Bea nie wiedziała jednak, że decyzja Ciana nie była wyrazem zaufania do Hanser. Wręcz przeciwnie. Cong chciał mieć ją blisko, ponieważ zaczął podejrzewać, że jej małżeństwo z Melichem skrywa tajemnicę.

A im bardziej Hanser i Melich będą próbowali wyglądać jak szczęśliwa para, tym uważniej Cion zamierza ich obserwować.

W domu Nuśreta panował pozorny spokój. Bea siedziała na kanapie i nerwowo piłowała paznokcie. Jej dłonie poruszały się szybko, zbyt szybko jak na kogoś, kto naprawdę odpoczywał. Cała jej postawa zdradzała napięcie.

Wciąż wracała myślami do chwili, kiedy Cong kazał jej wyjechać z rezydencji. Najbardziej bolało ją jednak nie samo odesłanie, lecz świadomość, że straciła kontrolę nad tym, co dzieje się w domu podczas jej nieobecności.

Nagle Bea spojrzała na podłogę obok kanapy i zesztywniała. W następnej sekundzie zerwała się z miejsca, jakby zobaczyła coś naprawdę niebezpiecznego.

— Tato! Tato! — zaczęła krzyczeć.

Nuśret wbiegł do salonu w takim pośpiechu, jakby spodziewał się włamania albo wypadku. Rozejrzał się nerwowo.

— Co się stało?

Bejza wskazała drżącym palcem podłogę.

— Tam, przy kanapie! Robal!

Nuśret przez chwilę nie wiedział, czy córka mówi poważnie. W końcu westchnął z niedowierzaniem. Serce niemal wyskoczyło mu z piersi, a całe zamieszanie wywołał jedynie mały owad.

Bea jednak nie zamierzała się uspokoić. Domagała się, żeby ojciec natychmiast się go pozbył. Nuśret sięgnął po aerozol i kucnął przy kanapie, mrucząc pod nosem, że córka krzyczy tak, jakby właśnie zobaczyła niedźwiedzia.

Ta drobna, niemal komiczna scena trwała tylko chwilę, bo w tym samym momencie zadzwonił telefon Bei.

Na ekranie pojawiło się imię Gulsum. Bea odebrała, wciąż jeszcze roztrzęsiona.

— O co chodzi, Gulsum?

Głos pokojówki był ostrożny. Gulsum najwyraźniej wiedziała, że wiadomość, którą przynosi, wywoła burzę.

— Zdenerwuję cię, ale musisz o tym wiedzieć. Pan nie chce, żeby Hanser opuściła stary dom. Powiedział jej, żeby została.

Bejza natychmiast przestała interesować się owadem. Jej twarz stężała.

— Skąd wiesz, że to powiedział? Jeśli Hanser tak twierdzi, na pewno kłamie.

Gulsum szybko wyjaśniła, że słyszała to osobiście. Cion powiedział Hanser, żeby została.

Nie było mowy o plotce ani niedomówieniu. Wtedy złość Bei całkowicie wyparła strach.

W jednej chwili przestała być kobietą uciekającą przed robakiem. Znów stała się Bejzą, która za wszelką cenę chciała odzyskać swoje miejsce w rezydencji.

W jej głowie pojawiła się tylko jedna myśl. Cong wyrzucił ją z domu, choć była jego żoną, a Hanser pozwolił zostać, mimo że uważał ją za kobietę związaną z Melichem.

Dla Bei nie miało znaczenia, dlaczego Cong podjął taką decyzję. Liczył się sam fakt, że Hanser znów znalazła się bliżej niego.

— Rozumiem — odpowiedziała chłodno i zakończyła rozmowę.

Nie powiedziała ojcu, dokąd idzie. Nie zastanawiała się też, czy kolejna awantura może pogorszyć jej sytuację. Wstała, ruszyła do wyjścia i pojechała prosto do rezydencji.

Nie zamierzała pozwolić, by Hanser zajmowała miejsce, które w jej przekonaniu należało wyłącznie do niej.

Tymczasem Cong siedział w swoim gabinecie, zamyślony i wyraźnie spięty. Od pewnego czasu analizował zachowanie Hanser i Melicha.

Coś mu nie pasowało. Nie chodziło o jedną konkretną scenę, jedno słowo czy jeden gest. Było to raczej nagromadzenie drobiazgów, które razem tworzyły obraz małżeństwa zbyt dziwnego, by uznać je za zwyczajne.

Cion nie ufał jednak własnym emocjom. Wiedział, że Hanser wciąż potrafi wytrącić go z równowagi. Dlatego ważne było dla niego to, że podobne wątpliwości miał również Engin.

Do drzwi zapukała Sinem. Weszła spokojnie, ale od pierwszej chwili było widać, że przyszła z konkretnym pytaniem.

Usiadła naprzeciwko Ciana i bez zbędnych wstępów zapytała, dlaczego zmienił zdanie. Jeszcze niedawno chciał, żeby Hanser i Melich zniknęli ze starego domu. Teraz sam pozwalał im zostać.

Con milczał. Nie chciał zdradzać swoich planów każdemu, nawet osobom z rodziny.

W końcu powiedział:

— Badam pewną sprawę.

Bratowa Sinem od razu zrozumiała, że decyzja nie była przypadkowa.

Zaznaczyła, że nie chce wtrącać się w każdą jego sprawę, ale obecność Hanser i Melicha wpływa na cały dom. Mukader, Bea, Mine, Fadime i ona sama będą musieli żyć obok nich.

Jeśli znów zaczną się kłótnie, atmosfera szybko stanie się nie do zniesienia.

Sinem zasugerowała więc, że być może mogłaby pomóc, gdyby wiedziała, czego Cion szuka.

Cion spojrzał na nią uważnie.

— Ta rozmowa musi zostać między nami.

Sinem zapewniła, że może jej zaufać.

Dopiero wtedy Cong wyjaśnił, że podejrzewa coś w małżeństwie Hanser i Melicha. Gdyby był jedyną osobą, która to zauważyła, uznałby, że przemawia przez niego zazdrość albo urażona duma.

Ale Engin również czuł, że coś jest nie tak.

Te słowa natychmiast obudziły w Sinem wspomnienie rozmowy z Mine. Córka wspominała przecież, że Hanser i Melich mają w starym domu oddzielne pokoje.

Wtedy Sinem nie wiedziała, co o tym myśleć. Teraz ten szczegół zaczął nabierać znaczenia.

Małżeństwo, które z zewnątrz miało wyglądać na normalne, w domu funkcjonowało zupełnie inaczej.

— Co dokładnie wydaje ci się podejrzane? — zapytała.

Cion nie podał jej jednego dowodu. Wyjaśnił, że właśnie dlatego pozwolił im zostać. Jeśli Hanser i Melich wyjadą, straci możliwość obserwowania ich zachowania.

Jeśli natomiast będą mieszkać blisko, prędzej czy później mogą popełnić błąd.

Cion zamierzał patrzeć, słuchać i czekać. Był przekonany, że tajemnicy nie da się ukrywać bez końca.

Sinem słuchała, ale w jej głowie rodził się zupełnie inny niepokój.

Ona również nie wierzyła, że Melich mógł po prostu zakochać się w Hanser i zapomnieć o wszystkim, co było między nimi.

Znała go. Wiedziała, jak głęboko potrafił przeżywać uczucia. Dlatego zaczęła się zastanawiać, czy to małżeństwo nie jest częścią większego planu.

Tylko że Sinem miała dodatkowy problem.

Im dłużej o tym myślała, tym mocniej mieszały się w niej ciekawość, nadzieja i zazdrość.

Jeśli małżeństwo Melicha było fikcją, oznaczało to, że może wcale nie przestał czegoś do niej czuć.

Jeśli jednak było prawdziwe, Sinem musiała wreszcie przyjąć do wiadomości, że Hanser zajęła miejsce, którego ona sama nigdy do końca nie przestała pragnąć.

