
Nie było w nich jednak skruchy.
Była tylko panika.
Wiedziała, że Hancer uderzyła prosto w sekret, którego tak długo pilnowała. Dlatego natychmiast zrobiła to, co potrafiła najlepiej — zaczęła grać ofiarę.
— Próbujesz przypisać mi wyniki innej osoby? — zapytała drżącym głosem. — Ty kłamczucho! Wszyscy wiedzą, czego chcesz! Tak, byłam w klinice Yasemin. Nie powiedziałam o tym, bo sama Yasemin mi to zasugerowała.
Cihan spojrzał na nią ostro.
— Dlaczego?
Beyza od razu uchwyciła się tego pytania, jakby tylko na nie czekała. W jednej chwili zaczęła budować kolejną wersję wydarzeń.
— Ponieważ badania nie wyszły dobrze — powiedziała łamiącym się głosem. — Istniało podejrzenie, że dziecko może być chore. Yasemin wiedziała, że nie byłeś przy mnie w czasie ciąży. Bała się, jak zareagujesz.
Przycisnęła dłoń do piersi, udając rozpacz.
— Nieważne, jak bardzo jej nie lubiłam, nigdy nie podważałam tego, że była świetnym lekarzem. Chciała chronić mnie jako pacjentkę. Zmarła, zanim wykonano dodatkowe badania. A ja już tego nie drążyłam. Powiedziałam sobie, że przyjmę moje dziecko bez względu na wszystko. Czekałam tylko na dzień jego narodzin.
Jej głos zadrżał teatralnie.
— I Bóg podarował nam zdrowego, pięknego syna.
Nagle odwróciła się do Hancer, a cała rozpacz w jej twarzy w jednej sekundzie zamieniła się w jad.
— Ale ta kobieta znowu robi wszystko, żeby zniszczyć nasze szczęście!
Hancer nie dała się sprowokować.
— Ona kłamie, Cihanie — powiedziała spokojnie. — Nie wierz jej.
Beyza syknęła wściekle:
— Nie waż się brać imienia mojego męża do swoich brudnych ust! Nie rozdzielisz nas. Nie zabierzesz mi męża!
— Beyza… — odezwał się Cihan ostrzegawczo.
Ale zanim zdążył powiedzieć coś więcej, Mukadder nie wytrzymała napięcia.
— Dość! — krzyknęła.
Spojrzała na Hancer z nienawiścią.
— Wynoś się z mojego domu!
W tej samej chwili w progu pojawił się Melih.
Wszedł do gabinetu pewnym krokiem i od razu stanął między Hancer a resztą domowników. Jego twarz była napięta, ale głos brzmiał stanowczo.
— Zostawcie Hancer w spokoju. Nikt jej nie skrzywdzi, dopóki ja tu jestem.
Rozejrzał się po zebranych z gniewem.
— Otoczyliście ją jak banda chuliganów bezbronną osobę.
Cihan odwrócił się ku niemu.
— Została przyłapana z nożyczkami przy głowie mojego dziecka.
— A zapytałeś ją, po co miała te nożyczki? — odparł Melih. — Czy jak zawsze od razu ją osądziłeś?
— Zapytałem. Nie odpowiedziała.
Melih spojrzał na Hancer łagodniej.
— Hancer, śmiało. Powiedz mu.
Hancer wzięła głęboki oddech.
— Chciałam tylko obciąć mu kosmyk włosów.
Cihan zmarszczył brwi.
Melih dokończył za nią, patrząc mu prosto w oczy:
— Do testu DNA. Engin zdobył już włos Beyzy. Chciał porównać go z włosem dziecka. W ten sposób kłamstwo Beyzy wyszłoby na jaw.
Beyza znieruchomiała.
W jednej chwili przypomniała sobie Engina pochylającego się nad kołyską Cihana Gurura. Dopiero teraz zrozumiała, dlaczego naprawdę pojawił się w pokoju dziecięcym.
Krew odpłynęła jej z twarzy.
Melih nie spuszczał wzroku z Cihana.
— Możesz sam zlecić test — powiedział twardo. — A jeśli nie chcesz znać prawdy, możesz zamknąć oczy i dalej udawać, że nic się nie dzieje.
Potem ujął Hancer pod ramię.
— Chodźmy.
Wyprowadził ją z gabinetu.
Nikt nie próbował ich zatrzymać.
Cihan został na środku pokoju. Oparł dłonie o oparcie krzesła i wziął głęboki oddech. W jego oczach nie było już tej samej pewności co wcześniej. Był gniew, szok i narastająca świadomość, że grunt zaczyna usuwać mu się spod nóg.
Beyza podeszła do niego ostrożnie.
Dotknęła jego ramienia, próbując odzyskać nad nim kontrolę, zanim będzie za późno.
— Cihanie… przysięgam na nasze dziecko, że mówię prawdę — wyszeptała rozpaczliwie. — Zapytaj mamę Mukadder. Ona wie wszystko. Gülsüm też to potwierdzi. Cihanie, proszę…
Cihan nawet na nią nie spojrzał.
— Wyjdź.
Beyza zamarła.
— Cihanie…
Wtedy podniósł głos tak gwałtownie, że wszyscy w pokoju drgnęli.
— Wynoś się!
Beyza cofnęła się przerażona.
Mukadder, Sinem, Gülsüm i pokojówki również opuściły gabinet. Nikt nie odważył się powiedzieć ani słowa. Drzwi zamknęły się za nimi, a Cihan został sam.
Przez chwilę stał nieruchomo, zaciskając palce na oparciu krzesła.
Wszystko, co jeszcze niedawno wydawało mu się pewne, nagle zaczęło pękać.
Beyza mogła kłamać.
Hancer mogła mówić prawdę.
Dziecko, które uważał za swojego syna, mogło być częścią spisku.
A Yasemin mogła umrzeć dlatego, że odkryła sekret, którego nikt nie miał prawa poznać.
W końcu gniew eksplodował.
Cihan uderzył w krzesło z taką siłą, że przewróciło się na podłogę z głuchym hukiem.
Został sam w gabinecie, wśród ciszy, która była gorsza niż krzyk.
Bo po raz pierwszy nie bał się tego, że Hancer go okłamała.
Bał się, że przez cały ten czas prawdziwe kłamstwo stało tuż obok niego.