
Co tu się dzieje? Kto przyszedł? — pyta z irytacją Mukadder. Gdy dostrzega gościa, marszczy brwi. — Ach, to ty, Cihan. Czego tutaj szukasz?
— O ile dobrze pamiętam, to również mój dom — odpowiada spokojnie Cihan.
— Doprawdy? Widzę, że nagle sobie o nim przypomniałeś — rzuca z przekąsem Mukadder. — Wczoraj, kiedy zabierałeś swoją żonę i opuszczałeś rezydencję, twierdziłeś przecież coś zupełnie innego. Czyżby pamięć zaczęła ci szwankować?
— Nie przyjechałem tu, żeby wracać do tamtej rozmowy, mamo — ucina Cihan.
— W takim razie powiedz, po co się pojawiłeś. I gdzie jest Hançer?
— To nie ma teraz znaczenia. Przyjechałem po Beyzę.
— Po mnie? — Beyza blednie. — O czym ty mówisz?
— Nie udawaj zdziwionej i nie próbuj odwracać uwagi od sprawy — mówi stanowczo Cihan. — Wiem już, że nie wykonałaś badań, które powinnaś była zrobić.
— Co? — Mukadder natychmiast zwraca się do Beyzy. — To prawda?
Beyza milczy.
— Przecież mówiłaś, że byłaś u lekarza z ojcem. Kiedy Yasemin pytała o wyniki, zapewniałaś wszystkich, że badania wyszły prawidłowo. Chcesz mi powiedzieć, że wszystko to było zmyślone?
W pomieszczeniu zapada napięta cisza, a wzrok wszystkich kieruje się na Beyzę.