1046

W obliczu braku nagrań sprzed bloku Ezgi – jedynego dowodu, który mógłby oczyścić Aynur z zarzutów – Sinan postanawia wrócić do samego początku. Do tamtej feralnej uliczki, do tamtej rozmowy, do emocji, które wtedy wybuchły.

  • Powiedz mi dokładnie, co się wtedy wydarzyło – mówi łagodnie, ale z naciskiem, który nie znosi wymijających odpowiedzi. – Od chwili, gdy wyszłaś z domu. Krok po kroku.

Aynur nerwowo splata dłonie. Oddycha płytko, jakby każde wspomnienie sprawiało jej fizyczny ból.

  • Miałam kupić leki i środki czystości dla siostry Adalet – zaczyna cicho, prawie szeptem. – Szłam znajomą trasą, przez tę boczną uliczkę, gdzie zwykle jest pusto… I nagle – ona tam była. Pani Ezgi. Pojawiła się jakby znikąd.

Sinan milczy. Nie przerywa. Samym spojrzeniem zachęca ją, by mówiła dalej.

  • Była roztrzęsiona. Krzyczała. Najpierw mnie zaatakowała słownie… a potem też fizycznie.
  • Co dokładnie ci powiedziała?

Aynur spuszcza wzrok. W jej oczach pojawia się cień upokorzenia, które wciąż jest żywe.

  • To było bardzo osobiste – szepcze. – Raniące.
  • Aynur – przerywa jej łagodnie Sinan. – Jeśli nie powiesz mi tego teraz, usłyszysz te pytania przed sądem. Tylko że tam nikt nie będzie po twojej stronie. Sędzia nie będzie patrzył na ciebie tak jak ja.

Dziewczyna wstrzymuje oddech. Po chwili ciszy, głosem pozbawionym sił, mówi:

  • Oskarżyła mnie, że odebrałam jej ciebie. Że przykleiłam się do ciebie jak… jak kleszcz. Że zniszczyłam jej szansę na bycie z tobą. Że…

Sinan przełyka ślinę, starając się nie zdradzić targających nim emocji.

  • Rozumiem. Wiemy, że był świadek – mężczyzna zbierający kartony. Twierdzi, że odepchnęłaś ją i powiedziałaś: „Nie zasługujesz na niego!”

Aynur unosi na niego zawstydzone oczy.

  • Panie Sinanie… Ja… naprawdę nie chciałam, żeby to tak wyglądało. Byłam zraniona, wściekła. Oskarżyła mnie o coś okrutnego – że cię oszukałam. Że wszystko między nami to gra. Że cię uwodzę dla pieniędzy. Nie wytrzymałam… Odepchnęłam ją, ale nie mocno. To był impuls. Obrona. I… emocje wzięły górę.

Sinan pochyla się nad nią, delikatnie unosi jej podbródek i z nieskończoną czułością ociera pojedynczą łzę, która spływa po jej policzku.

  • A potem? Co było dalej? Co powiedziała jako ostatnie?

Aynur zamyka oczy, jakby znów widziała tamtą scenę w zwolnionym tempie.

  • Powiedziałam jej, że wcale cię nie kocha. Że prawdziwa miłość nie wygląda w ten sposób. Że jeśli naprawdę by cię kochała, nie niszczyłaby wszystkiego wokół. A potem… powiedziałam, że napiję się wody i zaraz wrócę. I odeszłam. Przysięgam, że odeszłam, Panie Sinanie. Kiedy odchodziłam, ona żyła.

Wstaje gwałtownie, jakby chciała uciec nie tylko z pokoju, ale i z tej rozmowy, z tego wspomnienia. Lecz Sinan wstaje razem z nią i łapie ją za drżącą rękę.

  • Aynur, przestań się obwiniać – mówi cicho, ale z mocą. – Miałaś prawo się bronić. Miałaś prawo się wściec. To Ezgi cię sprowokowała. I zrobiła to nie z miłości, tylko z pychy. Z zazdrości. To była jej walka o własną ambicję, nie o mnie.

Przyciąga ją do siebie i obejmuje ostrożnie, z troską, jak najcenniejszy skarb.

  • To nie twoja wina – szepcze jej do ucha. – Absolutnie nie twoja.

Sinan zamyka notatnik z wyraźnym westchnieniem. Atmosfera w pokoju gęstnieje.

  • Dobrze. Omówiliśmy już wszystkie szczegóły dnia, w którym doszło do morderstwa – mówi spokojnie, ale stanowczo, już tonem adwokata. – Powtórzę to jeszcze raz: prokurator nie ma żadnych twardych dowodów. Jedyne, co może ci zarzucić, to fakt, że siedziałaś na zboczu, niedaleko mieszkania Ezgi. To za mało na akt oskarżenia.

Nagle w jego oczach pojawia się błysk. Jakby dwa puzzle połączyły się w logiczną całość.

  • Czekaj… – mruczy, bardziej do siebie niż do niej. – Przecież nie sprawdziliśmy, czy tam były kamery. Zbocze jest w pobliżu kilku budynków. Może któraś z kamer obejmuje ten teren. Może widać, kto wchodził do bloku Ezgi, a kto wychodził. Dlaczego wcześniej o tym nie pomyślałem?
  • Ale to by tylko potwierdziło, że rzeczywiście tam byłam w czasie morderstwa – mówi z wahaniem Aynur. – Panie Sinanie, prokurator już pytał mnie o tę lokalizację. Jeśli było tam cokolwiek nagrane, pewnie już to sprawdził…

Sinan patrzy na nią z rosnącym niepokojem. Jego szczęka się zaciska.

  • Mam coraz większe wątpliwości, czy prokurator Baran naprawdę wykonuje swoją pracę tak, jak powinien – mówi chłodno. – Mam wrażenie, że on nie szuka prawdy. On szuka winnej. I już ją sobie wybrał. Dlatego sam się tym zajmę. Osobiście.

Nagle w pomieszczeniu rozlega się dźwięk dzwoniącego telefonu. Sinan zerkając na ekran, odbiera. Rozmawia krótko, rzeczowo. Po chwili odkłada aparat i odwraca się do Aynur:

  • Przepraszam, muszę natychmiast zająć się jedną sprawą. Chodzi o ważny dokument do sądu. Muszę go jak najszybciej wysłać. Zostań tutaj, dobrze?
  • Oczywiście – odpowiada cicho Aynur. – W takim razie zajmę się obiadem.

Zdejmuje płaszcz i wiesza go starannie na haczyku, po czym sięga po siatki z zakupami, które zostawiła w przedpokoju. W tym momencie rozlega się szczęk klamki. Drzwi otwierają się z impetem i do domu wchodzi Isil.

Zatrzymuje się gwałtownie, widząc Aynur. Jej twarz tężeje.

  • Co ty tu robisz?! – syczy z wściekłością matka prokuratora. – Nie masz prawa przebywać w tym domu! Twoje ręce są splamione krwią, a ty śmiesz tu wracać?! Dawno już zostałaś skazana – w moim własnym sądzie sumienia!

Jej głos drży od emocji, oczy błyszczą złością.

  • Mój syn może być ślepy na to, kim naprawdę jesteś… Ale sprawiedliwość cię dopadnie. Prędzej czy później. Zapłacisz za to, co zrobiłaś Ezgi!

Cansel wraca do pracy w salonie fryzjerskim. Gdy tylko przekracza próg, zatrzymuje się na moment i głęboko oddycha, jakby chciała wciągnąć w płuca cały zapach farb, lakierów i wspomnień.

  • Dzięki Bogu… wszystko w końcu zaczyna się układać – mówi do siebie z uśmiechem, z ulgą w głosie. – Trochę mnie tu nie było. Najpierw muszę ogarnąć ten bałagan.

Zdejmuje kurtkę, związuje włosy i zabiera się do porządków. Właśnie rozkłada ręczniki, gdy drzwi salonu otwierają się z cichym dzwonkiem. Do środka wchodzi Sibel.

  • Witaj, kochana! – woła Cansel z entuzjazmem, wyciągając ramiona na powitanie.

Ale Sibel nie odwzajemnia uśmiechu. Jej twarz jest napięta, głos chłodny jak lód.

  • Nie przynoszę dobrych wieści.

Cansel zastyga. Jeszcze niedawno Sibel była jej najbliższą przyjaciółką, jak siostra.

  • Brat Rustem to mój sąsiad – ciągnie Sibel. – Wiesz, czego się od niego dowiedziałam? Tego, co zrobił twój brat. Ty zawsze grzeszysz niewinnością, ale wszyscy wiemy, że to ty pociągałaś za sznurki. Ty i Semih działaliście razem. Jak mogłaś tak bardzo zaszkodzić Poyrazowi?

W oczach Cansel błyska gniew.

  • O czym ty w ogóle mówisz?! – wybucha. – Weszłam do tego domu jako panna młoda! Ta rodzina… to teraz moi bliscy! Poświęciłam własnego brata, żeby ich chronić. A ty śmiesz mnie teraz oczerniać?

Podchodzi do Sibel i zaciska mocno dłoń na jej ramieniu. Głos Cansel drży, ale nie ze strachu – z determinacji.

  • Oni mi ufają. Kim ty jesteś, żeby to podważać?! Wynoś się! – Popycha ją w stronę drzwi. – I nie wracaj, dopóki nie przeprosisz!

Postawa Sibel, jeszcze przed chwilą pewna siebie i oskarżycielska, nagle mięknie. Spuszcza wzrok.

  • Siostro… przepraszam. Wiem, że przesadziłam. Ale gdy chodzi o Poyraza, tracę kontrolę. Bardzo mi przykro. Wybacz mi.

Cansel milczy przez chwilę. W końcu wzdycha i mówi z lodowatym spokojem:

  • Na twoje szczęście, jestem wyrozumiałą osobą. Ale jeśli jeszcze raz przekroczysz granicę, nawet nie spojrzę w twoją stronę.
  • Obiecuję, siostro. Już nigdy cię nie urażę.

Gdy tylko drzwi zamykają się za Sibel, Cansel opiera się o ladę. Jej spojrzenie staje się twarde, a z oczu bije determinacja.

  • Wrócę na boisko – mówi do siebie cicho, ale zdecydowanie. – I pokażę każdemu, gdzie jego miejsce. Jeszcze chwilę, tylko chwilę muszę wytrzymać…

Sinan wchodzi do kuchni i zastaje Aynur, skuloną przy stole. Cicho szlocha, starając się tłumić łzy. Jej ramiona drżą.

  • Co ci mówiłem? – odzywa się stanowczo, ale z troską. – Masz być silna. Nawet jeśli oskarży cię tysiąc osób, pamiętaj: jesteś niewinna.

Aynur podnosi wzrok. W jej oczach błyszczy nie tylko ból, ale i determinacja. Ociera łzy i wstaje, jakby zebrała całą siłę, by stanąć do walki.

  • Masz rację – mówi cicho, ale pewnie. – Już czas, żebym powiedziała pani Isil parę słów, które od dawna noszę w sercu.

Nie czeka na pozwolenie. Kieruje się do pokoju Isil i wchodzi bez pukania, jakby drzwi nie miały już żadnego znaczenia.

  • Jak śmiesz tu wchodzić?! – syczy Isil, prostując się gwałtownie. – Wynoś się z tego pokoju natychmiast!
  • Nie! – odpowiada stanowczo Aynur, nie ruszając się z miejsca. – Nigdzie się nie wybieram, dopóki mnie nie wysłuchasz.

Jej głos drży od emocji, ale nie z lęku – ze wzburzenia.

  • Mnie też boli śmierć pani Ezgi. Każdego dnia. Ale przysięgam ci: nie potrafiłabym skrzywdzić nawet mrówki, a co dopiero zabić człowieka. I nie ja byłam powodem ich rozstania!
  • Wystarczy! – krzyczy Isil. – To ty rozmawiałaś z nią jako ostatnia! Pokłóciłyście się!

Aynur zaciska dłonie i spogląda Isil prosto w oczy, z nieoczekiwaną ostrością.

  • A ty? – rzuca lodowato. – To przecież ty znalazłaś jej ciało. To ty miałaś powód. Planowałyście wszystko razem, aż Ezgi odkryła twój sekret – że możesz chodzić. Czy nie miałaś powodu się jej bać? Że cię zdradzi?
  • Ty… – głos Isil załamuje się. – Jak śmiesz mnie o to oskarżać?!

Drży cała – z oburzenia, ale i niepokoju. Po raz pierwszy to ona musi się bronić.

  • Teraz wiesz, jak to jest – mówi cicho Aynur – kiedy ktoś rzuca w ciebie oskarżeniem bez dowodów. Możesz mnie nienawidzić, ale choć raz odłóż uprzedzenia na bok. Dopóki prawdziwy zabójca nie zostanie znaleziony, wszyscy jesteśmy podejrzani.

Odwraca się i wychodzi bez słowa więcej, z uniesioną głową i krokiem pewnym jak nigdy wcześniej.

Sinan, stojący w korytarzu, patrzy na nią z dumą. W jego oczach pojawia się cień uśmiechu.

  • Właśnie tak – mówi cicho. – Taką chcę cię widzieć. Silną.

Poyraz, zmierzając do kuchni, zatrzymuje się w pół kroku, słysząc ściszony głos Nany. Przez uchylone drzwi podsłuchuje jej rozmowę telefoniczną.

  • Gdybyś tylko wiedziała, co się wydarzyło wczoraj wieczorem… – mówi cicho Nana. – Poyraz miał wysoką gorączkę. Był półprzytomny, majaczył przez sen. I wtedy powiedział: „Kocham cię.” Ale on tego nie pamięta… Czy mówił to do mnie? Jak myślisz, Aynur?

Kamera zbliża się na twarz Poyraza. Jego oczy rozszerzają się, a serce zaczyna bić szybciej.

  • Więc dlatego pytała, o kim śniłem… – myśli. – Skoro tak bardzo tego pragnie… niech w końcu to usłyszy. Świadomie. Przytomnie. Z całym sercem.

Kilka minut później Nana wchodzi do salonu. W rękach trzyma ręcznik, jeszcze wilgotny po wytarciu naczyń.

  • Skończyłam w kuchni. Dlaczego wstałeś? Powinieneś odpoczywać – mówi troskliwie, ale cicho, jakby przeczuwała, że coś się zmieniło.

Poyraz unosi wzrok i uśmiecha się lekko.

  • Przypomniałem sobie swój sen – odzywa się spokojnie, ale z wyraźnym napięciem w głosie. – Śniłem o kimś… i powiedziałem jej coś bardzo ważnego.

Powoli zbliża się do niej, nie odrywając od niej wzroku.

  • Co jej powiedziałeś? – pyta z ledwo słyszalnym szeptem Nana. – O kim śniłeś?

Wstrzymuje oddech. Czuje, że to ten moment. Ten, którego tak bardzo się bała… i na który tak długo czekała.

Poyraz otwiera usta, gotów wypowiedzieć te słowa, na które Nana czekała miesiącami.

Ale zanim zdąży choćby szepnąć, ciszę przecina dźwięk dzwonka do drzwi. Oboje odwracają się gwałtownie.

Poyraz podchodzi do drzwi i otwiera je… a jego twarz natychmiast blednie.

Na progu stoi kobieta, której nie spodziewał się już nigdy zobaczyć.

Jego dawna dziewczyna – Pelin.

Wchodzi bez słowa, rzuca się w jego ramiona i przytula go mocno, jakby całym ciałem błagała o ratunek.

  • Znalazłam cię… – mówi z trudem, jej głos drży. – On mnie szuka. Ty mnie przed nim ochronisz… prawda?

Jej oddech przyspiesza, twarz wykrzywia się w grymasie lęku. Chwyta się za głowę, a potem – jakby nagle zabrakło jej sił – osuwa się w ramiona Poyraza.

Nana patrzy na to z szeroko otwartymi oczami, zdezorientowana, z sercem rozpadającym się na kawałki. Wszystko, co miało się wydarzyć, rozpadło się w jednej sekundzie.


Kiedy Pelin otwiera oczy, jej wzrok błądzi po suficie, a potem zatrzymuje się na znajomej przestrzeni salonu. Leży na sofie, otulona kocem. Tuż obok siedzi Poyraz, z troską pochylony nad nią. Nana stoi nieco z boku, trzymając szklankę wody.

  • Jestem bezpieczna, prawda? – pyta Pelin, wciąż roztrzęsiona. – Bardzo przepraszam, Poyrazie… Nie chciałam wchodzić w ten sposób, ale… nie miałam dokąd pójść. Muszę uciekać.
  • Przed kim uciekasz? – pyta spokojnie Poyraz.

Pelin odgarnia z twarzy wilgotne kosmyki i wciąga głęboko powietrze.

  • Przed moim przyrodnim bratem, Atakanem – mówi. – Rok temu straciliśmy ojca w wypadku. Atakan natychmiast przejął kontrolę nad firmą. Na początku wszystko wydawało się w porządku. Ale z czasem… coś zaczęło się zmieniać.

Jej głos staje się szeptem:

  • Zaczęłam czuć się nieswojo. Byłam nerwowa, bezsenna, miałam napady lęku. Jakby… jakbym nie była już sobą. Potem usłyszałam przypadkiem rozmowę Atakana z pokojówką. Po śmierci ojca zaczęli dosypywać mi tabletki do jedzenia. Chciał, żebym straciła kontrolę, żebym oszalała. Wszystko po to, by sąd uznał mnie za niezdolną do czynności prawnych. Bo ojciec… zapisał mi sześćdziesiąt procent majątku.
  • Powtarzał wszystkim, że jestem chora. Kiedy odkryłam prawdę i próbowałam uciec, zamknął mnie w domu. Udało mi się zbiec, gdy wiózł mnie do kliniki psychiatrycznej. Przekonał wszystkich: rodzinę, przyjaciół, nawet lekarzy… że tracę rozum. Nikt mi nie wierzy, Poyrazie. Nikt oprócz ciebie.

Kładzie drżącą dłoń na jego ramieniu.

  • Proszę… chroń mnie. Choćby do dnia rozprawy. Atakan wszczął postępowanie o ubezwłasnowolnienie. Za dwa miesiące jest rozprawa. Jeśli sąd mu uwierzy, stracę wszystko. Wolność. Majątek. Siebie.

Poyraz milczy, po czym kładzie dłoń na jej ramieniu.

  • Spokojnie. Już jesteś bezpieczna. Nikt cię tu nie skrzywdzi.

W tym momencie Nana, dotąd stojąca w milczeniu, wyciąga rękę ze szklanką wody. Jej głos jest spokojny, ale lodowaty.

  • Proszę… napij się.

Pelin patrzy na nią, jakby dopiero teraz zauważyła jej obecność.

  • Kim jesteś?
  • Jestem Nana – odpowiada.
  • Moja żona – dodaje Poyraz.

Na twarzy Pelin przez ułamek sekundy pojawia się cień rozczarowania, ale natychmiast przywdziewa łagodny uśmiech.

  • Nasze drzwi są zawsze otwarte dla tych, którzy naprawdę potrzebują pomocy – mówi Nana z wyważonym spokojem. Ale w jej oczach czai się czujność. Instynkt, który podpowiada jej, że ta historia dopiero się zaczyna…

Gdy pozostali domownicy wracają do domu, ich zaskoczenie jest wyraźne. Cennet mierzy Pelin chłodnym spojrzeniem i bez słowa rusza do kuchni, dając Poyrazowi znak, by poszedł za nią.

  • Synu… co ona tu robi? Czy nie pamiętasz, że zostawiła cię wtedy, gdy najbardziej jej potrzebowałeś?
  • Ma poważne problemy rodzinne – odpowiada Poyraz. – Przyszła po pomoc. Nie mogłem jej odmówić.
  • Synu, proszę cię… nie pakuj się znowu w kłopoty. Ona pochodzi z bogatej rodziny. Naprawdę nie miała innego miejsca? I pamiętaj… jesteś teraz żonaty.

W kuchni Aynur i Sinan kroją razem cebulę. Domowa, spokojna chwila. Nagle rozlega się dzwonek do drzwi.

Aynur wyciera dłonie i otwiera. Przed nią stoi funkcjonariuszka policji.

  • Aynur Altinbaş? – pyta chłodno.
  • Tak… to ja… – jej twarz blednie, dłonie zaczynają drżeć.

Sekundę później na jej nadgarstkach zatrzaskują się kajdanki.

  • Panie Sinanie… to nie ja! – krzyczy przez łzy. – Nie jestem morderczynią! Przysięgam… jestem niewinna!

Sinan stoi bez ruchu, zszokowany, ale w jego oczach widać jedno – on wciąż jej wierzy. Do przedpokoju wchodzi Isil, z twarzą promieniejącą satysfakcją.

  • Sprawiedliwości w końcu stało się zadość – rzuca z chłodnym uśmiechem. – Widok jak z bajki.
  • Mamo, nie wtrącaj się – mówi Sinan twardo. – Wróć do pokoju.
  • Czy kiedykolwiek pozwoliłbyś, by ktoś niewinny trafił za kratki bez dowodów? Prokurator dobrze wie, co robi. Myślała, że się wywinie?

Aynur spuszcza wzrok, ale jej łzy to już nie tylko rozpacz – to gniew, który zamienia się w determinację.


W tym samym czasie w biurze prokuratora Barana Sönmeza panuje złowroga cisza. Mężczyzna wstaje zza biurka z chłodną precyzją. Wkłada dłonie do kieszeni, jego spojrzenie jest zimne i wyrachowane.

  • Przyparłem cię do muru, Sinanie Aysanie – mówi sam do siebie, z cichą satysfakcją. – Nie zostawię ci ani jednego atutu. Zranię cię tam, gdzie boli cię najbardziej.

Wojna dopiero się zaczęła.


Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją były odcinki Emanet 758. i 759. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Related Posts

217

Tuż po wyjściu Cihana w salonie zapadła lodowata cisza. Nikt nie drgnął. Wszyscy tkwili w tych samych miejscach, jakby wynik testu DNA zamroził ich w bezruchu. Kryształowe…

Barwy szczęścia, odcinek 3411: Ksawery zaskoczy rodziców szczerym wyznaniem! To przez to tak się zmienił

W 3411 odcinku “Barw szczęścia” w końcu wyjdzie na jaw, co tak naprawdę stoi za coraz trudniejszym zachowaniem Ksawerego (Bartosz Gruchot)! Kasia (Katarzyna Glinka) i Łukasz (Michał…

Paппa młoda odc. 216: Szokυjące wyпiki testυ DNA! Rezydeпcja Develioglυ zamiera!

Paппa młoda odc. 216: Szokυjące wyпiki testυ DNA! Rezydeпcja Develioglυ zamiera!

Derya wciąż siedziała пa odwrócoпym wiadrze w brυdпej, wilgotпej komórce, bardziej przypomiпającej zapomпiaпą пorę пiż miejsce, w którym ktokolwiek mógłby spędzić choć jedпą пoc. Wokół пiej paпował…

Paппa młoda odc. 217, 218. Yoпca zmieпia zezпaпia пa policji. W dokυmeпtach Beyza jest matką dziecka!!!

Paппa młoda odc. 217, 218. Yoпca zmieпia zezпaпia пa policji. W dokυmeпtach Beyza jest matką dziecka!!!

W poprzedпim odciпkυ serialυ Paппa młoda zgodпie z badaпiami to Beyza okazała się matką dziecka. Tersz wyjdzie пa jaw, że Mυkkaпder spiskowała z Yoпcą. Kobieta zmieпiła zezпaпia пa komisariacie.…

Paппa młoda odc. 215: Melih υjawпia Siпem całą prawdę!

Paппa młoda odc. 215: Melih υjawпia Siпem całą prawdę!

Sila szła szpitalпym korytarzem, пiosąc przed sobą metalową tacę z lekami, bυteleczkami i szklaпką wody. Miała пa sobie пiebieski υпiform opiekυпki, spod którego wystawała biała blυzka z dłυgim…

“Paппa młoda”: streszczeпie odciпka 214

“Paппa młoda”: streszczeпie odciпka 214

W 214. odciпkυ „Paппy młodej” Beyza straci paпowaпie пad sobą, a Miпe zпajdzie się пa celowпikυ jej złości. Tymczasem Cihaп i Haпcer spróbυją choć пa chwilę odpocząć…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *