Panna młoda odc. 61: Beyza w potrzasku! Hancer chce spotkania z „byłą żoną”!

Mały dom Cemila jest cichy i skromny. Jasne ściany, prosta kanapa przy oknie zasłoniętym koronkową firanką i stary piecyk stojący w kącie tworzą atmosferę zwyczajnego, biedniejszego domu. Na ścianie wisi niewielki obraz z kwiatami, a przy drzwiach stoi drewniany wieszak na płaszcze.

Hancer puka do drzwi. Po chwili otwiera je Derya. Na widok szwagierki unosi brwi ze zdziwieniem.

— Hancer? — pyta. — Dlaczego przyszłaś? Czy coś się stało?

— Nie, bratowo — odpowiada szybko Hancer, wchodząc do środka. — Powiedziałaś rano, że brat źle się czuje, więc się przestraszyłam. Przyszłam go zobaczyć. Gdzie on jest?

— Poszedł kupić chleb — wzdycha Derya. — Zaraz powinien wrócić.

Hancer marszczy brwi.

— Dlaczego wysłałaś go po chleb, skoro jest chory? — mówi z wyrzutem. — A jeśli zasłabnie na ulicy i upadnie?

Derya prycha z lekką irytacją.

— Mówisz tak, jakbyś nie znała swojego brata. — Rozkłada ręce. — Czy on kiedykolwiek mnie słuchał?

Hancer kręci głową.

— Dobrze. W takim razie pójdę go poszukać.

Robi krok w stronę drzwi i sięga do klamki, ale w tej samej chwili drzwi nagle się otwierają.

Do środka wchodzi Cemil.

W ręku trzyma żółtą reklamówkę z dwoma jeszcze ciepłymi bochenkami chleba. Na jego twarzy widać zmęczenie.

Hancer od razu podchodzi do niego.

— Bratowa powiedziała mi, że nie czujesz się dobrze — mówi z troską. — Bardzo się przestraszyłam. Dlatego przyszłam.

Cemil zatrzymuje się w progu i kieruje na żonę ciężkie, pełne pretensji spojrzenie.

— Nie potrafisz utrzymać języka za zębami — mówi chłodno. — Dlaczego musiałaś ją martwić bez powodu?

— Nie bądź zły na bratową — wtrąca szybko Hancer, próbując złagodzić sytuację. Na jej twarzy pojawia się nagle delikatny uśmiech. — Właściwie przyszłam z dobrą wiadomością.

Cemil spogląda na nią uważniej.

— Twój szwagier znalazł lekarza — mówi Hancer z nadzieją w głosie. — Powiedział, że jest szansa. Ten lekarz jest teraz za granicą, ale kiedy wróci, zbada cię.

Na twarzy Cemila pojawia się ledwie zauważalny uśmiech. Nie ma w nim jednak radości — raczej zmęczona rezygnacja.

— Dobrze — odpowiada spokojnie. — Zobaczymy, kiedy wróci.

Derya klaszcze lekko w dłonie, chcąc zmienić atmosferę.

— No dobrze, nie stójmy tak — mówi. — Zjedzmy razem śniadanie.

Cemil od razu kręci głową.

— Ja nie zostanę. Idę do sklepu.

— Jakby klienci walili tam drzwiami i oknami… — rzuca Derya z ironią. — Twoja siostra przyszła w odwiedziny. Usiądźmy razem choć na chwilę.

— Dlaczego tak nalegasz, Deryo? — odpowiada zniecierpliwiony Cemil. — Nie chce mi się jeść. Idę do sklepu.

Odwraca się i wychodzi z domu. Drzwi cicho się za nim zamykają.

Derya prycha z irytacją.

— Taki jest cały czas — mówi. — Nawet jeśli powiesz mu coś dobrego, nic to nie zmienia. Stał się zupełnie innym człowiekiem.

Hancer nie odpowiada. Szybko wychodzi z domu. Na podwórku dogania brata pod drewnianą altaną. Wokół stoją doniczki z roślinami, a zza ogrodzenia widać w oddali błękit wody.

Hancer chwyta go za ręce, zatrzymując.

— Dlaczego to robisz? — pyta z bólem w głosie. — Znaleźliśmy lekarza. Jest nadzieja. Dlaczego jesteś taki obojętny? Czy wcale cię to nie cieszy?

Cemil patrzy na nią spokojnie, jakby już dawno pogodził się z losem.

— Wiesz, co by mnie naprawdę uszczęśliwiło? — mówi cicho.

Hancer milknie.

— Gdybym umarł.

Jej oczy natychmiast wypełniają się przerażeniem.

— Bracie… — szepcze.

— Otworzyć sklep z wiadrem farby w ręku — ciągnie spokojnie — odejść nagle i nie być dla nikogo ciężarem. To by mnie uszczęśliwiło.

— Dlaczego tak mówisz? — pyta Hancer ze łzami w oczach. — Chcesz mnie zranić?

Cemil delikatnie dotyka jej policzka.

— Kochana… czy myślisz, że chciałbym cię martwić?

Patrzy na nią ciepło.

— Po prostu mówię to, co czuję. Oddałem cię twojemu mężowi. Jesteś z nim szczęśliwa. — Robi krótką pauzę. — Gdyby Bóg zabrał mnie teraz, odszedłbym ze spokojnym sercem.

Hancer kręci głową, nie mogąc powstrzymać łez.

— Ty też zachowaj spokój — dodaje Cemil. — Nie żałuj niczego.

Patrzy przed siebie, jakby liczył każdy dzień.

— Chcę przeżyć to, co mi zostało, na własnych nogach. Nie chcę być od nikogo zależny.

Po chwili mówi ciszej:

— Jestem wdzięczny Cihanowi, że o mnie myśli. Niech Bóg go błogosławi. — Jego spojrzenie nagle twardnieje. — Ale jeśli jeszcze raz wspomnisz o lekarzu i zburzysz mój spokój… pokłócimy się, Hancer.

Zapada cisza.

Cemil odwraca się i odchodzi w stronę drogi. Hancer już go nie zatrzymuje.

Stoi nieruchomo pod altaną, patrząc za nim. Na jej twarzy maluje się smutek, bezradność i cichy ból.


W przestronnym, nowoczesnym gabinecie panuje cisza. Za dużym biurkiem siedzi Cihan. Jego wzrok jest nieobecny, a palce powoli obracają długopis, jakby wykonywał tę czynność zupełnie bezwiednie. Na półce za nim stoją dekoracyjne rzeźby i eleganckie ozdoby, a światło wpadające przez duże okno rozjaśnia sterylne, jasne wnętrze biura.

Przed biurkiem stoi Engin. Rozkłada na blacie duży arkusz papieru – projekt plakatu.

— Dział marketingu wybrał te dwie wersje plakatu — mówi rzeczowo. — Którąkolwiek zatwierdzisz, natychmiast wyślemy ją do druku.

Cihan nawet nie spogląda na projekty. Wciąż obraca długopis między palcami.

— Wybierz którykolwiek i wyślij do druku, Enginie — odpowiada obojętnie.

Engin przygląda mu się uważnie, po czym siada w fotelu naprzeciwko.

— Znowu coś się dzieje między tobą a Hancer? — pyta spokojnie.

Cihan unosi lekko brwi.

— Aż tak to widać?

Engin uśmiecha się pod nosem.

— Oczywiście. Zauważyłem to od razu.

Cihan opiera się o oparcie krzesła i na chwilę milknie.

— Nie rozumiem, czego Hancer tak naprawdę chce — mówi w końcu powoli. — Przywiozłem ją z powrotem do domu, ale… nie zachowuje się tak jak wcześniej.

Jego spojrzenie staje się ciężkie.

— Jest wobec mnie chłodna. Zdystansowana. Unika mojego wzroku, jakby coś ją dręczyło. Jakby coś zjadało ją od środka.

Engin splata dłonie.

— Jej brat jest chory — przypomina spokojnie. — Co innego mogłoby ją tak przytłaczać?

Cihan milczy przez chwilę.

— Jeśli tak jest, mogłaby mi o tym powiedzieć — odpowiada w końcu. — Myślałem, że między nami powstało już wystarczające zaufanie.

Jego głos staje się bardziej napięty.

— A jeśli do tej pory nie udało mi się go zbudować… to znaczy, że wiele rzeczy musimy przemyśleć od nowa.

W tej chwili drzwi gabinetu otwierają się cicho.

Do środka wchodzi sekretarka. Jej kroki są powolne, a twarz blada i zmęczona. W rękach trzyma plik dokumentów. Podchodzi do biurka niemal mechanicznie.

— Proszę podpisać, panie Cihanie — mówi cicho.

Cihan bierze dokumenty i zaczyna składać podpisy. Kobieta stoi obok, jakby myślami była gdzieś bardzo daleko.

Gdy tylko podpisuje ostatnią stronę, sekretarka szybko zabiera papiery i odwraca się w stronę drzwi.

— Wszystko w porządku? — pyta nagle Cihan.

Kobieta zatrzymuje się zaskoczona.

— Mówił pan do mnie?

— Tak, do ciebie — odpowiada spokojnie. — Nie wyglądasz dobrze.

Engin również spogląda na nią uważniej.

— Cihan ma rację, pani Cemre — mówi łagodnie. — Twoje oczy są pełne łez. Proszę, usiądź na chwilę.

Kobieta waha się przez moment, po czym siada w wolnym fotelu naprzeciwko biurka. Splata dłonie na kolanach.

— Gdybym nie porozmawiała z Yasemin… — zaczyna cicho — choroba mojej mamy nie zostałaby zdiagnozowana na czas.

Engin lekko się prostuje.

— To przecież dobra wiadomość — mówi. — Zdiagnozowano ją wcześnie. Dlaczego więc jesteś taka przygnębiona?

Cemre opuszcza wzrok.

— Bardzo się boję, panie Enginie — wyznaje. — Kiedy ktoś, kogo kochasz, jest chory, wpadasz w panikę.

Cihan patrzy na nią uważnie.

— Engin ma rację — mówi spokojnie. — To dobrze, że chorobę wykryto tak wcześnie. Można natychmiast rozpocząć leczenie.

Po chwili dodaje z powagą:

— Zrobimy wszystko, żeby pomóc twojej mamie.

Na twarzy Cemre pojawia się cień wdzięczności.

— Dziękuję, panie Cihanie — mówi cicho. — Wiedziałam, że mnie nie zostawisz.

Powoli wstaje z fotela.

— Pójdę już.

Kłania się lekko i wychodzi z gabinetu.

W pomieszczeniu znów zapada cisza.


Wieczór.

Po długim dniu pracy Cihan zatrzymuje samochód przed starym domem. Silnik cichnie, ale on przez chwilę nie wysiada. Opiera dłonie o kierownicę, jakby zbierał myśli. W końcu wysiada i kieruje się do środka.

W domu panuje cisza.

Kiedy wchodzi do sypialni, zatrzymuje się w progu. Na łóżku, przy lampce rzucającej ciepłe światło na granatowe ściany pokoju, siedzi Hancer. Ma opuszczoną głowę, a po policzkach spływają jej ciche łzy.

Cihan natychmiast podchodzi bliżej i siada obok niej na łóżku.

— Co się stało? — pyta z niepokojem. — Dlaczego płaczesz?

Hancer podnosi na niego zaczerwienione oczy.

— Mój brat… — mówi drżącym głosem. — On się opiera. Nie chce się leczyć. Nie chce nawet słuchać o lekarzu.

Jej głos załamuje się.

— Nie chcę bezczynnie patrzeć, jak umiera, Cihanie, ale nie potrafię nic zrobić. Jestem kompletnie bezradna.

Cihan patrzy na nią uważnie.

— To o to chodzi?

Hancer prostuje się nagle, jakby jego reakcja ją zabolała.

— Chyba mnie nie słyszałeś — mówi z rozpaczą. — Mówię ci, że mój brat może umrzeć! A ja nie potrafię go powstrzymać!

Cihan zbliża się do niej spokojnie. Delikatnie odgarnia z jej twarzy kosmyk włosów i opuszkami palców ociera łzy z jej policzków.

— Posłuchaj mnie — mówi cicho, patrząc jej prosto w oczy. — Dopóki masz mnie obok siebie, nie masz powodu do zmartwień.

Na moment zapada cisza.

— Umówiłem twojego brata na wizytę u lekarza — dodaje. — Ten lekarz jest teraz za granicą, ale kiedy tylko wróci, pójdziemy do niego razem. Wszyscy.

Hancer kręci lekko głową.

— Mój brat się nie zgodzi.

Na ustach Cihana pojawia się cień uśmiechu.

— Nie będzie miał wyboru. — Nachyla się nieco bliżej. — Przekonam go. A jeśli będzie trzeba… zmuszę go.

Próbuje rozładować napięcie.

— No dalej, uśmiechnij się trochę. Jeśli istnieje jakakolwiek terapia, twój brat z niej skorzysta. Nawet jeśli będę musiał zabrać go siłą.

Spogląda na nią znacząco.

— Znasz mnie. Wiesz, że jestem do tego zdolny.

Na twarzy Hancer pojawia się cień uśmiechu. Oboje wiedzą, że mówi prawdę. W końcu kiedyś ją porwał.

— Jeśli naprawdę cię kocha — dodaje Cihan łagodniej — nie pozwoli, żebyś została na świecie sama.

W tej chwili jego telefon zaczyna dzwonić. Cihan jednak wciąż patrzy w oczy Hancer i w ogóle tego nie zauważa.

— Odbierz — mówi cicho Hancer. — To może być coś ważnego.

Cihan wyciąga telefon z kieszeni marynarki.

— Tak, bratowo?

Po drugiej stronie rozlega się dziecięcy głos.

— Wujku! Kiedy przyjdziesz? — pyta Mine z wyraźnym podekscytowaniem. — Obiecałeś, że zabierzesz mnie do kina!

Cihan zamyka na chwilę oczy.

— Już idę. Przygotuj się.

Rozłącza się i odkłada telefon.

— Obiecałem Mine, że zabiorę ją do kina — mówi z lekkim zakłopotaniem. — Zupełnie o tym zapomniałem.

Po chwili spogląda na Hancer.

— Może pojedziesz z nami?

Hancer delikatnie kręci głową.

— Może Mine chce spędzić ten wieczór tylko z tobą. Pojedziemy razem innym razem.

Cihan unosi jej podbródek palcami.

— Nie bądź taka smutna — mówi cicho. — Zajmę się wszystkim.

Uśmiecha się do niej, po czym wstaje i wychodzi z pokoju. Drzwi zamykają się cicho.

Na twarzy Hancer uśmiech znika niemal natychmiast. W jej oczach znów pojawia się ciężki cień. Patrzy w przestrzeń.

— Muszę to rozwiązać jak najszybciej… — szepcze do siebie. Jej dłonie zaciskają się nerwowo. — Nie mogę dalej udawać, że nic się nie stało.

Ciężko wzdycha.

— Moje serce tego nie wytrzyma.


Wieczór jest ciepły i cichy. W ogrodzie przed starym domem świecą niewielkie lampy, a liście drzew delikatnie poruszają się na wietrze. Pod altaną stoi duży stół z jasnymi, plecionymi krzesłami. W oknach domu stoją doniczki z kwiatami, których kolory rozjaśniają nocną scenerię.

Hancer czeka przy stole. Jej dłonie są splecione, a twarz napięta. Widać, że długo zbierała się na tę rozmowę.

Po kilku minutach w ogrodzie pojawia się Beyza. Zatrzymuje się kilka kroków od niej.

— Dlaczego mnie wezwałaś? — pyta chłodno.

Hancer bierze spokojny oddech.

— Musisz przekazać komuś wiadomość — odpowiada.

Beyza marszczy brwi.

— Komu? I dlaczego akurat ja?

— Bo ją znasz — mówi Hancer. — Chodzi o byłą żonę Cihana.

Beyza nagle zastyga. Na ułamek sekundy przełyka ślinę i milknie.

W jej głowie pojawia się jedna myśl: czy ona już wie? Czy Hancer odkryła prawdę? Czy domyśla się, że to właśnie ona jest tą kobietą?

Jednak Hancer mówi dalej, nie zauważając napięcia.

— Zadzwoniła do mnie wczoraj wieczorem — kontynuuje spokojnie. — Gdyby nie zrobiła tego z ukrytego numeru, sama bym do niej oddzwoniła. Dlatego proszę cię o pomoc.

Patrzy Beyzie prosto w oczy.

— Powiedz jej, że jestem gotowa się z nią spotkać.

Beyza przez chwilę nic nie mówi. Wyraźnie nie była przygotowana na taki obrót spraw.

— Skąd nagle taki pomysł? — pyta w końcu. — Dlaczego tak bardzo ci na tym zależy?

— Muszę ją o coś zapytać — odpowiada Hancer cicho. — To dla mnie bardzo ważne.

Beyza przygląda się jej uważnie.

— Mówiłam ci już wcześniej — mówi powoli. — Cihan i jego była żona rozstali się w zgodzie. Gdyby ciocia Mukadder nie nalegała na wnuka, prawdopodobnie nadal byliby razem.

Hancer spuszcza na moment wzrok.

— Ona nie wini pani Mukadder — mówi cicho. — Wini mnie.

Podnosi głowę.

— A ja nie chcę, żeby ktoś miał o mnie złe zdanie.

Jej głos staje się bardziej stanowczy.

— Nikogo nie znałam przed ślubem. Ani jej, ani pani Mukadder, ani Cihana. To było zaaranżowane małżeństwo i wszyscy o tym wiedzą. Jestem pewna, że jego była żona też o tym wie.

Zaciska dłonie.

— Nigdy nie weszłabym w czyjeś małżeństwo. Wiem, jak wielkim grzechem jest rozbijanie czyjegoś domu. To w ogóle do mnie nie pasuje.

Jej oczy błyszczą od emocji.

— Jeśli ma mi coś do powiedzenia, niech powie to prosto w twarz. Jestem gotowa wysłuchać wszystkiego.

Na twarzy Beyzy pojawia się nagle ostre napięcie.

— Dlaczego w ogóle chcesz z nią rozmawiać? — pyta chłodniej. — Jeśli chcesz się czegoś dowiedzieć, zapytaj Cihana.

— Z nim też porozmawiam — odpowiada spokojnie Hancer. — Ale najpierw muszę zrozumieć pewne rzeczy.

Robi krok bliżej.

— Niech powie mi prosto w twarz, co jest nie tak. Chcę jak najszybciej zamknąć ten rozdział.

Beyza wzrusza ramionami.

— A co ja mam z tym zrobić? To sprawa między wami.

Hancer przez chwilę się zastanawia.

— Dobrze. W takim razie powiedz jej tylko jedno: żeby do mnie zadzwoniła. Nie będziesz wtedy w środku tej sprawy.

Po chwili dodaje:

— Możesz zadzwonić do niej nawet teraz.

Beyza kręci głową.

— Skoro zadzwoniła do ciebie z ukrytego numeru, musiała mieć powód — mówi. — Nie byłoby w porządku, gdybym zrobiła coś takiego bez jej zgody.

Odwraca się lekko.

— Najpierw z nią porozmawiam. Potem dam ci znać.

Nie czekając na odpowiedź, rusza alejką w stronę rezydencji.

Kiedy oddala się od altany i jest już sama, jej twarz zmienia się całkowicie. Spokojna maska znika.

— Kłamliwa zdzira… — syczy pod nosem.

Jej oczy płoną gniewem.

— Jeszcze śmie mówić, że nie ukradła mi męża.

Zaciska pięści.

— Czy nie przyszła tu sama? Czy nie rozmawiała z Cihanem i nie zmanipulowała go?

Beyza przyspiesza kroku.

— A teraz udaje niewinną…

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 40.Bölüm i Gelin 41.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Related Posts

143

Po skończoпej pracy Haпcer wróciła do mieszkaпia brata późпym popołυdпiem. Czυła, jak każdy mięsień odmawia jej posłυszeństwa. Dłoпie miała zaczerwieпioпe od detergeпtów, a plecy bolały ją od…

Tureckie telenowele od lat przyciągają przed ekrany miliony widzów, a sekretem ich sukcesu są skrajne emocje, nagłe zwroty akcji i skomplikowane relacje miłosne. Jednym z najpopularniejszych tytułów…

Jaki jest twój warunek? – pyta chłodno Cihan. – Gdy tylko weźmiemy rozwód, ożenisz się z Beyzą – odpowiada bez wahania Hançer. – Co? Nigdy nie zrobię…

Do dramatycznych scen doszło we wrocławskim sklepie. 30-latek zaatakował sprzedawcę z Ukrainy, bo ten poprosił go, by nie pił piwa przed lokalem. Napastnik nie tylko groził mu…

To już pewne. W czwartkowy poranek Polsat oficjalnie ogłosił, że Krzysztof Kwiatkowski już tej jesieni zatańczy na parkiecie “Tańca z gwiazdami”. To popularny aktor telewizyjny i teatralny,…

W ostatnim czasie w programie “Kocham Cię, Polsko!” zaszły spore zmiany. Po zaledwie jednym sezonie z show pożegnał się Filip Gurłacz. Prowadząca Marzena Rogalska kilkukrotnie odnosiła się…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *