
Gdyby coś ci się stało, nie przeżyłbym tego – mówi łamiącym się głosem Cihan. – Skoro widziałaś Beyzę w samochodzie, dlaczego do niego wsiadłaś?
– Myślałam, że jedziemy do ciebie – odpowiada cicho Hançer.
– Jak doszło do tego wypadku?
– To nie był wypadek. Beyza celowo zjechała z drogi.
– Cała wina leży po mojej stronie. Uwierzyłem Beyzie. Tyle razy mi to powtarzałaś, a ja cię nie słuchałem. Nigdy bym nie pomyślał, że Beyza posunie się do takiego szaleństwa.
– To nie było szaleństwo – przerywa mu Hançer, a w jej oczach pojawiają się łzy. – Pierwszy raz Beyza zrobiła coś właściwego. Uderzyła nas w twarz prawdą, którą już dawno znaliśmy, ale której po prostu nie chcieliśmy do siebie dopuścić.
– Hançer, ten wypadek wystarczająco mocno tobą wstrząsnął – mówi troskliwie Cihan. – Musisz dojść do siebie, porozmawiamy o tym później.