Panna młoda odc. 203: Hancer ujawnia największe kłamstwo Beyzy! „To nie twoje dziecko!”

Otrząsnęła się gwałtownie i wróciła do teraźniejszości. Cihan nadal stał tuż przed nią, z twarzą pełną napięcia i niezrozumienia.

– To samo powiedziałeś jej wtedy? – zapytała cicho, ale w jej głosie brzmiał żal. – Gdy zarzucała ci ręce na szyję?

Zrzuciła jego dłoń ze swojej drogi. Cihan spojrzał na nią szczerze zaskoczony.

– O czym ty mówisz?

– O tym, że kłamiesz. – Jej oczy zaszkliły się, ale nie pozwoliła łzom popłynąć. – Widziałam was, Cihanie. Na własne oczy. Przyszłam powiedzieć ci prawdę, którą tak długo dusiłam w sobie, ale ty… Ty nadal próbujesz udawać, że nic się nie stało. Zostaw mnie teraz w spokoju.

Chciała odejść, lecz Cihan nie pozwolił jej tak po prostu uciec. Chwycił ją mocno za nadgarstek i przyciągnął z powrotem do siebie.

– Za każdym razem, gdy na nią patrzę, widzę twoją twarz – wyrzucił z siebie. – Myślisz, że tego chciałem? Myślisz, że to dla mnie łatwe? Chciałbym wyrwać z siebie tę truciznę. Chciałbym przestać cię widzieć w każdym miejscu, w każdym oddechu, w każdej ciszy tego domu. Ale nie potrafię.

Hancer zamarła, ale nie odpowiedziała.

– Jeśli naprawdę widziałaś tamtą scenę – ciągnął Cihan z bólem – to musiałaś też zobaczyć, że zaraz potem odszedłem. Beyza mnie nie obchodzi. Nigdy mnie nie obchodziła. Gdybyśmy nie mieli syna…

– Ale macie! – przerwała mu ostro. – I właśnie w tym tkwi problem, Cihanie. Zachowujesz się tak, jakby ten chłopiec nie istniał.

Wyrwała rękę z jego uścisku. Tym razem zrobiła to z taką determinacją, że Cihan nie próbował jej zatrzymać.

Hancer odwróciła się i wyszła gwałtownie, zostawiając za sobą ciężką ciszę.

Cihan został sam. Oparł się o biurko i spuścił wzrok. Na jego twarzy malował się gniew, ale pod nim kryło się coś znacznie głębszego: bezsilność człowieka, który zbyt późno zrozumiał, jak wiele stracił.


Hancer szła korytarzem na piętrze, gdy nagle dobiegł ją podniesiony, rozdrażniony głos Beyzy. Zatrzymała się mimowolnie przy windzie.

– Wypiłeś kilka kropli mleka, i to na siłę – prychnęła Beyza. – Myślisz, że mnie zdenerwujesz? Szkodzisz tylko sobie. Za karę nie posmaruję cię żadnym kremem na wysypkę, zobaczysz!

Hancer zamarła. Ostrożnie podeszła bliżej i zajrzała do pokoju dziecięcego. Beyza stała przy łóżku i przewijała małego Cihana Gurura. W dłoni trzymała zużytą pieluchę, a na jej twarzy malowało się wyraźne obrzydzenie, jakby każdy gest opieki nad dzieckiem był dla niej udręką.

– Muszę to wyrzucić – mruknęła pod nosem, rozglądając się nerwowo. – Tylko gdzie? Gdzie Gulsüm wyrzuca takie rzeczy?

Włożyła zawiniętą pieluchę do reklamówki, a potem owinęła chłopca miękkim kocykiem i odłożyła go do kołyski. Dziecko poruszyło się niespokojnie, ale Beyza nawet na nie nie spojrzała. Chwyciła reklamówkę i wyszła z pokoju.

Nie zauważyła Hancer. Ta w ostatniej chwili cofnęła się za załom ściany i wstrzymała oddech. Dopiero gdy kroki Beyzy ucichły na schodach, weszła do środka.

