
Zgadnij, dokąd idę, ciociu – rzuca prowokacyjnie Beyza.
– Urodziło się? – pyta krótko starsza kobieta.
– Jeszcze nie w pełni, ale powiedzmy, że jest już w drodze. Odeszły wody, czekam na nagrodę za dobre wieści – odpowiada z ironią Beyza. – Co to za mina? Jakbym mówiła, że rodzi się sam antychryst. Weź się w garść. W końcu nadchodzi twój wyczekiwany wnuk. Nie wiem, czy wyprawisz z tej okazji huczne wesele, czy obwiesisz go złotem równym jego wadze. Dalej, wstawaj i przygotuj się. Pójdziemy razem, przetniesz pępowinę mojego syna. Przy okazji wnuk i babcia trochę się ze sobą zżyją, przyzwyczają się do siebie.
– Wystarczy, że ty się przyzwyczaisz – ucina ostro ciotka. – To twoje dziecko. Twój grzech.
– Ty wbiłaś mi ten grzech do głowy! Zostawiasz mnie bez wyjścia i zmuszasz do zrobienia tego wszystkiego! Jesteś diabłem, ciociu. Nawet szatan przy tobie wygląda na niewiniątko.
– Nie próbuj teraz stawać przede mną i zmywać z siebie brudu moimi rękami. Pożałujesz tego, zobaczysz.