
Decyzja trenera Mariusza Hluchnika o pominięciu Kamila Burego w składzie olimpijskim wywołała spore kontrowersje w środowisku biegów narciarskich. Zawodnik, który w tym sezonie osiągnął najlepszy wynik spośród Polaków w Pucharze Świata, nie znalazł się w kadrze na igrzyska w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo. Po nieudanych występach polskich biegaczy w sprincie stylem klasycznym głos zabrała Justyna Kowalczyk-Tekieli, nie kryjąc rozczarowania całą sytuacją.
Pierwszy medal dla Polski na zimowych igrzyskach zdobył Kacper Tomasiak i kibice liczą, że nie będzie to ostatni sukces biało-czerwonych. Mimo to w niektórych konkurencjach szanse na podium są już minimalne. Szczególnie dużo emocji wzbudziły starty polskich biegaczy narciarskich – Maciej Staręga i Sebastian Bryja zakończyli rywalizację poza czołową trzydziestką i nie awansowali do dalszej fazy sprintu.
Kowalczyk-Tekieli, która relacjonuje igrzyska jako ekspertka Eurosportu, skomentowała ten wynik w mediach społecznościowych. Na InstaStories udostępniła grafikę z pierwszą trzydziestką sprintu, podkreślając, że nie ma w niej żadnego Polaka. Zwróciła uwagę, że Kamil Bury – który miesiąc wcześniej na tej samej trasie był 20. w zawodach Pucharu Świata – tym razem ogląda rywalizację z domu.
Jej wpis był wyraźnym odniesieniem do decyzji sztabu szkoleniowego, który nie zabrał Burego na igrzyska. Przypomnijmy, że zawodnik zajął 20. miejsce w sprincie klasykiem w Lago di Tesero, co było najlepszym wynikiem Polaka w tej konkurencji w sezonie.
Na igrzyskach startuje natomiast jego brat Dominik Bury, który otwarcie przyznał, że decyzja o pominięciu Kamila była dla niego bardzo trudna do zaakceptowania. Podkreślił, że obaj przygotowywali się razem do tej imprezy i był przekonany, że pojadą do Włoch wspólnie.
Dominik przyznał, że cała sytuacja mocno wpłynęła na jego emocje w okresie przygotowań. Choć zaznaczył, że brat zachował spokój i dojrzałość, nie ma wątpliwości, że został potraktowany niesprawiedliwie. Dodał też, że brak powołania Kamila był dla niego ogromnym szokiem.
Sprawa wciąż budzi dyskusje w środowisku narciarskim i zapewne jeszcze długo będzie komentowana po zakończeniu igrzysk.