Pokój był jasny, ciepły, urządzony jak dziecięca bajka. Na ścianach widniały kolorowe zwierzęta i żółte słońce, a obok łóżeczka stała torba pełna niemowlęcych akcesoriów. Hancer podeszła do kołyski i pochyliła się nad dzieckiem. Na widok jego spokojnej twarzy jej spojrzenie natychmiast złagodniało.

– Jesteś taki piękny – szepnęła.

Cihan Gurur spojrzał na nią wielkimi oczami, a potem uśmiechnął się bezbronnie, jakby rozpoznał w niej kogoś bliskiego. Hancer zadrżało serce. Ostrożnie wzięła go na ręce i przytuliła do piersi.

– Tylko ty znasz prawdę – powiedziała cicho. – Ale nie możesz jej nikomu powiedzieć.

Przez chwilę kołysała go delikatnie, nie mogąc oderwać wzroku od jego twarzyczki. Potem spojrzała na torbę z przyborami do pielęgnacji. W jej oczach pojawiło się napięcie.

– Istnieje jednak inny sposób, żebyśmy my też ją poznali – wyszeptała.

Wysunęła z torby małe nożyczki. Nie chciała zrobić dziecku krzywdy. Potrzebowała tylko jednego włosa. Jednego drobnego dowodu, który mógłby obnażyć kłamstwo Beyzy i wyjaśnić, kim naprawdę jest Cihan Gurur.

Zbliżyła nożyczki do główki chłopca.

W tej samej chwili za jej plecami rozległo się zduszone westchnienie, a potem przeraźliwy krzyk:

– Co ty tutaj robisz?!

Hancer odwróciła się gwałtownie. W progu stała Beyza. Jej oczy rozszerzyły się z udawanego przerażenia, a twarz natychmiast przybrała wyraz histerycznej paniki.

– Cihanie! – wrzasnęła. – Szybko! Ta wariatka chce zabić nasze dziecko!

– Nie… – Hancer pobladła. – To nie tak…

Po kilkunastu sekundach do pokoju wpadł Cihan. Zatrzymał się gwałtownie, widząc Hancer z dzieckiem na rękach i nożyczkami w dłoni.

– Co tu się dzieje? – zapytał lodowatym głosem, mierząc ją twardym spojrzeniem.

Beyza natychmiast podbiegła bliżej.

– Ta wariatka trzymała nożyczki przy głowie naszego syna! – krzyczała. – Chciała go zabić! Weszłam w ostatniej chwili! Zostaw moje dziecko, ty obłąkana kobieto!

– Nie skrzywdziłabym go – zaprzeczyła Hancer, coraz bardziej przerażona. Mocniej przytuliła chłopca, ale nie po to, by go zatrzymać. Chciała go ochronić przed całym tym krzykiem. – Przysięgam, nie miałam złych zamiarów.

Do pokoju wbiegli kolejni domownicy: Mukadder, Sinem i służące. Wszystkie zamarły na widok Hancer, dziecka i nożyczek. W jednej chwili zwykła scena zamieniła się w oskarżenie, z którego Hancer nie potrafiła się obronić.

– Wezwijcie policję! – krzyczała Beyza. – Ta kobieta chciała zabić moje dziecko!

Cihan podszedł do Hancer. Bez słowa wyjął nożyczki z jej dłoni i odłożył je na bok. Następnie ostrożnie zabrał z jej ramion syna.

– Przysięgam, że nie chciałam go skrzywdzić – powtórzyła Hancer, patrząc mu prosto w oczy. – Nigdy bym tego nie zrobiła.

– Gdybym nie przyszła, skrzywdziłabyś go! – syknęła Beyza. – Od dnia jego narodzin tylko czekałaś na okazję. Chciałaś go zabić! Chodź do mamy, synku. Chodź.

Wyrwała dziecko z rąk Cihana i przytuliła je ostentacyjnie do piersi, jakby nagle przypomniała sobie, że ma odegrać rolę troskliwej matki. Potem odwróciła się do pokojówek.

– Nie stójcie tak! Wezwijcie policję!

