
Beyza ma rację – szepcze Hançer. – Cihan ma swoją prawdziwą rodzinę. To dziecko sprawia, że są jednością. Ja jestem tylko tą, która staje pomiędzy nimi… Jestem tu zbędna, jestem kimś obcym.
– Hançer? – Cihan patrzy na nią ze smutkiem.
– Słucham – odpowiada cicho.
– Idź już stąd. Idź i zaopiekuj się Beyzą oraz swoim synem – prosi Hançer, walcząc z napływającymi do oczu łzami. – Sprawdź, co u nich, zobacz, czy wszystko w porządku.
– Ale oni… – Cihan próbuje protestować.
– Zrób to, o co cię proszę. Po prostu idź. Sprawdź, jak się czują.
– Hançer, nie mogę cię tak zostawić.
– Cihan, naprawdę ze mną wszystko w porządku. Rób to, co do ciebie należy, i już idź. Zajmij się swoim synem. Czy wszystko z nim dobrze?