Kobieta zamarła.
— Zna go pan?
Kierowca pokiwał głową.

— Tak. Od prawie dwóch lat.
Pies usiadł przy pierwszym rzędzie siedzeń.
Kierowca spojrzał na niego i westchnął.
— Jego właściciel jeździł ze mną codziennie.
— Gdzie jest teraz?
Mężczyzna przez chwilę milczał.
— Nie żyje.
Kobieta spojrzała na psa.
— Ale dlaczego on tutaj przychodzi?
Kierowca odpowiedział:
— Jego pan zawsze wysiadał na ostatnim przystanku. Pewnego dnia już nie wysiadł.
Okazało się, że mężczyzna zmarł nagle.
Rodzina zabrała psa do domu.
Ale po kilku dniach zwierzę uciekło.
Odnalazło drogę na przystanek.
I od tamtej pory wracało tam regularnie.
Kierowca powiedział:
— Chyba zapamiętał, że jego człowiek zawsze wracał tym autobusem.
Kobieta nie mogła przestać o tym myśleć.
Skontaktowała się ze schroniskiem.
Kilka godzin później przyjechał pracownik.
Pies nadal siedział w autobusie.
Nie chciał wyjść.
Dopiero kiedy kierowca wysiadł i przykucnął obok niego, zwierzę podeszło.
— Chodź, przyjacielu.
Pies spojrzał na niego.
Po chwili położył głowę na jego kolanach.
Kierowca miał łzy w oczach.
— Przepraszam, że nie mogę zabrać cię ze sobą.
Wtedy kobieta, która znalazła psa, powiedziała:
— Ja mogę.
Kierowca spojrzał na nią zaskoczony.
— Jest pani pewna?
— Tak.
Pies został z nią.
Ale kilka dni później kobieta wróciła na ten sam przystanek.
Tym razem nie sama.
Pies siedział obok niej.
Kiedy podjechał autobus, zwierzę spojrzało na kierowcę.
Ale nie pobiegło do środka.
Zostało przy swojej nowej opiekunce.
Kierowca uśmiechnął się przez łzy.
— Chyba w końcu zrozumiał, że nie musi już czekać.
Kobieta pogłaskała psa.
— Czasami zwierzę potrzebuje tylko kogoś, kto pokaże mu, że może zacząć od nowa.