
W ostatnim czasie kariera Jacoba Elordiego wyraźnie nabrała tempa. Za “Frankensteina” ma po raz pierwszy szansę na Oscara, a już niebawem do kin wejdzie nowa odsłona “Wichrowych Wzgórz”, w których zagrał główną rolę. Tym bardziej trudno uwierzyć, że zanim zrobił karierę, żył na skraju ubóstwa i nie miał dachu nad głową.
Choć występuje w kasowych hitach, partnerując ikonom hollywoodzkiego kina, to jeszcze kilka lat temu aktorstwo wydawało się poza jego zasięgiem. Jacob Elordi sztuką interesował się już jako dziecko, chętnie też brał udział w szkolnych przedstawieniach, ale to sport był jego największą pasją. Jako nastolatek chciał zawodowo grać w rugby, lecz z powodu poważnej kontuzji to marzenie musiał porzucić. Wówczas zwrócił się w kierunku aktorstwa, które traktował jako plan awaryjny. Jego początki w branży filmowej do najłatwiejszych jednak nie należały.
Hit Netfliksa zrobił z Elordiego idola nastolatków. W sequelach “The Kissing Booth” wcale nie chciał grać
Elordi urodził się i wychowywał w niewielkim australijskim mieście Brisbane, dlatego po ukończeniu szkoły średniej postanowił przenieść się do Sydney. Początkowo uczęszczał na kursy aktorstwa, by zdobyć jakiekolwiek doświadczenie, a z czasem zaczął brać udział w castingach. Po kilku epizodach w produkcjach krótkometrażowych statystował w piątej odsłonie “Piratów z Karaibów”, która miała otworzyć mu drzwi do kariery, lecz tak się nie stało. Mimo to nie załamał się i konsekwentnie realizował swój plan.
Wytrwałość się opłaciła, bo w 2018 roku dostał propozycję dołączenia do obsady romantycznej komedii dla młodzieży “The Kissing Booth” Netfliksa, w której upatrywał swojej szansy. I faktycznie za jej sprawą jego popularność z dnia na dzień poszybowała w górę, przez co w postać Noah Flynna wcielił się jeszcze w dwóch kontynuacjach. Jak się okazało po latach, wbrew pozorom nie było mu to na rękę. – Wcale nie chciałem ich robić. Takie rzeczy sprawiają, że stajesz się martwy w środku – tłumaczył w rozmowie z magazynem “GQ”, przyznając, że poniekąd nie miał innego wyjścia. I to nie tylko z powodu obowiązującego kontraktu.
Na początku kariery Elordi nie miał dachu nad głową. Rola w “Euforii” odmieniła jego los
Po premierze “The Kissing Both” skuszony sukcesem Elordi podjął spontaniczną decyzję o przeprowadzce do Los Angeles, mając nadzieję, że tam rozwinie skrzydła. Rzeczywistość szybko i brutalnie zweryfikowała jego wyobrażenia o hollywoodzkim świecie. Choć wcześniej reżyserzy proponowali mu rolę za rolą, to gdy tylko zamieszkał w USA, kontakty się urwały. W dodatku zaczęły mu się kończyć oszczędności, które i tak były niewielkie. To zmusiło go do opuszczenia wynajmowanego lokum. Przez pierwsze tygodnie spał na kanapie u znajomych, ale na dłuższą metę nie chciał ich obarczać swoimi problemami. Bywało więc, że pomieszkiwał w aucie.
Doszło do tego, że w krytycznym momencie chciał zupełnie porzucić aktorstwo i wrócić do Australii. To wtedy pojawiła się propozycja zagrania w “Euforii”, którą potraktował jako ostatnią deskę ratunku. Wykreowana w niej postać Nate’a nie tylko pomogła mu odbić się od dna, lecz także zerwać z łatką romantyka, z czego był szczególnie zadowolony. Od tamtej pory może przebierać w rolach, ale rozsądnie podchodzi do swoich wyborów. Dziś na koncie ma takie produkcje jak “Saltburn”, “Priscilla” oraz “Frankenstein” Guillermo del Toro, za którego dostał pierwszą w karierze nominację do Oscara. – Przecież mam tylko 28 lat. To jak wiatr w żagle – powiedział w wywiadzie dla “The Hollywood Reporter”. A już niebawem do kin wejdzie nowa ekranizacja “Wichrowych Wzgórz” autorstwa Emily Brontë, w których stworzył duet z Margot Robbie.