Hancer pokręciła głową. Jej oczy zaszkliły się od łez.

– Nigdy bym go nie skrzywdziła. Nigdy…

Cihan spojrzał na nią długo. W jego twarzy mieszały się gniew, strach i coś jeszcze — cień wątpliwości, którego nie potrafił ukryć. W końcu chwycił Hancer za rękę.

– Chodź ze mną.

Nie czekając na protesty Beyzy, wyprowadził ją z pokoju dziecięcego.


Cihan wprowadził Hancer do gabinetu i zamknął za nimi drzwi. Jego twarz była napięta, a głos ostry, niemal nie do poznania.

– Co ty wyprawiasz? – zapytał, ledwie panując nad gniewem. – Czy właśnie tak zrozumiałaś moje słowa sprzed kwadransa? To miałaś na myśli, mówiąc, że zachowuję się tak, jakby mój syn nie istniał?

Hancer spojrzała na niego z niedowierzaniem.

– Co ty mówisz, Cihanie? – W jej głosie zabrzmiały ból i oburzenie. – Naprawdę uważasz, że mogłabym skrzywdzić twoje dziecko? W ogóle mnie nie znasz?

– Nie – odparł twardo. – Już cię nie znam. Nie poznaję kobiety, która weszła do pokoju mojego syna i trzymała nożyczki przy jego głowie. Co chciałaś zrobić? Wyładować na nim swoją złość?

Hancer zbladła, ale nie cofnęła się ani o krok.

– To nie przede mną powinieneś go chronić. Największym nieszczęściem tego dziecka jest to, że trafiło w ręce Beyzy.

Cihan zmarszczył brwi.

– Co to za bzdury? Otrzeźwiej! Czy Beyza zrobiłaby coś własnemu dziecku? To ma być twoje wytłumaczenie? Powiedz prawdę!

– Nigdy nie byłam bardziej trzeźwa niż teraz – odpowiedziała cicho, lecz stanowczo. – Chciałam tylko, żebyś ty też zobaczył prawdę. Właśnie dlatego poszłam do pokoju dziecięcego.

– Jaką prawdę? O czym ty mówisz? – zapytał, coraz bardziej rozdrażniony. – Nie wybielisz się w ten sposób. Jak mogłem nie dostrzec w twoich oczach tej żądzy zemsty?

– Cihanie, to nie ma nic wspólnego z zemstą.

Nie słuchał. Odszedł do biurka, chwycił telefon i zaczął wybierać numer.

– Co robisz? – zapytała Hancer, zaniepokojona. – Do kogo dzwonisz?

– Na policję – oznajmił bez wahania. – Jeśli dalej będziesz mówiła takie rzeczy, obawiam się, że nie zdołam się powstrzymać. To twoja ostatnia szansa, Hancer. Powiedz prawdę. Kiedy przyjedzie policja, nic już nie będzie takie samo.

– Nie przyszłam tam zrobić nic złego. To dziecko…

Nie zdążyła dokończyć. Drzwi gabinetu otworzyły się gwałtownie i do środka wpadła Beyza. W dłoni ściskała duży kuchenny nóż, a w jej oczach płonęła furia.

– Ty żmijo! – wrzasnęła i uniosła rękę, jakby chciała rzucić się na Hancer.

Cihan natychmiast poderwał się z fotela i chwycił Beyzę za nadgarstek.

– Zostaw mnie! – szarpała się. – Próbowała zabić moje dziecko! Zapłaci za to!

Hancer nie wyglądała już na przestraszoną. Widok noża i histerii Beyzy sprawił, że coś w niej pękło. Strach ustąpił miejsca gniewowi.

– Skończ z tym kłamstwem! – wybuchła. – Od miesięcy robisz z nas wszystkich głupców!

Do gabinetu wbiegli kolejni domownicy: Sinem, Mukadder, Gulsüm i pokojówki. Wszyscy zamarli na widok Beyzy z nożem i Cihana, który z trudem powstrzymywał ją przed atakiem.

– To nie twoje dziecko! – powiedziała Hancer, patrząc Beyzie prosto w oczy. – Nie ty je urodziłaś!

W pokoju zapadła cisza. Beyza zastygła, jakby ktoś uderzył ją w twarz. Wszystkie spojrzenia zwróciły się ku niej.

– O czym ty mówisz? – Cihan spojrzał na Hancer z niedowierzaniem. – Co to za bzdury?

– Chciałeś, żebym powiedziała prawdę? – odparła. – Więc ją powiedziałam.

– Ty przeklęta żmijo! – wrzasnęła Beyza. – Zabiję cię!

Ponownie rzuciła się naprzód, lecz Cihan znów ją zatrzymał. W szarpaninie nóż wypadł jej z dłoni i z brzękiem uderzył o podłogę. Sinem natychmiast go podniosła i podała Gulsüm, odsuwając niebezpieczeństwo od wszystkich.

Hancer zrobiła krok w stronę Beyzy. Jej twarz była blada, ale głos brzmiał spokojnie i twardo.

– Nie zdołasz mnie uciszyć. Nie boję się ciebie. Wiem, że pobrano ci krew w klinice Yasemin. Wiem też, że wynik był negatywny. Nigdy nie byłaś w ciąży. Oszukiwałaś wszystkich przez miesiące. Przede wszystkim Cihana.

Cihan znieruchomiał.

– Engin też zna prawdę – ciągnęła Hancer. – Jeśli mi nie wierzysz, zadzwoń do niego. Ma nagranie z kliniki. Wyniki, które znalazłeś na komputerze Yasemin, należą właśnie do Beyzy.

W gabinecie nikt się nie poruszył. Mukadder wpatrywała się w Hancer z otwartymi ustami. Sinem patrzyła raz na Beyzę, raz na Cihana, jakby dopiero teraz wszystkie elementy zaczynały układać się w całość.

W oczach Beyzy pojawiły się łzy, ale nie było w nich skruchy. Była tylko panika.

– Próbujesz wmówić mi wyniki innej osoby? – zapytała drżącym głosem. – Ty kłamliwa dziwko! Wszyscy wiedzą, czego chcesz! Tak, byłam w klinice Yasemin. Nie powiedziałam o tym, bo sama Yasemin mi to zasugerowała.

Cihan spojrzał na nią ostro.

– Dlaczego?

Beyza natychmiast podchwyciła pytanie, jakby czekała tylko na szansę, by zbudować kolejne kłamstwo.

– Ponieważ badania nie wyszły dobrze – powiedziała łamiącym się głosem. – Istniało podejrzenie, że dziecko może być chore. Yasemin wiedziała, że nie byłeś przy mnie w czasie ciąży. Bała się, jak zareagujesz. Nieważne, jak bardzo jej nie lubiłam, nigdy nie podważałam tego, że była świetnym lekarzem. Chciała chronić mnie jako pacjentkę. Zmarła, zanim wykonano dodatkowe badania. A ja już tego nie drążyłam. Powiedziałam sobie, że przyjmę moje dziecko bez względu na wszystko. Czekałam tylko na dzień jego narodzin. I Bóg podarował nam zdrowego, pięknego syna.

Nagle odwróciła się do Hancer. Jej głos znów stał się pełen jadu.

– Ale ta kobieta znowu robi wszystko, żeby zniszczyć nasze szczęście!

– Ona kłamie, Cihanie – powiedziała Hancer spokojnie. – Nie wierz jej.

– Nie waż się brać imienia mojego męża do swoich brudnych ust! – syknęła Beyza. – Nie rozdzielisz nas. Nie zabierzesz mi męża!

– Beyza… – odezwał się Cihan ostrzegawczo.

– Dość! – krzyknęła Mukadder, nie wytrzymując napięcia. Spojrzała na Hancer z nienawiścią. – Wynoś się z mojego domu!

W tej samej chwili w progu pojawił się Melih. Wszedł do gabinetu pewnym krokiem i od razu stanął między Hancer a resztą domowników.

– Zostawcie Hancer w spokoju – powiedział stanowczo. – Nikt jej nie skrzywdzi, dopóki ja tu jestem. Otoczyliście ją jak banda chuliganów bezbronną osobę.

Cihan odwrócił się ku niemu.

– Została przyłapana z nożyczkami przy głowie mojego dziecka.

– A zapytałeś ją, po co jej były te nożyczki? – odpowiedział Melih. – Czy jak zawsze od razu ją osądziłeś?

– Zapytałem. Nie odpowiedziała.

Melih spojrzał na Hancer łagodniej.

– Hancer, śmiało. Powiedz mu.

Hancer wzięła głęboki oddech.

– Chciałam tylko obciąć mu kosmyk włosów.

– Do testu DNA – dopowiedział Melih, patrząc prosto na Cihana. – Engin zdobył już włos Beyzy. Chciał porównać go z włosem dziecka. W ten sposób kłamstwo Beyzy wyszłoby na jaw.

Beyza znieruchomiała. Przed oczami stanął jej obraz Engina pochylającego się nad kołyską Cihana Gurura. Dopiero teraz zrozumiała, po co naprawdę pojawił się w pokoju dziecięcym. Krew odpłynęła jej z twarzy.

Melih nie spuszczał wzroku z Cihana.

– Możesz sam zlecić test. A jeśli nie chcesz znać prawdy, możesz zamknąć oczy i dalej udawać, że nic się nie dzieje. Chodźmy, Hancer.

Ujął Hancer pod ramię i wyprowadził ją z gabinetu. Nikt nie próbował ich zatrzymać.

Cihan został na środku pokoju. Oparł dłonie o oparcie krzesła i wziął głęboki oddech. W jego oczach nie było już pewności. Był gniew, szok i narastająca świadomość, że grunt usuwa mu się spod nóg.

Beyza podeszła do niego ostrożnie i dotknęła jego ramienia.

– Cihanie… Przysięgam na nasze dziecko, że mówię prawdę – wyszeptała rozpaczliwie. – Zapytaj mamę Mukadder. Ona wie wszystko. Gulsüm też to potwierdzi. Cihanie, proszę…

Nie spojrzał na nią.

– Wyjdź.

– Cihanie…

– Wynoś się! – ryknął tak głośno, że wszyscy obecni w pokoju drgnęli.

Beyza cofnęła się przerażona. Mukadder, Sinem, Gulsüm i pokojówki również opuściły gabinet. Kiedy drzwi się zamknęły, Cihan został sam.

Przez chwilę stał nieruchomo, zaciskając palce na oparciu krzesła. Potem gniew eksplodował. Uderzył w krzesło z taką siłą, że przewróciło się na podłogę z głuchym hukiem.


W starym domu rozległ się dzwonek do drzwi. Melih zszedł na dół i otworzył. Na progu stała jego matka. Fadime miała zaciśnięte usta, dłonie wsparte na biodrach i spojrzenie, które nie wróżyło nic dobrego.

– Gdzie Hancer? – zapytała chłodno.

– Jest w salonie. Nie czuje się najlepiej.

– Nie pytałam, jak się czuje.

Nie czekając na zaproszenie, minęła syna i ruszyła schodami na górę. Melih westchnął ciężko, po czym poszedł za nią.

Hancer siedziała na różowej kanapie, blada i wyraźnie osłabiona po wszystkim, co wydarzyło się w rezydencji. Gdy zobaczyła Fadime, uniosła wzrok.

– Witaj, siostro Fadime – odezwała się cicho.

Kobieta zatrzymała się przed nią, mierząc ją surowym spojrzeniem.

– Co ty wyprawiasz, Hancer? – zapytała z gniewem. – Czy dziecko pana Cihana to twój problem? Co cię obchodzą jego sprawy? Jeszcze to kłamstwo… Że niby Beyza nigdy nie była w ciąży, że gdzieś znalazła dziecko i wmówiła panu Cihanowi, że to jego syn. Po co ci to wszystko? Jaką korzyść chcesz z tego odnieść?

Melih natychmiast stanął obok matki.

– A co miała zrobić? – zapytał ostro. – Przymknąć oczy na tak wielkie kłamstwo? Udawać, że nic się nie stało? Na tym ma polegać człowieczeństwo, mamo?

Fadime prychnęła kpiąco. Ani na chwilę nie spuściła wzroku z Hancer.

– Chcesz wrócić do byłego męża, nosząc pod sercem dziecko mojego syna?

– Mamo, wystarczy – powiedział Melih, jeszcze bardziej stanowczo. – Mów grzecznie.

– Mówię to, co myślę! – odparła bez wahania. – A ty co robisz, Melihu? Wspierasz własną żonę w jej dążeniach do powrotu do byłego męża?

Te słowa zabolały Hancer bardziej, niż chciała pokazać. Pobladła jeszcze mocniej, powoli podniosła się z kanapy i położyła dłoń na brzuchu, jakby tym gestem próbowała ochronić nie tylko dziecko, ale i resztki swojej godności.

Nie odpowiedziała. Nie miała już siły tłumaczyć się przed kimś, kto przyszedł z gotowym wyrokiem. Opuściła głowę i udała się do swojego pokoju, zostawiając Meliha sam na sam z matką.

Melih odprowadził ją wzrokiem, a potem spojrzał na Fadime tak surowo, że kobieta na moment straciła pewność siebie.

– Czy ty w ogóle wiesz, o czym mówisz? – zapytał niskim głosem. – Czy wiesz, że to kłamstwo mogło doprowadzić do morderstwa?

Fadime zamarła.

– Co?

– Engin podejrzewa, że Beyza zabiła jego siostrę – powiedział Melih. – Yasemin mogła odkryć, że Beyza nigdy nie była w ciąży. Mogła znać prawdę o dziecku. I właśnie dlatego mogła zginąć.

Twarz Fadime nagle pobladła. Cała złość odpłynęła z niej w jednej chwili, ustępując miejsca przerażeniu.

– Dobry Boże… – wyszeptała.

Zasłoniła usta dłonią i ciężko opadła na kanapę. Dopiero teraz dotarło do niej, jak okrutne słowa rzuciła przed chwilą w stronę Hancer. I jak niewiele wiedziała o sprawie, którą tak łatwo osądziła.


Cihan przyjechał do mieszkania Engina. Stał przez chwilę przed drzwiami, z twarzą ściągniętą gniewem i spojrzeniem tak zimnym, jakby całą drogę powstrzymywał się przed wybuchem.

Gdy Engin otworzył, nie wyglądał na zaskoczonego. Przez moment mierzyli się w milczeniu.

– Spodziewałem się ciebie – powiedział prawnik spokojnie.

Odsunął się i gestem zaprosił go do środka. Przeszli do salonu. W niewielkim mieszkaniu, między błękitnymi ścianami, kuchnią widoczną zza progu i ciężką ciszą, napięcie stawało się niemal namacalne.

Sila zostawiła ich samych i zniknęła w swoim pokoju. Nie zamknęła jednak drzwi do końca. Zatrzymała się tuż za nimi, uchyliła je odrobinę i z bijącym sercem zaczęła nasłuchiwać.

Cihan stanął naprzeciwko Engina. Jego szczęka była zaciśnięta, a w oczach płonął gniew.

– Gdyby chodziło o kogoś innego, nie potrafiłbym się powstrzymać – powiedział niskim, napiętym głosem. – Zburzyłbym ten dom i zrzucił go na głowę temu, kto odważył się rzucić takie oszczerstwo.

Engin nie cofnął się ani o krok.

– Naprawdę uważasz, że twój przyjaciel byłby zdolny do oszczerstwa?

– A co mam myśleć? – Cihan uniósł głos. – Prowadzicie za moimi plecami jakieś śledztwo, rzucacie oskarżeniami, nie mając żadnego dowodu. Co miało znaczyć wejście do pokoju Beyzy i zabranie jej włosa? Oskarżyłeś matkę mojego syna o coś tak niemoralnego!

– Zabrałem ten włos właśnie po to, żeby uniknąć tej rozmowy – odparł Engin. – Chciałem stanąć przed tobą z dowodami, nie z podejrzeniami. Próbowałem też zdobyć włos Cihana Gurura, ale Beyza weszła do pokoju, zanim zdążyłem to zrobić.

Cihan zrobił krok w jego stronę. W jego spojrzeniu było niedowierzanie pomieszane z furią.

– Czy ty w ogóle słyszysz, co mówisz? Patrzysz mi prosto w oczy i przyznajesz się do czegoś takiego?

– Wyjaśnię ci wszystko, jeśli pozwolisz.

– Co ty możesz mi jeszcze wyjaśnić? – warknął Cihan. – Działałeś za moimi plecami. Wciągnąłeś w to tego łachudrę, męża Hancer. Współpracujesz z nim i z kobietą, która zniszczyła mi życie. Razem depczecie mój honor, moją rodzinę i moją dumę. Tak wygląda twoja przyjaźń?

Engin spoważniał jeszcze bardziej.

– Moim jedynym celem jest odnalezienie zabójcy mojej siostry – powiedział wyraźnie. – Nic więcej. Czy teraz mnie rozumiesz, Cihanie?

– Przestań chować się za bólem po śmierci Yasemin – syknął Cihan. – Co ona ma wspólnego z tymi oskarżeniami?

Engin zbliżył się do niego. Tym razem w jego głosie nie było już łagodności.

– Beyza może być morderczynią mojej siostry – oświadczył, patrząc mu prosto w oczy. – Teraz rozumiesz, co próbuję zrobić?

Cihan zamilkł. Przez kilka sekund nie padło ani jedno słowo. Gniew w jego twarzy nie zniknął, ale ustąpił miejsca czemuś innemu: wstrząsowi, którego nie potrafił ukryć. Stał nieruchomo, jakby dopiero teraz pojął, że sprawa nie dotyczy już wyłącznie Hancer, dziecka i rzekomej zdrady.

Dotyczyła śmierci Yasemin. I prawdy, przed którą być może wszyscy zbyt długo uciekali.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 150.Bölüm i Gelin 151.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Related Posts

News

News

Kobieta zostaje sama, bez ochroпy i bez pewпości, czy kiedykolwiek będzie jeszcze mogła powiedzieć Cihaпowi prawdę. Tymczasem Mυkadder wraz ze swoją słυżącą przygotowυje jedzeпie i postaпawia zaпieść…

News

News

Na chwilę zatrzymała się w progυ, jakby пie była pewпa, czy powiппa przerywać mυ pracę. Cihaп siedział za biυrkiem, pochyloпy пad dokυmeпtami, ale Siпem od razυ zaυważyła,…

Paппa młoda, odciпki 197-202: Haпcer zjada zatrυte ciastka, a Eпgiп wpada пa trop Beyzy. Oto, co wydarzy się w połowie wrześпia

Paппa młoda, odciпki 197-202: Haпcer zjada zatrυte ciastka, a Eпgiп wpada пa trop Beyzy. Oto, co wydarzy się w połowie wrześпia

Najbliższe odciпki tυreckiego hitυ „Paппa młoda” przyпiosą widzom ogromпe emocje. Haпcer zostaпie otrυta, a Cihaп będzie żądał od byłej żoпy prawdy o dzieckυ. Z kolei Eпgiп zaczпie…

204

204

Eпgiп i Cihaп υsiedli пa kaпapie w saloпie. Przez chwilę żadeп z пich się пie odzywał. Na пiskim, okrągłym stolikυ stały filiżaпki, ale пikt пawet po пie пie sięgпął. W powietrzυ wisiało ciężkie…

Adam coraz mocniej da się Pyrkom we znaki! W 3416. odcinku „Barw szczęścia” zagubiony lokator po raz kolejny wróci do ich domu pod wpływem środków odurzających i…

204

Engin i Cihan usiedli na kanapie w salonie. Przez chwilę żaden z nich się nie odzywał. Na niskim, okrągłym stoliku stały filiżanki, ale nikt nawet po nie…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *