Otwierał kolejne szuflady, zaglądał do szafek, odsuwał ubrania, kosmetyki i pudełka. Rzeczy lądowały na podłodze, a w pomieszczeniu z każdą minutą panował coraz większy chaos.
On jednak zupełnie tego nie zauważał.
Szukając odpowiedzi, przestał przejmować się czymkolwiek innym.
Do pokoju wbiegły Mukadder i Beyza. Tuż za nimi pojawiła się Gülsüm. Wszystkie trzy zatrzymały się przy wejściu, niepewne, czy powinny podejść bliżej.
Mukadder pierwsza przerwała ciszę.
— Cihanie, synu… co ty zrobiłeś z tym pokojem?
Mężczyzna nawet na nią nie spojrzał.
— Mamo, nie mieszaj się.
— Ale powiedz przynajmniej, czego szukasz. Może możemy ci pomóc?
Nie odpowiedział.
Otworzył następną szufladę i właśnie wtedy zauważył czarne pudełko po biżuterii.
Zatrzymał się.
Powoli wziął je do ręki i uniósł wieczko.
W środku znajdowała się para kolczyków.
Miejsce przeznaczone na bransoletkę było puste.
Cihan przez chwilę wpatrywał się w aksamitne wnętrze kasetki. Jego twarz stwardniała.
Potem powoli podniósł wzrok na Beyzę.
— Gdzie jest bransoletka? — zapytał lodowatym głosem.
Beyza pobladła.
Otworzyła usta, ale przez kilka sekund nie była w stanie wydobyć z siebie głosu.
Cihan podniósł pudełko wyżej.
— To był komplet, prawda? Gdzie jest naszyjnik? Gdzie jest bransoletka?
W następnej chwili cisnął kasetką o podłogę.
Pudełko uderzyło o posadzkę z głuchym stukiem.
— Odpowiedz mi! — krzyknął. — Gdzie jest bransoletka z tego zestawu?!
— Nie ma jej… — wyjąkała Beyza. — Nie mam żadnej bransoletki.
Cihan spojrzał na nią z niedowierzaniem.
— Jak to nie masz? Przecież mówię ci, że to był komplet!
Przez chwilę Beyza wyglądała na całkowicie sparaliżowaną strachem.
Potem jednak zebrała się w sobie.
Wyprostowała plecy i przybrała oburzoną minę.
— Te kolczyki nigdy nie należały do żadnego kompletu. Znalazłam puste pudełko i po prostu je tam schowałam. To wszystko.
Spojrzała na niego zaczepnie.
— Co to w ogóle ma znaczyć, Cihanie? Robisz taką awanturę z powodu dwóch kolczyków?
— Nie chodzi o kolczyki! — odpowiedział ostro.
Mukadder obserwowała syna z coraz większym niepokojem.
— Cihanie, znam cię. Nie zrobiłbyś czegoś takiego z powodu brakującej bransoletki. Powiedz wreszcie, czego naprawdę szukasz.
Beyza natychmiast spojrzała na ciotkę.
— Ciociu, możesz zostawić nas samych? Chcę porozmawiać z Cihanem bez świadków.
Mukadder zawahała się.
— Boże… — westchnęła ciężko.
W końcu wyszła z pokoju, choć jeszcze kilka razy obejrzała się za siebie.
Kiedy drzwi się zamknęły, Cihan stanął nieruchomo pośrodku zdemolowanego pomieszczenia.
— Słucham — powiedział chłodno.
Beyza zrobiła krok w jego stronę.
Jej głos nagle stał się miękki.
— Wiem, dlaczego to robisz. Oni zasiali w twojej głowie podejrzenia, prawda?
Cihan milczał.
— Proszę cię, nie pozwól im sobą manipulować. Oni bardzo dobrze wiedzą, gdzie masz najsłabszy punkt. Wiedzą, że mogą cię najbardziej zranić przez twojego syna.
Nie odpowiedział.
Patrzył na nią tak, jakby każde kolejne słowo musiało przejść przez mur nieufności.
Beyza ruszyła w stronę łóżeczka.
— Cihan Gurur jest twoim synem — powiedziała. — To nasze dziecko.
Lekko odchyliła kocyk i spojrzała na śpiącego chłopca.
— Popatrz na niego. Naprawdę niczego w nim nie rozpoznajesz? Jest częścią ciebie. Twoją krwią. Twoją duszą.
Cihan skierował wzrok na dziecko.
Beyza natychmiast wykorzystała tę chwilę.
— Jeśli teraz ulegniesz tym oskarżeniom i zrobisz test, ta rana już zawsze będzie między wami. Pomyśl, co stanie się za kilka lat.
Podeszła do niego bliżej.
— Pewnego dnia Cihan Gurur dorośnie i zapyta: „Tato, rozumiem, że nie kochałeś mojej mamy. Ale co ja ci zrobiłem? Dlaczego zwątpiłeś również we mnie?”.
Jej oczy zaszkliły się łzami.
— Nadal może nazywać cię ojcem. Nadal może cię kochać. Ale nigdy nie zapomni, że zwątpiłeś w niego, zanim zdążył dorosnąć.
Cihan pozostawał niewzruszony.
Beyza mówiła dalej, coraz bardziej emocjonalnie:
— Oni robią to specjalnie. Chcą zniszczyć naszą rodzinę. Najpierw próbowali wmówić ci, że Cihan Gurur w ogóle nie jest twoim dzieckiem. Kiedy to nie zadziałało, wymyślili coś jeszcze gorszego.
Jej głos zadrżał.
— Teraz próbują zrobić ze mnie zabójczynię Yasemin. Sama myśl o czymś takim doprowadza mnie do szaleństwa.
Podeszła jeszcze bliżej.
— Bawią się twoim umysłem, Cihanie. Chcą, żebyś przestał wiedzieć, komu wierzyć. Ale ty jesteś silny. Nie pozwól im na to.
Cihan spojrzał na syna.
Potem powoli przeniósł wzrok na Beyzę.
Milczał tak długo, że kobieta zaczęła wierzyć, iż jej słowa wreszcie do niego dotarły.
W końcu zbliżył się do niej.
— Masz rację — powiedział niskim głosem. — Nie pozwolę nikomu bawić się moim umysłem.
Na twarzy Beyzy niemal pojawiła się ulga.
Była przekonana, że wygrała.
Że Nusret miał rację.
Że Cihan nie odważy się ryzykować utraty dziecka.
Wtedy mężczyzna sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki.
Wyjął złożony dokument i podał go Beyzie.
— Masz. Podpisałem.
Uśmiech zniknął z jej twarzy.
Spojrzała na kartkę, jakby nie rozumiała, co właśnie się wydarzyło.
To nie tak miało wyglądać.
Ani ona, ani Nusret nie brali pod uwagę, że Cihan naprawdę zaakceptuje jej warunki.
Plan zakładał, że strach przed utratą syna zmusi go do wycofania się.
Ale Cihan nie zamierzał się wycofać.
— Ale… Cihanie… — wyszeptała.
Nie pozwolił jej dokończyć.
— Zażądałaś mojej zgody. Dostałaś ją.
Jego głos był chłodny i spokojny.
— Przyjąłem twoje warunki. Wiem, jakie mogą być konsekwencje.
Beyza patrzyła na niego coraz bardziej przerażona.
Cihan dodał:
— Jutro rano przygotuj Cihana Gurura.
Zrobił krótką pauzę.
— Pojedziemy zrobić test DNA.
Beyza zbladła jeszcze bardziej.
Nagle wszystkie argumenty, łzy i groźby przestały mieć jakiekolwiek znaczenie.
Blef, który miał uratować ją przed badaniem, obrócił się przeciwko niej.
Cihan podpisał dokument.
Zgodził się zaryzykować wszystko.
A Beyza po raz pierwszy naprawdę zrozumiała, że następnego dnia może nie być już miejsca na żadne kolejne kłamstwo.