Spała zaledwie chwilę, ale nie pozwoliła sobie na słabość. Wiedziała, że pierwszy dzień na stanowisku prezeski fundacji „Jedno Życie” będzie próbą. Nie sądziła jednak, że Cihan rozpocznie ją tak wcześnie.
Zjawił się rano w starym domu bez zapowiedzi.
Stanął w progu i chłodnym tonem oznajmił, że ma jechać z nim do firmy.
Hancer nie miała czasu ani na protest, ani na wymówkę. Chwyciła czerwoną teczkę z dokumentami oraz laptop pożyczony od Engina i w milczeniu ruszyła za Cihanem do samochodu.
Droga mijała w napiętej ciszy.
Cihan prowadził pewnie, ale jego twarz pozostawała surowa i zamknięta. Hancer siedziała obok niego wyprostowana, trzymając dokumenty blisko siebie. Co jakiś czas zerkała na komputer, jakby w myślach jeszcze raz sprawdzała wszystkie dane, nad którymi pracowała przez całą noc.
W pewnej chwili Cihan spojrzał na laptop.
— Czy to nie komputer Engina?
Hancer nawet nie odwróciła głowy.
— Nie mam własnego, więc poprosiłam go o pomoc.
Na twarzy Cihana pojawił się cierpki grymas.
— Powiedz swojemu mężowi, żeby ci kupił. Jego żona została teraz bizneswoman. Chyba stać go na taki gest, skoro nie przegapił okazji, żeby wzbogacić się na udziałach.
Hancer mocniej zacisnęła palce na krawędzi laptopa.
— Melih nie jest taki.
— Nie?
— Nie interesują go dobra materialne.
Cihan prychnął cicho.
— Naprawdę? A ja jakoś nie wierzę, że nagle kierował się wyłącznie dobrem fundacji. Zobaczył akcje holdingu i od razu stał się wielkim obrońcą twojej misji.
Hancer spojrzała na niego ostro.
— Przyszedłeś po mnie z samego rana tylko po to, żeby mówić takie bzdury?
— Przyszedłem, bo w sprawach fundacji jestem twoim przełożonym — odpowiedział chłodno. — I chcę wiedzieć, czy przygotowałaś to, o co prosiłem.
— Przygotowałam.
— Wszystko?
— Tak.
— Niczego nie brakuje?
Hancer zawahała się tylko przez ułamek sekundy.
Cihan natychmiast to wychwycił.
— Czyli jednak czegoś brakuje.
— Nie powiedziałam tego.
— Ale tak to zabrzmiało.
Hancer wzięła głębszy oddech, próbując nie dać się sprowokować.
— Zrobiłam, co mogłam. Pracowałam nad tym całą noc. Ale robiłam to pierwszy raz, więc mogą pojawić się jakieś niedociągnięcia. Sam ocenisz, kiedy zobaczysz dokument.
Cihan zacisnął dłoń na kierownicy.
Przez chwilę milczał. Samochód sunął jeszcze kawałek pustawą drogą, aż nagle mężczyzna zjechał na pobocze i gwałtownie zahamował.
Hancer drgnęła.
— Co robisz?
Cihan patrzył przed siebie.
— Wysiądź.
Spojrzała na niego z niedowierzaniem.
— Co?
— Wysiądź z auta.
— Przecież kazałeś mi jechać z tobą do firmy. Dlaczego teraz mam wysiadać?
Dopiero wtedy odwrócił głowę.
Jego spojrzenie było zimne i bezlitosne.
— Mam ważne spotkanie. Muszę pojechać gdzie indziej.
— I przypomniałeś sobie o tym właśnie teraz?
— Tak. Właśnie teraz.
Hancer uśmiechnęła się gorzko.
— Naprawdę? Czy po prostu znalazłeś pretekst, żeby mnie upokorzyć?
Cihan zmrużył oczy.
— Nie muszę ci się tłumaczyć.
— Oczywiście. Zapomniałam. Jesteś moim szefem.
— Właśnie. A skoro jesteś prezeską fundacji, zacznij zachowywać się jak osoba na takim stanowisku. Nie jesteś stażystką, po której ktoś będzie poprawiał każdy błąd.
Hancer pobladła, ale nie spuściła wzroku.
— Przynajmniej próbuję.
— Próby nie wystarczą, kiedy odpowiadasz za ludzi i pieniądze — odparł Cihan lodowato. — Chcę dostać nieskazitelny dokument. Nie wymówkę. Nie tłumaczenie, że robiłaś coś pierwszy raz. Raport ma być kompletny, przejrzysty i gotowy do przedstawienia.
— Mogłeś powiedzieć mi to przy drzwiach domu.
— Mogłem.
Zrobił krótką pauzę.
— Ale postanowiłem inaczej.
Hancer patrzyła na niego przez kilka sekund w milczeniu.
W jej oczach mieszały się gniew, rozczarowanie i upokorzenie. Wiedziała, że Cihan robił to celowo. Chciał ją złamać. Chciał, żeby pożałowała decyzji o objęciu fundacji. Chciał, by już pierwszego dnia zrozumiała, że będzie pod stałą presją.
Ale nie zamierzała dać mu tej satysfakcji.
Odpięła pas.
— Dobrze.
Chwyciła laptop i teczkę z dokumentami.
— Jeśli myślisz, że w ten sposób mnie przestraszysz, bardzo się mylisz.
Cihan nie odpowiedział.
Hancer otworzyła drzwi i wysiadła na pobocze.
Zimne powietrze uderzyło ją w twarz, ale nie cofnęła się ani o krok. Zamknęła drzwi samochodu mocno, aż dźwięk odbił się od pustej drogi.
Stanęła na chodniku, przyciskając dokumenty do piersi.
Samochód ruszył niemal natychmiast.
Hancer odprowadziła go wzrokiem.
Przez pierwszą chwilę czuła tylko upokorzenie. Potem jednak wściekłość zaczęła powoli wypierać ból.
Została sama na poboczu, z pożyczonym laptopem, teczką pełną danych i raportem, który Cihan najchętniej wykorzystałby przeciwko niej.
Ale im dłużej patrzyła za odjeżdżającym autem, tym wyraźniej rozumiała jedno.
Nie zawróci.
Nie teraz.
Nie po pierwszej przeszkodzie.
Nie po pierwszym upokorzeniu.
Nie po nocy, którą poświęciła, by udowodnić sobie, że może dać radę.
Jeśli Cihan chciał wojny, właśnie dał jej kolejny powód, by nauczyła się walczyć.
A Hancer, choć wciąż niedoświadczona, nie była już kobietą, którą można było tak łatwo zmusić do odwrotu.