
Za nami gala rozdanie kolejnych Oscarów, po którym emocje wciąż nie opadły. Tym razem podczas imprezy polskich akcentów było niewiele. Nasz filmowy kandydat nie dostał wszak nawet nominacji.
W tym roku postawiono na dzieło “Franz Kafka” w reżyserii Agnieszki Holland. Tuż po zakończeniu transmisji o ten wybór został zapytany przez Plotka krytyk filmowy Tomasz Raczek.
Tomasz Raczek nie gryzł się w język po Oscarach. Poszło o film Agnieszki Holland
Mężczyzna nie krył niezadowolenia, że to właśnie film Holland miał nas w tym roku reprezentować. Dziennikarz mówi wprost, że zdecydować mogła o tym przede wszystkim światowa rozpoznawalność reżyserki, a nie sam jej film.
“Jestem pewien, że Polska Komisja postawiła nie na ten film, na który powinna. Domyślam się, że głównym argumentem było to, że owszem, ‘Franz Kafka’ jest dobrym filmem, ale przede wszystkim, że zrobiła go Agnieszka Holland, osoba znana na całym świecie, znana i szanowana także w Hollywood. A więc liczono, że ma większe szanse na to, żeby była dostrzeżona, bo po prostu jest postacią uniwersalną” – kręcił nosem Raczek w rozmowie z Plotkiem, po czym zwrócił uwagę jeszcze na jedno:
“Poza tym to był taki film w dużej mierze niepolski. Trochę czeski, trochę niemiecki” – stwierdził.
Ten film Tomasz Raczek wybrałby na polskiego kandydata do Oscarów
Sam Raczek miał zupełnie innego faworyta – najnowszy film Wojtka Smarzowskiego, który zresztą okazał się kinowym hitem w naszym kraju.
“Ja to środowiska filmowego bardzo często nie rozumiem. Wiem, że ono jest małe, wiem, że różne prywatne interesy tu się krzyżują, a jak jest małe środowisko, to łatwo o to, żeby te interesy wpływały po siebie. No ale ja mam gdzieś te interesy. Ja patrzę na to jako krytyk i mnie zależy na tym, żeby były nagradzane filmy najlepsze” – podsumował gorzko Raczek.