi, szepty sąsiadów i milczenie tych, którzy kiedyś udawali przyjaciół.

Tragiczny upadek Goncy ze schodów.

Tego samego dnia Derya szła stromą ulicą w uboższej dzielnicy, niosąc zakupy. Była zmęczona, ale próbowała skupić się na zwykłych rzeczach: chlebie, warzywach, mleku dla Emira. Nagle z naprzeciwka podeszła dziewczyna v dżinsowej kurtce. — Derya, słyszałaś? Derya zatrzymała się. — Co znowu? Dziewczyna zawahała się. — Chodzi o Goncę. Podobno miała wypadek.

Torba z zakupami wypadła Deryi z ręki, pomidory potoczyły się po chodniku. — Co powiedziałaś?! — Nie wiem dokładnie, ktoś mówił, że upadła na schodach… że była krew.

Derya nie czekała na resztę, pobiegła pod górę, ciężko oddychając, z twarzą pełną paniki.

Wcześniej, na stromej asfaltowej uliczce, ciężarna Gonca szła z trudem, trzymając się za brzuch. Oddychała szybko – coś her jej przeraziło: może telefon, może wiadomość, może cień człowieka za plecami. Nagle przyspieszyła, potem zaczęła biec. W tym samym czasie ulicą nadjechał niebieski SUV prowadzony przez Nusreta. — Gonca! — krzyknął, widząc her jej.

Ona jednak dobiegła do betonowych schodów – jeden zły krok, krzyk, upadek. Jej ciało stoczyło się po stopniach, aż zatrzymało się niżej: nieruchome, z krwią na ramieniu. Nusret zahamował gwałtownie, wypadł z samochodu i zbiegł do niej. — Gonco, słyszysz mnie? Otwórz oczy!

Kobieta jęknęła z bólu. — Dziecko… Nusret, moje dziecko… — Cicho, nie mów, zabierzę cię do szpitala, słyszysz? Nic wam się nie stanie. — Ale jego głos drżał. Po raz pierwszy tego dnia Nusret – człowiek gniewu i twardych słów – wyglądał na zupełnie bezradnego.

W różowym pokoju dziecięcym Mine spała pod pościelą v księżniczki. Sinem siedziała na podłodze przy łóżku, wpatrzona v dziewczynkę. Mukadder weszła bez pukania. — Dziecko nie powinno słyszeć tego, co dzieje się v domu — powiedziała chłodno. Sinem podniosła wzrok. — Staram się her jej chronić. — Starasz się? W tym domu wszyscy się starają, a mimo to wszystko się rozpada. — Mukadder, ona jest mała, tym bardziej potrzebuje porządku, nie łez, nie szeptów, nie paniki. Sinem spuściła głowę. — Nie zawsze da się być silną na rozkaz.

Mukadder zbliżyła się o krok. — V tej rodzinie słabość kosztuje, zapamiętaj to. — Po tych słowach wyszła, zostawiając Sinem z oczami pełnymi łez. Dziewczynka poruszyła się przez sen, a Sinem natychmiast pogładziła her jej po włosach. — Śpij, Mine, śpij, kochanie. Niech chociaż twoje sny będą spokojne.

Przed komisariatem Cihan i Engin wyszli v asyście policjantów. Cihan był wolny, ale tylko formalnie – jego twarz mówiła, że prasa, dom i własne sumienie nadal trzymają go za gardło. W samochodzie sięgnął po telefon. Po kilku sekundach przeczytał artykuł. — Niech go diabli! — wybuchnął. — Zobacz, co napisał. — Pokazał ekran Enginowi. — Co, uspokój się, uspokój… On zrobił ze mnie bandytę! Hancer zrobił przyczynę skandalu! Z mojej rodziny widowisko!

Engin chwycił go za nadgarstek. — Właśnie dlatego masz nic nie robić. — Puść mnie! — Nie, jeden twój ruch i wrócisz za kraty.

Cihan oddychał ciężko, po chwili opadł na fotel. — Oni her jej zniszczą. — Nie, jeśli dasz nam działać. — A jeśli będzie za późno? Engin nie odpowiedział, ruszył spod komisariatu.

Tymczasem przed bramą rezynencji pojawił się Cemil. Był słaby, ale uparty. Melih otworzył mu furtkę z uśmiechem, który szybko zgasł, gdy zobaczył jego twarz. — Cemil Bey, powinien pan odpoczywać. — Odpocznę, kiedy zobaczę Sinem.

Po chwili Sinem wyszła do bramy. Gdy zobaczyła Cemila, her jej oczy natychmiast napełniły się łzami. — Tato…

Cemil ujął her jej dłonie. — Moja córko, dlaczego płaczesz tak, jakbyś była sama na świecie? — Bo czasem tak się czuję. — Nie jesteś sama, nawet jeśli ten dom próbuje ci wmówić, że must cierpieć po cichu.

Sinem rozpłakała się. — Nie wiem już, co jest dobre, każdy czegoś ode mnie oczekuje: Mukadder patrzy, jakbym była winna, Hanser cierpi, Cihan jest v tarapatach, Gonca… — Głos her jej się załamał.

Cemil przyciągnął her jej do siebie. — Dziecko, kiedy dom płonie, nie wolno obwiniać tych, którzy próbują wynieść z niego ludzi. Trzeba znaleźć tego, kto podłożył ogień.

Sinem wtuliła się v niego mocno. Po chwili Cemil odszedł, a ona wróciła do rezydencji. W holu czekała Mukadder. — Wzruszające spotkanie — zapytała chłodno.

Sinem zatrzymała się. — Proszę mnie dziś nie ranić, nie mam już miejsca na kolejne rany.

Mukadder zmrużyła oczy, ale Sinem nie czekała na odpowiedź – odeszła do swojego pokoju.

Na opustoszałej drodze Nusret dopadł swojego współpracownika, gdy ten wysiadł z samochodu. Chwycił go za marynarkę i przycisnął do maski. — Miałeś pilnować, żeby nic nie wyciekło! — Nusret Bey, przysięgam, nie wiem, kto dał im informacje! — Nie kłam mi v oczy! — Tow nie ja, ktoś z redakcji musiał mieć kontakt z kimś z wewnątrz!

Nusret puścił go dopiero po chwili. — Znajdziesz tę osobę dzisiaj, jeśli nie, ja znajdę ciebie. Mężczyzna przełknął ślinę. Obaj wsiedli do samochodu i odjechali.

Wieczorem Derya wpadła do skromnego mieszkania z niebieskimi ścianami. Zamknęła drzwi z impetem i oparła się o nie plecami, oddychała ciężko – her jej oczy były szeroko otwarte, pełne strachu. W mieszkaniu panowała cisza: zbyt głęboka, zbyt nienaturalna. Derya zrobiła krok do przodu. — Emir… — zawołała drżącym głosem. — Emir, jesteś tutaj?

Niki nie odpowiedział. Na stole leżał telefon – ten sam, który wcześniej odebrała chłopcu. Ekran był rozświetlony, na nim widniała wiadomość od nieznanego numeru: „Jeśli chcecie poznać prawdę o Cihanie, przestańcie szukać dziennikarza. Zacznijcie od własnego domu”.

Derya zakryła usta dłonią. Za oknem zawiał wiatr, poruszając firanką. A ona zrozumiała, że tow, co dotąd wydawało się najgorsze, mogło być dopiero początkiem. Obraz zastygł na her jej przerażonej twarzy, a cisza mieszkania stała się ostatnim, najciemniejszym pytaniem tej nocy.

Czy po wyjściu Cihana z aresztu i tragicznym upadku ciężarnej Goncy ze schodów prawda o intrygach wokół rodziny wreszcie wyjdzie na jaw, a tajemnicza wiadomość na telefonie Emira pozwoli Deryi odkryć, kto naprawdę podłożył ogień pod ich wspólny dom?

Related Posts

Pierwsza miłość po wakacjach. Maja przyłapie Julitę z Radkiem w 4241 odcinku. Czy między nimi znów coś iskrzy? – ZWIASTUN

W klinice We-Med dojdzie do kolejnych emocjonujących wydarzeń, które postawią bohaterów w niewygodnych sytuacjach. Julita odejdzie z kliniki, a jej pożegnanie z Radkiem (Karol Biskup) wywoła lawinę…

973

Nana budzi się po pierwszej nocy spędzonej w warsztacie. Chłód betonu wciąż czuje w kościach, ale ciepły zapach zaparzonej herbaty dodaje jej otuchy. Poyraz już nie śpi…

Wyпajęcie domυ okazυje się dυżo trυdпiejsze, пiż Poyraz przypυszczał. – Będziemy mυsieli zostać tυtaj – mówi do Naпy, rozglądając się po skromпym, zimпym wпętrzυ warsztatυ. Dziewczyпa spogląda пa…

News

News

W poprzedпim odciпkυ serialυ Paппa młoda Haпcer dowiedziała się, że jest w ciąży. Teraz będzie odkładać każdy grosz пa wyprawkę dla dziecka. Rówпocześпie będzie mυsiała ciężko pracować fizyczпie, by…

141

141

Wieczór, który miał być świętem piłkarskich emocji, zakończył się dramatem. Podczas wydarzeпia z telebimem traпsmitυjącym mecze mistrzostw świata пa Islaпds Brygge w Kopeпhadze doszło do brυtalпego aktυ…

News

News

Co się dzieje, syпυ? – pyta zatroskaпy mistrz. – Masz opυszczoпe ramioпa. Co to za staп, w jakim się zпajdυjesz? – Mam пa swoich ramioпach taki ciężar,…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *