
W jasnym salonie starego domu zapadła ciężka cisza. Wszyscy siedzieli blisko siebie, ale napięcie między nimi było tak wyraźne, jakby każde z nich oddzielała niewidzialna ściana.
Hancer, wciąż blada i osłabiona po zatruciu, patrzyła na prawnika z niepokojem. Melih siedział tuż obok niej, gotów w każdej chwili zaprotestować, jeśli pomysł okaże się zbyt ryzykowny. Sila milczała, lecz jej zaciśnięte dłonie zdradzały, że gniew ledwo mieścił się w jej ciele.
Engin mówił spokojnie, choć powaga na jego twarzy nie pozostawiała złudzeń.
— Rozwiejemy wszystkie wątpliwości, jeśli zdobędziemy próbkę od dziecka i od Beyzy. Wtedy dowiemy się, czy nasze podejrzenia są błędne, czy naprawdę trafiliśmy na ślad spisku.
Hancer natychmiast pokręciła głową.
— Nie da się wejść do rezydencji niezauważonym. Nikt nie zostawi nas samych z dzieckiem. A już na pewno nikt nie pozwoli nam zbliżyć się do Beyzy na tyle, żeby zdobyć jej włos.
Sila zacisnęła pięść jeszcze mocniej.
— Szczerze mówiąc, najchętniej chwyciłabym ją za kudły i wyrwała tyle włosów, ile trzeba…
— Sila — upomniał ją Engin, posyłając jej ostrzegawcze spojrzenie.
Dziewczyna uniosła ręce w geście kapitulacji.
— Spokojnie, adwokacie. Nie zrobię tego. Po prostu doprowadza mnie do szału, że stoimy tak blisko prawdy, a jednocześnie mamy związane ręce.
Melih westchnął ciężko.
— Mama i Aysu mogłyby pomóc, ale co miałbym im powiedzieć? Jak miałbym je w to wciągnąć?
Hancer od razu spojrzała na niego stanowczo.
— Nie angażuj ich, Melihu. To zbyt niebezpieczne. I tak wystarczająco dużo wycierpiały przez naszą sprawę. Ja odpowiadam za cały ten bałagan i to ja powinnam go posprzątać.
— Nie ma mowy — uciął Melih natychmiast. — Nawet o tym nie myśl. Masz trzymać się od Beyzy tak daleko, jak tylko możesz.
Engin skinął głową.
— Melih ma rację. Wiesz już, że Beyza próbowała cię skrzywdzić. Może spróbować ponownie. Dlatego musisz być szczególnie ostrożna.
Te słowa natychmiast przywołały w pamięci Hancer obraz tamtego dnia.
Samochód Beyzy.
Jej obłąkane spojrzenie.
Szaleńczą prędkość.
Gwałtowny skręt kierownicą.
I moment, w którym auto wypadło z drogi.
Wtedy tylko cudem nie doszło do tragedii. Hancer wiedziała, że nie wolno jej o tym zapominać. Beyza już raz pokazała, że gdy traciła kontrolę, była zdolna przekroczyć każdą granicę.
Engin mówił dalej:
— Nawet dziecko nie wystarczyło, żeby zatrzymać przy niej uwagę Cihana. Beyza jest o ciebie chorobliwie zazdrosna, bo Cihan nigdy nie odwzajemnił jej miłości tak, jak tego pragnęła. Ona wierzy, że w każdej chwili możesz jej go odebrać.
Zawahał się i spojrzał na Meliha.
— Przepraszam, że mówię to przy tobie, ale musimy wszyscy zrozumieć, jak poważna jest ta sytuacja.
Melih odpowiedział spokojnie, choć w jego oczach widać było napięcie.
— Nie ma problemu. Nie biorę do siebie obsesji tej wariatki. Powiedz lepiej, co zamierzasz zrobić.
Engin powoli podniósł się z miejsca.
Jego twarz była skupiona, a głos zabrzmiał pewniej niż wcześniej.
— To ja jestem do tego najodpowiedniejszą osobą — oznajmił. — Moja wizyta w rezydencji nikogo nie zdziwi. Mogę poruszać się po domu swobodnie i nie wzbudzać podejrzeń.
Spojrzał kolejno na Hancer, Meliha i Silę.
— Jeśli rozegramy to ostrożnie, zdobędziemy dowód, którego Beyza nie będzie mogła podważyć.
W salonie znów zapadła cisza.
Tym razem była inna.
Nie była już tylko ciszą strachu.
Była ciszą ludzi, którzy zrozumieli, że właśnie stanęli przed szansą, by rozbić kłamstwo Beyzy od środka.
Fałszywa ciąża.
Tajemnicze dziecko.
Śmierć Yasemin.
Otrucie Hancer.
Wszystkie te sprawy zaczynały łączyć się w jedną mroczną całość.
A jeśli Enginowi udałoby się zdobyć próbki, prawda mogłaby wreszcie przestać być tylko podejrzeniem.
Mogłaby stać się dowodem.
I wtedy Beyza nie ukryłaby się już za płaczem, kłamstwem ani rolą skrzywdzonej żony.