1045

Sinan nie może przestać myśleć o jednej rzeczy – jak to możliwe, że dwie kamery przestały działać dokładnie w tym samym czasie? Im dłużej analizuje sytuację, tym bardziej utwierdza się w przekonaniu, że to nie przypadek. A najgorsze jest to, że nie powiedział Aynur prawdy – kobieta wciąż wierzy, że nagrania z monitoringu pomogą oczyścić ją z zarzutów. Nie wie, że tych nagrań nie ma.

Nazajutrz, o świcie, Sinan wchodzi bez zapowiedzi do gabinetu prokuratora Barana Sönmeza.

– Cóż za niespodzianka – mówi Baran, unosząc brew. – Znowu bronisz tej kobiety, Sinan? Zaczynasz brzmieć bardziej jak jej adwokat niż oskarżyciel publiczny.

– Bo Aynur jest niewinna – odpowiada Sinan bez wahania. Jego głos jest twardy jak granit. – I wiem to z całą pewnością. Zniknęło pięć godzin nagrań z monitoringu przy wejściu do bloku Ezgi. Chciałbym poznać twoją cenną opinię. Przecież obaj wiemy, że takie „zbiegi okoliczności” nie istnieją. Dwie kamery psują się dokładnie wtedy, gdy dochodzi do morderstwa? Zadziwiające, prawda?

Baran opiera się wygodnie na fotelu i przez chwilę milczy. W końcu mówi:

– To rzeczywiście podejrzane. Też mnie to zaniepokoiło. Coraz bardziej skłaniam się ku wersji, że sprawca miał pomoc. Kogoś z doświadczeniem. Kogoś, kto ma dostęp do systemów monitoringu – może nawet do sądu lub komisariatu.

– Pozwól, że podpowiem ci bardziej prawdopodobny scenariusz – mówi Sinan, pochylając się lekko nad biurkiem. – Ezgi była adwokatką mafii. Nie pochwalałem tego, ale fakt jest faktem. A mafia ma w zwyczaju kupować ludzi. Nawet takich, którzy z założenia powinni stać po stronie prawa. Na przykład… prokuratorów.

Baran natychmiast się prostuje. Jego twarz blednie, a oczy błyskają gniewem.

– Co ty sugerujesz?! – warczy.

Sinan również wstaje. Stają naprzeciw siebie, niemal nos w nos.

– Nic nie sugeruję. Po prostu stwierdzam fakty. Kamery nie przestały działać same z siebie. Jako kolega – i jako człowiek, który wciąż wierzy w sprawiedliwość – chciałem tylko zasugerować, że może warto się temu dokładniej przyjrzeć.

Odwraca się i rusza w stronę drzwi. Ale tuż przed wyjściem zatrzymuje się i rzuca przez ramię:

– Znasz łacińską maksymę? Qui malum ignoscit, bonum laedit. Kto wybacza złu, szkodzi dobru. Miłego dnia, Baranie.

Drzwi cicho się zamykają.

Baran zostaje sam. Siada powoli, patrząc w przestrzeń. Po chwili, półgłosem, mówi do siebie:

– Jest też takie tureckie przysłowie, ale najwyraźniej go nie znasz, Sinanie Aysanie. Kurnik, do którego wszedł lis, długo nie postoi…

Wczoraj w nocy, majacząc przez wysoką gorączkę, Poyraz wypowiedział słowa, które Nana wciąż słyszy w głowie.

„Kocham cię.”

Rano, gdy światło sączy się przez zasłony, dziewczyna nie może się powstrzymać. Postanawia wybadać, czy to, co usłyszała, było tylko snem… czy może prawdą.

– Wiesz… mówiłeś coś w nocy – zaczyna ostrożnie, siadając obok niego na łóżku. – Majaczyłeś przez gorączkę. Pamiętasz coś?

Poyraz marszczy brwi, przeciera oczy.

– Nie bardzo. Co niby powiedziałem?

– Sama nie wiem… – Nana spuszcza wzrok. – Nie zrozumiałam wszystkiego.

– Pewnie jakieś głupoty. Wysoka temperatura robi swoje – mówi z lekkim uśmiechem, próbując zbagatelizować temat.

– Chyba coś ci się śniło – drąży dalej, nie dając za wygraną. – Pamiętasz, kto ci się śnił?

– Hmm… – Poyraz przeczesuje palcami włosy. – Nie mam pojęcia. Pamiętam tylko, że z kimś rozmawiałem, chyba z tobą. A potem wszystko się urwało… czarny ekran.

