Panna młoda odc. 63: Bunt w rezydencji! Sinem rzuca wyzwanie Mukadder!

Sinem niemal zbiega po schodach. Jej kroki odbijają się echem w przestronnym holu rezydencji, w którym stoją Mukadder i Beyza. Atmosfera między nimi jest chłodna i napięta.

Sinem zatrzymuje się przed nimi, wyraźnie zdenerwowana.

— Słyszałyście? — pyta szybko. — Brat Hancer jest w szpitalu.

Mukadder unosi brwi.

— Nie. Skąd ty to wiesz?

— Cihan dzwonił przed chwilą — odpowiada Sinem, wciąż lekko zdyszana. — Poprosił, żeby przygotować kilka rzeczy dla Hancer.

Na moment zawiesza głos.

— Jej brat, Cemil… jest na oddziale intensywnej terapii. Lekarze mówią, że może tam zostać przez dłuższy czas.

Na twarzy Mukadder pojawia się chłodny, trudny do odczytania wyraz. Powoli przenosi spojrzenie na Beyzę.

— Proszę, proszę… — mówi z lekką ironią. — A nas, jak widać, nikt nawet nie raczył powiadomić.

Przeciąga spojrzeniem po pomieszczeniu.

— Dowiadujemy się o wszystkim od osób trzecich.

Beyza prycha pogardliwie.

— Jakby nie wystarczało, że mamy do czynienia z tą dziewczyną ze slumsów — mówi z niesmakiem. — Teraz jeszcze z jej rodziną będziemy musiały się użerać.

Sinem ignoruje tę uwagę. Podchodzi bliżej.

— Poproszę Fadime, żeby spakowała torbę dla Hancer — oznajmia. — Zawiozę jej rzeczy do szpitala jak najszybciej.

Mukadder marszczy brwi.

— Dlaczego ty masz to zrobić?

— Chcę zobaczyć Hancer — odpowiada spokojnie Sinem. — Jest tam sama. Chcę ją trochę podnieść na duchu.

Mukadder patrzy na nią uważnie.

— A co z Mine?

Sinem prostuje się lekko.

— Mamo, ty jesteś tutaj. Fadime też jest w domu. Mine nie będzie sama. Muszę zostać z Hancer choć przez chwilę. Ona naprawdę tego potrzebuje.

Beyza patrzy na nią z wyraźną pogardą.

— Jakże jesteś współczująca wobec tej dziewczyny ze slumsów — rzuca złośliwie.

Krzywi usta w pogardliwym uśmiechu.

— Właściwie to nic dziwnego. Jesteś dokładnie taka sama jak ona.

Sinem patrzy na nią w milczeniu, a Beyza teatralnie marszczy nos.

— Zresztą… — dodaje z obrzydzeniem — czuję tu zapach stęchlizny.

Odwraca się gwałtownie na pięcie i rusza w stronę salonu, jakby nie chciała już dłużej przebywać w tym samym miejscu.

Mukadder zadziera głowę, jakby chciała spojrzeć na Sinem z góry.

— Kierowca zawiezie torbę — mówi chłodno do synowej. — Ty nigdzie się nie wybierasz.

Nie czeka na odpowiedź. Rusza za Beyzą w stronę salonu i rzuca pod nosem:

— Widzę, że bicie niczego jej nie nauczyło…


Sinem wchodzi po schodach szybkim, zdecydowanym krokiem. Jej twarz jest napięta, a w oczach widać coś, czego dawno w niej nie było — determinację.

Mija drzwi swojego pokoju, nawet na nie nie patrząc. Zatrzymuje się dopiero przed drzwiami sypialni Mukadder.

Przez chwilę stoi nieruchomo, jakby zbierała w sobie odwagę. Potem naciska klamkę i wchodzi do środka.

Pokój jest elegancki, perfekcyjnie uporządkowany. Sinem podchodzi powoli do łóżka. Klęka przy nim i wsuwając rękę pod ramę, wyciąga ukrytą tam drewnianą laskę.

Na jej twarzy pojawia się cień bólu. Wspomnienia wracają jak uderzenie.

To właśnie tą laską Mukadder wielokrotnie ją biła. Upokarzała. Karała za każdy sprzeciw.

Sinem prostuje się powoli i zaciska dłoń na drewnie. Tym razem jednak nie wygląda jak ofiara.

Wraca na dół.

W salonie Mukadder i Beyza siedzą na kanapie. Rozmawiają półgłosem, ale gdy tylko Sinem pojawia się w pomieszczeniu, obie natychmiast milkną.

Ich wzrok zatrzymuje się na lasce w jej dłoni.

Zapada cisza.

Sinem zbliża się powoli i zatrzymuje naprzeciwko kanapy.

Mukadder prostuje się lekko.

— Co to jest? — pyta.

Jej głos brzmi chłodno, ale da się w nim wyczuć delikatne drżenie. Po raz pierwszy to ona patrzy na tę laskę z niepokojem.

Sinem patrzy teściowej prosto w oczy. Już się jej nie boi.

— Czy nie wyciągałaś jej za każdym razem, gdy się tobie sprzeciwiałam?

Mukadder zaciska usta.

— Odłóż ją na miejsce.

Sinem jednak nie rusza się ani o krok. Podnosi laskę lekko i wyciąga ją przed siebie w stronę teściowej.

— Zgadzam się na swoją karę.

Mukadder marszczy brwi.

— Co powiedziałaś?

— Ukarz mnie teraz — mówi spokojnie Sinem. — Bo tym razem cię nie posłucham. — Jej głos jest cichy, ale stanowczy. — Pojadę do szpitala.

Beyza patrzy na nią szeroko otwartymi oczami, zaskoczona nagłą zmianą w jej zachowaniu.

Mukadder powoli wstaje z kanapy. Podchodzi bliżej.

Przez chwilę obie kobiety stoją naprzeciwko siebie w napiętej ciszy.

W końcu Mukadder wyciąga rękę i jednym pewnym ruchem zabiera laskę z dłoni Sinem. Przez moment obraca ją w palcach, jakby przypominała sobie dawne czasy. Na jej ustach pojawia się chłodny uśmiech.

— Nie ma takiej potrzeby — mówi powoli.

Sinem patrzy na nią uważnie.

— Skoro jesteś tak zdeterminowana… — kontynuuje Mukadder — nic cię nie powstrzyma.

Lekko odsuwa się na bok.

— Idź.

Jej uśmiech staje się jeszcze bardziej lodowaty.

— Nie spóźnij się.

Krótka pauza.

— I pozdrów ode mnie moją synową.

Sinem przez chwilę stoi nieruchomo. Potem lekko kiwa głową. Odwraca się i wychodzi z salonu.

Mukadder pozostaje na środku pomieszczenia z laską w dłoni.

Jej twarz nagle twardnieje. Z całej siły uderza laską o podłogę.

Stuk

Jeszcze raz.

Stuk

I jeszcze raz.

Między uderzeniami widać, jak w jej oczach narasta wściekłość, której nie może tłumić.


Yonca pojawia się w drzwiach mieszkania Nusreta. Mężczyzna otwiera jej niemal od razu, ale jego twarz pozostaje ponura i napięta.

Kobieta zatrzymuje się w progu. Przez chwilę przygląda mu się uważnie, jakby próbowała odczytać jego nastrój.

— Jeśli przeszkadzam… mogę sobie pójść — mówi ostrożnie.

Nusret kręci głową i robi krok w bok, otwierając szerzej drzwi.

— To nie ma z tobą nic wspólnego — odpowiada ciężkim głosem. — Chodź.

Wprawdzie wpuszcza ją do środka, ale w jego ruchach widać zmęczenie.

Wchodzą do salonu. Wnętrze jest eleganckie i uporządkowane — jasne kanapy, stolik z drobnymi dekoracjami, a w tle otwarta kuchnia z czarnym blatem i rzędem słoików.

Nusret wskazuje Yoncy miejsce na kanapie. Siadają naprzeciw siebie.

Yonca zakłada nogę na nogę i przez chwilę obserwuje mężczyznę. Jego twarz jest napięta, a spojrzenie nieobecne.

— Wyszedłeś w południe i nie oddzwaniałeś — mówi spokojnie. — Czy coś cię zdenerwowało?

Nachyla się lekko w jego stronę.

— Nigdy wcześniej nie widziałam cię w takim stanie. Czy mogę coś zrobić?

Nusret wzdycha ciężko i opiera łokcie na kolanach.

— Cały dzień miałem do czynienia z Beyzą. — Przeciera dłonią twarz. — Dlatego jestem w takim nastroju.

Yonca unosi brwi.

— To ona cię tak zdenerwowała?

— Gdyby tylko dzisiaj… — odpowiada gorzko. — Mam z nią problemy odkąd odeszła moja żona.

Milknie na moment.

— Jest moją córką, to prawda. Ale wszystko ma swoje granice.

Yonca kiwa głową.

— Bez urazy, ale taka właśnie jest Beyza — mówi spokojnie. — Zawsze robi afery z powodu drobnostek.

Nusret patrzy na nią poważnie.

— Tym razem to nie drobnostka. — Jego głos staje się twardszy. — Tym razem chodzi o coś naprawdę poważnego.

Po chwili dodaje:

— Ale to wina mojej siostry.

Yonca marszczy brwi.

— Mukadder?

— Tak. Powiedziała Beyzie, żeby siedziała cicho i obserwowała wszystko w rezydencji, jakby oglądała film w kinie.

Yonca odchyla się na oparcie kanapy.

— Chwileczkę… — mówi powoli. — Chyba nie jestem w temacie.

Nusret patrzy na nią badawczo.

— Beyza nic ci nie powiedziała?

— Nie.

Mężczyzna wzdycha ciężko.

— Jak myślisz, po co przyjęliśmy do rodziny tę dziewczynę ze slumsów?

Yonca marszczy brwi.

— Masz na myśli Hancer?

— Kiedy dziecko się urodzi — mówi Nusret spokojnie — moja siostra natychmiast odda je Beyzie.

Yonca prostuje się gwałtownie.

— Jak to? — pyta z niedowierzaniem. — Czyli Hancer urodzi dziecko, odda je Beyzie i… odejdzie?

Nusret kręci głową.

— Oczywiście, że nie odejdzie. — Na jego ustach pojawia się gorzki uśmiech. — Jaka matka dobrowolnie zostawiłaby swoje dziecko?

Milknie na chwilę.

— Dlatego zrobią wszystko, żeby ją stamtąd przegonić. Oszczerstwa, groźby… cokolwiek będzie trzeba.

Yonca przez moment patrzy na niego w ciszy.

— Czy Cihan o tym wie? — pyta w końcu. — Spokojnie, nic mu nie powiem. Pytam tylko z ciekawości.

— Nic nie wie — odpowiada Nusret. — Tylko moja siostra, Beyza, ja… i teraz ty.

Przez chwilę patrzy w przestrzeń.

— Ale moja głupia córka wpada w szał za każdym razem, gdy spojrzy przez okno i zobaczy ten stary dom.

Zaciska szczękę.

— Dlatego popełnia błąd za błędem. W końcu sam będę miał przez nią kłopoty.

Yonca patrzy na niego uważnie.

— Beyza jest wystarczająco dorosła, żeby brać odpowiedzialność za swoje czyny — mówi spokojnie.

Nachyla się lekko.

— A ty? Nie jesteś zmęczony byciem ojcem na pełen etat?

Uśmiecha się delikatnie.

— Jesteś przystojnym mężczyzną w sile wieku. Masz prawo do własnego życia.

Nusret patrzy na nią w milczeniu.

— Jeśli dalej będziesz traktował Beyzę jak nastolatkę — dodaje Yonca — nigdy nie stanie się odpowiedzialną kobietą. Zawsze będzie zrzucać wszystko na ciebie.

Nusret powoli kręci głową.

