Panna młoda Odc.: Hançer mówi „żegnaj”! W tym samym czasie świat Cemila rozpada się na kawałki!

“Cemil chodził po pokoju tam i z powrotem. Jego kroki były szybkie, nerwowe, urywane. Raz zatrzymywał się przy oknie, jakby chciał wyjrzeć na ulicę i upewnić się, że za chwilę zobaczy tam Hanser. Po sekundzie jednak odwracał się gwałtownie i znów ruszał w przeciwną stronę. Dłonie miał zaciśnięte w pięści, szczękę napiętą tak mocno, że na jego policzkach wyraźnie rysowały się mięśnie. Widać było, że coś w nim wrze – coś, co za chwilę mogło wybuchnąć.

Derya siedziała na kanapie i obserwowała go coraz bardziej zniecierpliwionym spojrzeniem. Początkowo próbowała milczeć, dawała mu czas – znała przecież swojego męża. Wiedziała, że kiedy jest rozgniewany, najpierw musi wypalić się sam w sobie, zanim powie cokolwiek sensownego. Ale tym razem milczenie Cemila było inne: cięższe, bardziej ponure. Nie było w nim zwykłego zdenerwowania, lecz coś, co przypominało rozpacz ukrytą pod warstwą gniewu.
— Cemil… — odezwała się w końcu ostrożnie.

On nie odpowiedział. Nawet na nią nie spojrzał. Dalej chodził, jakby każdy krok miał pomóc mu uporządkować myśli, choć w rzeczywistości tylko bardziej rozrywał go od środka. Derya śledziła wzrokiem jego sylwetkę: w lewo, w prawo, do okna, do drzwi, z powrotem. W końcu westchnęła z irytacją i uderzyła dłonią o kolano.
— Na litość boską, przestań już! — wybuchnęła. — Od tego twojego kręcenia się w kółko mnie samej zaczyna się kręcić w głowie. Usiądź wreszcie!

Cemil zatrzymał się gwałtownie. Przez chwilę stała nieruchomo, odwrócony do niej bokiem, z pochyloną głową. Wyglądał tak, jakby walczył sam ze sobą: czy odpowiedzieć jej spokojnie, czy wyrzucić z siebie wszystko naraz? Potem ciężko odetchnął, podszedł do kanapy i usiadł obok niej. Nie rozluźnił się jednak ani trochę. Przeciwnie – siedział sztywno, z łokciami opartymi na kolanach, pochylony do przodu, jak człowiek czekający na wyrok. Derya spojrzała na niego uważnie.
— No dobrze — powiedziała już nieco ciszej, ale nadal stanowczo. — Teraz powiedz mi, co się stało?

Cemil zamknął oczy i wypuściła powietrze przez nos.— Derya, nie zaczynaj ze mną teraz — mruknął ciężkim głosem.— Jak mam nie zaczynać? — oburzyła się. — Wpadasz do domu z twarzą jak burza, chodzisz po salonie jak człowiek, który za chwilę rozbije ściany głową, a ja mam siedzieć cicho.

— Tak, właśnie tego chcę – żebyś siedziała cicho.

Derya wyprostowała się, urażona. — Słucham?Cemil odwrócił ku niej twarz. W jego oczach była wściekłość, ale pod nią kryło się coś znacznie boleśniejszego.

— Ledwo nad sobą panuję — powiedział przez zaciśnięte zęby. — Naprawdę ledwo. Nie prowokuj mnie, bo boję się, że wyładuję tę złość na tobie, choć nie ty jesteś temu winna.

Te Słowa zatrzymały Deryę. Jej irytacja na moment ustąpiła miejsca niepokojowi. Znała Cemila jako człowieka porywczego, upartego, dumnego, ale nie takiego, który bez powodu mówił o utracie kontroli. Jeśli ostrzegał ją w ten sposób, musiało stać się coś naprawdę poważnego.
— Cemil — powiedziała już łagodniej. — Co ty usłyszałeś?

On milczał.
— Byłeś w rezydencji? — zapytała, wbijając w niego spojrzenie.

Cemil nadal nie odpowiedział. Derya zmrużyła oczy, zaczęła szybko układać sobie fakty w głowie. Jeszcze niedawno Cemil wrócił z przekonaniem, że coś wydarzyło się z Hanser. Twierdził, że widział, słyszał, że nie są to plotki, ale im dłużej milczał, tym bardziej Derya czuła, że sprawa jest gorsza, niż podejrzewała.— Sam mówiłeś — przypomniała mu. — Mówiłeś, że widziałeś na własne oczy i słyszałeś na własne uszy, że Hanser odeszła. Ale skąd? Kto ci to powiedział?

— Mukadder.

Na samo imię Mukadder twarz Cemila jeszcze bardziej pociemniała. Derya prychnęła z pogardą.— Wiedziałam! Jeśli ta jędza Mukadder nagadała ci głupot, to na pewno kłamie. Ona zrobi wszystko, żebyśmy nie przyszli do rezydencji. Wszystko wymyśli, każde świństwo, byle tylko nas zatrzymać, byle nas upokorzyć, byle pokazać, że Hanser już nie należy do naszej rodziny, tylko do nich.— Derya… — Cemil powiedział jej imię ostrzegawczo.

— Nie, ty mnie teraz posłuchaj! — podniosła głos. — Ja znam takie kobiety. Uśmiechają się słodko, mówią jak królowe, a w środku mają truciznę. Jeśli Mukadder powiedziała ci, że Hanser odeszła, to może właśnie tego chciała: żebyś się wystraszył, żebyś się wściekł, żebyś popełnił błąd.

Cemil gwałtownie wstał z kanapy.— Powiedziałem, żebyś nie zaczynała!

— A ja mówię, żebyś w końcu zaczął mówić! — krzyknęła Derya, również podnosząc się z miejsca. — Bo zaraz oszaleję. Patrzę na ciebie i nie wiem, czy mam płakać, czy biec do tej przeklętej rezydencji i walić pięściami w drzwi.

Cemil odwrócił głowę, jakby nie mógł znieść jej spojrzenia.
— Skąd ty w ogóle wiesz, że Hanser odeszła? — dopytywała coraz bardziej przejęta. — Kto ci to potwierdził? Czy ona sama ci powiedziała? Czy widziałeś ją? Czy rozmawiałeś z nią?

Cisza. Derya poczuła, jak zimny dreszcz przebiega jej po plecach. Jej głos zadrżał, choć próbowała zachować stanowczość.
— Cemil, jeśli Hanser naprawdę wyszła z rezydencji, to dokąd mogła pójść? Do kogo? Przecież jedyne miejsce, do którego mogłaby wrócić, to nasz dom.

Cemil zacisnął powieki.
— Nie przyszła — powiedział cicho.

Te dwa Słowa spadły między nimi jak kamień. Derya przez moment patrzyła na niego w milczeniu, potem zrobiła krok w jego stronę.
— Jak to nie przyszła? — wyszeptała. — To gdzie ona jest?

Cemil nie odpowiedział od razu. Stał z opuszczonymi ramionami, ale całe jego ciało było napięte. Wreszcie powiedział gorzko:
— Skoro tak bardzo cię to ciekawi, zadzwoń do niej, zapytaj sama.

Derya zamrugała szybko, jakby nie spodziewała się tak prostej odpowiedzi.
— Masz rację — powiedziała po chwili, nagle odzyskując energię. — Tak właśnie zrobię. Skoro od ciebie nie da się niczego dowiedzieć, zadzwonię do niej sama. — Sięgnęła po telefon leżący na stoliku.

Cemil patrzył na jej ruchy z mieszaniną złości i niepokoju. Choć przed chwilą sam kazał jej zadzwonić, teraz wyglądał tak, jakby bał się tego połączenia – jakby obawiał się, że głos Hanser po drugiej stronie potwierdzi wszystko, czego najbardziej nie chciał usłyszeć.
— I powiedz jej — odezwał się nagle — że jestem na nią wściekły.

Derya zatrzymała palec nad ekranem.— Co?

— Powiedz her jej, że her jej brat jest wściekły. Bardzo wściekły. Niech powie, gdzie jest, niech przestanie zachowywać się jak dziecko i niech nigdy więcej nie popełnia takich błędów.

Derya spojrzała na niego z mieszaniną współczucia i wyrzutu.
— Ty naprawdę nie umiesz powiedzieć po prostu: „martwię się o nią”?

Cemil odwrócił wzrok. — Dzwoń.

Samotność Hanser na ulicy i natarczywy dzwonek.

Derya wybrała numer. W salonie natychmiast zapadła cisza tak głęboka, że oboje słyszeli cichy sygnał oczekiwania. Cemil stał obok kanapy, nieruchomy, z dłońmi opartymi na biodrach. Derya trzymała telefon przy uchu, a jej twarz stawała się coraz bardziej napięta z każdą kolejną sekundą. Telefon dzwonił raz, drugi, trzeci – niki nie odbierał.

Daleko od ich domu, na jednej z miejskich ulic, Hanser stała samotnie przy chodniku. Miasto żyło własnym rytmem: samochody przejeżdżały obok, ludzie mijali ją bez większej uwagi, gdzieś w oddali ktoś roześmiał się głośno, jakby świat nie wiedział, że właśnie rozpadło się czyjeś życie.

Hanser miała na sobie elegancką białą spódnicę i jasną koszulę. Na pierwszy rzut oka wyglądała spokojnie, niemal dostojnie, jak kobieta, która wyszła z domu na zwykły spacer. Ale wystarczyło spojrzeć bliżej, by zobaczyć zmęczenie w jej oczach, bladość twarzy i napięcie wokół ust. Brązowa torebka zwisała z her jej ramienia, lecz co chwilę poprawiała ją nerwowo, jakby nie wiedziała, co zrobić z własnymi rękami.

Gdy telefon zaczął dzwonić, Hanser drgnęła. Przez moment nie sięgała po niego – stała nieruchomo, patrząc przed siebie, jakby miała nadzieję, że jeśli zignoruje dźwięk, rzeczywistość również na chwilę zamilknie. Ale telefon dzwonił dalej: natarczywie, nieubłaganie. Westchnęła ciężko i wyjęła aparat z torebki. Na ekranie zobaczyła imię Deryi. Jej twarz natychmiast spochmurniała.
— Oczywiście… — szepnęła do siebie, przykładając dłoń do czoła. — Musiała już się dowiedzieć.

Zamknęła oczy. W her jej głowie pojawiły się obrazy: twarz Cihana, chłód rezydencji, Słowa, które bolały bardziej niż policzek, milczenie ludzi, którzy patrzyli, ale nie pomogli. A teraz jeszcze rodzina: pytania, wyrzuty, litość, gniew Cemila.
— Nie dam rady teraz — powiedziała cicho, bardziej do samej siebie niż do telefonu. — Nie mam siły na przesłuchanie. Nie, teraz nie.

Telefon przestał dzwonić. Hanser opuściła rękę i spojrzała w bok, na pustą ławkę stojącą przy ulicy. Przez chwilę miała ochotę usiąść, ukryć twarz w dłoniach i pozwolić sobie na płacz. Ale nie zrobiła tego – duma, która tyle razy ją ratowała i tyle razy prowadziła na skraj przepaści, znów kazała jej stać prosto.

Tymczasem w salonie Derya odsunęła telefon od ucha.— Nie odbiera — powiedziała z niepokojem.Cemil zmarszczył brwi. — Zadzwoń jeszcze raz.

— Sama miałam taki zamiar.

Derya ponownie wybrała numer, ale tym razem włączyła tryb głośnomówiący i położyła telefon na stoliku między nimi. Ten gest miał w sobie coś uroczystego i niepokojącego zarazem, jakby oboje zasiadali nie do rozmowy rodzinnej, lecz do wysłuchania wyroku. Sygnał rozbrzmiał w całym salonie. Cemil wpatrywał się w telefon tak intensywnie, jakby samym spojrzeniem mógł zmusić Hanser do odpowiedzi.

Na ulicy Hanser znów usłyszała dzwonek. Tym vezes nie była zaskoczona. Spojrzała na ekran, zacisnęła usta i przez kilka sekund walczyła ze sobą. Wiedziała, że jeśli nie odbierze, Derya będzie dzwonić dalej, potem Cemil, potem może przyjdą her jej szukać. A ona nie chciała, by ktokolwiek znalazł ją w takim stanie: samotną, upokorzoną, bez planu, ale z głową nadal uniesioną wysoko. W końcu przesunęła palcem po ekranie.
— Słucham, bratowo — powiedziała cicho.

Bolesna prawda o rozwodzie i planach Cihana.

Głos Hanser, choć przytłumiony i zmęczony, natychmiast wypełnił salon. Derya pochyliła się nad telefonem.
— Hanser! — zawołała z emocją. — Jak ty możesz mówić takim spokojnym głosem? Czy ty w ogóle wiesz, co się tutaj dzieje? Wokół rozpętało się prawdziwe piekło!

Cemil zamarł. Na dźwięk głosu siostry jego twarz stężała, ale oczy zdradziły ulgę – żyła, odebrała, mogli ją usłyszeć.— Bratowo, proszę… — Hanser westchnęła cicho. — Nie mam teraz warunków do rozmowy.— Nie masz warunków?! — powtórzyła Derya, nie mogąc uwierzyć. — Dziewczyno, gdzie ty jesteś?— Oddzwonię później.

— Nie rozłączaj się! — Derya niemal krzyknęła. — Ani mi się waż! Twój brat jest tutaj, wszystko wie, chodzi po pokoju jak beczka prochu. Gdybyś widziała jego twarz, nie mówiłabyś tak spokojnie.

Po drugiej stronie zapadła cisza. Hanser zamknęła oczy. Przez chwilę nie było słychać nic poza szumem ulicy.
— Jest zły? — zapytała w końcu cicho.

Cemil poruszył się gwałtownie, jakby chciał coś powiedzieć, ale Derya uniosła dłoń, nakazując mu milczenie.
— Zły? — powtórzyła Derya. — On jest wściekły, przerażony i obrażony jednocześnie. A ja zaraz osiwieję przez was oboje. Powiedz mi teraz prawdę: czy to prawda, że Cihan wyrzucił cię za drzwi?

Hanser odwróciła twarz w stronę ulicy, przełknęła ślinę. Pytanie było proste, ale odpowiedź rozrywała ją od środka. Przez chwilę miała ochotę skłamać, powiedzieć, że sama odeszła, że wszystko kontroluje, że to była her jej decyzja od początku do końca, ale milczenie zdradziło ją szybciej niż słowa.

Derya przyłożyła palce do ust.— Czyli to prawda? — wyszeptała.Cemil zacisnął pięści. — Wiedziałem — syknął pod nosem.Derya spojrzała na niego, a potem znów pochyliła się nad telefonem.— Hanser, dziecko, co ty zrobiłaś? Co oni ci zrobili? Gdzie teraz jesteś? Powiedz mi, przyjedziemy po ciebie.— Nie trzeba — odpowiedziała Hanser szybko.— Jak to nie trzeba?

— Powiedziałam, że nie trzeba. Nie martw się o mnie, potrafię o siebie zadbać.

Derya zaśmiała się krótko, nerwowo.
— Potrafisz o siebie zadbać? Stoisz gdzieś sama, nie wiadomo gdzie, po tym, jak wszystko ci się zawaliło, i mówisz mi, że potrafisz o siebie zadbać?

Hanser zacisnęła palce na pasku torebki.
— Znalazłam miejsce, gdzie mogę schronić głowę.

Cemil uniósł wzrok.
— Jakie miejsce? — zapytał ostro, choć nie wiadomo było, czy bardziej do Deryi, czy do telefonu.

Hanser usłyszała jego głos. Jej twarz złagodniała na ułamek sekundy, ale zaraz znów przybrała chłodny wyraz.— Brat tam jest? — spytała.

— Jest — odpowiedziała Derya — słyszy wszystko.

Hanser odetchnęła głęboko. Nagle her jej głos stał się spokojniejszy, ale był to spokój kogoś, kto podjął decyzję i nie zamierza się cofnąć.
— W takim razie przekaż mu coś ode mnie.

Cemil zbliżył się do stolika.
— Sama mi powiedz — rzucił.

Hanser zamknęła oczy. Dźwięk głosu brata zabolał ją bardziej, niż się spodziewała. W tym jednym krótkim zdaniu usłyszała wszystko: gniew, troskę, dumę, rozczarowanie. Cemil zawsze taki był: kochał jak ktoś, kto rozkazuje; martwił się jak ktoś, kto oskarża; chronił jak ktoś, kto nie pyta o zgodę.
— Powiedz mojemu bratu — zaczęła powoli — że jego siostra, nawet jeśli późno, to postąpiła właściwie.

Cemil zbladł.
— „Właściwie”? — powtórzył z niedowierzaniem. — Ona mówi, że postąpiła właściwie…

Derya dała mu znak, by się nie wtrącał.— Hanser, co ty masz na myśli?

— To, że dłużej nie mogłam tam zostać — odpowiedziała. — W domu, w którym byłam tylko przeszkodą. W małżeństwie, które od początku wisiało nad przepaścią. W życiu człowieka, którego serce nigdy naprawdę nie należało do mnie.

Derya zamilkła. Hanser spojrzała przed siebie. Jej oczy zaszkliły się, ale głos pozostał twardy.
— Cihan rozwiedzie się ze mną tak szybko, jak to możliwe.

W salonie zapadła martwa cisza.
— Co? — wyszeptała Derya.

Hanser mówiła dalej, jakby każde słowo musiała wyciągać z własnej rany:
— A zaraz po rozwodzie ożeni się ponownie ze swoją byłą żoną – z Beyzą.

Derya gwałtownie usiadła na kanapie, jakby nogi odmówiły jej posłuszeństwa.
— Nie! — powiedziała, zszokowana. — Nie, to niemożliwe…

Cemil stał nieruchomo. Jego twarz nie wyrażała już tylko gniewu – wyrażała upokorzenie tak głębokie, jakby to jego samego wyrzucono z rezydencji, jakby to jego nazwisko deptano, jakby to jego siostrę wystawiono na pokaz jako przegraną.
— Ten człowiek… — zaczął, ale głos ugrzązł mu w gardle.

Derya spojrzała na telefon z rosnącą paniką.— Hanser, posłuchaj mnie, to nie jest czas na dumę. Gdzie jesteś? Przyjedziemy, wrócisz do domu, potem pomyślimy, co dalej.— Nie wrócę teraz.— Dlaczego?— Bo nie chcę, żebyście patrzyli na mnie z litością.— Litością? — Derya aż złapała się za głowę. — Dziewczyno, my jesteśmy twoją rodziną!

— Właśnie dlatego — odpowiedziała Hanser ciszej. — Wasze oczy bolałyby mnie bardziej niż obce spojrzenia.

Derya na chwilę straciła pewność. Znała ten ton. To nie była zwykła upartość – to była rasa przykryta dumą; rasa tak świeża, że każdy dotyk mógł ją pogłębić.
— Ale ty nie masz pieniędzy — powiedziała nagle, jakby dopiero teraz dotarł do niej praktyczny wymiar dramatu. — Hanser, przecież ty wyszłaś stamtąd sama, bez niczego. Co będziesz jeść? Gdzie będziesz spać? Jak sobie poradzisz? — Hanser zacisnęła szczękę. Derya, próbując szukać jakiegoś wyjaśnienia her jej pozornego spokoju, dodała niepewnie: — Chyba Cihan jednak cię zabezpieczył? Może dał ci pieniądze, może nie zostawił cię na bruku bez grosza? Może dlatego mówisz tak spokojnie…

Te Słowa trafiły w Hanser jak policzek. Jej oczy natychmiast rozbłysły gniewem. Wyprostowała się, a her jej dłoń mocniej zacisnęła się na telefonie.
— Nie potrzebuję pieniędzy Cihana! — powiedziała ostro.

Derya zamarła. — Hanser, ja tylko…
— Nie potrzebuję jego majątku, jego łaski, jego nazwiska ani jego współczucia! — przerwała her jej Hanser, a w her jej głosie pojawiła się stal. — Nie mam wobec niego żadnych oczekiwań. Absolutnie żadnych. Jeśli myśli, że może mnie wyrzucić ze swojego życia, a potem uspokoić sumienie pieniędzmi, to bardzo się myli!

Uparty rodowód i bezradność brata.

Cemil słuchał z napiętą twarzą. Duma siostry jednocześnie go raniła i budziła w nim bolesną dumę – bo choć był na nią wściekły, choć chciał potrząsnąć nią za ramiona i zapytać, dlaczego nie posłuchała go wcześniej, w tej chwili słyszał w her jej głosie krew swojej rodziny: ten sam upór, ten sam ogień, to samo przekonanie, że lepiej cierpieć na stojąco, niż żyć na kolanach.— Sama sobie poradzę — ciągnęła Hanser. — Tak, jak powinnam była zrobić od początku. Powiedzcie mojemu bratu, żeby się o mnie nie martwił i żeby nie próbował mnie teraz szukać.— Hanser, nie rozłączaj się! — poprosiła Derya. — Porozmawiamy spokojnie.— Nie mogę.

— Możesz, tylko powiedz, gdzie jesteś.

Hanser spojrzała na drogę. W her jej oczach pojawił się smutek tak głęboki, że gdyby Derya mogła go zobaczyć, być może przestałaby naciskać.
— Kiedy będę gotowa, odezwę się — powiedziała Hanser. — Do widzenia, bratowo.

Połączenie zostało przerwane. W salonie cisza, która zapadła po rozłączeniu, była gorsza od krzyku. Derya przez kilka sekund wpatrywała się w ekran telefonu, jakby nie rozumiała, że rozmowa naprawdę się skończyła.

Cemil stał obok stolika z twarzą zwróconą ku podłodze. Oddychał ciężko, jego pierś unosiła się i opadała, ale nie mówił nic. Derya powoli odłożyła telefon.

— Rozłączyła się — powiedziała niepotrzebnie, bo oboje doskonale to wiedzieli.

Cemil zaśmiał się nagle krótko, gorzko, bez cienia radości.
— Spójrz na nią — powiedział z oburzeniem. — Jeszcze się pyszni, jeszcze mówi z góry, jakby to ona wszystkim pokazała, jaka jest silna.

Derya spojrzała na niego zmęczonym wzrokiem.— Cemil…

— Co „Cemil”? Słyszałaś ją? „Nie potrzebuję pieniędzy, nie potrzebuję nikogo, sama sobie poradzę”. Wielka Hanser, dumna Hanser… Nawet kiedy stoi na ulicy bez dachu nad głową, nadal musi mówić tak, jakby wygrała bitwę!

Derya pokręciła głową z rezygnacją.— Ty naprawdę siebie nie słyszysz?Cemil spojrzał na nią ostro. — Co to ma znaczyć?

— To, że jesteście tacy sami — powiedziała cicho, ale dobitnie. — Ty i twoja siostra: oboje uparci jak kamień, oboje dumni do granic rozsądku. Oboje wolelibyście połamać sobie serca, niż przyznać, że potrzebujecie pomocy.

Cemil chciał odpowiedzieć, ale Słowa ugrzęzły mu w gardle. Derya kontynuowała już łagodniej:
— Ona mówi z góry, bo inaczej by się rozpłakała. Ty krzyczysz, bo inaczej też byś się rozpłakał.

Cemil odwrócił twarz. — Nie mów głupot.
— Tow nie są głupoty.

Przez chwilę panowała cisza. Cemil podszedł do okna i oparł dłoń o parapet. Patrzył w ciemność za szybą, choć właściwie niczego nie widział. W her jego głowie kłębiły się wspomnienia: Hanser jako mała dziewczynka, która biegła za nim po podwórku; Hanser z rozbitym kolanem, udająca, że nie boli; Hanser, która zawsze mówiła: „dam radę”, nawet kiedy było jasne, że nie da rady sama; Hanser, którą próbował chronić, ale której nigdy nie potrafił naprawdę zatrzymać.
— Jestem na nią wściekły — powiedział nagle głosem tak cichym, że Derya ledwo go usłyszała.

Nie odwróciła się, dała mu mówić.
— Tak bardzo jestem wściekły, że aż mnie boli — ciągnął Cemil. — Mówiłem her jej tyle razy, ostrzegałem her jej przed tym domem, przed tymi ludźmi, przed tym małżeństwem. Mówiłem: „Hanser, nie pchaj się tam, gdzie od początku patrzą na ciebie jak na obcą”. Mówiłem: „nie buduj szczęścia na czyichś niedomkniętych sprawach”. Mówiłem: „jeśli mężczyzna ma przeszłość, która wciąż oddycha mu na karku, to ta przeszłość kiedyś wróci”. — Jego głos zadrżał. — Ale ona nie słuchała…

Derya poczuła ukłucie współczucia. Podeszła bliżej, lecz nie dotknęła go – wiedziała, że Cemil w tej chwili jest jak pęknięte szkło, można było się skalczyć, próbując go podnieść.
— Myślała, że miłość wystarczy — powiedziała cicho.

Cemil zacisnął powieki.
— Miłość tow była nadzieja. Uparta, ślepa nadzieja. A nadzieja potrafi zniszczyć człowieka bardziej niż nienawiść.

Derya milczała.
— Gdyby mnie posłuchała — ciągnął Cemil, coraz bardziej wzburzony. — Gdyby choć raz potraktowała moje Słowa poważnie, nic z tego by się nie wydarzyło. Nie musiałaby dziś stać sama gdzieś na ulicy. Nie musiałaby mówić, że nie potrzebuję pieniędzy człowieka, który her jej upokorzył. Nie musiałaby udawać silnej, kiedy przecież wiem, że v środku się rozpada. — W końcu odwrócił się do Deryi. Jego oczy były czerwone. — Ona spaliła za sobą mosty.

Derya spuściła wzrok.— Cemil…

— Spaliła her jej — powtórzył z bólem. — Skrzywdziła siebie, skrzywdziła nas. Zniszczyła wszystko, co próbowałem dla her jej ochronić. I najgorsze jest to, że nawet teraz, nawet po tym wszystkim, nie pozwala nam podejść, nie pozwala się ratować.

Derya powoli usiadła na kanapie. Jej twarz była pełna smutku – wiedziała, że za gniewem Cemila kryje się bezradność, a bezradność była najcięższym ciężarem dla człowieka, który przez całe życie wierzył, że powinien chronić swoją rodzinę.
— Może ona nie chce być ratowana — powiedziała po chwili. — Może chce najpierw sama zrozumieć, co z niej zostało.

Cemil spojrzał na nią, jakby te Słowa zabolały go bardziej niż wszystkie poprzednie.
— A jeśli nie da rady?

Derya nie odpowiedziała od razu. Popatrzyła na telefon leżący na stoliku – martwy i cichy, choć przed chwilą był jedyną nicią łączącą ich z Hanser.
— Wtedy będziemy musieli być blisko — powiedziała. — Nawet jeśli będzie nas odpychać, nawet jeśli będzie udawać, że nas nie potrzebuje. Bo rodzina czasem polega właśnie na tym, że czeka pod drzwiami, których ktoś nie chce otworzyć.

Cemil usiadł ciężko na kanapie. Cała jego złość nagle jakby opadła, pozostawiając po sobie tylko zmęczenie. Ukrył twarz w dłoniach.
— Ona jest moją siostrą — wyszeptał. — Moją małą siostrą.

Derya położyła dłoń na jego ramieniu.— Wiem.— A ja nie potrafiłem her jej ochronić…

— Nie wszystko da się zatrzymać siłą, Cemil.

Cemil oddychał ciężko. Przez chwilę wydawało się, że naprawdę się rozpłacze, ale duma – ta sama, którą przed chwilą zarzucał Hanser – nie pozwoliła mu na to. Przełknął łzy, zacisnął dłonie i spojrzał przed siebie.

Za oknem noc powoli gęstniała. Gdzieś tam, na jednej z ulic, Hanser szła samotnie z brązową torebką na ramieniu, niosąc ze sobą resztki rozbitego życia i dumy, która była jednocześnie her jej tarczą i przekleństwem. W salonie Cemil i Derya siedzieli obok siebie v milczeniu – każde pogrążone we własnym lęku. Nie padło już żadne słowo, tylko ciężkie westchnienie Cemila przecięło ciszę, a zaraz po nim ciche, pełne bólu westchnienie Deryi. I w tym wspólnym oddechu było wszystko: gniew, żal, bezradność, miłość i przeczucie, że ta noc nie jest końcem dramatu, lecz dopiero początkiem kolejnej burzy, która miała uderzyć w ich rodzinę z siłą, jakiej niki z nich nie był jeszcze gotów sobie wyobrazić.

Czy niezłomna duma odrzuconej Hanser okaże się her jej największym oparciem w poszukiwaniu niezależności, czy też bezradny Cemil zdoła w porę odnaleźć siostrę i zburzyć mur milczenia, zanim ta kolejna rodzinna burza całkowicie zniszczy ich dawne więzi?”

Related Posts

Czy wy przeżyliście całą tę hańbę dla absolutnego niczego? – rzuca z wściekłością Cemil. – Ha? Przychodziłem do ciebie, błagałem, żebyś oddał mi siostrę. Skoro miałeś wyrzucić…

Pierwsza miłość po wakacjach. Maja przyłapie Julitę z Radkiem w 4241 odcinku. Czy między nimi znów coś iskrzy? – ZWIASTUN

W klinice We-Med dojdzie do kolejnych emocjonujących wydarzeń, które postawią bohaterów w niewygodnych sytuacjach. Julita odejdzie z kliniki, a jej pożegnanie z Radkiem (Karol Biskup) wywoła lawinę…

973

Nana budzi się po pierwszej nocy spędzonej w warsztacie. Chłód betonu wciąż czuje w kościach, ale ciepły zapach zaparzonej herbaty dodaje jej otuchy. Poyraz już nie śpi…

Wyпajęcie domυ okazυje się dυżo trυdпiejsze, пiż Poyraz przypυszczał. – Będziemy mυsieli zostać tυtaj – mówi do Naпy, rozglądając się po skromпym, zimпym wпętrzυ warsztatυ. Dziewczyпa spogląda пa…

News

News

W poprzedпim odciпkυ serialυ Paппa młoda Haпcer dowiedziała się, że jest w ciąży. Teraz będzie odkładać każdy grosz пa wyprawkę dla dziecka. Rówпocześпie będzie mυsiała ciężko pracować fizyczпie, by…

141

141

Wieczór, który miał być świętem piłkarskich emocji, zakończył się dramatem. Podczas wydarzeпia z telebimem traпsmitυjącym mecze mistrzostw świata пa Islaпds Brygge w Kopeпhadze doszło do brυtalпego aktυ…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *