– Siostro Fadime, co się stało? Czy coś stało się dziecku?
Pokojówka poruszyła ustami, ale nie zdołała wydobyć z siebie ani słowa.
Serce Cihana zabiło gwałtownie. Bez chwili zwłoki ruszył do pokoju dziecięcego. Mukadder i Fadime pobiegły za nim.
Zatrzymał się dopiero przy kołysce. Przez krótką chwilę patrzył w dół, jakby nie rozumiał tego, co widzi.
Kołyska była pusta.
Twarz Cihana pobladła. W pokoju zapadła przerażająca cisza.
– Nie ma mojego syna… – powiedział drżącym głosem.
Nusret w pośpiechu dopinał zamek wypchanej walizki. Ruchy miał nerwowe, urywane, jakby każda sekunda zwłoki mogła ich kosztować wolność. Beyza podeszła do niego szybkim krokiem, ściskając w dłoni telefon. Ekran wciąż się rozświetlał.
– Ciocia dzwoni… – powiedziała zlękniona.
Nusret nawet na nią nie spojrzał. Szarpnął za zamek walizki i prychnął z irytacją.
– Oczywiście, że dzwoni. Przestraszyła się, że Cihan zabierze dziecko na badanie. Do mnie też próbowała się dodzwonić, ale nie odebrałem. Wycisz telefon. Niech sobie dzwoni, ile chce.
Beyza patrzyła na niego z rosnącym niepokojem.
– Tato, co teraz zrobimy?
Nusret wyprostował się i spojrzał na córkę ciężkim wzrokiem.
– Dotarliśmy do końca drogi. Zaraz wszystko wyjdzie na jaw. Zostaniemy zdemaskowani, rozumiesz? Musimy stąd wyjechać.
– Wyjechać? Dokąd?
– Gdziekolwiek. Zatrzymamy się na kilka tygodni w jakimś miejscu, gdzie nikt nie będzie nas szukał. Przeczekamy, aż sytuacja trochę przycichnie.
Beyza pobladła. W jej oczach pojawiła się panika.
– Jak długo możemy uciekać i się ukrywać? Co będzie później?
– Później coś wymyślimy – odparł szorstko Nusret. – Teraz najważniejsze, żebyśmy zniknęli. Mam pieniądze. Musimy ruszać natychmiast.
– Ale ja nie mam przy sobie żadnych ubrań…
Nusret spojrzał na nią tak, jakby nie wierzył, że naprawdę to powiedziała.
– Ubrania? To teraz martwisz się ubraniami? Beyzo, czy ty w ogóle rozumiesz, jaka katastrofa wisi nam nad głową?
– Dlaczego wyładowujesz na mnie złość? – zapytała drżącym głosem. – Zadzwońmy przynajmniej do Gulsum. Niech powie nam, co dzieje się w rezydencji.
– Nie ma mowy – uciął stanowczo. – Gulsum też nie można ufać. Wystarczy, że Cihan przyciśnie ją trochę mocniej, a wyśpiewa mu wszystko od początku do końca.
Beyza zacisnęła usta. Jej dłonie bezwiednie objęły telefon, jakby trzymała ostatnią nić łączącą ją z życiem, które właśnie rozsypywało się na jej oczach.
Po chwili pokiwała głową, choć widać było, że strach niemal odbierał jej siły.
– Dobrze… – wyszeptała. – Skoro nie mamy innego wyjścia… jedźmy.
Nusret chwycił walizkę, a Beyza jeszcze raz spojrzała na milczący telefon.
Gdy Beyza i Nusret byli już przy samochodzie, gotowi do ucieczki, na ulicy rozległ się pisk opon. Auto Cihana zatrzymało się tuż obok nich. Mężczyzna wyskoczył zza kierownicy z twarzą ściągniętą gniewem i niepokojem. Nie przywitał się, nie zadał żadnego wstępnego pytania. Podszedł prosto do samochodu Nusreta, gwałtownie otworzył tylne drzwi i zajrzał do środka.
– Gdzie jest dziecko?! – zapytał głosem ostrym jak stal.
Beyza zamarła tylko na ułamek sekundy, po czym uniosła b
rwi, udając całkowite niezrozumienie.
– O czym ty mówisz? Jakie dziecko?
Cihan nie odpowiedział. Minął ją i Nusreta, po czym szybkim krokiem ruszył do kamienicy.
Beyza odwróciła się do ojca, wyraźnie zdezorientowana.
– Co on mówi, tato?
Nusret zmrużył oczy. W jego głowie natychmiast zaczęły układać się kolejne podejrzenia.
– To musi być sprawka twojej ciotki – mruknął. – Ukryła dziecko, żeby Cihan nie mógł zrobić testu.
Cihan przeszukiwał mieszkanie Nusreta z narastającą desperacją. Zaglądał do pokoi, otwierał drzwi, sprawdzał każdy kąt na pierwszym i drugim poziomie. Poruszał się nerwowo, jak człowiek, który z każdą sekundą coraz wyraźniej czuje, że traci grunt pod nogami.
Nusret wszedł za nim do salonu i stanął pośrodku pomieszczenia.
– Szukasz na próżno – powiedział chłodno. – Dziecka tu nie ma.
Cihan odwrócił się gwałtownie. W jego oczach płonęła furia.
– Gdzie jest mój syn? Powiedzcie mi natychmiast!
Beyza przyłożyła dłoń do piersi, natychmiast wchodząc w rolę przerażonej matki.
– Co ty mówisz, Cihanie? Cihana Gurura nie ma w domu? – zapytała, a jej głos zadrżał teatralnie. – Co mu zrobiłeś? Gdzie jest mój syn?
– Beyzo, odpowiedz mi! – warknął Cihan. – Gdzie ukryłaś mojego syna?!
– Dlaczego miałabym go ukrywać?
– Żeby nie doszło do testu. Jeśli to ty za tym stoisz, drogo za to zapłacisz.
– Urodziłam to dziecko! – krzyknęła. – Jestem jego matką, a ty jesteś jego ojcem!
– Nie doprowadzaj mnie do szału, Beyzo! Dziś, jutro albo pojutrze ten test i tak zostanie wykonany. Nie możecie ukrywać dziecka w nieskończoność!
Nusret zrobił krok naprzód i stanął między nimi.
– Posłuchaj mnie uważnie – powiedział ostro. – Ty źle traktowałeś moją córkę, więc zabrałem ją do siebie i ją ochroniłem. Ty też jesteś ojcem. Twoim obowiązkiem jest chronić syna, ale najwyraźniej nawet tego nie potrafisz.
Cihan nie wytrzymał. Chwycił Nusreta za klapy płaszcza i szarpnął nim z wściekłością.
– Nie opowiadaj bzdur! Gdzie jest mój syn?!
Nusret spojrzał mu prosto w oczy, nie cofając się ani o krok.
– Tu nie ma żadnego dziecka. Zapytaj lepiej swoją matkę. Ona zawsze wie więcej, niż mówi.
– Dość!
Beyza podniosła głos, przerywając im kłótnię w najbardziej dogodnym momencie. Łzy pojawiły się na jej twarzy niemal natychmiast, ale nie wypływały z bólu po stracie dziecka. Cihan Gurur był dla niej tylko kartą w grze. Teraz musiała jedynie przekonać Cihana, że jest zrozpaczoną matką, która drży o syna. Drżącymi dłońmi zasłoniła usta i zaczęła szlochać, pilnując, by każdy jej gest wyglądał wiarygodnie.
– Potraficie tylko się kłócić! – zaszlochała. – Cihan Gurur zaginął! Znajdźcie go! Zróbcie coś!
Cihan i Nusret zamilkli. Pierwszy z nich nagle poczuł lodowaty ucisk w piersi — dziecka naprawdę nie było, a każda kolejna sekunda mogła mieć znaczenie. Nusret natomiast spuścił wzrok, nie z troski o Cihana Gurura, lecz z irytacji. Sytuacja wymykała się spod kontroli, a wraz z nią walił się cały plan, który jeszcze chwilę temu wydawał się ich jedynym ratunkiem.
Beyza wpadła do rezydencji jak burza. Tuż za nią pojawił się Nusret. Kobieta już od progu zaczęła grać zrozpaczoną matkę — roztrzęsioną, bezradną, gotową rzucić się na każdego, kto znalazł się w zasięgu jej wzroku.
— Gdzie jest mój syn?! — krzyknęła do Fadime. — Jak mogłaś nie upilnować mojego jedynego dziecka?! Och, moje biedne maleństwo…
Zaniosła się płaczem, dramatycznie przykładając dłoń do ust. W jej głosie brzmiała rozpacz, ale była to rozpacz wyuczona, wystawiona na pokaz — dokładnie taka, jakiej oczekiwano od matki, której zaginęło dziecko.
Do holu weszła Mukadder. Spojrzała na bratanicę chłodno, bez cienia współczucia.
— Przestań płakać — ucięła ostro. — Powiedz lepiej, gdzie jest Cihan.
— Pojechał na policję zgłosić porwanie — odpowiedział Nusret.
— Porywacze zapłacą mi za to! — grzmiała Beyza, nie rezygnując z przedstawienia. — Sama ich ukarzę! Moje słodkie dziecko… Kto wie, w czyich rękach jest teraz moje maleństwo!
Znów wybuchnęła szlochem, a jej ciało zadrżało teatralnie. Mukadder nie zamierzała jednak dłużej oglądać tej sceny. Chwyciła Beyzę za ramię i niemal siłą pociągnęła ją w stronę schodów. Nusret ruszył za nimi.
Dopiero w pokoju Mukadder, z dala od służby i przypadkowych świadków, maski zaczęły opadać.
— Dobrze, siostro — powiedział Nusret, zamykając za sobą drzwi. — Przedstawienie odegrane. Teraz powiedz, co zrobiłaś z dzieckiem.
Mukadder spojrzała na niego z niedowierzaniem.
— O czym ty mówisz? To nie ty go porwałeś?
— Siostro, naprawdę będziesz sobie ze mnie żartować w takiej chwili? — syknął Nusret. — Wiem, że to ty zabrałaś małego. Rozumiem, dlaczego to zrobiłaś. Chciałaś powstrzymać test. I dobrze zrobiłaś. Ale przynajmniej między sobą nie udawajmy. Policja zaraz tu przyjedzie. Musimy ustalić jedną wersję wydarzeń. — Uśmiechnął się krzywo. — Pokazałaś, że twoje zęby nadal są ostre, Mukadder Develioglu.
Beyza otarła policzki. Po wcześniejszej rozpaczy nie zostało nawet śladu. Łzy wyschły tak szybko, jak się pojawiły.
— Ja też jestem ci wdzięczna — przyznała bez wahania. — Uratowałaś nas przed katastrofą. Sprowadzimy Cihana Gurura z powrotem do rezydencji, a Cihanowi powiemy, że to był znak. Ostrzeżenie od Boga. Przekonamy go, żeby zrezygnował z testu.
Mukadder rozłożyła ręce. Przez chwilę patrzyła na nich tak, jakby widziała przed sobą obcych ludzi.
— Wy naprawdę oszaleliście — powiedziała cicho, ale stanowczo. — Myślicie, że odważyłabym się zrobić coś takiego? Że weszłabym nocą do pokoju dziecka i go porwała? — Przeniosła wzrok na brata. — Naprawdę go nie zabrałeś?
— Nie, siostro!
W pokoju zapadła cisza. Mukadder pobladła.
— Więc kto? — wyszeptała. — Kto wszedł w środku nocy do naszego domu i zabrał dziecko?
Nusret i Beyza spojrzeli na siebie jednocześnie. W jednej chwili zrozumieli to, czego jeszcze przed momentem nie chcieli nawet dopuścić do myśli.
Odpowiedź mogła być tylko jedna.
Kobieta, którą przez ostatnie miesiące uważali za martwą, wróciła po swoje dziecko.
Yonca ukryła się w domu Tayyara. Niewielki pokój był cichy i skromny — turkusowa kanapa stała pod ścianą, obok niej niewielki stolik, a przy oknie łóżko przykryte jasną narzutą. Przez firanki wpadało blade światło dnia, łagodząc napięcie, które wypełniało każdy kąt.
Kobieta stała pośrodku pokoju z Cihanem Gururem na rękach. Chłopiec był ciasno otulony miękkim kocykiem. Yonca tuliła go do siebie tak mocno, jakby bała się, że wystarczy jeden nieostrożny oddech, a ktoś znów wyrwie jej go z ramion.
— Nie zostaniemy tu długo, synku — wyszeptała, kołysząc go delikatnie. — Tylko kilka dni. Tylko tyle, aż wszystko trochę ucichnie.
Spojrzała na dziecko z czułością, ale w jej oczach czaił się strach. Wiedziała, że po tym, co zrobiła, cała rezydencja stanęła na nogi. Wiedziała też, że Cihan nie przestanie szukać. Mimo to nie potrafiła żałować. Nie teraz, gdy trzymała syna przy sercu.
— Nikt nie wie o tym miejscu — mówiła dalej, jakby próbowała uspokoić nie tylko dziecko, lecz także samą siebie. — Nikt nas tu nie znajdzie. Nawet Tayyar nie przyjdzie. Upewniłam się, zanim cię tu przyprowadziłam.
Cihan Gurur poruszył się pod kocykiem. Yonca natychmiast pochyliła się nad nim, odgarniając materiał z jego buzi. Chłopiec spojrzał na nią szeroko otwartymi oczami, a ona uśmiechnęła się przez łzy.
— Nie mogłam pozwolić, żeby znów mi cię odebrali — powiedziała drżącym głosem. — Nie po tym wszystkim. Nie teraz, kiedy wreszcie jesteś przy mnie.
Pocałowała go w czoło i przez chwilę trwała tak, z twarzą przy jego policzku.
— Poczekamy, aż przestaną nas szukać — dodała ciszej. — Potem wsiądziemy do autobusu i pojedziemy daleko stąd. Dokądkolwiek. Byle razem. Już nigdy cię nie opuszczę, synku. Nigdy więcej nie pozwolę, żeby ktoś stanął między tobą a twoją mamą.
Dziecko poruszyło rączką, jakby chciało dotknąć jej twarzy. Yonca zamknęła oczy, przycisnęła usta do jego małej dłoni i wyszeptała z bólem:
— Wybacz mi.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 153.Bölüm i Gelin 154.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.