
Cihan z impetem kładzie na stole teczkę z dokumentami. Mukadder i Beyza wymieniają zaniepokojone spojrzenia.
— Co to ma znaczyć?
— Na tych zdjęciach jest dziennikarz odpowiedzialny za artykuł, przez który później trafiłem do aresztu — wyjaśnia Cihan lodowatym tonem. — A obok niego siedzi mój wuj. Jak widać, spotykali się bez świadków.
Odwraca się w stronę Nusreta.
— Chcesz mi powiedzieć, co łączyło cię z tym człowiekiem?
— Skąd ten ton? — obrusza się Nusret. — Dlaczego mnie przesłuchujesz? Kiedy powiedziałeś mi, że ten reporter miesza się w nasze sprawy, postanowiłem z nim porozmawiać. Chciałem go postawić do pionu, nic więcej.
— Ciekawe. Od kiedy stawianie kogoś do pionu polega na wspólnym piciu kawy? — odpowiada ironicznie Cihan.
— Nie przesadzaj. Uznałem po prostu, że najpierw spróbuję załatwić sprawę spokojnie. Czy to coś niezwykłego?
— W porządku. To może wyjaśnij mi jedno. Dlaczego spotkałeś się z nim jeszcze przed publikacją tych materiałów? Co było powodem tamtych rozmów?
— Jakich rozmów? Kto opowiada takie historie? To kompletna bzdura. Nic takiego nie miało miejsca.
— A firma-słup, przez którą skupowałeś akcje holdingu? To też wymysł? — pyta Cihan, patrząc mu prosto w oczy. — Nawet nie próbuj się wykręcać. Mam wszystko: historię przelewów, dane kont i pozostałe dowody. Wszystko znajduje się w tych dokumentach. Dla mnie ta sprawa jest już przesądzona.
Mukadder blednie.
— Nusret… Powiedz, że to nieprawda. Naprawdę zrobiłeś coś takiego?
Nusret nie odpowiada. Zamiast tego spogląda na Beyzę.
— A ty? Ty też wiedziałaś o tym wszystkim?
— Tato! — wybucha Beyza.
Łzy natychmiast napływają jej do oczu.
— Mogłabym wybaczyć wiele rzeczy, ale nie to! Jak mogłeś narazić własną córkę i swojego wnuka na takie upokorzenie? Jak mogłeś posunąć się aż tak daleko?
Wskazuje ręką drzwi.
— Wyjdź stąd! Natychmiast! Nie chcę cię więcej widzieć! Nie jesteś już moim ojcem! Nienawidzę cię! Słyszysz? Wynoś się!
Przez chwilę w pomieszczeniu zapada cisza.
— Idź — mówi w końcu Cihan zimnym, pozbawionym emocji głosem.