
O co ci właściwie chodzi? – pyta ze złością Beyza. – Dlaczego opowiadasz takie bzdury przy służbie?
– Nie zaprzeczaj, dajesz mi coś! – krzyczy z trudem Mukadder. – Przez ciebie jestem całkowicie odrętwiała.
– Rzucasz na mnie oszczerstwa. Chyba straciłaś rozum, zupełnie cię nie rozumiem. Swoim krzykiem postawiłaś całą rezydencję na nogi. To ma być to twoje otumanienie?
– Od dwóch dni nie wypiłam ani kropli wody z tamtej karafki – mówi z nienawiścią Mukadder. – Tylko dzięki temu byłam w stanie podnieść głowę.
– Dotarłyśmy już do samego końca. Jeśli przez swoje wymówki postawisz wszystkich na nogi, gorzko tego pożałujesz.
– Już spotkało mnie najgorsze. Nie uniosę ciężaru tej winy i grzechu. Ta cała sprawa doprowadzi nas do katastrofy.
– Nie zamierzam uczyć się od ciebie, co jest grzechem, a co jest dobre. To przecież nie ja snułam marzenia o tym, żeby rzucić oszczerstwa na Hançer i odebrać jej dziecko.
– Zniszczyłam życie mojego Cihana. Poświęciłam własnego syna dla swojej chorobliwej ambicji.
– W takim razie idź i opowiedz synowi o wszystkim, co zrobiłaś. Spal go tak samo, jak spaliłaś siebie. Zobaczysz, że twój syn zamieni twoje życie w prawdziwe piekło – grozi Beyza. – Spójrz na mnie. Twój syn ma teraz tylko jedną jedyną rzecz, dla której jeszcze żyje. To jego dziecko, które niedługo się urodzi. Jeśli nie chcesz, żeby Cihan całkowicie odciął się od świata, będziesz milczeć.