
Gdzie zostawiłeś wczoraj Hançer? – pyta groźnie Cihan, świdrując Meliha wzrokiem.
– Z całym szacunkiem, ale nie mogę panu powiedzieć – odpowiada spokojnie, lecz stanowczo.
– To ja wypłacam ci pensję, a nie pani Hançer!
– Otrzymuję to wynagrodzenie za usługi szofera. Przyzwoitość i honor nie są u mnie na sprzedaż za żadne pieniądze.
– Ty szczeniaku, będziesz mnie teraz uczył honoru?! – warczy Cihan, tracąc panowanie nad sobą. – Nie igraj ze mną!
– Doprawdy? – rzuca prowokacyjnie Melih. –A co się stanie, jeśli będę igrał, co?!
– Skąd masz czelność w ogóle wypowiadać się na temat mojej żony?! Zabiję cię, gnoju! Po prostu cię zabiję! Zatłukę cię, zobaczysz!
– To spróbuj! Zrób to, czego nikt do tej pory nie odważył się zrobić! Spróbuj swojego szczęścia!
– Zaraz to się stanie!
– No dawaj, spróbuj! Jesteś tego taki pewien?!