
Wtorkowe popołudnie przyniosło drogowy paraliż na ekspresowej S7. Po przejściu gwałtownej burzy śnieżnej setki pojazdów utknęły w okolicach Ostródy i Mławy. Tworzące się w krótkim czasie zaspy skutecznie zablokowały trasę w obu kierunkach, a kierowcy zostali uwięzieni na wiele godzin. Przywrócenie przejezdności zajęło służbom kilkanaście godzin intensywnej pracy.
Śnieżyca kompletnie sparaliżowała ruch. Wielu kierowców mówi wprost o drogowej gehennie. Jedną z nich jest pani Monika, która wraz z rodziną podróżowała z okolic Warszawy do Wejherowa. Trasa, którą zazwyczaj pokonują w nieco ponad cztery godziny, tym razem zajęła im… niemal trzynaście.
— Między Olsztynkiem a Ostródą staliśmy bez ruchu ponad trzy godziny. Potem skierowano nas na drogę serwisową, gdzie spędziliśmy kolejną godzinę. Warunki były fatalne, a realnej pomocy na tym odcinku nie widzieliśmy — relacjonuje. — Słyszeliśmy w radiu, że gdzieś rozdawano kawę i herbatę, ale na trasach, którymi nas poprowadzono, nie było żadnego wsparcia.
Początkowo auta poruszały się jednym, ledwo przejezdnym pasem. Gdy kolumna dojechała do potężnego zatoru, służby poleciły zjazd na prawą stronę, aby lewym pasem mógł przejechać pług i wozy strażackie. Wystarczyła jednak chwila nieuwagi jednego z kierowców, by oba pasy zostały całkowicie zablokowane. Po długim oczekiwaniu strażacy musieli dotrzeć pieszo z łopatami, by ręcznie odśnieżyć zjazd prowadzący na stację paliw i umożliwić objazd drogą serwisową.
— Panował totalny chaos. Śnieg momentami sypał tak gęsto, że nie było widać nawet kilku metrów przed maską. Przed nami pracowały tylko dwie odśnieżarki. To była walka z żywiołem — opowiada kobieta. Z domu wyjechali około godziny 15, na miejsce dotarli dopiero o 4.30 nad ranem.
Szczególnie trudna była sytuacja dla rodzin z dziećmi. Pani Monika podróżowała z 10-letnią córką. Choć mieli zapasy jedzenia i picia, największym problemem okazał się brak dostępu do toalet.
— Nie było gdzie zjechać. Wszystkie zjazdy i MOP-y były zasypane, a ciężarówki blokowały wjazdy. W pewnym momencie nie było innego wyjścia niż prowizoryczne rozwiązania przy samochodzie — przyznaje.
Dodaje, że ich auto było zatankowane do pełna, co pozwoliło uniknąć dodatkowych dramatów. — Widzieliśmy wiele samochodów całkowicie zasypanych śniegiem. Niektóre wyglądały na porzucone. Myślę, że kierowcom mogło zabraknąć paliwa albo utknęli w zaspach. W niektórych pojazdach sytuacja mogła być naprawdę dramatyczna.
Według informacji Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie ruch w kierunku Gdańska został już w dużej mierze przywrócony. Nadal jednak występują lokalne utrudnienia na jezdni w stronę Warszawy oraz na drogach krajowych i wojewódzkich, gdzie wciąż intensywnie pada śnieg.