— To nie jest takie proste.

Jego spojrzenie staje się ciężkie.

— Są rzeczy, których nie wiesz.


Retrospekcja.

Akcja cofa się o kilka lat.

Na plaży zachodzi słońce. Morze jest spokojne, a na mokrym piasku rysują się dwie sylwetki — Nusreta i Mukadder.

Nusret podchodzi do siostry. W palcach trzyma niewielki metalowy przedmiot. Zatrzymuje się przed nią i podnosi dłoń.

— To wszystko, co zostało po twoim mężu — mówi cicho.

Na jego dłoni leży łuska po pocisku.

— Niech ta kula będzie dowodem… — dodaje — że jestem gotowy na wszystko.

Jego głos staje się twardy.

— Żebyśmy nigdy więcej nie musieli jej używać.

Mukadder powoli wyciąga rękę. Zabiera łuskę z jego dłoni.


Powrót do teraźniejszości.

Nusret siedzi nieruchomo na kanapie. Jego wzrok jest nieobecny.

— Istnieją rzeczy, które wykraczają poza relację ojciec–córka — mówi cicho.

Powoli podnosi wzrok na Yoncę.

— Straciłem nie tylko siedem lat życia mojej córki.


Beyza stoi przy oknie w swoim pokoju, z telefonem w dłoni. Przed chwilą dowiedziała się, że Cihan wynajął prywatny samolot, by sprowadzić z zagranicy lekarza dla brata Hancer.

Informacja uderza w nią jak policzek.

Jej twarz natychmiast twardnieje, a w oczach pojawia się gniew. Przez chwilę chodzi nerwowo po pokoju, jakby nie mogła znaleźć dla siebie miejsca.

— Prywatny samolot… — syczy pod nosem.

Zatrzymuje się nagle. Wyciąga z torebki chusteczkę i zakrywa nią mikrofon telefonu.

Wybiera numer. Po kilku sygnałach połączenie zostaje odebrane.

— Szybkiego powrotu do zdrowia — mówi Beyza zmienionym, przytłumionym głosem.

Po drugiej stronie zapada krótka cisza.

— Dziękuję — odpowiada spokojnie Hancer. — Ale muszę już kończyć.

Jej ton staje się chłodniejszy.

— Byłabym wdzięczna, gdybyś więcej do mnie nie dzwoniła.

Na twarzy Beyzy pojawia się złośliwy uśmiech.

— Dlaczego jesteś tak wrogo nastawiona? — pyta miękko. — Czy to nie ty chciałaś się ze mną spotkać?

Hancer wzdycha cicho.

— Pomyliłam się.

Beyza zaciska palce mocniej na telefonie.

— Ja też popełniłam błąd — odpowiada powoli. — Zaufałam ci. Nie sądziłam, że przyjdziesz tam z Cihanem.

Po drugiej stronie zapada cisza.

— Byłaś tam? — pyta Hancer z wyraźnym zaskoczeniem.

— Oczywiście — odpowiada Beyza spokojnie. — Obserwowałam cię.

Następuje krótka pauza.

— I zawsze tak będzie.

Hancer milczy przez chwilę, po czym mówi zdecydowanie:

— Posłuchaj. W ogóle nie powinnam była się z tobą kontaktować.

Jej głos staje się twardszy.

— Jeśli masz jakieś problemy, rozwiąż je z Cihanem. Proszę, nie dzwoń do mnie więcej.

Na ustach Beyzy pojawia się chłodny, niemal triumfalny uśmiech.

— Myślisz, że prawda zniknie tylko dlatego, że przestaniesz o niej mówić?

Patrzy przez okno w ciemność.

— Dobrze. Śpij spokojnie. — Jej głos przechodzi w szept. — W końcu i tak obudzisz się w wielkim koszmarze.

Cisza po drugiej stronie staje się ciężka.

— A kiedy ten dzień nadejdzie — ciągnie Beyza — zrozumiesz, że wszystko było jednym wielkim kłamstwem.

Jej słowa są powolne i celowe.

— Twoje małżeństwo… twój mąż… ten piękny obrazek kochającej rodziny.

Krótka pauza.

— Wiesz, co jest w tym wszystkim najgorsze?

Jej głos staje się zimny jak lód.

— Że jesteś tak ślepa, że świadomie pozwalasz się oszukiwać. Spójrz na mężczyznę stojącego obok ciebie i spróbuj wreszcie zrozumieć jedną rzecz. Nigdy nie będziesz jego prawdziwą żoną.


Nazajutrz rano na oddziale panuje cisza przerywana jedynie monotonnym pikaniem aparatury. Za oknami szpitala dzień dopiero się budzi.

Cemil odzyskał przytomność.

Leży na łóżku blady i wyraźnie wyczerpany. Jego spojrzenie jest jednak uparte i twarde. Lekarze przekazali dobrą wiadomość – jest przytomny – lecz niemal natychmiast pojawił się nowy problem.

Cemil nie chce zgodzić się na operację.

Hancer próbuje z nim rozmawiać przez długi czas. Stoi przy łóżku, ściska jego dłoń, błaga, tłumaczy, ale wszystkie jej słowa rozbijają się o mur jego uporu.

W końcu wychodzi z sali ze łzami w oczach.

Po chwili drzwi znów się otwierają. Do środka wchodzi Cihan.

Na korytarzu Hancer zatrzymuje się przy uchylonych drzwiach. Nie wchodzi. Stoi nieruchomo, jakby bała się oddychać, i nasłuchuje.

Cihan podchodzi do łóżka i siada na krześle obok. Cemil patrzy na niego zmęczonym wzrokiem.

— Nie próbuj na próżno, szwagrze — mówi cicho, ale stanowczo. — Nie poddam się operacji.

Cihan opiera łokcie na kolanach i przez chwilę milczy.

— Nie przyszedłem tu dyskutować — odpowiada spokojnie. — Przyszedłem powiedzieć ci, co myślę.

Podnosi wzrok.

— Zawsze myślałem, że jesteś człowiekiem, który kocha swoją rodzinę. Że jesteś przywiązany do siostry.

Cemil marszczy brwi.

— Jestem! — wtrąca natychmiast.

Cihan kręci głową.

— Nie. Nie jesteś.

W sali zapada ciężka cisza.

— Jesteś samolubnym człowiekiem.

Cemil patrzy na niego zaskoczony.

— Dlaczego tak mówisz, szwagrze?

Cihan nachyla się lekko w jego stronę.

— Bo nie zdajesz sobie sprawy, co robisz. Myślisz, że poświęcasz tylko siebie. Że odejdziesz, a ci, którzy zostaną jakoś sobie poradzą.

Jego głos nagle twardnieje.

— Ale tak nie jest.

Cihan na chwilę odwraca wzrok, jakby wracał myślami do czegoś bolesnego.

— Powiem ci, jak to jest stracić brata.

Cemil milknie.

— Osobiście pochowałem swojego brata — mówi Cihan cicho. — I przez lata każdego dnia zadawałem sobie jedno pytanie… co mogłem zrobić, żeby temu zapobiec.

Jego dłonie zaciskają się powoli.

— Niszczyłem się tym. Nigdy nie pozwolę, żeby Hancer przeżyła to samo.

Za drzwiami Hancer nieruchomieje. Łzy zaczynają spływać po jej policzkach.

— Będzie cierpieć — mówi dalej Cihan. — Będzie sobie powtarzać, że mogła zrobić więcej. Że mogła cię przekonać. — Spogląda prosto na Cemila. — Kiedy odejdziesz… ona nie będzie już miała życia.

Cemil przełyka ślinę.

— Kiedy cię pochowa — kontynuuje Cihan — razem z tobą pochowa część siebie.

Hancer zasłania usta dłonią, żeby nie wydać żadnego dźwięku.

— Ta dziewczyna stanie się żywym trupem — mówi Cihan. — I to ty jej to zrobisz.

W sali zapada cisza. Po chwili Cihan wstaje gwałtownie z krzesła.

— Jeśli nadal uważasz, że podejmujesz właściwą decyzję — mówi chłodno — pójdę teraz po formularz wypisu.

Odwraca się w stronę drzwi.

— Szwagrze… – odzywa się nagle Cemil, a Cihan zatrzymuje się. Dobrze. Poddam się operacji.

Na korytarzu Hancer zamyka oczy. Ogromne napięcie opuszcza jej ciało.

Łzy, które jeszcze przed chwilą były łzami rozpaczy, zmieniają się w łzy ulgi. Powoli odchodzi od drzwi i siada na krześle przy ścianie, oddychając głęboko, jakby dopiero teraz mogła zaczerpnąć powietrza.

W sali Cemil patrzy na Cihana.

— Ale mam jeden warunek.

Cihan odwraca się z powrotem.

— Jaki?

— Cokolwiek się ze mną stanie — mówi Cemil — nie opuścisz mojej siostry.

Cihan milknie. Spuszcza głowę.

Cemil marszczy brwi.

— Co się stało? — pyta. — Czy poprosiłem o coś aż tak trudnego?

Po chwili na twarzy Cihana pojawia się lekki uśmiech.

— Powiem ci coś… — odpowiada. — Nie ma nic trudniejszego niż twoja siostra.

Cemil parska cicho.

— To prawda. Zwłaszcza jeśli chodzi o jej zrzędliwość.

Cihan uśmiecha się szerzej.

— Nie martw się. Nawet jeśli będzie w złym humorze, nawet jeśli odwróci się ode mnie plecami… nigdy jej nie zostawię.

Jego głos łagodnieje.

— Bardzo ją kocham.

Cemil patrzy na niego uważnie.

— Obiecujesz, szwagrze?

Cihan bez wahania odpowiada:

— Obiecuję.

W tej chwili obaj są pewni jednego. Ta obietnica nigdy nie zostanie złamana.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia był film Gelin 42.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Related Posts

„Rozpacz, która niszczy wszystko… Panna młoda: Cihan traci kontrolę.”

W odcinku serialu Panna młoda dochodzi do jednej z najbardziej wstrząsających i przełomowych scen całej historii. Wątek Cihana, który od dawna budowany był na napięciu, bólu i…

Panna młoda, odcinek 76: Pierwsza noc Hancer i Cihana! Odtrąci żonę, ale później przeżyją razem pierwszy raz – ZDJĘCIA

Zbliża się jeden z najbardziej poruszających momentów w tureckim hicie “Panna młoda”. W 76. odcinku Hancer i Cihan spędzą swoją pierwszą wspólną noc, co z pewnością dostarczy…

A jednak. Nowe fakty o kochance Williama. Tak blisko Kate jeszcze nie była

Koniec milczenia w sprawie “kochanki” Williama. Wydało się, jakie ma teraz plany Wieści o rzekomym romansie księcia Williama z Rose Hanbury powracają regularnie w brytyjskiej prasie od…

„Panna młoda” Odc. Cihan przekracza ostateczną granicę: Zrozpaczony syn dusi własną matkę

W odciпkυ serialυ Paппa młoda dochodzi do jedпej z пajbardziej wstrząsających i przełomowych sceп całej historii. Wątek Cihaпa, który od dawпa bυdowaпy był пa пapięciυ, bólυ i…

Dziedzictwo odc. 878: Poyraz staje z Trucizną oko w oko!

Yusuf siedział na podłodze w salonie, wpatrując się w ekran tabletu, na którym leciały kreskówki puszczone przez Nazli. Jednak jego wzrok błądził gdzieś daleko, jakby myślami był…

Panna młoda odcinek 71: Hancer podsłuchuje okrutną prawdę! Czy małżeństwo z Cihanem to tylko układ?

Złamane serce Hancer: Kiedy okrutna prawda o “fałszywej pannie młodej” wychodzi na szczękę0:1818 sekundWitaj w świecie, gdzie przepych luksusowych rezydencji boleśnie zderza się z prostotą szarej codzienności,…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *