Panna młoda odc. : Cemil w krytycznym stanie! Cihan zrobi wszystko, by go uratować!

Słońce stoi wysoko nad rezydencją, oświetlając szeroki dziedziniec i rzędy palm rosnących przy podjeździe. Tego dnia w posiadłości pojawia się niespodziewany gość — Mahmut, ojciec Sinem.

Nie przyszedł jednak na długą wizytę. Wszedł tylko na chwilę, zobaczył wnuczkę i córkę. Nie usiadł nawet przy stole, nie napił się herbaty. Po kilku minutach postanowił wracać.

Sinem odprowadza go. Idą powoli przez dziedziniec. Kobieta trzyma ojca pod ramię, a on przygląda się jej uważnie. Na jego twarzy pojawia się cień niepokoju.

— Córko… wszystko w porządku? — pyta łagodnie.

Sinem spuszcza wzrok.

— Oczywiście, tato.

Mężczyzna jednak nie daje się zwieść.

— Naprawdę jest ci tu dobrze? — dopytuje cicho.

Sinem wymusza lekki uśmiech.

— Nic mi nie jest. Mine też ma się dobrze. Cihan robi wszystko, żeby nie odczuła braku ojca. Naprawdę… nie masz się o co martwić.

Mahmut kiwa głową, ale wciąż uważnie obserwuje twarz córki.

— Co do Cihana nie mam żadnych wątpliwości — mówi spokojnie. — Ale… jak traktuje cię pani Mukadder?

Sinem natychmiast prostuje się.

— Czy na pewno w żaden sposób cię nie krzywdzi? — dopytuje ojciec.

Na moment zapada cisza.

— Nie, tato — odpowiada szybko Sinem. — Mama Mukadder może wydawać się surowa, ale… to wszystko. Nie robi mi krzywdy.

Mahmut zatrzymuje się nagle na środku alejki.

— Córko… — mówi poważniej. — Powiedziałaś kiedyś, że nie możesz opuścić rezydencji ze względu na wspomnienie o swoim mężu.

Patrzy jej prosto w oczy.

— Nic ci nie mówiliśmy, ale tęsknimy za tobą. Za tobą i za naszą wnuczką.

Sinem milczy.

— Nie odwiedzasz nas — ciągnie Mahmut. — Kiedy dzwonimy, zawsze szybko kończysz rozmowę. Szukasz pretekstu, żeby się rozłączyć. — Robi krótką pauzę. — Pani Mukadder ci nie pozwala? To przez nią nas nie odwiedzasz?

Sinem nerwowo pociera dłonie.

— Nie, tato… — odpowiada szybko. — Mama Mukadder nie ma z tym nic wspólnego.

Jej głos drży lekko.

— To tylko moja wina. Jestem ciągle zajęta Mine. Tracę poczucie czasu. A kiedy do mnie dzwonisz, ona jest obok mnie… dlatego muszę szybko kończyć rozmowę.

Mahmut bierze jej dłonie w swoje.

— Moja piękna córko — mówi cicho. — Czy mam cię stąd zabrać?

Sinem podnosi na niego zaskoczone spojrzenie.

— Dzięki Bogu nie jesteśmy od nikogo zależni — kontynuuje mężczyzna spokojnie. — Poradzimy sobie. Nie chcę tylko widzieć smutku w twoich oczach.

Sinem nagle przytula ojca. Krótko. Mocno.

— Nic mi się nie dzieje, tato — mówi cicho. — Dzięki Bogu mam ojca, do którego zawsze mogę zadzwonić.

Odsuwa się i próbuje się uśmiechnąć.

— Nie martw się o nas. I powiedz mamie, że wszystko jest w porządku. Powiedz jej, że jej córka i wnuczka mają się dobrze.

Mahmut patrzy na nią jeszcze przez chwilę.

— Dobrze, córko… skoro tak mówisz.

Odwraca się i powoli odchodzi w stronę bramy. Sinem stoi nieruchomo i patrzy za nim. Kiedy znika za bramą rezydencji, jej twarz nagle się załamuje. Zanosi się cichym płaczem. Chwyta się pnia jednej z palm, żeby utrzymać równowagę. Jej ramiona drżą.

