Zrobiłam to wszystko wyłącznie dla Cihana – szepcze z rozpaczą Beyza. – Żeby znowu być jego żoną, żeby stać się matką tego dziecka… Zabiłam człowieka! Wszystko na nic! – krzyczy Beyza, zalewając się łzami. – Podczas gdy ja odgrywam w domu rolę niewidzialnej kobiety, Hançer została przewodniczącą fundacji! Każdego dnia jest tuż obok niego!
– Trzeba było słuchać mnie w swoim czasie! – ucina twardo Nusret. – Teraz nie masz wyjścia, musisz wychować to dziecko!
– Jest inne wyjście – mówi z mrocznym uśmiechem Beyza. – Ono może nagle zniknąć. Zostawimy je gdzieś i odejdziemy. Wtedy w końcu będę wolna. Jestem żoną Cihana, nie pozbędzie się mnie tak łatwo.
– Dziewczyno, czy ty zwariowałaś? Nawet nie waż się robić czegoś takiego! Cihan nie odpuści tej sprawy aż do śmierci. Wszystkie brudne sprawy, które zatuszowałyśmy, w tym sytuacja z Yoncą, wyjdą na jaw! Spłoniesz i pociągniesz nas na dno! Zgnijemy w więzieniu!
– Ludzie w więzieniu mają lepiej! – wyrzuca z siebie Beyza. – Oni odsiadują wyrok, a potem mają przynajmniej jakąś nadzieję. Ale nie ma żadnej nadziei na to, że Cihan mnie pokocha. Więc po co mam dłużej znosić to życie?