Była blada, zmęczona i wyglądała tak, jakby od wielu godzin nie potrafiła dojść do siebie po wydarzeniach w rezydencji. W przedpokoju usiadła obok Deryi na wąskiej sofie pod oknem.
Przez chwilę nie mówiła nic.
Splatała dłonie, rozluźniała je i znów zaciskała, jakby próbowała znaleźć w sobie siłę, żeby w końcu wypowiedzieć to na głos.
Po chwili wzięła głęboki oddech.
— Beyza tak naprawdę nigdy nie była w ciąży.
Derya uniosła brwi.
Na jej twarzy pojawiło się udawane zaskoczenie, choć prawda była taka, że od dawna znała ten sekret.
— Och, naprawdę? — zapytała. — Skąd się o tym dowiedziałaś?
Hancer spojrzała na nią niespokojnie.
— Engin zaczął podejrzewać, że jego siostra nie zginęła przypadkowo. Od pewnego czasu prowadził własne dochodzenie.
Derya zmarszczyła brwi.
— A co Beyza ma wspólnego ze śmiercią Yasemin?
Hancer spuściła wzrok.
— Yasemin podejrzewała, że Beyza może w ogóle nie być w ciąży. Zleciła badanie, które miało to potwierdzić. Engin uważa, że Beyza mogła ją zabić, żeby prawda nigdy nie wyszła na jaw.
Derya natychmiast przyłożyła dłoń do ust.
— O Boże…
Hancer mówiła dalej:
— Chciałam odciąć kosmyk włosów Cihana Gurura. Tylko jeden. Dzięki temu można byłoby zrobić test i sprawdzić, czy Beyza naprawdę jest jego matką.
Na samo wspomnienie tamtej sceny znów pobladła.
— Ale weszła do pokoju dokładnie w chwili, kiedy trzymałam nożyczki przy dziecku. Możesz sobie wyobrazić, co zrobiła.
Derya westchnęła ciężko i nachyliła się ku niej.
— Posłuchaj mnie, dziewczyno. Zawsze się złościsz, kiedy ci to mówię, ale tym razem naprawdę zachowałaś się głupio.
Hancer spojrzała na nią zaskoczona.
— Bardzo głupio — podkreśliła Derya. — Po co w ogóle się w to mieszasz? Dlaczego sama pchasz się prosto w niebezpieczeństwo? Jest prawnik, niech on się tym zajmuje. Od tego jest.
Urwała na chwilę i przyjrzała się Hancer uważniej.
— Chyba że chodziło ci o coś więcej.
Hancer drgnęła.
— O co więcej miałoby chodzić, bratowo? Teraz to już i tak nie ma znaczenia. Wszyscy wiedzą.
Derya od razu podchwyciła temat.
— I co zrobiła Beyza? Nie wmówisz mi chyba, że nagle przyznała się do wszystkiego.
Hancer gorzko pokręciła głową.
— Oczywiście, że nie. Od razu znalazła sposób, żeby zatrzymać Cihana przed zrobieniem testu.
— Jaki?
— Przyniosła mu umowę. Powiedziała, że zgodzi się na badanie DNA, ale jeśli wynik pokaże, że dziecko naprawdę jest jej i Cihana, on ma podpisać zgodę na rozwód, oddać jej pełną opiekę nad synem i zgodzić się, że nigdy więcej go nie zobaczy.
Derya odpowiedziała bez zastanowienia:
— I bardzo dobrze. Po co mu cudze dziecko?
Hancer natychmiast spojrzała na nią ze zdziwieniem.
— Test nie został jeszcze wykonany. Niczego nie wiadomo na pewno.
Derya szybko poprawiła ton.
— No tak… oczywiście. Ale właśnie dlatego mówię ci, żebyś zaczęła myśleć przede wszystkim o sobie.
Spojrzała na nią z naciskiem.
— Przez sprawę tego dziecka rozwiodłaś się z Cihanem. Potem od razu wyszłaś za Meliha i zaszłaś w ciążę. Wszystko wydarzyło się tak szybko.
Hancer spuściła wzrok.
Derya ciągnęła dalej:
— Gdybyś tak bardzo się nie spieszyła, być może nadal miałabyś jakąś szansę wrócić do Cihana. Ale teraz? Teraz jest już po wszystkim.
Te słowa zabolały bardziej, niż Hancer chciała pokazać.
Zacisnęła dłonie na kolanach.
Derya przyjrzała jej się i tym razem odezwała się nieco łagodniej:
— Nie pakuj się w jeszcze większe kłopoty. Masz własne życie. Masz męża. Masz dziecko w drodze.
Zawiesiła głos.
— Jeśli będziesz dalej mieszać się w sprawy Cihana, Melih może w końcu stracić cierpliwość. A wtedy zostaniesz z kolejnym problemem i będziesz musiała tłumaczyć się przed własnym bratem.
Hancer nie odpowiedziała.
Siedziała ze spuszczonym wzrokiem, słuchając słów, które miały ją ostrzec, ale zamiast tego tylko rozdrapywały rany.
Derya nie wiedziała bowiem jednego.
To nie Melih był powodem, dla którego Hancer tak bardzo zależało na prawdzie.
I nie jego dziecko nosiła pod sercem.