
Derya z uśmiechem na twarzy dosypuje do filiżanki herbaty przeznaczonej dla Ayşe silne tabletki przeczyszczające. Pewna sukcesu, podaje napój policjantce, która jednak kręci nosem.
– Za słaba – mówi i sięga po inną filiżankę, zamieniając ją z tą przeznaczoną dla Deryi.
Kilka minut później to właśnie Derya skręca się z bólu i z impetem biegnie do łazienki, zostawiając Ayşe samą z Feritem. Jej plan obraca się w ruinę, a los daje Ayşe czas sam na sam z mężczyzną, na którym jej zależy.
W parku trwa sesja zdjęciowa. Nana pozuje z gracją, ale widać w niej napięcie. Z oddali obserwuje ją Poyraz, który niespodziewanie pojawił się na miejscu. Przez chwilę stoi bez ruchu, wpatrując się w nią w milczeniu. W jego spojrzeniu miesza się troska z zachwytem.
W końcu Nana dostrzega go i od razu podchodzi, z chłodnym wyrazem twarzy.
– Przyszedłeś sprawdzić, co się dzieje? – pyta bez ogródek. – Semih jest tu ze mną, jesteśmy w dzielnicy. Jestem bezpieczna. I jeśli przyszedłeś powiedzieć, że mi nie pozwalasz, to od razu ci mówię – nie interesuje mnie to.
– Już to zrozumiałem – odpowiada spokojnie Poyraz. – Ale czuję się odpowiedzialny za twoje bezpieczeństwo. Nie ufam tym ludziom, więc zostanę. Przeszkadza ci to?
Nana wzrusza ramionami, choć wyraźnie widać, że jego obecność ją irytuje.
– Rób, co chcesz. Zostań, jeśli musisz.
– Dobrze – mówi, patrząc jej prosto w oczy. – Powiedz mi tylko, czy wszystko w porządku?
– Było – rzuca chłodno – dopóki się nie pojawiłeś.
Poyraz uśmiecha się półgębkiem.
– W takim razie, jak to sama powiedziałaś, lepiej się do tego przyzwyczaj
Do rozmowy dołącza Semih, próbując rozładować napięcie.
– Wszystko jest pod kontrolą, bracie. Nie musisz się martwić. Lepiej zajmij się pracą.
– Moja praca jest tutaj – odpowiada Poyraz z determinacją.
Nana wraca na plan zdjęciowy. Fotograf podchodzi, by poprawić jej dekolt, ale zanim zdąży ją dotknąć, Poyraz w mgnieniu oka rzuca się w jego stronę. Wytrąca mu aparat z rąk i chwyta za koszulę.
– Nie waż się jej dotykać! – syczy przez zęby.
– Poyraz, zostaw go! – woła Nana i stanowczo go odciąga. – Ja się tym zajmę!
Odwraca się do fotografa z błyskiem wściekłości w oczach. Chwyta go za koszulę z siłą, której nikt by się po niej nie spodziewał.
– Jeszcze raz spróbujesz mnie dotknąć, a pożałujesz. Zrozumiałeś?
Banu podbiega, zaniepokojona całą sytuacją.
– Co się tu dzieje?! Oszaleliście?! Nana, opanuj się! Ersin tylko wykonuje swoją pracę!
– Nie obchodzi mnie to! – krzyczy Nana. – Mam swoje zasady i nikt ich nie złamie!
– Rozumiem cię, kochana – mówi Banu łagodniej. – Ale dokończmy to spokojnie. Proszę cię.
Po zakończeniu sesji, gdy Nana, Poyraz i Semih już opuścili park, fotograf przegląda zdjęcia na laptopie. Jego oczy błyszczą z zachwytu.
– Coś pięknego… – mruczy. – To będzie największy połów w twojej karierze, Banu.
– Wysłałam już zdjęcia do wszystkich klientów – odpowiada kobieta z uśmiechem. – Oszaleli. Wszyscy chcą ją mieć. Licytują jak szaleni. Kto da więcej, ten wygra.
– Ale ten cały Poyraz… to problem. Musimy się go pozbyć, zanim wszystko zniszczy.
Banu mruży oczy.
– Spokojnie. Zajmę się nim. A teraz… czas na drugą część planu.
Wieczorem, gdy Şahin wraca do domu, Nana podchodzi do niego z poważnym wyrazem twarzy.
– Muszę z tobą porozmawiać – mówi cicho, prowadząc go na bok. – Rozmawiałam z Cansel. Wiem o twoim długu.
Z torebki wyciąga kopertę. W środku znajduje się zaliczka, którą otrzymała od Banu.
– Dlatego właśnie zgodziłam się na tę pracę. Chcę pomóc.
Şahin zamiera. Spuszcza wzrok, jakby nagle coś go przygniotło.
– Nie mogę tego przyjąć. – Jego głos drży, a w oczach pojawia się wstyd. – To nie twoja odpowiedzialność.
– Mój dług wobec ciebie jest znacznie większy niż ten, który ty masz wobec kogokolwiek. Dzięki wam mam dach nad głową i drugą szansę. To, co robię, to nic w porównaniu do tego, co wy dla mnie zrobiliście.
Wsuwa kopertę w jego dłonie z czułością i stanowczością.
– Ale proszę cię… Nie mów o tym Poyrazowi. Ani nikomu innemu. Zatrzymajmy to dla siebie.
Zanim Şahin zdąży odpowiedzieć, Nana odwraca się i wychodzi z pokoju, zostawiając go samego z myślami. Kilka chwil później do kuchni wchodzi Cansel.
– Ta dziewczyna… – mówi Şahin cicho, patrząc na kopertę w dłoniach. – Ma serce ze złota.
Cansel wzdycha chłodno, bez cienia wdzięczności.
– Przynajmniej ma trochę sumienia – rzuca krótko.
Niedługo później Nana odbiera telefon od Banu. W jej głosie słychać napięcie.
– Niestety… zdjęcia przepadły – mówi menadżerka z udawaną rezygnacją. – Kiedy ten twój bohater rzucił się na Ersina, karta pamięci została uszkodzona.
– Co teraz? – pyta zaskoczona Nana.
– Musimy zrobić sesję jeszcze raz. Nie mamy wyjścia. Spotkajmy się jutro rano, w tym samym miejscu.
– Oczywiście – zgadza się Nana bez chwili wahania, nie podejrzewając, że coś tu nie gra.
– I jeszcze jedno. Nie mów Poyrazowi. Nie chcę kolejnej awantury. Wszystko musi pójść gładko.
– Rozumiem. Przyjdę sama. Do zobaczenia rano.
Kiedy odkłada telefon, obok niej przechodzi Semih. Przystaje, spojrzeniem badając jej twarz.
– Słyszałem rozmowę. Nie martw się, pójdę z tobą – mówi spokojnie.
– Dobrze. Dziękuję, Semihu – odpowiada z ulgą.
Ale ani ona, ani on nie wiedzą, że ktoś jeszcze był świadkiem tej rozmowy. Şahin, stojący w cieniu korytarza, usłyszał wszystko… i milczy.
Aynur uczy się do późna, pogrążona w notatkach, kiedy do kuchni wchodzi Adalet. Siada cicho obok niej, obserwując ją przez chwilę w milczeniu.
– Musimy porozmawiać, córko – odzywa się w końcu ciepłym, ale poważnym tonem.
– Oczywiście. Co się stało? Dlaczego nie śpisz? – Aynur podnosi na nią wzrok, zaskoczona jej obecnością o tak późnej porze.
Adalet wzdycha, jakby długo zbierała się na tę rozmowę.
– Ogarnęły mnie wątpliwości. Nie zrozum mnie źle, proszę, ale… zauważyłam, że coś się w tobie zmieniło. Na początku traktowałaś pana Sinana jak każdego innego pracodawcę. Później zaczęło ci być go żal. A teraz… teraz widzę, że nie chcesz się z nim rozstawać.
Zniża głos, upewniając się, że nikt ich nie podsłuchuje.
– Aynur… zakochałaś się w panu Sinanie. Prawda?
– Siostro, co ty opowiadasz? – Aynur udaje zaskoczenie, ale jej reakcja jest zbyt nerwowa. – Pan Sinan zachorował, a ja po prostu… zachowałam się po ludzku.
– Nie musisz się tłumaczyć. Nie przede mną. – Adalet spogląda jej w oczy z troską. – Chcę tylko, żebyś była wobec siebie szczera. Boję się, że jeśli dasz się ponieść tym uczuciom, tylko na tym ucierpisz. On pochodzi z innego świata, córko. W końcu to się skończy… a ty zostaniesz zraniona. A jeśli ciebie to zaboli, to i mnie to zniszczy. Pamiętaj o tym, co ci mówię.
– Źle mnie zrozumiałaś… naprawdę, nic takiego nie ma – zaprzecza Aynur, ale jej głos delikatnie drży, a spojrzenie ucieka gdzieś w bok.
Adalet nie drąży już dalej. Wstaje powoli.
– Powiedziałam, co miałam powiedzieć. Dobrej nocy, Aynur.
I wychodzi, zostawiając dziewczynę z sercem bijącym szybciej i myślami, które już nie pozwolą jej się skupić na nauce.
Nazajutrz, o poranku, Semih i Nana zjawiają się w umówionym miejscu. Banu wita ich uśmiechem i wręcza filiżanki z gorącą herbatą.
– Na rozgrzewkę – mówi niewinnie.
Nie podejrzewając niczego, oboje biorą łyki napoju. Już po chwili Nana zaczyna czuć, że coś jest nie tak. Jej ciało staje się ciężkie, a świat zamazuje się przed oczami.
– Dlaczego…? – pyta słabo, patrząc na Banu z narastającym przerażeniem.
Banu nachyla się nad nią i szepcze z pogardliwym uśmiechem:
– A jak myślisz, ślicznotko? Dla pieniędzy.
Ostatnie, co Nana słyszy, to jej cichy, złośliwy śmiech, zanim zapada w ciemność.
W domu Poyraza trwa śniadanie. Wszyscy siedzą przy stole, ale Poyraz co chwila zerka na drzwi.
– Gdzie jest Nana? – pyta w końcu, coraz bardziej zaniepokojony.
– Wyszła z samego rana z Semihem – odpowiada Sahin, nieświadomy niczego. – Mówili coś o sesji zdjęciowej. Słyszałem ich rozmowę wczoraj w nocy.
W Poyrazie coś pęka. Z wściekłością uderza pięścią w stół, aż naczynia podskakują.
– Uspokój się – mówi Cansel. – Semih jest z nią. Nic jej nie będzie.
Ale on nie słucha. Wstaje gwałtownie i bez słowa wychodzi z domu.
W parku Poyraz znajduje Semiha nieprzytomnego na trawie. Rzuca się do niego, oklepując mu policzki.
– Semih! Otwórz oczy! Gdzie Nana?! – krzyczy, potrząsając nim.
Semih z trudem unosi powieki, jego głos jest słaby jak szept:
– Nie wiem… Piliśmy herbatę… A potem… ciemność…
– Cholera jasna! – syczy Poyraz. – To była pułapka!
Nana budzi się w obcym pokoju. Wszystko jest dla niej obce – łóżko, ściany, powietrze. Zdezorientowana, siada i próbuje przypomnieć sobie, co się stało. Nagle wszystko do niej wraca.
Rzuca się ku drzwiom i szarpie za klamkę – zamknięte. Po chwili do pomieszczenia wchodzi Banu.
– Obudziłaś się, kochanie. – Posyła Nanie ciepły uśmiech. – Dzień dobry.
– Ty… Czego chcesz ode mnie?!
Nie czeka na odpowiedź. Dostrzega dzbanek na szafce. Bez chwili wahania chwyta go i zamierza się na Banu. Ta jednak blokuje uderzenie, a dzbanek roztrzaskuje się o podłogę.
W drzwiach staje Ersin. Razem z Banu przygniatają dziewczynę do łóżka i związują ją, mimo jej wściekłych prób obrony.
– Nie możecie mnie tu trzymać! – krzyczy przez łzy. – Wydostanę się stąd i zniszczę was! Słyszycie?!
– Co z nią zrobimy? – pyta Ersin. – Jak przekażemy taką wariatkę?
– Komu mnie przekażecie?! – Nana patrzy na nich z przerażeniem. – Truciźnie?! Pracujecie dla niego?!
Banu parska śmiechem.
– Nie znam żadnego Trucizny – mówi chłodno. – Sprzedaliśmy cię bogatemu biznesmenowi. Za kilka godzin opuścisz ten kraj. Bez dokumentów, bez śladu. Wyparujesz.
Wychodzą, zostawiając ją związaną, zrozpaczoną… i wściekłą.
Nana walczy ze łzami, bije się z myślami.
– To moja wina… nie posłuchałam go… – szepcze. W myślach widzi twarz Yusufa. – Jak on sobie poradzi beze mnie?
Jej oczy błyszczą, ale tym razem nie od strachu.
– Nie poddam się – mówi z determinacją. – Nikt nie ma prawa decydować za mnie. Wydostanę się stąd… choćby nie wiem co.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia był film Emanet 663. Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.