
Naprawdę nie powiesz mi, żebym nie pracowała? – pyta Hancer. – Nie zamierzasz mi przeszkadzać?
– Skoro dobrze się z tym czujesz, nie mam nic do powiedzenia – odpowiada cicho Cihan.
– Spójrz na to z tej strony, jeśli próbujesz mnie odwieść od tego pomysłu, udając, że to akceptujesz, to starasz się na próżno, żebyś wiedział. Mówiłam ci już wcześniej, Cihan. Zarabiam na chleb w pocie czoła i nikt nie zmusi mnie do zmiany tej decyzji.
– Wiem… Zrozumiałem, że nikt nie zmusi cię do zrobienia czegoś wbrew sobie.
– Mówi to człowiek, który wsadził mnie do aresztu? – rzuca z goryczą.
– Rozmawiałem z mistrzem Ertuğrulem i poszedłem po rozum do głowy. Zrozumiałem, że płynąc pod prąd, nie tylko rzeka się męczy. Człowiek też się wyczerpuje. Dlatego poddałem się temu, co przynosi los. Widocznie tak musiało być. Ty pójdziesz sprzątać do domów zupełnie obcych ludzi, a ja będę cię tylko obserwował jako widz. Nie ma innego wyjścia, każdy musi ponieść konsekwencje swoich wyborów.
– Skoro oboje zgadzamy się na to, co nas spotkało, nie męczmy się dłuższą rozmową. Milczmy.
– No dalej, pij herbatę, zanim wystygnie.