Droga zajęła jej więcej czasu, niż przewidywała, ale nie pozwoliła sobie na zatrzymanie ani zwątpienie. Kiedy weszła do budynku, mocniej przycisnęła do piersi teczkę z dokumentami i pożyczony laptop.
Wciąż czuła w sobie gniew po tym, jak Cihan zostawił ją na poboczu.
Nie zamierzała jednak pokazać nikomu, że naprawdę ją to zabolało.
Przy recepcji zatrzymała ją sekretarka.
— Pani Hancer? — zapytała uprzejmie. — Pan Cihan przekazał, że dotychczasowe pomieszczenie fundacji od dziś będzie remontowane.
Hancer zmarszczyła brwi.
— Remontowane? Nic o tym nie wiem.
Hilal zawahała się lekko.
— Takie dostałam polecenie. Do czasu zakończenia prac będzie pani korzystać z gabinetu pana Cihana. Przygotowano tam dla pani osobne biurko.
Hancer przez chwilę patrzyła na nią w milczeniu.
A więc o to chodziło.
Cihan nie chciał tylko utrudnić jej pracy. Chciał mieć ją przy sobie. Chciał obserwować każdy jej ruch, każde zawahanie i każdą pomyłkę. Chciał czekać, aż sama udowodni, że nie nadaje się do tego miejsca.
Na ustach Hancer pojawił się chłodny uśmiech.
— Rozumiem. Dziękuję.
Nie dodała nic więcej.
Ruszyła korytarzem w stronę gabinetu, chociaż każdy kolejny krok przypominał jej, że Cihan zamierzał zamienić pierwszy dzień pracy w próbę sił.
—
Kilka minut później siedziała już przy niewielkim biurku ustawionym z boku przestronnego gabinetu Cihana.
Pomieszczenie było jasne, eleganckie i chłodne. Po jednej stronie stało masywne biurko właściciela firmy, po drugiej przygotowano dla niej znacznie skromniejsze miejsce pracy. Za jej plecami wisiały próbki tkanin i dywanów, na półkach leżały katalogi, a w powietrzu unosił się zapach papieru, kurzu i świeżo otwartych segregatorów.
Hancer otworzyła teczkę, ale jej myśli wciąż wracały do poranka.
Do głosu Cihana.
Do jego spojrzenia.
Do samochodu odjeżdżającego z pobocza, gdy ona została sama z dokumentami w dłoniach.
Zacisnęła palce na krawędzi biurka.
Nie podda się.
Nawet jeśli on zrobi wszystko, żeby ją do tego zmusić.
Drzwi gabinetu otworzyły się cicho.
Do środka wszedł Engin. Pod ramieniem niósł laptopa i teczkę. Zatrzymał się na moment, rozglądając po pomieszczeniu. Kiedy zobaczył Hancer przy bocznym biurku, na jego twarzy pojawiło się zaskoczenie.
— Dzień dobry — powiedział, podchodząc bliżej. — Hilal wspomniała, że pracujesz tutaj, ale przyznam, że myślałem, że źle ją zrozumiałem.
Hancer uniosła wzrok znad dokumentów.
— Niestety zrozumiałeś bardzo dobrze.
Engin położył laptop na blacie i usiadł naprzeciwko niej.
— Cihan naprawdę kazał przenieść cię do swojego gabinetu?
— Podobno moje pomieszczenie jest w remoncie — odparła spokojnie, choć w jej głosie pobrzmiewała gorycz. — Oczywiście to tylko wymówka. Cihan chce mnie obserwować. Czekać, aż popełnię błąd. A kiedy w końcu się potknę, powie wszystkim, że od początku miał rację.
Spojrzała w stronę głównego biurka.
— Będę pracowała prawie ramię w ramię z człowiekiem, który chce udowodnić, że tu nie pasuję. Nie będę udawać, Enginie. To mnie denerwuje. Sama jego obecność wystarczy, żeby człowiek zaczął czuć, że robi wszystko źle.
Engin pochylił się lekko do przodu.
— Nie pozwól mu tego osiągnąć. Właśnie o to mu chodzi. Chce, żebyś zwątpiła w siebie, zanim naprawdę zaczniesz.
Zawahał się na moment.
— Postaram się przyspieszyć remont. Jeśli rzeczywiście jakiś remont istnieje, powinien potrwać najwyżej kilka dni.
Po chwili dodał z cieniem ironii:
— O ile Cihan przypadkiem nie uzna, że trzeba go przedłużyć.
Hancer uśmiechnęła się słabo.
— To akurat wcale by mnie nie zdziwiło.
Engin przesunął laptop w jej stronę.
— Przy okazji, przyniosłem ci coś.
Hancer spojrzała na komputer.
— Co to?
— Laptop mojej siostry.
Jej twarz natychmiast spoważniała.
Engin przez moment patrzył na urządzenie tak, jakby sam jego widok otworzył w nim bolesne wspomnienia.
— Przeniosłem wszystkie prywatne pliki Yasemin i dokumenty związane z kliniką — wyjaśnił cicho. — Zostawiłem tylko materiały dotyczące fundacji. Stare raporty, listy darczyńców, notatki, projekty, wszystko, co może ci się przydać.
Hancer delikatnie położyła dłoń na obudowie laptopa.
— Jesteś pewien, że chcesz mi go przekazać?
— Tak. Yasemin chciała, żebyś kontynuowała jej pracę. Myślę, że ucieszyłaby się, gdybyś korzystała z jej komputera.
Hancer spuściła wzrok.
Przez chwilę nie potrafiła nic powiedzieć.
Ten gest znaczył znacznie więcej niż zwykła pomoc. Engin nie dawał jej tylko narzędzia do pracy. Przekazywał jej część świata Yasemin. Ślad kobiety, która uwierzyła w Hancer wcześniej, niż ona sama zaczęła wierzyć w siebie.
— Dziękuję — powiedziała cicho. — Naprawdę.
Engin skinął głową.
— Mam nadzieję, że dobrze ci posłuży.
Hancer uśmiechnęła się łagodnie.
— To tak, jakbym miała siostrę Yasemin obok siebie.
Przesunęła palcami po krawędzi laptopa.
— Myślę, że dzięki temu łatwiej będzie mi wytrwać. Zwłaszcza tutaj.
Engin spojrzał na nią uważnie.
— Wytrwasz.
— Skąd ta pewność?
— Bo już zaczęłaś walczyć — odpowiedział spokojnie. — A ktoś, kto mimo strachu siada przy biurku i otwiera dokumenty, zamiast uciec, jest silniejszy, niż sam o sobie myśli.
Hancer odetchnęła głębiej.
Otworzyła laptop.
Na ekranie pojawił się pulpit Yasemin.
Przez kilka sekund patrzyła na niego w milczeniu. Potem wyprostowała się, sięgnęła po teczkę z raportem i położyła ją obok komputera.
— W takim razie zaczynajmy — powiedziała spokojnie. — Mam dużo do nadrobienia.
Wiedziała, że Cihan chciał zamknąć ją w swoim gabinecie jak pod lupą.
Chciał widzieć jej porażkę z bliska.
Ale Hancer dostała coś, czego się nie spodziewał.
Nie tylko laptop.
Nie tylko dokumenty.
Dostała znak, że Yasemin wciąż była obecna w tej fundacji.
I że nie wolno jej było poddać się już pierwszego dnia.