Oszukiwanie własnego ojca boli bardziej, niż mogła się spodziewać. Ale nie ma wyjścia. Nie może mu powiedzieć prawdy.

Nie może powiedzieć, jakiego piekła doświadcza w tym domu. Bo jeśli to zrobi… Mukadder bez wahania wyrzuci ją z rezydencji i zabierze jej Mine.

I Sinem nigdy więcej nie zobaczy swojej córki.


Po chwili Sinem bierze kilka głębokich oddechów. Ociera łzy z policzków i wraca do środka. W ogromnym, jasnym hallu rezydencji panuje cisza. Białe kolumny i marmurowa posadzka odbijają światło żyrandola.

Na środku stoi jej teściowa. Czeka. Sinem zatrzymuje się kilka kroków przed nią.

Mukadder mierzy ją chłodnym spojrzeniem.

— Co trapiło twojego ojca? — pyta ostro. — Po co tu przyszedł? Chce, żebyś się do niego przeprowadziła?

— Oczywiście, że nie — odpowiada spokojnie Sinem.

Mukadder unosi brwi.

— Mam taką nadzieję.

Jej głos staje się lodowaty.

— Bo jeśli jest inaczej, nie będę robić problemów. Natychmiast dam ci walizkę.

Patrzy jej prosto w oczy.

— Tak jak tu przyszłaś, tak samo opuścisz ten dom. Sama.

Sinem nie spuszcza wzroku.

— Nigdzie się nie wybieram — odpowiada spokojnie.

Robi krok w stronę teściowej.

— To także mój dom. Prawda?

Mukadder mruży oczy.

— W takim razie powiedz swojemu ojcu, żeby więcej nie przychodził bez zapowiedzi — mówi chłodno. — Nie mieszkasz tu sama.

Sinem podchodzi jeszcze bliżej. Dzieli je już tylko pół kroku.

— Myślę, że wyraziłam się jasno — mówi spokojnym, ale stanowczym tonem. — To również mój dom.

Krótka pauza.

— A mój ojciec może nas odwiedzać, kiedy tylko zechce.

Po tych słowach odwraca się i odchodzi w stronę schodów. Mukadder patrzy za nią z niedowierzaniem, a po chwili kręci głową.

— Proszę bardzo… — mruczy pod nosem. — Stała się tak samo bezczelna jak ta nowa panna młoda.

Na jej ustach pojawia się chłodny uśmiech.

— Ale spokojnie…

Jej spojrzenie staje się twarde.

— Wiem doskonale, jak ustawić je obie w szeregu.


Drzwi starego domu otwierają się i do środka wchodzi kobieta z pracowni krawieckiej, niosąc torbę. Za nią pojawia się młody pomocnik, który wtacza stojak z kilkoma eleganckimi sukienkami w pokrowcach. Materiały w różnych kolorach — głęboka czerń, intensywna czerwień, fiolet i turkus — delikatnie kołyszą się na wieszakach.

— Pan Cihan poprosił, żebyśmy dostarczyli je do pani — mówi kobieta uprzejmie. — Może pani spokojnie wszystko przymierzyć i wybrać te, które najbardziej się spodobają.

Hancer patrzy na stojak z wyraźnym zaskoczeniem.

— Dla mnie? — pyta cicho.

— Tak. Pan Cihan powiedział, że chce zrobić pani niespodziankę.

Kobieta uśmiecha się i po chwili wychodzi razem z pomocnikiem, zostawiając stojak z sukienkami na środku salonu.

W domu zapada cisza. Hancer przesuwa dłonią po pokrowcach, jakby wciąż nie wierzyła, że to wszystko jest dla niej.

— Cihan… — szepcze pod nosem, lekko zaskoczona.

Zdejmuje pierwszy pokrowiec i wyciąga elegancką sukienkę. Materiał jest miękki i ciężki, starannie skrojony. Przymierza ją i staje przed lustrem. Obraca się powoli, przyglądając się swojemu odbiciu. Na jej twarzy pojawia się nieśmiały uśmiech.

— Nigdy czegoś takiego nie nosiłam… — mówi do siebie.

Po chwili zdejmuje sukienkę i sięga po kolejną. Kiedy rozsuwa zamek jednego z pokrowców, coś małego wysuwa się z wnętrza i spada na podłogę.

Hancer marszczy brwi. Schyla się i podnosi niewielką kartkę papieru. Widnieje na niej odręczne pismo. Zaczyna czytać. Jej twarz stopniowo blednie.

Największym wrogiem kobiety jest druga kobieta. Jakże prawdziwe to powiedzenie.Błagałam cię, żebyś zostawiła mojego męża, a ty teraz wybierasz sukienki, które ci kupił.Naprawdę muszę ci pogratulować.

Jeśli chcesz ze mną porozmawiać, przyjdź dziś o piątej do parku.

Hancer zamiera. Przez chwilę tylko patrzy na kartkę, jakby próbowała upewnić się, że dobrze przeczytała każde słowo.

Powoli przełyka ślinę.

— Więc to ona… — szepcze.

Choć nie rozpoznaje charakteru pisma, nie ma wątpliwości, kto jest autorką wiadomości.

Była żona Cihana.

Hancer spogląda na sukienkę, którą jeszcze przed chwilą trzymała w rękach. Nagle materiał wydaje się jej ciężki i obcy. Jakby już do niej nie należał.

Bez słowa odkłada sukienkę na łóżko. Patrzy jeszcze raz na stojak pełen eleganckich kreacji.

— Nie… — mówi cicho do siebie.

Teraz jest już pewna.

Nie wybierze żadnej z nich.


Mukadder chodzi nerwowo po swoim pokoju. Jej kroki odbijają się głuchym echem od marmurowej podłogi. Co chwilę zatrzymuje się przy oknie, po czym znowu zaczyna krążyć po pomieszczeniu, jak drapieżnik zamknięty w klatce.

Na jej twarzy widać narastającą złość.

— Jedna zniknęła bez śladu… — mówi do siebie przez zaciśnięte zęby. — A druga pluje jadem jak skorpion.

Zatrzymuje się nagle i zaciska dłonie.

— A teraz pojawia się kolejna, która próbuje zniszczyć nasz dom i zakłócić nasz spokój.

Jej oczy zwężają się niebezpiecznie.

— Tylko poczekaj… — syczy. — Pokażę ci jeszcze, kim jest Mukadder Develioglu.

W tym momencie do drzwi rozlega się krótkie pukanie.

— Wejść! — rzuca ostro.

Drzwi uchylają się i do środka wchodzi Gulsum. W dłoniach trzyma tacę ze szklanką wody i dwoma tabletkami.

— Przyniosłam pani lekarstwa — mówi cicho.

Mukadder bez słowa podchodzi bliżej. Bierze tabletki, wrzuca je do ust i popija niewielkim łykiem wody.

— Beyza jeszcze nie wróciła? — pyta chłodno.

— Nie, proszę pani — odpowiada Gulsum.

Mukadder na moment nieruchomieje.

— Dobrze. Możesz wyjść.

Odstawia szklankę na tacę. Gulsum skinieniem głowy przyjmuje polecenie i szybko opuszcza pokój.

Gdy drzwi się zamykają, Mukadder ponownie zaczyna chodzić po pomieszczeniu.

— Nie mogę utrzymać Beyzy pod kontrolą… — mruczy pod nosem. — Nusret też nie oddzwania.

Sięga po telefon leżący na szafce nocnej i po raz kolejny wybiera numer brata. Tym razem po kilku sygnałach połączenie zostaje odebrane.

— Tak, siostro? — rozlega się spokojny głos Nusreta.

Mukadder natychmiast prostuje się.

— Nusrecie, gdzie jesteś? — pyta z wyrzutem. — Czy jesteśmy pokłóceni? Dlaczego nie odbierasz moich telefonów?

— Nie widziałem, że dzwoniłaś — odpowiada mężczyzna. — Czy coś się stało?

Mukadder wzdycha z irytacją.

— Twojej córki nie ma w domu. Dziś rano powiedziała, że idzie się z tobą zobaczyć, ale do tej pory nie wróciła.

Jej głos staje się ostrzejszy.

— Posłuchaj mnie uważnie. Twoja córka znowu zaczyna kombinować. Od wczorajszego wieczoru jest wyraźnie zdenerwowana.

Mukadder podchodzi do okna i patrzy w stronę ogrodu.

— Musisz coś z nią zrobić. Teraz, kiedy Cihan jest w rezydencji, nie może znowu wywołać chaosu.

Po drugiej stronie zapada krótka cisza.

— Nie martw się — odpowiada w końcu Nusret spokojnie. — Sprawdzę, gdzie jest.

Mukadder marszczy brwi.

— Sprawdzisz? W jaki sposób?

— Ostatnio była wobec mnie bardzo niegrzeczna — mówi mężczyzna chłodniej. — Nie spodobało mi się to, dlatego zainstalowałem w jej telefonie aplikację śledzącą.

Mukadder unosi lekko brwi.

— Znajdę ją, gdziekolwiek jest — dodaje Nusret. — Nie martw się.

Na twarzy Mukadder pojawia się powolny, chłodny uśmiech.

— Doskonale — mówi cicho.


Popołudniowe słońce odbija się od spokojnej tafli wody. Na nadmorskiej promenadzie panuje cisza, przerywana jedynie odległym szumem fal i dźwiękiem przepływających łodzi. Kilka drewnianych ławek stoi wzdłuż barierki, z której rozciąga się widok na szerokie wybrzeże i odległe wzgórza.

Hancer powoli idzie wzdłuż promenady. Na jej twarzy widać napięcie. Co chwilę spogląda wokół siebie, jakby spodziewała się, że ktoś nagle pojawi się obok niej.

W końcu zatrzymuje się przy jednej z ławek i siada. Składa dłonie na kolanach i wpatruje się w wodę, próbując uspokoić przyspieszony oddech.

Jakieś dwadzieścia metrów dalej, ukryta za grubym pniem drzewa, stoi Beyza. Obserwuje Hancer z napiętą twarzą. Jej oczy są pełne gniewu i goryczy.

— Przyszła… — szepcze pod nosem.

W jej spojrzeniu pojawia się zimna determinacja.

— Dobrze. Dziś wszystko się skończy.

Robi krok, jakby chciała wyjść zza drzewa. Nagle ktoś kładzie dłoń na jej ramieniu.

Beyza gwałtownie się odwraca.

— Co ty…?!

Jej ojciec stoi przed nią. Jego twarz jest poważna i napięta.

— Co próbujesz zrobić? — pyta ostro.

Beyza patrzy na niego z wściekłością.

— Powiem jej wszystko! — wybucha. — Mam dość ukrywania się!

Jej głos drży od emocji.

— Ta podła żmija ukradła mi męża na moich oczach! A ty… ty i ciocia zgotowaliście mi ten los!

Wskazuje palcem w stronę promenady.

— Już nigdy więcej nie zrobicie ze mnie głupca!

Nusret patrzy na nią chłodno.

— To ty sama robisz z siebie głupca.

Beyza zaciska pięści.

— Co powiedziałeś?!

Nusret jednak tylko skinieniem głowy wskazuje w stronę ławki nad wodą.

— Spójrz tam.

Beyza odruchowo odwraca głowę.

W tym samym momencie do siedzącej na ławce Hancer podchodzi Cihan. Mężczyzna zatrzymuje się przed nią.

— Co ty tutaj robisz?

Hancer podnosi się gwałtownie z ławki.

— Cihanie…

— Na kogo czekasz? — dopytuje.

Kobieta przez chwilę waha się, ale w końcu mówi szczerze:

— Przyszłam spotkać się z twoją byłą żoną.

Cihan zastyga. Przez moment tylko patrzy na nią w milczeniu, jakby próbował zrozumieć jej słowa.

— Czy… — zaczyna niepewnie — poznałaś ją?

— Skontaktowałam się z nią przez Beyzę — odpowiada spokojnie Hancer. — Powiedziała, że przyjdzie tutaj.

Cihan marszczy brwi.

— O czym chcesz z nią rozmawiać?

Hancer opuszcza wzrok.

— Muszę ją o coś zapytać, Cihanie.

Mężczyzna robi krok bliżej.

— Co ci powiedziałem? — mówi poważnie. — Jeśli chcesz coś wiedzieć, zapytaj mnie.

Jego głos łagodnieje.

— Czy nie zaczęliśmy od nowa? — Patrzy jej prosto w oczy. — Nie wierzysz mi?

Chwyta delikatnie jej dłoń.

— Twoje imię jest na mojej obrączce.

Hancer milczy. Cihan bierze głęboki oddech.

— Dobrze. Opowiem ci wszystko.

Jego głos jest spokojny, ale szczery.

— Nigdy się nie kochaliśmy. Niczego nie czuję do mojej byłej żony. Zmuszono mnie do tego małżeństwa.

Na jego twarzy pojawia się cień emocji.

— Ale ty… ty pokazałaś mi, że możemy stać się prawdziwą rodziną.

Hancer patrzy na niego w milczeniu.

W tym momencie jej telefon zaczyna dzwonić. Wyciąga go z kieszeni, ale Cihan delikatnie zatrzymuje jej rękę.

— Nie odbieraj.

Telefon jednak nie przestaje dzwonić. Po chwili również telefon Cihana zaczyna wibrować.

Hancer spogląda na niego z niepokojem.

— Może to coś związanego z moim bratem… — mówi cicho. — Proszę, odbierz.

Cihan wyciąga telefon z kieszeni marynarki. Patrzy na ekran.

— Kto dzwoni? — pyta Hancer drżącym głosem.

— Twoja bratowa…

Odbiera połączenie.

— Słucham.

Po drugiej stronie ktoś mówi szybko i nerwowo. Twarz Cihana natychmiast poważnieje.

— Co z nim? — pyta nagle. — Czy on żyje?

Hancer zastyga. Jej oczy rozszerzają się ze strachu. Dłoń automatycznie wędruje do piersi, jakby nagle zabrakło jej powietrza.

Cihan przez chwilę słucha.

— Dobrze — mówi w końcu. — Zaraz tam będziemy.

Rozłącza się.

Hancer patrzy na niego z przerażeniem. W jej oczach pojawiają się łzy.

— Cihanie… — szepcze. — Nie mów mi, że mój brat umarł…

Jej głos się łamie.

— Proszę…

Cihan natychmiast chwyta ją za ramiona.

— Nie umarł. Żyje, ale jego stan jest poważny.

Cihan bierze ją za rękę.

— Musimy jechać.

Nie oglądając się za siebie, ruszają w stronę wyjścia z promenady.


Kwadrans później samochód zatrzymuje się przed wejściem do szpitala. Hancer niemal wyskakuje z auta, nie czekając, aż Cihan zdąży zgasić silnik. W jej głowie wciąż brzmią ostatnie słowa z telefonu.

Korytarze szpitala są jasne, ale zimne i bezduszne. W powietrzu unosi się zapach środków dezynfekujących. Hancer biegnie przed siebie, aż w końcu dostrzega znajome twarze.

Derya siedzi z pochyloną głową, nerwowo ściskając dłonie. Obok niej stoi Ertugrul, oparty o ścianę z poważną miną.

— Gdzie jest mój brat?! — Hancer dopada do nich niemal bez tchu. — Powiedzcie mi prawdę… czy on żyje?

Derya podnosi wzrok. Jej oczy są zaczerwienione od płaczu.

— Tak… żyje — odpowiada cicho. Po chwili dodaje z goryczą: — Jeśli to w ogóle można nazwać życiem.

Hancer zastyga.

— Co to znaczy? — szepcze.

Ertugrul prostuje się i mówi spokojnym, choć napiętym głosem:

— Jest nieprzytomny. Wpadłem do jego sklepu, żeby wypić kawę. Zobaczyłem, że coś jest nie tak. Był blady jak ściana.

Mężczyzna zaciska dłonie, jakby wciąż widział tamtą scenę przed oczami.

— Zanim zdążyłem zapytać, co się dzieje…

— Powiedział, że umiera — wtrąca Derya drżącym głosem. — A potem… po prostu stracił przytomność.

Na moment zapada ciężka cisza.

— Dzięki Bogu Ertugrul był na miejscu — dodaje kobieta. — Natychmiast wezwał karetkę. Gdy tylko przyjechali, zabrali go na oddział. Potem Ertugrul zadzwonił do mnie.

Hancer powoli opada na jedno z krzeseł przy ścianie. Nagle wygląda, jakby cała siła z niej odpłynęła.

