Hançer zdecydowanym krokiem wchodzi do rezydencji. Za rękę trzyma ją Cihan. Dziewczyna prowadzi za sobą ekipę robotników ze specjalistycznymi materiałami. Beyza patrzy na nią z kompletnym osłupieniem i wściekłością.
– Wezwałam ich tutaj, aby w pełni naprawić swój błąd – oznajmia spokojnie Hançer. – Przecież to ja osobiście zerwałam tę tapetę na górze… Dlaczego jesteś aż tak bardzo zaskoczona, Beyza? A może to jednak nie ja ją zerwałam, co?
– Co ty w ogóle za bzdury opowiadasz? – bąka zmieszana Beyza.
– Hançer przyszła tutaj wyłącznie po to, żeby ostatecznie zamknąć tę sprawę – ucina lodowatym tonem Cihan. – Nie przeciągaj tego dłużej. Zaprowadź rzemieślników do pokoju, niech natychmiast biorą się do pracy. To samo dotyczy ciebie, temat uważa się za zamknięty. Nie drąż tego więcej. Wracajmy do jadalni, by kontynuować nasze śniadanie. Aysu, podaj natychmiast dodatkowy talerz dla Hançer.
– Dziękuję, ale ja już jadłam. Życzę wam smacznego – stwierdza wściekła Mukkander i szybko wychodzi.
Sinem patrzy na nich z uśmiechem i postanawia dyskretnie opuścić pomieszczenie, dając małżonkom szansę na upragnioną bliskość.
– Witaj z powrotem, dobrze, że jesteś – zwraca się do Hançer Sinem. – Ja w takim razie pójdę na górę do Mine. A wy zjedzcie sobie spokojnie we dwoje miłe śniadanie na osobności.