
Jedną dłonią kurczowo ściskała narzutę tak mocno, że pobielały jej knykcie. Myślami wciąż była w sali konferencyjnej. Wciąż widziała moment, w którym Melih przekroczył próg.
Pewny siebie.
Elegancki.
Spokojny.
Jakby nie niósł na plecach żadnej winy.
Potem usiadł tuż obok niej, a jego bliskość uderzyła w Sinem mocniej, niż chciała przyznać sama przed sobą.
Melih.
Mężczyzna, którego kiedyś kochała całym sercem.
Mężczyzna, dla którego była gotowa poświęcić wszystko.
I ten sam człowiek, który złamał jej serce tak boleśnie, że do dziś nie potrafiła poskładać go w całość.
Poczuła znajome ukłucie w piersi.
Zamknęła oczy, próbując odpędzić wspomnienia.
Wtedy drzwi do pokoju otworzyły się z hukiem.
Sinem drgnęła.
Do środka wpadła Beyza.
Jej twarz była napięta z furii, a oczy błyszczały niebezpiecznie. Zatrzymała się tuż przed łóżkiem i spojrzała na Sinem tak, jakby chciała zetrzeć ją z powierzchni ziemi samym wzrokiem.
— Wiesz, że jesteś skończona, prawda? — wycedziła.
Sinem milczała.
Beyza zrobiła krok bliżej.
— Przyszłam do ciebie po dobroci. Rozmawiałam z tobą jak człowiek. Prosiłam tylko o jeden głos. Jeden jedyny głos! — Jej głos stawał się coraz ostrzejszy. — Ale ty postanowiłaś mnie zlekceważyć.
Nachyliła się nad nią.
— Gdyby był remis, Cihan zagłosowałby na mnie. Na mnie! Rozumiesz? To stanowisko było moje!
Jej palec wystrzelił w stronę Sinem jak ostrze.
— Straciłam wszystko przez ciebie!
Sinem nadal nie odpowiadała.
Siedziała nieruchomo, ale w jej wnętrzu coś zaczynało pękać.
— I zapłacisz mi za to — syknęła Beyza. — Niech tylko Cihan wróci do domu. Wtedy rozpęta się prawdziwy chaos. Powiem mu wszystko. Chwyci cię za włosy i wyrzuci z tej rezydencji jak śmiecia.
Na ustach Beyzy pojawił się okrutny uśmiech.
— A wtedy już nigdy więcej nie zobaczysz swojej córki.
Te słowa uderzyły w Sinem jak policzek.
W jednej chwili jej spojrzenie się zmieniło.
Zniknęły smutek, ból i przygnębienie.
Została tylko furia.
Powoli podniosła wzrok.
Beyza nie zdążyła zareagować.
Sinem zerwała się z łóżka tak gwałtownie, że Beyza odruchowo cofnęła się o krok. Chwilę później poczuła silny chwyt na ramieniu.
— Co ty…
Nie dokończyła.
Sinem z całej siły pchnęła ją na łóżko.
Beyza upadła na materac z okrzykiem zaskoczenia.
W następnej sekundzie Sinem była już nad nią. Jedną dłonią chwyciła ją za włosy i brutalnie odciągnęła jej głowę do tyłu.
— Aaah! — krzyknęła Beyza.
Jej oczy rozszerzyły się z bólu.
Ale Sinem nie puściła.
Patrzyła na nią z taką wściekłością, że trudno było uwierzyć, iż to ta sama cicha kobieta, którą wszyscy przyzwyczaili się lekceważyć.
Nie było już w niej dawnej uległości.
Nie było lęku.
Nie było wahania.
— Myślisz, że jestem bezradna, bo milczę? — wycedziła przez zaciśnięte zęby.
Szarpnęła mocniej.
Beyza jęknęła.
— Myślisz, że skoro nie krzyczę, to niczego nie widzę?
Sinem pochyliła się niżej.
— Że jestem ślepa?
Jej głos drżał od gniewu, który zbierał się w niej od miesięcy.
— Głucha?
Kolejne szarpnięcie sprawiło, że Beyza zacisnęła powieki z bólu.
— Głupia?
Beyza próbowała się wyrwać, ale Sinem trzymała ją z zaskakującą siłą.
— Myślisz, że niczego nie rozumiem? — ciągnęła Sinem. — Że nie wiem, co robisz?
Po raz pierwszy w głosie Beyzy pojawiła się niepewność.
— O czym ty mówisz?
— Doskonale wiesz, o czym.
Sinem nachyliła się jeszcze bliżej.
— Myślisz, że nie wiem, jak odebrałaś mamie Mukadder rezydencję?
Beyza zesztywniała.
— Co…
— Myślisz, że nie widzę, jak manipulujesz wszystkimi dookoła?
W oczach Sinem płonęła wściekłość, którą zbyt długo tłumiła w milczeniu.
— Przez cały ten czas obserwowałam cię. Słuchałam. Zapamiętywałam. Widziałam znacznie więcej, niż ci się wydawało.
Beyza patrzyła na nią osłupiała.
Po raz pierwszy naprawdę się przestraszyła.
Nie tej cichej, samotnej kobiety, którą uważała za łatwy cel.
Nie matki, którą mogła szantażować dzieckiem.
Bała się Sinem, która właśnie stała nad nią i najwyraźniej przestała bać się kogokolwiek.
W pokoju zapadła ciężka cisza.
Słychać było tylko przyspieszone oddechy obu kobiet.
Beyza, jeszcze przed chwilą pewna, że jednym słowem zmiażdży Sinem, nagle zrozumiała, że popełniła błąd.
Dotknęła tego, czego nie powinna była dotykać.
Jej córki.
I właśnie tym obudziła w Sinem siłę, której nigdy wcześniej nie brała pod uwagę.
Bo Sinem mogła milczeć.
Mogła znosić upokorzenia.
Mogła przez długi czas udawać, że niczego nie widzi.
Ale nie była bezbronna.
A Beyza po raz pierwszy przekonała się, że zastraszona kobieta, kiedy przestawała się bać, mogła stać się najgroźniejszym przeciwnikiem.