Po rozmowie z Sinem wyszła z gabinetu cicho. W korytarzu nagle zobaczyła Melicha. Oboje zatrzymali się niemal w tej samej chwili.

Nie było między nimi żadnej ostrej wymiany słów, ale cisza mówiła więcej niż rozmowa.

Melich patrzył na Sinem spokojnie, a ona nie potrafiła utrzymać jego spojrzenia zbyt długo.

— Cion jest w środku? — zapytał.

— Tak.

To jedno słowo wystarczyło. Melich ruszył w stronę drzwi.

Zanim jednak zapukał, odwrócił się jeszcze raz. Sinem również spojrzała przez ramię.

Ich oczy spotkały się na krótką chwilę. Było w tym spojrzeniu coś z dawnej bliskości, ale też z bólu i niewypowiedzianych pytań.

Chwilę później Melich wszedł do gabinetu Ciana. Atmosfera zmieniła się natychmiast.

Cion, który jeszcze przed momentem zachowywał spokój, na widok Melicha wyraźnie się usztywnił.

— Co robisz w moim domu? — zapytał chłodno.

Melich nie dał się sprowokować.

— Przyszedłem zapytać cię o to samo.

— Ja przynajmniej nie wtargnąłem tu bez zaproszenia. Zapytałem, czy jesteś w środku.

Cong zamknął laptop i spojrzał na niego jeszcze uważniej. Oświadczył, że Melich nie musiał przychodzić, ponieważ wszystko, co chciał powiedzieć, przekazał już Hanser.

Wtedy na twarzy Melicha pojawił się lekki uśmiech.

— Powiedziałeś jej, że coś ukrywamy.

— Tak. I mam ku temu powody.

Melich nie odwrócił wzroku.

— Masz rację. Ukrywamy coś.

To zdanie zmieniło wszystko.

Cion wstał tak szybko, że krzesło odsunęło się od biurka. Przez sekundę wyglądał, jakby właśnie usłyszał potwierdzenie wszystkich swoich podejrzeń.

W jego oczach pojawiła się satysfakcja, ale też napięcie. Melich sam przyznał, że istnieje tajemnica.

Teraz Cong chciał tylko usłyszeć, jaka.

— Wiedziałem, że prędzej czy później sam się zdradzisz. Skoro już tu jesteś, wyłóż karty na stół. Co ukrywacie?

Melich jednak przyszedł przygotowany. Nie zamierzał zdradzić prawdy. Zamiast tego wykorzystał podejrzliwość Ciana przeciwko niemu.

Powiedział, że ich małżeństwo rzeczywiście nie wygląda normalnie, ale tylko dlatego, że Cion nieustannie ich obserwuje.

Trudno być swobodnym, kiedy każde spojrzenie i każdy gest może zostać później oceniony.

— Nie mogę spokojnie trzymać mojej żony za rękę. Nie mogę jej przytulić na podwórku. Ona nie może normalnie pożegnać mnie, kiedy wychodzę do pracy. Nie możemy wieczorem usiąść razem jak zwyczajni ludzie, bo cały czas czujemy na sobie twoje spojrzenie.

Cion prychnął z niedowierzaniem. Dla niego brzmiało to jak wygodna wymówka.

Melich mieszkał na terenie należącym do rodziny Ciana, a teraz miał pretensje, że ktoś zwraca uwagę na jego zachowanie.

Melich nie podniósł głosu. Wręcz przeciwnie. Im bardziej Cion był spięty, tym spokojniej mówił jego rywal.

W pewnym momencie przyznał nawet, że był dotąd zbyt uprzejmy i zbyt ostrożny. To właśnie miało się zmienić.

Cong podejrzewał, że Melich przyszedł oznajmić wyprowadzkę. Być może presja okazała się zbyt duża. Być może Hanser i Melich zrozumieli, że nie zdołają utrzymać swojej historii pod czujnym okiem Ciana.

Ale Melich odpowiedział dokładnie odwrotnie:

— Zostajemy.

Twarz Ciana nie zdradziła zaskoczenia, ale jego dłoń zacisnęła się w pięść.

Melich ciągnął dalej. Skoro Cion i jego rodzina mają własne plany, Hanser i Melich również przestaną się ograniczać.

Od teraz będą zachowywać się swobodnie. Nie zamierzają już chować się ani zastanawiać nad każdym gestem.

A pierwszym dowodem ma być wspólny wieczór w ogrodzie.

— Jutro robimy rodzinny obiad i grilla. Zaprosimy bliskich i przyjaciół. Będziemy świętować nasz pobyt tutaj i nasze małżeństwo.

Cion słuchał bez słowa. Melich wiedział, że właśnie naciska na najbardziej bolesny punkt.

Nie chodziło tylko o samą kolację. Chodziło o obraz Hanser jako żony innego mężczyzny. O wspólne siedzenie przy stole, o gesty, które miały wyglądać naturalnie, o sytuację, w której Cion będzie musiał patrzeć na nich z bliska i jednocześnie zachować spokój.

— Dom jest wasz — odpowiedział w końcu. — Róbcie, co chcecie.

Melich uśmiechnął się lekko.

— W takim razie zapraszam również ciebie i twoją żonę.

Tym razem reakcja Ciana była prawie niewidoczna, ale nie zdołał ukryć jej całkowicie. Jego szczęka się napięła, a pięść zacisnęła się mocniej.

Melich zauważył wszystko.

— Daj mi znać, czy przyjdziecie. Musimy wiedzieć, dla ilu osób przygotować kolację.

Po tych słowach odwrócił się i wyszedł.

Melich nie wiedział, że za drzwiami przez część rozmowy stała Sinem. Usłyszała znacznie więcej, niż powinna, a każde słowo wbijało się w nią coraz głębiej.

Jeszcze chwilę wcześniej żyła myślą, że małżeństwo Hanser może być tylko pozorem. Teraz Melich mówił o niej jak o swojej żonie z taką pewnością, że Sinem zaczęła tracić te nadzieje.

To, co miało być dla Melicha jedynie przykrywką przed Cionem, w uszach Sinem zabrzmiało niemal jak deklaracja prawdziwego męża.

Sinem oparła się o ścianę. Próbowała przekonać samą siebie, że Melich tylko gra. Przecież właśnie po to przyszedł. Chciał zmylić Ciana.

Ale im bardziej to sobie powtarzała, tym mniej była pewna.

Melich brzmiał zbyt naturalnie, zbyt spokojnie i zbyt przekonująco.

Kiedy wyszedł z gabinetu, Sinem zdążyła ukryć się tak, by nie zauważył jej twarzy. Nie chciała, żeby zobaczył, jak bardzo poruszyła ją rozmowa.

Cion został sam. Przez dłuższą chwilę patrzył na zamknięte drzwi.

Gniew powoli ustępował miejsca koncentracji. Melich próbował go zmylić, ale Cion nie zamierzał rezygnować ze swoich podejrzeń.

Wręcz przeciwnie. Zaproszenie na kolację było dla niego okazją, o jakiej wcześniej nie mógł nawet marzyć.

Jeśli małżeństwo Hanser i Melicha było grą, wspólny wieczór mógł ich zmusić do popełnienia błędu.

Na twarzy Ciana pojawił się niemal niewidoczny uśmiech.

— To będzie bardzo ciekawa kolacja, panie Melichu — powiedział cicho.

W tym samym czasie Melich wrócił do starego domu. Hanser czekała na niego w salonie, pośród kartonów i walizek.

Jeszcze niedawno była gotowa wyjechać. Teraz wszystko zależało od tego, co wydarzyło się w gabinecie Ciana.

— Co powiedziałeś Cionowi? — zapytała od razu.

Melich spojrzał na nią i przez chwilę celowo nie odpowiadał.

— Nie wytrzymałem. Powiedziałem mu wszystko.

Hanser pobladła. W jednej sekundzie wyobraziła sobie najgorsze. Ich sekret, całe porozumienie i wszystkie powody, dla których zdecydowała się na to małżeństwo, wszystko mogło właśnie runąć.

Melich zobaczył jej przerażenie i natychmiast wyjaśnił, że powiedział Cionowi tylko wszystko to, co pasuje do historii szczęśliwych nowożeńców.

Przyznał, że zachowują się nienaturalnie, ale przedstawił Cionowi zupełnie inne wyjaśnienie. Zrzucił winę na ciągłą obserwację i napięcie.

Hanser odetchnęła z ulgą.

— Przestraszyłeś mnie, Melichu.

— Wiem. Przepraszam.

Melich szybko przeszedł jednak do sedna. Cion nie uwierzył do końca.

Ich dotychczasowe zachowanie tylko podsycało jego podejrzenia. Oddzielne pokoje, brak czułości, dystans i napięcie. Wszystkie te rzeczy mogły wyglądać jak dowód, że coś jest nie tak.

— Nie możemy dłużej zachowywać się jak dwoje ludzi zmuszonych do wspólnego przedstawienia — powiedział Melich. — Musimy wyglądać jak prawdziwe małżeństwo.

Hanser nie spodobały się te słowa. Wiedziała, co oznaczają.

Im bardziej będą chcieli przekonać Ciana, tym więcej granic będą musieli przekroczyć. Uśmiechy, bliskość, gesty, których wcześniej unikali. Wszystko to przed człowiekiem, który znał Hanser lepiej niż ktokolwiek inny.

Melich powiedział jej o grillu. Chciał zaprosić Ertuğrula, Engina i Silę. Zasugerował również, by Hanser spróbowała zaprosić brata.

Relacja między rodzeństwem wciąż była trudna, ale wspólna kolacja mogła stać się pretekstem do pierwszego kroku.

Hanser nie była przekonana. Jej brat nadal miał do niej żal. Nie wiedziała, czy w ogóle zechce usiąść przy jednym stole.

Wtedy Melich dodał coś jeszcze.

— Ja też już kogoś zaprosiłem.

Hanser spojrzała podejrzliwie.

— Kogo?

— Ciana i jego żonę.

— Co?

Ta reakcja była dokładnie taka, jakiej można było się spodziewać.

Hanser cofnęła się o krok. Sam pomysł wspólnej kolacji z Cionem i Beą wydawał się jej absurdalnie ryzykowny.

Przecież Cion właśnie próbował udowodnić, że ich małżeństwo jest fałszywe, a teraz mieli usiąść z nim przy jednym stole i przez cały wieczór udawać szczęśliwą parę.

Melich był jednak przekonany, że właśnie tego potrzebują. Im bardziej będą unikać Ciana, tym bardziej będzie podejrzliwy.

Jeśli chcą ochronić tajemnicę, muszą przestać uciekać. Muszą zacząć grać odważnie.

Hanser wiedziała, że w jego słowach jest logika. Problem polegał na tym, że Cion nie był dla niej zwykłym obserwatorem.

Każde jego spojrzenie mogło wywołać emocje, których nie dało się łatwo ukryć. A jeśli podczas kolacji pojawi się zazdrość, żal albo dawna bliskość, Cion może zauważyć znacznie więcej, niż powinien.

Hanser spojrzała na walizkę. Kilka godzin wcześniej była gotowa odejść. Teraz miała zostać w tym samym miejscu i przygotowywać kolację, podczas której będzie musiała udawać szczęście przed człowiekiem, którego obecność wciąż wywoływała w niej niepokój.

Ale zanim nadszedł kolejny dzień, w rezydencji wybuchła jeszcze jedna konfrontacja.

Cion siedział w salonie ze śpiącym Gururem na rękach. Dziecko było spokojne, owinięte jasnoniebieskim kocykiem.

Ten obraz kontrastował z napięciem, które od kilku dni wypełniało dom. Cong patrzył na syna, jakby tylko przy nim potrafił na chwilę odciąć się od wszystkich podejrzeń i sporów.

Wtedy rozległ się szybki stukot obcasów.

Do salonu weszła Bea. Nie przywitała się i nie zapytała spokojnie o Gurura. Od razu zaatakowała.

— Co się dzieje, Cionie? Dlaczego nie wyrzuciłeś ich ze starego domu?

Cong podniósł wzrok, ale nie odpowiedział gniewem. Jego spokój był dla Bei jeszcze bardziej irytujący.

— Widzę, że wieści szybko się rozchodzą.

Bea próbowała tłumaczyć swoją obecność troską o dziecko. Powiedziała, że tęskni za Gururem i miała prawo wiedzieć, co się z nim dzieje.

Cion natychmiast przypomniał jej jednak, że dostała informację, iż z synem wszystko jest w porządku. Nie musiała przyjeżdżać, a przede wszystkim nie powinna podnosić głosu przy śpiącym dziecku.

Bea nie zamierzała ustąpić.

— Chcesz doprowadzić mnie do szaleństwa? Wyrzuciłeś mnie z domu przez tę kobietę. Ona może zostać, a ja mam odejść? Mam umierać z tęsknoty za synem, kiedy ona będzie chodziła po naszym podwórku?

Bejza zapowiedziała, że tym razem nigdzie nie pójdzie. Cion może krzyczeć i próbować ją wyprosić, ale ona zostaje.

Cion ostrożnie wstał, wciąż trzymając dziecko. Jego głos był cichy.

— Powinnaś już wiedzieć, że nie jestem człowiekiem, który wyprowadza kobietę siłą za rękę.

Później wyjaśnił, że wysłał ją do ojca, by ochłonęła. Chciał, żeby przestała zachowywać się impulsywnie przy dziecku.

Tymczasem Bea wróciła jeszcze bardziej rozdrażniona. Cong był przekonany, że prawdziwym powodem jej przyjazdu nie jest Gurur, lecz Hanser.

To tylko podsyciło jej złość. Bea zaczęła oskarżać go, że zawsze poucza właśnie ją, podczas gdy Hansel pozwala na wszystko.

W jej słowach pojawiła się pogarda.

Zasugerowała, że może sama również powinna zachowywać się bezwstydnie, skoro tylko takie kobiety zasługują według Ciana na szacunek.

Wtedy jego opanowanie pękło.

— Jeśli jeszcze raz będziesz mówić w ten sposób, nie zostaniesz w tym domu ani sekundy dłużej — powiedział stanowczo. — Mówię to po raz ostatni. Powiedziałem Hanser, żeby została, bo uznałem to za właściwe.

— I na tym koniec.

Bea patrzyła na niego z niedowierzaniem.

Nie chodziło już nawet o samą decyzję. Cong bronił Hanser przed jej słowami.

Dla Bejzy był to kolejny dowód, że ta kobieta nadal ma na niego wpływ.

Cong delikatnie ułożył śpiącego Gurura w ramionach Bejzy.

— Jesteś w tym domu tylko dlatego, że jesteś matką mojego dziecka. Od tej chwili twoją jedyną troską ma być syn.

Potem wyszedł.

Bejza została sama z dzieckiem. Na jej twarzy nie było już krzyku. Był za to chłodny, coraz bardziej niebezpieczny gniew.

Cion nie tylko pozwolił Hanser zostać. Postawił jej granicę i jasno dał do zrozumienia, że nie zamierza tolerować kolejnych ataków.

Bea zacisnęła szczękę. Dla niej ta sprawa zdecydowanie się nie skończyła.

Podczas gdy w rezydencji narastała zazdrość, w domu Engina rozgrywała się zupełnie inna historia.

Tam nie chodziło o Hanser, Melicha ani o kolację. Engin próbował rozwiązać zagadkę związaną z Jasemin i anonimową pacjentką, dla której jego siostra zleciła test ciążowy.

Wieczorem wrócił do domu wyczerpany. Sila przygotowywała kolację, ustawiała talerze, poprawiała sztućce i niosła sałatkę, kiedy zobaczyła, że Engin praktycznie opadł na fotel.

— Miałem nadzieję, że dziś znajdę tę anonimową pacjentkę — powiedział przygaszonym głosem. — Ale nic z tego.

Sila od razu odłożyła to, co trzymała, i usiadła bliżej.

Zapytała, czy naprawdę nie udało mu się znaleźć żadnego śladu.

Engin pokręcił głową. Sprawdził klinikę Jasemin, próbował odtworzyć dokumentację i rozmawiał z ludźmi. Nikt nie potrafił wskazać kobiety.

W całej karierze Jasemin była to jedyna anonimowa pacjentka. Właśnie dlatego sprawa wyglądała tak podejrzanie. Ktoś celowo zadbał o to, by nazwisko nie pojawiło się w dokumentach.

Engin był bliski rezygnacji. Miał jeden trop, ale nie potrafił zamienić go w konkretną osobę.

Sila spojrzała na niego spokojnie i zadała bardzo proste pytanie:

— Skoro kobieta nie zostawiła nazwiska, to przecież nadal miała twarz.

Musiała wejść do kliniki, przejść korytarzem, pojawić się przy recepcji albo przynajmniej wejść i wyjść przez drzwi.

Engin uniósł wzrok.

— Kamery.

Sila przytaknęła.

Właśnie o to chodziło.

Być może dokumentacja niczego nie ujawni, ale monitoring mógł zarejestrować każdą osobę, która tego dnia pojawiła się w klinice.

Wystarczyło porównać nagrania z listą pacjentów. Kobieta, której nie będzie w kartotekach, może okazać się tą, której szukają.

Po raz pierwszy tego wieczoru na twarzy Engina pojawiło się ożywienie. Był zaskoczony, że wcześniej na to nie wpadł.

Sila od razu przypomniała mu jednak, że od śmierci Jasemin żyje pod ogromną presją. W takim stanie najprostsze rozwiązania potrafią umknąć.

Potem powiedziała mu coś, co naprawdę go poruszyło. Przypomniała, że już wcześniej potrafił poradzić sobie z sytuacją, która wydawała się bez wyjścia.

Kiedy pojawiła się kobieta z bronią w torebce i wszystko mogło skończyć się fatalnie, Engin zdołał zapobiec tragedii.

Sila była przekonana, że teraz również znajdzie sposób.

Engin spojrzał na nią z wdzięcznością.

— Mam nadzieję, Silo. Naprawdę mam nadzieję.

Po chwili zaczął myśleć głośno. Trzeba zdobyć zapis z kamer i porównać wszystkie osoby wchodzące do kliniki z dokumentacją.

Problem był tylko jeden. Od śmierci Jasemin minęło już sporo czasu. Nagrania mogły zostać nadpisane.

Sila poprosiła, żeby nie zakładał od razu najgorszego.

Wtedy Engin wpadł na drugi pomysł.

Nawet jeśli kamery w klinice nie zachowały nagrań, wejście do budynku nie było jedynym miejscem, w którym mogła pojawić się tajemnicza kobieta.

Musiała przejść ulicą. Mogła zostać uchwycona przez monitoring miejski, kamerę sklepu, banku albo innego lokalu znajdującego się w pobliżu.

To nie był jeszcze dowód. Nie była to odpowiedź na pytanie, kim była anonimowa pacjentka.

Ale po raz pierwszy od dawna Engin poczuł, że naprawdę ma kierunek działania.

Spojrzał na Silę inaczej niż wcześniej. Nie tylko jak na osobę, która podała mu dobry pomysł, ale jak na kogoś, kto pojawił się w jego życiu w momencie, kiedy najbardziej potrzebował wsparcia.

— Cieszę się, że tu jesteś — powiedział cicho. — Odkąd pojawiłaś się w moim życiu, wszystko zaczęło się układać.

Nagle pochylił się i ujął jej dłonie.

Sila zamarła. Gest był prosty, ale bardzo osobisty.

Engin powiedział, że przywróciła mu nadzieję.

Sila spuściła wzrok i wyraźnie się zawstydziła. Delikatnie cofnęła ręce i szybko znalazła pretekst, by odejść do kuchni.

— Sprawdzę zupę — powiedziała.

Engin patrzył za nią przez chwilę, a potem sięgnął po ramkę ze zdjęciem Jasemin. Na fotografii rodzeństwo uśmiechało się, jakby nic złego nie mogło się wydarzyć.

Engin przesunął palcem po szkle i zatrzymał wzrok na twarzy siostry.

Jeszcze kilka godzin wcześniej był przekonany, że śledztwo utknęło w martwym punkcie.

Teraz wiedział, że istnieje szansa.

Jeśli gdziekolwiek zachowało się nagranie z dnia wizyty anonimowej pacjentki, jej twarz może w końcu zostać ujawniona.

A to mogłoby zmienić znacznie więcej, niż ktokolwiek przypuszcza.

Podczas gdy Engin przygotowywał się do poszukiwania tajemniczej kobiety, Melich i Hanser musieli przygotować się do jeszcze trudniejszego zadania.

Następnego dnia mieli usiąść przy jednym stole z Cionem i Beą. Cion miał obserwować każdy ich gest. Bea miała patrzeć na Hanser z narastającą zazdrością.

Sinem, która usłyszała rozmowę Melicha, nie potrafiła już oddzielić własnych uczuć od podejrzeń.

A Hanser wiedziała, że jedno zbyt długie spojrzenie w stronę Ciana może wystarczyć, by cała misternie budowana historia zaczęła się rozpadać.

Melich sam zaprosił Ciana do tej gry. Chciał udowodnić, że nie mają nic do ukrycia.

Cion przyjął wyzwanie, ponieważ był przekonany, że właśnie przy stole zobaczy prawdę.

Obaj mężczyźni myśleli, że to oni kontrolują sytuację, ale prawdziwe pytanie brzmiało inaczej.

Czy Hanser będzie potrafiła zachowywać się jak szczęśliwa żona Melicha, kiedy naprzeciwko niej usiądzie człowiek, który zna każdy jej gest i potrafi odczytać nawet milczenie?

A jeśli Bea zauważy choćby jeden moment zawahania, jedna kolacja może wystarczyć, by zazdrość zamieniła się w otwartą wojnę.

Related Posts

News

News

Kobieta zostaje sama, bez ochroпy i bez pewпości, czy kiedykolwiek będzie jeszcze mogła powiedzieć Cihaпowi prawdę. Tymczasem Mυkadder wraz ze swoją słυżącą przygotowυje jedzeпie i postaпawia zaпieść…

News

News

Na chwilę zatrzymała się w progυ, jakby пie była pewпa, czy powiппa przerywać mυ pracę. Cihaп siedział za biυrkiem, pochyloпy пad dokυmeпtami, ale Siпem od razυ zaυważyła,…

Paппa młoda, odciпki 197-202: Haпcer zjada zatrυte ciastka, a Eпgiп wpada пa trop Beyzy. Oto, co wydarzy się w połowie wrześпia

Paппa młoda, odciпki 197-202: Haпcer zjada zatrυte ciastka, a Eпgiп wpada пa trop Beyzy. Oto, co wydarzy się w połowie wrześпia

Najbliższe odciпki tυreckiego hitυ „Paппa młoda” przyпiosą widzom ogromпe emocje. Haпcer zostaпie otrυta, a Cihaп będzie żądał od byłej żoпy prawdy o dzieckυ. Z kolei Eпgiп zaczпie…

204

204

Eпgiп i Cihaп υsiedli пa kaпapie w saloпie. Przez chwilę żadeп z пich się пie odzywał. Na пiskim, okrągłym stolikυ stały filiżaпki, ale пikt пawet po пie пie sięgпął. W powietrzυ wisiało ciężkie…

Adam coraz mocniej da się Pyrkom we znaki! W 3416. odcinku „Barw szczęścia” zagubiony lokator po raz kolejny wróci do ich domu pod wpływem środków odurzających i…

204

Engin i Cihan usiedli na kanapie w salonie. Przez chwilę żaden z nich się nie odzywał. Na niskim, okrągłym stoliku stały filiżanki, ale nikt nawet po nie…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *