
Za cienką firanką powoli zapadał zmierzch, a pokój tonął w ciszy, którą przerywało jedynie miarowe tykanie zegara. Na jej kolanach leżała fotografia, którą przez długi czas sklejała z porwanych kawałków.
Drżącymi palcami wygładziła zagięcia papieru.
Na zdjęciu znów byli razem.
Ona w białej sukni, z niepewnością ukrytą w spojrzeniu. On obok niej, poważny, skupiony, a jednak patrzący na nią tak, jakby poza nią nie istniał cały świat.
Hancer przez chwilę wpatrywała się w fotografię bez słowa.
Potem ostrożnie przesunęła opuszkami palców po twarzy Cihana.
Po jej policzku spłynęła pojedyncza łza.
— Spójrz, moje maleństwo… — wyszeptała, kładąc drugą dłoń na brzuchu. — Ten mężczyzna na zdjęciu jest twoim tatą.
Głos lekko jej się załamał.
— Kiedyś może będziesz o niego pytać. Będziesz chciał wiedzieć, jaki był. A ja wtedy opowiem ci o nim wszystko.
Przycisnęła fotografię bliżej serca.
— Opowiem ci o jego dobroci. O odwadze. O tym, jak bardzo potrafił kochać, nawet jeśli nie zawsze umiał o tym mówić.
Kolejna łza spadła na sklejone zdjęcie. Hancer szybko starła ją kciukiem, jakby bała się zniszczyć ostatni ślad dawnego szczęścia.
— Nigdy nie pozwolę, żebyś zapamiętało go takim, jakim był w gniewie — szepnęła. — Nie poznasz jego bólu, złości ani słów, które nas zraniły.
Znów spojrzała na fotografię.
Na twarz Cihana.
Na spojrzenie, które kiedyś należało tylko do niej.
— Chcę, żebyś znał tylko tę jego część, którą ja noszę w sercu. Tę, która kochała mnie bardziej niż własne życie.
Zamknęła oczy.
Na moment pozwoliła sobie wrócić do wspomnień, przed którymi tak długo próbowała uciekać.
Do szczęścia.
Do spojrzeń.
Do obietnic.
Do miłości, która mimo wszystkiego wciąż nie chciała umrzeć.
— Będę strzec tej miłości tak długo, jak będę żyła — wyszeptała. — Nieważne, co wydarzy się jutro.
Uniosła zdjęcie do ust i pocałowała je z czułością. Potem przytuliła fotografię do piersi, jak najcenniejszy skarb.
Łzy płynęły już swobodnie po jej policzkach, ale na ustach Hancer pojawił się ledwie widoczny uśmiech.
Pełen bólu.
Pełen tęsknoty.
Pełen miłości, której nie mogła wypowiedzieć na głos przed nikim innym.
— Twój tata bardzo cię kocha, moje maleństwo — powiedziała cicho, gładząc brzuch. — Nawet jeśli nigdy się o tym nie dowie.
W pokoju znów zapadła cisza.
Hancer siedziała nieruchomo, obejmując sklejone zdjęcie obiema rękami. Trzymała je tak mocno, jakby bała się, że jeśli choć na chwilę je puści, straci ostatni namacalny ślad życia, które kiedyś mogło być ich wspólną przyszłością.
A za oknem zmierzch zapadał coraz głębiej.
Tak samo jak smutek w jej sercu.