— Mówiłam mu… — szepcze, patrząc gdzieś w pustkę. — Mówiłam, żeby przestał pracować.

Jej głos zaczyna drżeć.

— Ale mnie nie słuchał.

Chowa twarz w dłoniach.

— To moja wina… — mówi cicho. — Jak mogłam na to pozwolić? Jak mogłam pozwolić, żeby pracował w takim stanie?

Łzy zaczynają spływać po jej policzkach.

— Dlaczego zajmowałam się własnymi sprawami, kiedy on…

Nie kończy zdania.

Cihan kuca przy niej i delikatnie kładzie dłoń na jej ramieniu.

— Jesteś niesprawiedliwa wobec siebie — mówi spokojnie. — Nie obwiniaj się tak bardzo.

Hancer tylko kręci głową.

— Gdybym była przy nim…

— Hancer — przerywa łagodnie Cihan. — Nie możesz brać na siebie wszystkiego.

Ertugrul podchodzi bliżej. Jego twarz jest spokojna, ale poważna.

— Córko — mówi ciepłym, ojcowskim tonem — gdyby wszystko działo się tak, jak tego chcemy, nie byłoby przeznaczenia.

Hancer powoli podnosi na niego wzrok.

— Powiedz sobie, że tak miało być — dodaje mężczyzna. — I spróbuj odpuścić.

Cihan przytakuje.

— Ertugrul ma rację. Wszystko jest wolą Boga.

Patrzy w stronę drzwi prowadzących na oddział.

— Jeśli Bóg pozwoli, Cemil wyjdzie z tego zdrowy.

Po chwili prostuje się.

— Porozmawiam z lekarzem.

Bez chwili wahania rusza w stronę gabinetu na końcu korytarza, zostawiając Hancer siedzącą na krześle z drżącymi dłońmi i nadzieją, której boi się uchwycić.


Cihan siedzi naprzeciwko lekarza w jego gabinecie. Pomieszczenie jest niewielkie, surowe, oświetlone ostrym, białym światłem. Na biurku leżą wyniki badań, wydruki z tomografii i kilka otwartych teczek.

Lekarz przegląda dokumentację medyczną Cemila z coraz poważniejszą miną. Cihan siedzi wyprostowany, ale jego dłonie są splecione tak mocno, że aż bieleją knykcie.

— Kilka dni temu rozmawiałem z doktorem Ferhatem Basarem — mówi w końcu spokojnym, stanowczym głosem. — Jest gotowy podjąć się operacji. Problem w tym, że obecnie przebywa za granicą.

Lekarz unosi wzrok.

— Znam doktora Ferhata — odpowiada. — Właściwie uczyłem się od niego.

Na jego twarzy pojawia się cień uznania.

— Jeśli istnieje możliwość, żeby tu przyjechał, powinieneś skontaktować się z nim jak najszybciej. W takiej sytuacji… każda minuta się liczy.

Cihan pochyla się lekko do przodu.

— W takim razie proszę rozpocząć przygotowania do operacji.

Lekarz patrzy na niego zaskoczony.

— A doktor Ferhat?

— Znajdę sposób, żeby tu przyjechał — odpowiada Cihan bez wahania. — Zrobię wszystko, żeby go tu sprowadzić.


Cihan wraca na szpitalny korytarz. Hancer natychmiast wstaje z krzesła, gdy tylko go widzi.

— Rozmawiałeś z doktorem? — pyta drżącym głosem.

Cihan zatrzymuje się przed nią.

— Nie martw się — mówi spokojnie. — Zrobi to, co konieczne.

Hancer próbuje odczytać coś z jego twarzy, ale Cihan pozostaje opanowany.

W tym momencie na korytarzu pojawia się Engin. Idzie szybkim krokiem, wyraźnie zdenerwowany.

— Cihan! — woła.

Cihan odwraca się natychmiast.

— Udało ci się skontaktować z doktorem Ferhatem?

— Tak — odpowiada prawnik. — Rozmawiałem z nim przed chwilą.

Przez moment się waha.

— Ale wszystkie najbliższe loty są pełne. Najbliższy wolny lot jest dopiero za dwa dni.

Zapada ciężka cisza.

— Co teraz zrobimy? — pyta cicho.

Cihan nie zastanawia się nawet przez sekundę.

— Enginie — mówi stanowczo — wynajmij prywatny samolot.

Engin mruga zaskoczony.

— Prywatny…?

— Doktor musi być tutaj jak najszybciej — przerywa mu Cihan. — Bez względu na koszt.

W jego głosie nie ma ani cienia wątpliwości. Engin powoli kiwa głową.

— Dobrze. Natychmiast wszystko zorganizuję.

Sięga po telefon i odchodzi kilka kroków dalej, wybierając już numer.

Derya podchodzi do Hancer i delikatnie chwyta ją za ramię.

— Chodź ze mną na chwilę — mówi cicho.

Odciąga ją kilka kroków na bok, z dala od pozostałych.

— Znowu się pokłóciliście? — pyta szeptem. — Cihan w ogóle na ciebie nie patrzy. Co się znowu stało?

Po chwili milczenia Hancer odpowiada cicho:

— Chciałam spotkać się z jego byłą żoną.

Derya patrzy na nią z niedowierzaniem.

— Z jakiego powodu?

Hancer przełyka ślinę.

— Wysłała mi wiadomość — mówi. — Ona… nadal kocha Cihana.

Na jej twarzy pojawia się cień bólu.

— Pomyślałam… że on też ją kocha.

Derya marszczy brwi.

— I dlatego poszłaś się z nią spotkać?

— Tak — przyznaje Hancer. — Ale zanim przyszła… pojawił się Cihan. Na pewno mnie śledził.

Derya patrzy na nią przez chwilę w milczeniu, po czym kręci głową.

— Ty naprawdę oszalałaś. Twój mąż jest obok ciebie, nosicie obrączki na palcach.

Wskazuje dyskretnie w stronę Cihana.

— Wynajął prywatny samolot, żeby sprowadzić lekarza dla twojego brata, a ty nadal masz wątpliwości?

Hancer milczy. Derya wzdycha ciężko.

— Ten człowiek próbuje zamknąć stary rozdział i zacząć nowe życie. — Patrzy jej prosto w oczy. — Powiedz mi jedno… kiedy wreszcie będziesz gotowa zrobić to samo?

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 41.Bölüm i Gelin 42.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Related Posts

Aneta Zając traciła nadzieję i nie miała już siły. To odmieniło jej życie

Aneta Zając jeszcze niedawno mierzyła się z własnymi kompleksami. Trudny życiowy czas sprawił, że nie przypominała dawnej siebie. Kiedy zdecydowała się wprowadzić zmiany, jej życie się odmieniło….

Potwierdziły się doniesienia ws. Marty Nawrockiej. Eksperci nie mają wątpliwości. “To największy problem”

Wszystkie oczy skierowane są na Martę Nawrocką, która bierze właśnie udział w międzynarodowym wydarzeniu. Ludzie są bardzo ciekawi, jak wypadnie nasza pierwsza dama. Dotyczy to nie tylko…

Nie żyje najstarsza modelka na świecie. Rodzina zdradza szczegóły śmierci

Daphne Selfe nie żyje. Brytyjska ikona mody i najstarsza aktywna zawodowo modelka na świecie zmarła w wieku 97 lat. Rodzina przekazała oświadczenie, informując o okoliczności śmierci ikony….

W obliczu tej informacji wiele osób podkreśla

Zaledwie kilka minut temu pojawiła się informacja, która wstrząsnęła wieloma fanami w całej Polsce. Elżbieta Dmoch, legendarna wokalistka i jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiej sceny muzycznej,…

W kościele stanęła skromna urna

Halina Kowalska, uwielbiana przez widzów aktorka znana z ról w filmach Stanisława Barei i serialu “Alternatywy 4”, zmarła 18 marca 2026 r. w wieku 85 lat. Jej…

Eksperci dobitnie ocenili Martę Nawrocką. Padły gorzkie słowa o stylizacji

Eksperci nie mają wątpliwości ws. Marty Nawrockiej. Już wszystko jasne Marta Nawrocka wzbudza obecnie duże zainteresowanie ludzi. Wszystko dlatego, że bierze udział w międzynarodowym wydarzeniu. Wszyscy są…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *