
Engin rozmawia z Cihanem w celi, próbując uświadomić mu konsekwencje wywołanego skandalu.
– Bracie, co ty wyprawiasz? Opadłem z sił, zanim wytłumaczyłem to wszystko komisarzowi. Czego ty chcesz, żeby skierowali nas do prokuratora? To się robi sytuacja zupełnie bez wyjścia.
– Engin, nic mnie to nie obchodzi. Niech mnie nawet na szubienicę poślą, nie odpuszczę. Hançer nie pójdzie do tej pracy.
– Bracie, czasem naprawdę cię nie rozumiem. Zawiadomiłeś brata Hançer? Na pewno się teraz zamartwiają. Przyjechałem tutaj z nadzieją, że was stąd wyciągnę, ale skąd mogłem wiedzieć, że wywołasz taką awanturę. Zresztą zanim w ogóle zadzwoniłem, odezwał się Ertuğrul, a pan Cemil był z nim. Pytali o Hançer. Kiedy dowiedzieli się, że nie dotarła do pracy, z jakiegoś powodu od razu pomyśleli o tobie. Oczywiście, to nie twój pierwszy wyskok w jej sprawie.
– Powiedz mi lepiej, dasz radę wyciągnąć nas stąd jutro rano?
– Mam taką nadzieję, to znaczy, jeśli nie wywiniecie kolejnego numeru, rano was stąd wyciągnę.
– Mój los nie ma znaczenia. Ale Hançer jest wykończona. Wycofaj skargę i wyciągnij ją stąd jak najszybciej, dobrze?
– Nawet jeśli wycofamy skargę, i tak zostaniecie tu do rana. Niestety, nie wypuszczą was stąd tej nocy. Hançer spędzi kolejną noc tuż przed twoimi oczami. Co ciekawe kiedy policjanci cię zabrali, Hançer od razu poszła do gabinetu komisarza i wycofała skargę.
– Wycofała skargę, tak?
– Ja już naprawdę was nie rozumiem… Kochacie się czy nienawidzicie? Kompletnie nie da się wyczuć…