
Co się dzieje, synu? – pyta zatroskany mistrz. – Masz opuszczone ramiona. Co to za stan, w jakim się znajdujesz?
– Mam na swoich ramionach taki ciężar, mistrzu. Już sam nie wiem, co robię. Musiałem dokonać tragicznego wyboru.
– Jakiego wyboru?
– Po jednej stronie była Hançer, po drugiej mój syn. To był wybór bez dobrego wyjścia, z gatunku tych najgorszych. Hançer i Beyza miały wypadek samochodowy. Zdążyłem na miejsce w momencie, gdy auto lada chwila miało wybuchnąć.
– I co wtedy zrobiłeś?
– Na początku zupełnie nie wiedziałem, którą z nich mam ratować jako pierwszą, mistrzu. Ale uratowałem Beyzę, czyli mojego syna… Hançer zostawiłem jej własnemu losowi. Gdyby sama nie zdołała się uratować, zginęłaby tam z mojej winy.
– Bogu dzięki, że Hançer też ocalała z tego wszystkiego.
– Chwała Bogu. Nie ma do mnie o to żalu. Ale mistrzu… Ja w ogóle nie mam w sobie spokoju. Moje sumienie mnie po prostu gryzie.