Nagle zatrzymuje się w pół zdania.

– Chwila. Może jednak coś sobie przypomniałem.

– Naprawdę? – Nana pochyla się lekko, jej głos drży z podekscytowania. – O kim śniłeś?

Poyraz patrzy na nią przez chwilę.

– O tobie – mówi cicho, niemal szeptem.

Serce Nany zaczyna bić szybciej. Czuje, jak fala ciepła wzbiera jej pod skórą.

– O mnie? – pyta, prawie bezgłośnie.

– Tak. O tobie.

Ich spojrzenia się spotykają. Przez kilka sekund w powietrzu wisi napięcie, tak gęste, że można by je kroić nożem.

A potem Poyraz mówi:

– Pytałaś mnie, czy wolę jajka z ziemniakami czy menemen.

Czar pryska.

– Serio? – Nana przewraca oczami. – Więc to był kulinarny sen…

Poyraz śmieje się cicho.

– Wygląda na to, że nawet w snach jestem głodny. Ale teraz naprawdę burczy mi w brzuchu.

Wstaje powoli z łóżka.

– Idę się ogarnąć. A potem zrobimy coś na śniadanie, co ty na to?

Nana uśmiecha się krzywo, ale w jej oczach wciąż tli się coś więcej niż rozbawienie.

– Jasne. Ale ja nadal twierdzę, że nie powiedziałeś wszystkiego.

– A ty nadal zadajesz zbyt dużo pytań – rzuca przez ramię, znikając w łazience.

Nana zostaje sama. Dotyka palcami ust, jakby chciała zatrzymać coś, co właśnie wymknęło się z powietrza.

W kolejnej scenie Poyraz i Nana wchodzą razem do salonu. Pozostali domownicy krzątają się, szykując do wyjścia.

– Dokąd się wybieracie? – pyta Poyraz, zatrzymując się przy wejściu.

– Do meczetu – odpowiada Cennet, zakładając chustę. – Chcę się pomodlić. Ale Nazli ma własne sprawy.

– W takim razie my też się przygotujemy. Zaczekajcie chwilę.

– Nie ma mowy – ucina stanowczo Cennet, zerkając na niego z matczyną troską. – Wiesz, ile razy Nana nosiła ci wczoraj wieczorem zimną wodę? Musisz odpoczywać.

– Twoja mama ma rację – wtóruje cicho Nana. – Nadal nie jesteś w pełni sił.

Poyraz uśmiecha się lekko i ujmuje dłoń żony.

– Dobrze. W takim razie zostaniemy. Pomódlcie się także za nas.

Domownicy wychodzą, a w domu zapada cisza. Nana delikatnie wyswobadza swoją rękę z uścisku męża i spogląda na niego z lekkim zakłopotaniem.

– I co teraz? – pyta. – Co będziemy robić?

Poyraz przysuwa się o krok bliżej.

– Mam plan – oznajmia z uśmiechem. – Chcę spędzić zwyczajny, spokojny dzień z moją żoną. Tylko my dwoje. Nie mieliśmy takiego dnia od ślubu.

– Chyba znowu masz gorączkę – rzuca z przekąsem Nana. – Przypomnę ci, że nasze małżeństwo nie jest prawdziwe.

– O tym akurat nie zapomniałem – odpowiada łagodnie. – Ale wszyscy wokół myślą, że jest. Chyba nie chcesz, żeby zaczęły krążyć plotki?

Milknie na moment, patrząc jej prosto w oczy.

– Najpierw zjemy porządne śniadanie, a potem… zobaczymy. Spokojny dzień, pamiętasz?

Nim zdąży zaprotestować, bierze ją za rękę i prowadzi w stronę kuchni.

– Chyba nie planujesz gotować? – rzuca Nana podejrzliwie, ale w kąciku jej ust igra cień uśmiechu.

– Nie, dziś ty rządzisz w kuchni. Ja tylko towarzyszę swojej pięknej żonie.

Znikają razem za drzwiami, a między ich milczeniem zaczyna rodzić się coś, co przypomina… bliskość.

Tego dnia Mert pracował sam w warsztacie. Cisza, przerywana jedynie stukotem narzędzi i szumem radia, zdawała się kojąca. Był pogrążony w pracy, gdy nagle jego telefon zawibrował i zadzwonił. Spojrzał na ekran — Nazli.

Serce zabiło mu szybciej. Bez wahania odebrał.

– Halo, Nazli? Wszystko w porządku? Stało się coś?

– Czy ja naprawdę dzwonię do ciebie tylko wtedy, gdy mam jakiś problem? – zapytała z lekkim rozbawieniem.

– Przepraszam… spanikowałem. Po prostu… no wiesz… – zaczął się plątać.

– Spokojnie. Chciałabym się z tobą spotkać. Usiądziemy na chwilę w kawiarni, porozmawiamy.

– Jasne, oczywiście! Już wychodzę… – urwał nagle i spojrzał na siebie: smar na rękach, brudna koszula, przetarte dżinsy. – Tylko… może za pół godziny?

– W porządku. Do zobaczenia.

– Do zobaczenia… – powtórzył cicho, zanim się rozłączyła.

Zanim telefon opadł na stół, Mert już zdejmował roboczy fartuch.

– O Boże… o czym ona chce rozmawiać? – mruknął do siebie, z nagłym przypływem ciepła rozlewającym się po piersi.

Podszedł do lustra, przygładził włosy, po czym rzucił się do szafki z czystymi ubraniami.

– No dalej, Mercie! Masz trzydzieści minut, żeby wyglądać jak człowiek.

Zaczął się gorączkowo przebierać, ale uśmiech nie schodził mu z twarzy. Coś w tonie głosu Nazli sprawiło, że miał przeczucie – to nie będzie zwykła rozmowa.

Czysty, pachnący, z włosami przygładzonymi jak nigdy wcześniej, Mert zjawia się w kawiarni. Jego spojrzenie natychmiast odnajduje ją przy jednym ze stolików – Nazli już czeka, z filiżanką herbaty i lekko zamyśloną miną.

– Przepraszam, trochę się spóźniłem – mówi, odwieszając kurtkę na oparcie krzesła i siadając naprzeciwko.

Nazli unosi wzrok i uśmiecha się z nutą rozbawienia.

– Mercie… co to za elegancja? Garnitur? Perfumy? To chyba z powodu jakiegoś specjalnego klienta, prawda?

– Nie, to po prostu mój standardowy styl, gdy umawiam się z kimś wyjątkowym – odpowiada z lekkim uśmiechem, wzruszając ramionami.

Nazli przygląda mu się chwilę uważniej, ale nie komentuje.

– Zaprosiłam cię, bo chciałam ci podziękować.

– Aha… rozumiem – mówi Mert, starając się zachować pogodny ton, choć coś w środku osuwa się z lekkim ciężarem. – Ale naprawdę, nie musisz mi dziękować.

– Muszę. Przyszedłeś mi z pomocą bez wahania, kiedy najbardziej tego potrzebowałam. A sam też nie miałeś wtedy łatwo. Dlatego chciałam chociaż… poczęstować cię ciastem.

– Nie ma mowy – przerywa natychmiast. – Nie pozwolę, żebyś za mnie płaciła. Jeśli zapłacisz, wychodzę od razu.

– Naprawdę jesteś uparty – mówi z rozbawieniem, kręcąc głową.

W tym momencie do ich stolika podchodzi kelner.

– Czy jest dziś ciasto owocowe? – pytają jednocześnie.

Zapada krótka cisza, po czym wybuchają śmiechem.

– Ty też je lubisz? – pyta zaskoczona Nazli. – Cóż, wygląda na to, że znaleźliśmy wspólną płaszczyznę.

– Możliwe, że jest ich więcej – odpowiada Mert, patrząc jej w oczy. – Powoli je odkryjemy.

Na chwilę wszystko wydaje się lżejsze. Delikatne, pełne nadziei.

Ale nie trwa to długo.

Nazli odbiera telefon. Jej przyjaciel ze szpitala, doktor Kaan, zaproponował wspólne wyjście do kina, na co kobieta ochoczo przystaje.

Słowa trafiają w Merta jak niespodziewany podmuch zimnego wiatru.

Nazli wstaje, zakłada płaszcz.

– Dziękuję jeszcze raz, Mercie. Naprawdę.

– Nie ma za co – odpowiada, ale jego uśmiech już nie sięga oczu.

Zostaje sam.

Patrzy na talerzyk z ciastem owocowym, które przed chwilą miało smak wspólnoty i ciepła. Teraz wydaje się dziwnie obce. Słodkie, a jednak z nutą goryczy.

Milknie w hałasie kawiarni, patrząc przez okno, za którym świat toczy się dalej – nie czekając na nikogo.

Sinan poprosił Aynur, by przyszła do jego domu. Kiedy zjawiła się na miejscu, zaprosił ją do salonu. Usiedli naprzeciwko siebie – on spięty, ona z napięciem w oczach, które zdradzały, że coś przeczuwa.

– Co się stało? – zapytała natychmiast. – Czy nagrania z monitoringu zostały już wyodrębnione?

Sinan opuścił wzrok.

– Niestety… – westchnął cicho. – Brakuje pięciu godzin nagrania z momentu, w którym doszło do morderstwa.

Aynur zamarła.

– Brakuje? To znaczy, że… że jeszcze ich nie odnaleziono? – zapytała niepewnie, jakby wciąż próbowała się chwycić resztki nadziei.

– Zostały odnalezione – powiedział cicho Sinan. – Ale są uszkodzone. Technicy twierdzą, że nie da się ich odtworzyć. Najprawdopodobniej ktoś je celowo zniszczył. Ktoś, kto nie chciał, by prawda wyszła na jaw.

Na twarzy Aynur pojawiła się rozpacz.

– Ale panie Sinanie… – szepnęła, głos jej się załamał. – Te nagrania były jedynym dowodem, że mówię prawdę. Bez nich… jak mam udowodnić, że jestem niewinna? Przecież prokurator mi nie uwierzy.

Sinan zacisnął dłonie. Jego serce ściskało się, gdy widział jej strach.

– Wiem, że to brzmi źle – odparł, starając się mówić spokojnie, choć sam czuł, jak grunt usuwa mu się spod nóg. – Ale posłuchaj. Tak jak nie ma dowodu, że nie byłaś w mieszkaniu Ezgi… tak samo nie ma dowodu, że tam byłaś. To działa w obie strony.

– Ale on… on chce we mnie widzieć winną – mówi, mając na myśli prokuratora Barana.

– Wiem – przyznał cicho. – Dlatego teraz najważniejsze, żebyśmy znaleźli dobrego adwokata. Kogoś, kto potrafi przekonać sąd do prawdy.

Zawahał się, po czym dodał łagodniejszym tonem:

– I nie zostawię cię z tym samej. Będę przy tobie przez cały czas. Każdego dnia, do końca tej sprawy.

Aynur wpatrywała się w niego, jakby nie była pewna, czy usłyszała dobrze.

– Naprawdę?

– Naprawdę – potwierdził stanowczo, ale w jego oczach czaiła się bezsilność. – Przejdziemy przez to razem. Obiecuję.

Zapadła cisza. Długa, gęsta. A między nią a nim rozciągało się coś więcej niż tylko dramat toczącej się sprawy – coś kruchego, co jeszcze nie miało imienia.

Related Posts

214

Hancer przygotowywała mantı dla Ihsana i jego żony, Hasibe. Stała przy kuchence w jasnej, nowoczesnej kuchni, w której białe blaty kontrastowały z czarnymi, połyskującymi szafkami i ciemną…

Derya zostawia list pożegnalny! Nowa praca Sili!

— Skoro to wydarzeпie tak bardzo tobą wstrząsпęło, to zпaczy, że brakυje ci matki. — Nigdy wcześпiej tak o tym пie myślałam. Mój brat, babcia i ja…

Cemil zaczyna jej szukać

Po przeprowadzeniu testów Cihan zabiera Bejzę do rezydencji i zamyka ją w magazynie do czasu otrzymania wyników testu. Pozwala jedynie Gulsum wchodzić do środka, aby przynosiła jej…

Panna młoda odc. 212: Kajdanki, mysz i zdrada ojca! Beyza przeżywa koszmar w kotłowni!

Melih rozłożył kartkę. Gdy zobaczył własne pismo, zamilkł. Słowa, które kiedyś zapisał z nadzieją, teraz wróciły do niego jak wyrzut. Sinem patrzyła na niego uważnie. — Nie…

News

News

Jest пim świadomość, że to Cihaп zdecydował, iż Bejza ma tυ zostać, i że tym razem пie wystarczy zwykłe tłυmaczeпie, by zmυsić go do zmiaпy zdaпia. Jυż sam obraz Bejzy mówi bardzo dυżo. Nie siedzi w…

News

News

Po przeprowadzeпiυ testów Cihaп zabiera Bejzę do rezydeпcji i zamyka ją w magazyпie do czasυ otrzymaпia wyпików testυ. Pozwala jedyпie Gυlsυm wchodzić do środka, aby przyпosiła jej jedzeпie. Kiedy…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *