Panna młoda Odc. Hançer w pułapce! Czy Cihan dowie się prawdy o swojej żonie?

Hançer w sieci kłamstw: Fałszywy dziedzic i zdrada za złotą bransoletkę!. Kiedy naiwna i szlachetna Hançer sprowadza ciężarną Beyzę do skromnego domu swojej rodziny, wierzy, że jej jedynym celem jest uratowanie niewinnego dziecka przed aborcją. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że właśnie otwiera puszkę Pandory, a jej dobre serce staje się narzędziem w rękach bezwzględnego gracza. To, co miało być bezpiecznym schronieniem, błyskawicznie przeradza się w mroczne pole bitwy. Pod maską porzuconej i bezradnej ofiary Beyza tka bowiem perfidną intrygę – zamierza wykorzystać swoje nieślubne dziecko, by podstępem uczynić je prawowitym dziedzicem potężnej i obrzydliwie bogatej dynastii Develioğlu! Aby tego dokonać, bez skrupułów izoluje Hançer, odcinając ją od zaniepokojonego Cihana. Ale na jej drodze staje ktoś, kogo nie da się tak łatwo zmanipulować. Przebiegła i ostra jak brzytwa Derya bezbłędnie czyta intencje intruza. Pomiędzy kobietami wybucha brutalna wojna na słowa i groźby. Szantaż goni szantaż, a napięcie sięga zenitu, gdy z ust Deryi pada wstrząsająca prawda, o której nikt miał się nie dowiedzieć: małżeństwo Hançer było farsą, a ona sama została bezlitośnie „sprzedana” do rezydencji za złotą bransoletkę! Przed nami pytania, które nie pozwolą Wam zasnąć: Czy Hançer w końcu przejrzy na oczy i zorientuje się, że jest zaledwie pionkiem w chorej grze? Czy telefony od zaniepokojonego Cihana zwiastują jego rychłe przybycie? I wreszcie – która z kobiet jako pierwsza pociągnie za spust w tej pełnej nienawiści wojnie na sekrety? Chcesz poznać dalsze losy Hançer i dowiedzieć się, kto ostatecznie wygra tę bezlitosną wojnę na sekrety? Nie przegap żadnego odcinka! Zostaw łapkę w górę pod tym filmem, zasubskrybuj nasz kanał i koniecznie kliknij dzwoneczek, aby być na bieżąco z każdą nową intrygą. Podziel się też w komentarzu swoją teorią – jak myślisz, czy Hançer zdąży przejrzeć na oczy, zanim będzie za późno? Czekamy na Twoją opinię!

Beyza, Hançer i Derya: dom, który stał się polem bitwy. Były takie chwile, kiedy człowiek miał wrażenie, że los nie wchodzi do domu drzwiami, lecz wbija się przez ścianę jak burza, nie pytając nikogo o zgodę. Tego popołudnia właśnie tak się stało. Skromny, cichy dom Deryi, w którym zwykle pachniało herbatą, mydłem i świeżo pieczonym chlebem, nagle wypełnił się napięciem tak gęstym, że niemal dało się je dotknąć dłonią. Wszystko zaczęło się od drzwi otwartych odrobinę zbyt gwałtownie i od dwóch kobiet, które stanęły na progu niczym zwiastun kłopotów.

Derya nie spodziewała się nikogo. Stała jeszcze w przedpokoju z ręcznikiem przewieszonym przez ramię, jakby dopiero co oderwała się od codziennych zajęć, od spraw zwyczajnych i bezpiecznych, kiedy zobaczyła Hançer. Jej twarz zmiękła na jedno krótkie uderzenie serca, lecz zaraz potem zesztywniała, gdy dostrzegła kobietę stojącą obok. Beyza. Samo to imię wystarczało, by powietrze zrobiło się chłodniejsze. Derya patrzyła na nią w osłupieniu, jakby nie była pewna, czy naprawdę widzi ją w swoim domu, czy też to jakiś zły sen, który zaraz pryśnie. Beyza wyglądała inaczej niż zwykle. Nie było w niej triumfu ani tej ostrej elegancji, którą tak często nosiła jak zbroję. Była zmęczona, przygaszona, choć nawet teraz próbowała trzymać głowę wysoko. W oczach miała jednak niepewność, a może strach, którego nie potrafiła ukryć.

– Hançer? – odezwała się Derya powoli, marszcząc czoło. – Co się dzieje?. Hançer weszła do środka pierwsza, jakby chciała zasłonić swoją obecnością wszystko, co mogło zaraz wybuchnąć.– Czy Cemil jest w domu? – spytała od razu, zbyt szybko, zbyt nerwowo. Derya zamrugała.

– Nie. Poszedł do sklepu. Powinien niedługo wrócić. – Jej spojrzenie znów przesunęło się na Beyzę. – Ale ty może powiesz mi najpierw, dlaczego przyprowadziłaś ją tutaj?.

Hançer odwróciła się do Beyzy i zmusiła się do łagodnego tonu.– Usiądź. Odpocznij. Jesteś blada. Beyza nie odpowiedziała od razu. Przez moment tylko stała nieruchomo pośrodku pokoju, jak osoba, która nie wie, czy ma prawo usiąść, oddychać, istnieć w danym miejscu. Potem skinęła lekko głową i przeszła do salonu. Zaledwie zdążyła położyć torebkę na stoliku, kiedy w jej dłoni zawibrował telefon. Ekran rozświetlił pomieszczenie krótkim, nieprzyjemnym blaskiem. Na wyświetlaczu pojawiło się jedno słowo: HALAM. Ciotka. Beyza zamarła. Jej szczęka zacisnęła się tak mocno, że aż drgnął mięsień przy skroni. Odrzuciła połączenie jednym szarpnięciem palca, jakby to nie był telefon, lecz jadowity owad, którego trzeba strącić ze skóry. Natychmiast schowała urządzenie do torebki. Ten drobny gest nie uszedł uwadze Deryi. W jej oczach pojawił się błysk podejrzliwości.

– Widzę, że nawet telefony odbierasz jak ktoś ścigany – rzuciła chłodno.

Beyza odwróciła twarz i udała, że nie słyszy. Hançer natomiast już wiedziała, że nie uda się tego przeciągnąć ani zagadać. Derya była z tych kobiet, które wyczuwały cudze kłamstwa szybciej niż dym z przypalonego garnka. Jeśli nie powie jej prawdy, sama zacznie ją wydzierać z ciszy kawałek po kawałku. I właśnie to zrobiła. Nie minęła minuta, a Derya podeszła do Hançer, chwyciła ją delikatnie, ale stanowczo za nadgarstek i odciągnęła kilka kroków dalej, w stronę kuchni, by Beyza nie mogła ich dobrze słyszeć.

– Wyjaśnisz mi to natychmiast – wyszeptała ostro. – Co ona tu robi? Co się stało? Wyrzucili was z domu? Cihan coś odkrył? Czy znowu jest jakiś skandal?Hançer spuściła wzrok. Miała w sobie to bolesne zawahanie człowieka, który wie, że każda odpowiedź będzie zła.– To nie tak, Derya….– To jak? – syknęła bratowa. – Nie przychodzisz tu z tą kobietą bez powodu. Nie po wszystkim, co się wydarzyło. Nie po tym, ile chaosu zostawiła za sobą. Nie mów do mnie „to skomplikowane”, bo nie mam cierpliwości na półprawdy.Hançer zamknęła oczy na sekundę, jakby szukała w sobie odwagi.

– Beyza jest w ciąży.

Te cztery słowa uderzyły w Deryę mocniej niż policzek. Jej twarz najpierw pobladła, potem stężała, a oczy rozszerzyły się tak szeroko, jakby nagle zabrakło jej oddechu.– Co?.– Jest w ciąży – powtórzyła Hançer ciszej. – Trzeci miesiąc. Derya odwróciła się powoli i spojrzała na Beyzę, jakby widziała ją po raz pierwszy. W salonie Beyza siedziała na brzegu kanapy, wyprostowana, sztywna, z rękami splecionymi na kolanach. Było w niej coś z kogoś postawionego pod ścianą, lecz jednocześnie nie przestawała być sobą – dumną, trudną, nieprzeniknioną.– To prawda? – zapytała Derya głośno. Beyza podniosła wzrok. W jej ustach pojawił się cień gorzkiego uśmiechu, który nie miał w sobie ani odrobiny radości.

– Tak – odpowiedziała. – Trzeci miesiąc.

Zapadła cisza. Tak ciężka, że zdawało się, iż stary zegar na ścianie zaczął tykać głośniej, jakby sam był zdenerwowany tym, co słyszy. Derya parsknęła cicho, z niedowierzaniem.– Niewiarygodne. Po prostu niewiarygodne. – Zaśmiała się krótko, ale w tym śmiechu nie było nic wesołego. – Czyli jednak życie ma poczucie humoru.Hançer natychmiast wyczuła niebezpieczeństwo w tonie bratowej.– Derya, proszę….– Nie, nie, poczekaj. Daj mi to zrozumieć. – Derya rozłożyła ręce i zaczęła mówić coraz bardziej sarkastycznie. – Rozwiedziona Beyza pojawia się w moim domu, wlecze za sobą tajemnice, odrzuca telefony jak przestępca i nagle dowiaduję się, że jest w ciąży? To co teraz? Mamy urządzić przyjęcie? Kupić balony? Zapytać, czy chce tort z kremem czy z czekoladą? Może baby shower? Może różowe wstążki, może niebieskie?

– Wystarczy! – Hançer podniosła głos po raz pierwszy. Derya spojrzała na nią zaskoczona, lecz wcale się nie cofnęła.

– Nie, Hançer, tobie chyba wystarczyło rozsądku, skoro przyprowadziłaś ją tutaj. Mnie jeszcze nie. Chcę wiedzieć, dlaczego ta kobieta siedzi na mojej kanapie i wygląda, jakby zaraz miała się rozpłakać, choć przez większość życia doprowadzała innych do łez.Beyza odwróciła głowę w stronę okna, jakby próbowała ochronić resztkę godności. Hançer stanęła między nimi.– Ona jest w bardzo trudnej sytuacji – powiedział cicho, ale stanowczo. – Ojciec dziecka chce uznać dziecko, ale nie chce jej. Rozumiesz? Zostawił ją samą z tym wszystkim. Beyza była zdesperowana. Myślała o… o usunięciu ciąży.Derya zamarła.– O czym?.– Przyprowadziłam ją tutaj, bo chciałam jej dać czas – mówiła Hançer coraz szybciej, jakby każde kolejne słowo mogło ugasić pożar. – Chciałam, żeby odpoczęła, przemyślała wszystko, zanim zrobi coś nieodwracalnego. Nie mogłam jej zostawić samej. Nie po tym, jak ją zobaczyłam. Była w rozsypce.– A ja niby jestem schroniskiem dla zagubionych dusz? – wybuchła Derya. – Hançer, czy ty siebie słyszysz? Przyprowadzasz do naszego domu kobietę, która zawsze miała własny interes, i mówisz mi, że mam ją przyjąć, bo nagle stała się ofiarą? My nie jesteśmy od ratowania obcych ludzi!– Ona nie jest obca!.

– Dla mnie jest! – krzyknęła Derya. – I dla spokoju tego domu też!

Hançer pobladła. W jej oczach pojawił się ból, ten sam ból, który od jakiegoś czasu nosiła w sobie bez przerwy – jakby świat uparł się testować jej serce do granic możliwości.– Derya, proszę cię… – szepnęła. – Nie oceniaj jej teraz. Choć raz nie patrz tylko na to, kim była. Zobacz, w jakim jest stanie.– Ja właśnie bardzo dobrze widzę, w jakim jest stanie! – odpowiedziała Derya lodowato. – Widzę też, że gdy ktoś taki jak Beyza wpada w tarapaty, nigdy nie robi tego sama. Zawsze ciągnie za sobą innych.Beyza, która do tej pory milczała, wreszcie podniosła głowę.– Nie prosiłam cię o współczucie.– To świetnie – rzuciła Derya. – Bo nie mam go dziś zbyt wiele.

– Derya! – Hançer niemal błagała. Ale Derya już się rozpędzała. W niej także od dawna zbierało się zbyt wiele. Żal, zmęczenie, poczucie niesprawiedliwości, własne sekrety i własne rany. Wystarczyła jedna iskra.

– Ty naprawdę niczego nie rozumiesz, Hançer – powiedziała z goryczą. – Myślisz, że pomagając wszystkim dookoła, naprawisz świat. A świat nie chce być naprawiony. Tacy ludzie jak ona wykorzystują dobroć. Żywią się nią.– Dość – odezwała się Beyza zimno. – Nie jestem żebrakiem.– Nie? – Derya zaśmiała się gorzko. – A czym jesteś? Bo na razie wyglądasz jak kobieta, która wparowała do cudzego domu z walizką pełną tajemnic i oczekuje, że wszyscy będą się nad nią litować.– Nie oczekuję niczego od ciebie.– To po co tu jesteś?.Beyza odpowiedziała po dłuższej chwili, ciszej, niż można się było spodziewać:

– Bo nie miałam dokąd pójść.

Na sekundę wszyscy umilkli. To zdanie zawisło nad nimi ciężko. Nawet Derya nie zdołała od razu skontrować. Było w tych słowach coś prawdziwego, nagiego, niemal upokarzającego. Beyza, kobieta, która zawsze walczyła o przewagę, przyznała się do bezradności. I właśnie dlatego ta bezradność brzmiała tak niepokojąco. Hançer zrobiła krok ku niej.– Widzisz? – zwróciła się do bratowej łagodniej. – Nie przyprowadziłam tu intrygantki. Przyprowadziłam człowieka, który jest na skraju.Derya odetchnęła ostro, jak ktoś, kto próbuje nie eksplodować.

– Na skraju? A my? My nie jesteśmy? My mamy wziąć na plecy jej problemy tylko dlatego, że nagle odkryła, iż konsekwencje istnieją?

Hançer nie zdążyła odpowiedzieć. Jej telefon zadzwonił. Dźwięk był krótki, ale wszyscy troje zareagowali, jakby w pomieszczeniu pękła szyba. Hançer wyjęła telefon z torebki. Spojrzała na ekran i serce natychmiast ścisnęło jej się boleśnie. Cihan. Samo jego imię sprawiło, że odruchowo wstrzymała oddech. Palce zadrżały jej lekko. W oczach pojawiło się tyle tęsknoty i lęku naraz, że Derya od razu to zauważyła. Nawet Beyza, mimo własnego niepokoju, podniosła głowę z natychmiastową czujnością. Przez moment Hançer tylko patrzyła na telefon. Jakby od tego jednego gestu – odebrać albo nie – zależało coś większego niż zwykła rozmowa.

– Odbierz – powiedziała Derya odruchowo. – To twój mąż.– Nie! – Beyza niemal zerwała się z miejsca. W jej głosie była prawdziwa panika. Nie udawana, nie wyrachowana. Czysty strach.– Nie odbieraj – powtórzyła ciszej, ale z naciskiem. – Proszę. Jeśli usłyszy mój głos, jeśli zorientuje się, że jestem z tobą, zacznie zadawać pytania. Będzie podejrzliwy. Wszystko się posypie.Hançer spojrzała na nią z bólem.– Nie mogę go ciągle unikać.– Teraz musisz – powiedziała Beyza. – Tylko teraz. Tylko ten jeden raz. Błagam.Derya uniosła brwi.

– Oczywiście. Znowu wszystko kręci się wokół ciebie.

Hançer nadal patrzyła na ekran. Telefon dzwonił, dzwonił, dzwonił. W tej krótkiej chwili przypomniała sobie twarz Cihana, jego głos, jego gniew, jego ciszę, jego oddalenie. Przypomniała sobie wszystko, co między nimi pękło i wszystko, czego wciąż nie potrafiła w sobie zgasić. Jej kciuk zawisł nad ekranem. A potem opuściła rękę. Połączenie zostało odrzucone przez ciszę. W salonie zrobiło się jeszcze chłodniej. Hançer powoli schowała telefon, a w jej oczach zalśniły łzy, których nie chciała nikomu pokazać.– Przepraszam – powiedziała ledwie słyszalnie. Nie było jasne, do kogo mówi.

Derya patrzyła na nią długo, z mieszaniną złości i współczucia. Beyza siedziała nieruchomo, ale ulgę widać było po tym, jak na chwilę opadły jej ramiona. Nikt nie wiedział, że najgorsze dopiero miało nadejść.

Po kilku minutach usiedli w salonie, choć trudno to było nazwać siedzeniem razem. Raczej przypadkowym rozmieszczeniem sił przed kolejnym starciem. Hançer na fotelu nieco z boku, napięta, zmęczona, gotowa w każdej chwili rozdzielać słowa ostrzejsze niż noże. Beyza na kanapie, z twarzą już znowu niemal chłodną, jakby próbowała odzyskać choć część dawnej przewagi. I Derya, która usiadła tuż obok niej z taką intencjonalnością, że od razu było wiadomo: to nie będzie spokojna rozmowa.

Derya odwróciła się do Beyzy całym ciałem.– Powiedz mi coś – zaczęła cicho. Zbyt cicho. To był zły znak. – Wszyscy wiedzą, że ja nie mogę mieć dzieci. Wszyscy. To temat, który ludzie lubią obracać w szeptach, prawda? Jakby cudze rany były wspólną własnością. Więc powiedz mi: co dokładnie mam teraz zrobić z tą twoją „nagłą” ciążą? Bić brawo? Gratulować ci, że natura okazała ci więcej łaski niż mnie?Hançer od razu zesztywniała.– Derya, nie….Ale Beyza była już drażniona do granic. Podniosła brodę i odpowiedziała z chłodną wyniosłością, której nie potrafiła się wyzbyć nawet wtedy, gdy sama była zagrożona.

– Jak widać, ja nie jestem bezpłodna.

Słowa spadły jak kamień. Hançer aż zakryła usta dłonią. Na twarzy Deryi przez moment nie było nic. Ani gniewu, ani bólu. Tylko pustka. To bywało gorsze niż krzyk. Dopiero po chwili jej oczy zwęziły się niebezpiecznie.– Powtórz – powiedziała lodowato.Beyza wzruszyła ramionami, choć widać było, że sama czuje ciężar tego, co powiedziała.– Powiedziałam tylko prawdę.– Prawdę? – Derya nachyliła się ku niej. – Ty śmiesz mówić o prawdzie?– A ty śmiesz mnie sądzić?.

– Tak, śmiem. I nie tylko sądzić. Rozumiem cię aż za dobrze. – Derya uśmiechnęła się nagle, ale był to uśmiech bez cienia ciepła. – Wiesz, co jest w tobie najgorsze, Beyza? To, że nawet teraz, nawet kiedy rzekomo jesteś załamana, nie przestajesz kalkulować. Nie widzę kobiety w rozpaczy. Widzę plan.

Beyza drgnęła. Hançer przeniosła wzrok z jednej na drugą.– Derya, proszę, nie zaczynaj….– Właśnie że zacznę. Bo ktoś musi. – Derya nie odrywała spojrzenia od Beyzy. – Chcesz, żebym uwierzyła, że pojawiłaś się tutaj przypadkiem? Że nie pomyślałaś ani przez sekundę, jak wykorzystać to dziecko? Nieślubne dziecko. Dziecko, które nagle może stać się narzędziem. Kluczem. Przepustką.Beyza milczała. To milczenie było odpowiedzią samą w sobie.– O Boże… – wyszeptała Derya. – Więc jednak.

– O czym ty mówisz? – wtrąciła Hançer zdezorientowana.

Derya odwróciła się do niej gwałtownie.– O tym, że ona chce wrócić do rezydencji. O tym mówię! Myślisz, że to dziecko to dla niej tylko problem? Nie. To karta przetargowa. Jeśli odpowiednio rozegra sprawę, może wmówić wszystkim wszystko. Może sprawić, że ludzie uznają jej bękarta za prawowitego dziedzica bogatego rodu Develioğlu. A ty… – urwała, wskazując na Hançer palcem – ty jesteś jej drogą powrotną. Jej mostem. Jej naiwnością.– To nieprawda! – zaprotestowała Hançer, choć jej głos nie był pewny.

– Naprawdę? – Derya roześmiała się gorzko. – Spójrz na nią. Spójrz mi w oczy i powiedz, że to kobieta, która nie myśli o korzyściach. Ona zawsze działa dla siebie. Zawsze.

Beyza wstała z kanapy powoli.– Skończyłaś?.– Nie. Dopiero zaczynam.– Nie masz pojęcia, przez co przeszłam.– A ty masz pojęcie, przez co przeszli inni przez ciebie?.Hançer także poderwała się z miejsca.

– Dosyć! Obie przestańcie!.

Ale żadna już jej nie słuchała. Beyza zrobiła krok ku Deryi.– Tak bardzo chcesz mnie oskarżać, bo łatwo ci we mnie widzieć potwora. To wygodne. Wtedy nie musisz zadawać sobie pytania, dlaczego Hançer mi pomogła.– Pomogła ci, bo ma serce! – krzyknęła Derya. – A ty nie masz skrupułów!.– Nie znasz mnie.– Wystarczająco.– Nie. Ty znasz plotki, niedopowiedzenia, własne uprzedzenia.

– A ty? Ty znasz tylko manipulację!.

Głosy odbijały się od ścian coraz głośniej. Dom, który jeszcze rano był spokojnym schronieniem, teraz brzmiał jak miejsce oblężone. Derya nie wytrzymała. Chwyciła Beyzę za ramię i szarpnęła.– Wynoś się stąd! Słyszysz?! Wynoś się z mojego domu i trzymaj się z dala od Hançer!Hançer krzyknęła z przerażeniem:– Derya!.Beyza wyrwała rękę z gwałtownością, w jej oczach zapalił się gniew.– Nie dotykaj mnie!.– To ty nie dotykaj tego domu swoimi problemami!.– Jeszcze jedno słowo, a pożałujesz – syknęła Beyza.Derya uniosła głowę wyżej.– Grozisz mi?.– Ostrzegam cię.

– Czym? Że się rozpłaczesz? Że znowu uciekniesz do cudzej litości?.

Beyza zbliżyła się jeszcze bardziej, aż niemal stykały się ramionami.– Jeśli mnie zdenerwujesz, wyjawię wszystkie twoje sekrety.Zapadła cisza. Hançer poczuła, jak serce zatrzymuje się jej na sekundę. Derya drgnęła, ale tylko minimalnie. Potem uśmiechnęła się. To był najgroźniejszy uśmiech, jaki Hançer u niej widziała.– Moje sekrety? – powtórzyła. – Myślisz, że tylko ty masz broń?.– Wiem, co ukrywasz.– A ja wiem o tobie znacznie więcej, niż ci się wydaje.Beyza zmrużyła oczy.– Nie blefuj.

– Ja? Nigdy. – Derya odwróciła się na moment do Hançer, jakby chciała, żeby każde słowo wybrzmiało przy świadku. – Chcesz wojny, Beyza? Dobrze. To posłuchaj mnie uważnie. Jeśli jeszcze raz spróbujesz wykorzystać Hançer, pójdę prosto do Cihana. Prosto. Bez wahania. I powiem mu całą prawdę.

Na twarzy Beyzy pojawił się pierwszy prawdziwy niepokój.– Jaką prawdę?.

– Tę o złotej bransoletce – powiedziała Derya powoli, wyraźnie. – Tę o tym, że sprzedałaś Hançer do rezydencji jak towar. Że wmanipulowałaś ją w to małżeństwo, w tę układankę, w cały ten brudny interes. Powiem mu wszystko. Jak to od początku wyglądało. Kto pociągał za sznurki. Kto liczył zyski. Kto zrobił z niej pionka.

Hançer cofnęła się o krok, jakby usłyszała własny wyrok.– Derya… – szepnęła przerażona.– Nie! – wykrzyknęła Beyza. – Nie zrobisz tego.– Sprawdź mnie.– Jeśli to powiesz, zniszczysz też ją!

– Może. Ale zniszczę też twój plan. A tego boisz się najbardziej, prawda?.

Beyza oddychała ciężko. W jednej chwili zniknęła z niej cała wyniosłość. Została tylko wściekłość i panika człowieka przypartego do muru.– Ty nic nie rozumiesz – powiedziała przez zaciśnięte zęby. – Ja walczę o przetrwanie.– A Hançer? Ona nie walczy? – odbiła Derya. – Cihan ją odrzucił. Jest poraniona, zagubiona, a mimo to ciągle pomaga innym. A ty przychodzisz tu i znów chcesz zrobić z niej narzędzie. Nie pozwolę na to.– Nie używam jej!– Już to zrobiłaś!.– Kłamiesz!.

– To ty kłamiesz od samego początku!.

Hançer stanęła między nimi z łzami w oczach.– Przestańcie! Błagam! Czy wy nie widzicie, że ja już nie mam siły?!.

Jej głos pękł. Tym razem obie zamilkły. Hançer trzęsła się cała. Nie tylko ze strachu, ale z wyczerpania. Z tego wszystkiego, co od tygodni dusiła w sobie: odrzucenia przez Cihana, bólu, upokorzenia, nieustannego wybierania między lojalnością a prawdą, między współczuciem a rozsądkiem.

– Ja nie chciałam tego – mówiła ze łzami. – Nie chciałam kolejnej wojny. Chciałam tylko ocalić czyjeś dziecko… może też czyjeś sumienie… może własne. Nie wiem. Już sama nie wiem. Ale nie przyprowadziłam jej tutaj po to, żebyście się pozabijały.Derya patrzyła na nią chwilę dłużej. Jej twarz nieco złagodniała.– Hançer… ty naprawdę nie rozumiesz, że właśnie dlatego jesteś najbardziej zagrożona? Bo masz dobre serce.– A co miałam zrobić? – zapytała Hançer drżącym głosem. – Zostawić ją? Pozwolić, żeby zrobiła coś, czego już nigdy nie cofnie?.Beyza odwróciła głowę. W jej oczach przemknął cień wstydu.– Ja nikogo nie prosiłam, żeby mnie ratował – powiedziała cicho.

– Nie musiałaś – odpowiedziała Hançer. – Wystarczyło, że zobaczyłam twoją twarz.

Derya aż zamknęła oczy, jakby to właśnie najbardziej ją rozbrajało i jednocześnie doprowadzało do szału. Ta nieuleczalna dobroć Hançer. Ta gotowość, by pochylić się nawet nad kimś, kto wcześniej nie okazał litości innym.
– Więc słuchaj mnie teraz uważnie – powiedziała Derya już ciszej, ale śmiertelnie poważnie, patrząc wprost na Beyzę. – Masz tu zostać? Dobrze. Możesz zostać na chwilę. Ale na moich warunkach. Żadnych telefonów, żadnych sztuczek, żadnego wykorzystywania Hançer. Ani jednego kłamstwa więcej. I pamiętaj: jedno twoje złe posunięcie, jeden fałszywy krok, a Cihan dowie się wszystkiego. O bransoletce. O małżeństwie. O całej tej ohydnej transakcji, którą próbowałaś przykryć słowami i pozorami.

Beyza wpatrywała się w nią z nienawiścią tak otwartą, że niemal żywą.– Myślisz, że mnie przestraszysz?– Nie. Myślę, że cię już przestraszyłam.

Przez chwilę żadna z nich się nie ruszała. Stały naprzeciwko siebie jak dwie armie, które nie mogą ruszyć do ataku, bo każda trzyma rękę na zapalniku, a wybuch zniszczyłby wszystkich wokół.

Hançer osunęła się na fotel, wyczerpana. Czuła się tak, jakby ktoś w jednej godzinie postarzył ją o kilka lat. W domu panowała teraz dziwna cisza, ale nie była to cisza ukojenia. Raczej cisza po pierwszej salwie, w której wszyscy liczą rannych i czekają na kolejną. Beyza usiadła z powrotem na kanapie, powoli, z godnością kogoś, kto nie chce pokazać, jak bardzo drżą mu ręce. Derya stanęła przy oknie, z rękami skrzyżowanymi na piersi, jak strażnik własnego domu i własnych sekretów. Hançer patrzyła to na jedną, to na drugą, a w jej sercu ścierały się dwa głosy. Jeden mówił: „Pomogłaś, bo tak trzeba było”. Drugi szeptał coraz głośniej: „A jeśli tym razem dobroć naprawdę stanie się twoją zgubą?”.

Wtedy telefon Beyzy znów zawibrował w torebce. Tym razem żadna z nich się nie poruszyła od razu. Dźwięk był krótki, ale rozciągnął się w ich uszach jak groźba. Beyza spojrzała na torebkę, lecz jej nie otworzyła.– Odbierz – powiedziała Derya lodowato. – Może to kolejny etap twojego planu.– To nie twój interes.– Wszystko, co dzieje się pod moim dachem, jest moim interesem.Beyza zacisnęła usta.– To moja ciotka.– Ta sama, którą przed chwilą zbyłaś?.– Tak.– I dlaczego nie chcesz z nią rozmawiać?Beyza nie odpowiedziała.– Bo wie więcej, niż powinna? – dopytała Derya. – Bo może cię wydać? A może naciska, żebyś wróciła? A może też uczestniczyła w tej twojej grze?– Nie wszystko kręci się wokół spisków – syknęła Beyza.

– W twoim przypadku? Wątpię.

Hançer przetarła twarz dłońmi.– Proszę was… choć chwilę spokoju.Beyza w końcu wyciągnęła telefon, spojrzała na ekran, po czym bez słowa całkowicie go wyłączyła. Ten gest powiedział więcej niż niejedno wyznanie. Derya to zauważyła.– Czyli jednak się boisz.– Każdy się czegoś boi – odparła Beyza zmęczonym głosem.– Ty boisz się prawdy.– A ty?

Derya milczała. Pytanie utkwiło między nimi jak cierń. Hançer natychmiast zrozumiała, że to nie koniec, że pod słowami Beyzy kryje się coś jeszcze. Coś, czego nie znała. Coś, co mogło rzeczywiście dotyczyć Deryi. Być może dlatego bratowa była tak wściekła. Być może nie tylko chroniła Hançer. Być może także broniła siebie.

– O jakich sekretach mówiłaś? – zapytała w końcu Hançer słabo, patrząc na Deryę. – Co miała na myśli?.Derya odwróciła wzrok.– Nieważne.– Dla mnie ważne.– Hançer…

– Nie. Dość mam tajemnic. Dość półprawd. Wszyscy wokół mnie coś ukrywają, wszyscy wiedzą więcej, niż mówią, a potem każą mi podejmować decyzje po omacku. Jeśli coś jest nie tak, chcę wiedzieć.

Derya przez długą chwilę nie odpowiadała. Na jej twarzy malowała się walka, której nie można było nie zauważyć.– Nie dziś – powiedziała w końcu. – Dziś i tak wydarzyło się za dużo.Beyza zaśmiała się cicho, gorzko.– Oczywiście. Prawda zawsze ma zły moment, prawda?.Derya spojrzała na nią ostrzegawczo.– Nie prowokuj mnie.– To nie prowokacja. To obserwacja. Wszyscy tu udają, że walczą o moralność, a tak naprawdę bronią własnych kłamstw.– Zamknij się.

– Bo co? Uderzysz mnie? Wyrzucisz mnie na ulicę? Powiesz Cihanowi? Zrób to. Może wtedy ten dom przestanie udawać, że jest czysty.

Hançer znów poczuła, jak grunt usuwa się jej spod nóg. Każde słowo Beyzy brzmiało jak zapowiedź katastrofy.– Beyza, błagam cię – powiedziała – Nie dolewaj oliwy do ognia.– A co mam robić? Milczeć, kiedy traktuje mnie jak śmieć?– Masz zrozumieć, że jesteś tutaj tylko dlatego, że Hançer cię przyprowadziła – odpowiedziała Derya. – I tylko z szacunku do niej jeszcze nie otworzyłam drzwi i nie kazałam ci iść, dokąd chcesz.

– Więc może właśnie dlatego warto pamiętać, że nie tylko ty możesz zniszczyć cudze życie – odcięła się Beyza.

Znowu. Znowu ta sama groźba, choć wypowiedziana łagodniej. Derya wyprostowała się.– Słuchaj mnie uważnie. Ja nie boję się ciebie. Może boję się przeszłości, może swoich błędów, może tego, co ludzie zrobią z prawdą. Ale ciebie? Nie. Bo ty jesteś przewidywalna. Robisz to samo, co zawsze: kiedy tracisz grunt, szukasz szantażu.Beyza patrzyła na nią z otwartą wrogością.– A ty? Ty robisz to samo co zawsze. Chowasz się za pozorami siły.

– Przynajmniej nie chowam się za cudzą dobrocią.

Hançer zamknęła oczy. W tej chwili usłyszały dźwięk klucza obracającego się w zamku. Wszystkie trzy odwróciły głowy w stronę drzwi. Cemil wrócił. Przez sekundę nikt się nie ruszył. To był ten rodzaj chwili, w której wszyscy wiedzą, że następne słowo może zmienić wszystko. Hançer poczuła, że serce wali jej tak mocno, jakby chciało wydostać się z klatki piersiowej. Derya od razu zesztywniała. Beyza zbladła jeszcze bardziej. Drzwi otworzyły się powoli. Cemil wszedł do środka z siatką zakupów w ręku, zatrzymał się w przedpokoju i natychmiast wyczuł napięcie.

– Co się stało? – zapytał, marszcząc brwi. – Dlaczego jest tak cicho?. Jego wzrok padł najpierw na Hançer, potem na Deryę, a w końcu na Beyzę. Znieruchomiał.– Beyza?.

W jego głosie zabrzmiało szczere zdumienie. Potem niepokój. Hançer wstała powoli, ale nie wiedziała, od czego zacząć. Każda wersja prawdy była jak otwarcie nowej rany. Derya rzuciła tylko jedno spojrzenie Beyzie. To spojrzenie mówiło wszystko: ani słowa nieostrożnie. Beyza odwzajemniła to spojrzenie z chłodną nienawiścią, lecz nic nie powiedziała. Hançer poczuła, że znajduje się dokładnie pośrodku pola minowego. Z jednej strony Beyza z jej desperacją, lękiem i niejasnymi planami. Z drugiej Derya, gotowa w każdej chwili odsłonić najbrudniejsze tajemnice przeszłości. A gdzieś nad tym wszystkim Cihan, którego nieodebrane połączenie paliło jej serce jak znak ostrzegawczy.

Cemil postawił siatkę na podłodze.– Kto mi wreszcie powie, co tu się dzieje?.

Nikt nie odpowiedział od razu. Bo prawda była już w tym domu. Nie stała pod drzwiami. Nie czaiła się za zasłoną. Siedziała między nimi na kanapie, opierała się o parapet, drżała w dłoni Hançer razem z nieodebranym telefonem. I wszyscy czuli, że prędzej czy później wyjdzie na jaw w całości – brudna, bolesna, nieodwracalna. A kiedy to się stanie, nie będzie już powrotu do dawnych układów, dawnych kłamstw ani dawnego milczenia.

W tym skromnym domu, który miał dać schronienie, narodziła się wojna. I żadna z tych kobiet nie mogła już udawać, że nie słyszy pierwszych wystrzałów.

Related Posts

„Paппa młoda” odc.: Haпçer Cihaпa!

„Paппa młoda” odc.: Haпçer Cihaпa!

Nastał пowy dzień, ale пie przyпiósł υkojeпia. Poraппe światło wpadało szerokimi strυmieпiami przez dυże okпa, rozlewając się po jasпym saloпie. Wszystko wyglądało spokojпie — stół пakryty obrυsem,…

– Za słaba – mówi i sięga po iппą filiżaпkę, zamieпiając ją z tą przezпaczoпą dla Deryi

– Za słaba – mówi i sięga po iппą filiżaпkę, zamieпiając ją z tą przezпaczoпą dla Deryi

Derya z υśmiechem пa twarzy dosypυje do filiżaпki herbaty przezпaczoпej dla Ayşe silпe tabletki przeczyszczające. Pewпa sυkcesυ, podaje пapój policjaпtce, która jedпak kręci пosem. – Za słaba – mówi i…

Yasemiп odkryła kłamstwo Beyzy… i zapłaciła пajwyższą ceпę! | „Paппa Młoda”

Yasemiп odkryła kłamstwo Beyzy… i zapłaciła пajwyższą ceпę! | „Paппa Młoda”

Jasemiп zaυważa, że coś się пie zgadza. Aпalizυje wyпiki badań Bey z początkυ ciąży i porówпυje je z obecпymi rezυltatami. Szybko dochodzi do wпioskυ, że różпice są poważпe – wyпiki wyglądają, jakby…

„Paппa młoda” odc.: Fałszywe łzy Beyzy

„Paппa młoda” odc.: Fałszywe łzy Beyzy

Ciaп zпajdυje się w staпie krytyczпym, zawieszoпy między życiem a śmiercią пa oddziale iпteпsywпej terapii. Każdy jego oddech zależy od maszyп, a każdy sygпał aparatυry przypomiпa rodziпie, jak krυche…

– Za słaba – mówi i sięga po inną filiżankę, zamieniając ją z tą przeznaczoną dla Deryi

Derya z uśmiechem na twarzy dosypuje do filiżanki herbaty przeznaczonej dla Ayşe silne tabletki przeczyszczające. Pewna sukcesu, podaje napój policjantce, która jednak kręci nosem. – Za słaba…

Yasemin odkryła kłamstwo Beyzy… i zapłaciła najwyższą cenę! | „Panna Młoda”

Jasemin zauważa, że coś się nie zgadza. Analizuje wyniki badań Bey z początku ciąży i porównuje je z obecnymi rezultatami. Szybko dochodzi do wniosku, że różnice są…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *