
Mogę biegać za tobą bez końca – szepcze Cihan. – Ale czy ty jesteś gotowa dać się złapać? Tak strasznie za tobą tęsknię. Boję się nawet mrugnąć okiem. Mam wrażenie, że w jednej chwili znikniesz. Że znowu uciekniesz z moich dłoni jak płochliwy ptak.
– Kiedy tak na mnie patrzysz… jak mam odejść? – odpowiada cicho Hançer.
– Więc nie odchodź. Nie zostawiaj mnie samego. Powiedz, że żałujesz. Chwyć mnie za rękę. Ucieknijmy stąd razem.
– Nie potrafię – mówi Hançer, odwracając wzrok z wysiłkiem. – Jeśli dam się ponieść twojemu spojrzeniu, już nigdy cię nie puszczę.
– Gdybyśmy tak mogli zostać tu na zawsze… Gdyby nikogo innego nie było… Tylko ty i ja. My dwoje.
W tym momencie ciszę przerywa głośny dzwonek telefonu Cihana. Mężczyzna z ciężkim westchnieniem odbiera połączenie.
– Mów, Beyza.
– Nasz syn chciał usłyszeć głos swojego tatusia – rozbrzmiewa w telefonie radosny głos Beyzy. – Kopnął przed chwilą tak mocno!
– Nie mam teraz czasu, możemy porozmawiać później?
– Przepraszam cię, kochanie. Po prostu uderzył z taką siłą, że od razu chciałam się tym z tobą podzielić. Kiedy wracasz?
– Przyjadę wtedy, kiedy będę musiał.
– Dobrze, skarbie, jak chcesz. Cihan, poczekaj, nie rozłączaj się jeszcze!
– Słucham.
– Załatw szybko swoje sprawy i wracaj. Nasz syn może przyjść na świat w każdej chwili. Zostało już naprawdę niewiele czasu. Od teraz będziemy już zawsze razem.