
Dziecko się nie obraca. Trzeba natychmiast jechać do szpitala! – stwierdza położna
– Słuchaj, Yonca. Nie robisz tego specjalnie, żeby zrobić nam na złość, co? – rzuca lodowatym tonem Beyza.
– A jest jakieś inne wyjście? – dopytuje zaniepokojona położna.
– Gdyby było, to myślisz, że tak bym tu cierpiała?! – krzyczy Yonca.
– Jak chcesz, mogę ci w tym pomóc – proponuje Beyza.
– To dawaj, skoro jesteś położną! – odcina się położna. – Nie bez powodu wylewam tu siódme poty!
– Położną nie jestem, ale z ciebie też żadna specjalistka, skoro tak kiepsko ci idzie – docina jej Beyza.
– Jej stan jest zły – ostrzega kobieta…
– Przestań gadać i przypomnij sobie te swoje lata rzekomego doświadczenia, bo zaraz dojdzie do tragedii.
– Już, już się tym zajmuję – odpowiada położna, próbując zachować zimną krew.
– W takim razie ja zapewnię jej wsparcie psychiczne… – rzuca ironicznie Beyza, po czym zaczyna wrzeszczeć: – Yonca! No już, pospiesz się! Urodź wreszcie to dziecko, dawaj!
– Nawet los nie chce, żeby ono się urodziło… – szlocha zrozpaczona Yonca. – Zostawcie moje dziecko, zostawcie je w spokoju! Niech zostanie we mnie ułożone odwrotnie! Zabiorę je ze sobą i stąd ucieknę. Tyle czasu dopracowywałam ten plan w najdrobniejszych szczegółach, układałam go nitka po nitce… Nikomu nie oddam mojego dziecka!