
Wieczorne światło przenikało przez ozdobne szyby i rozlewało się ciepłym blaskiem po marmurowym holu po drugiej stronie. Dla Hancer ten widok był boleśnie znajomy, a jednocześnie obcy.
Jeszcze niedawno była częścią tego domu.
Miała tu swoje miejsce.
Teraz stała przed wejściem jak nieproszony gość.
A może nawet jak intruz.
Nerwowo zacisnęła palce na pasku czarnej torebki przewieszonej przez ramię.
— Wciąż możemy zawrócić — szepnęła.
Melih spojrzał na nią z ukosa.
— Nie możemy.
W jego głosie nie było ani cienia wahania.
— Przykro mi, Hancer, ale musimy przez to przejść.
Delikatnie ujął jej dłoń. Jej palce były lodowate.
— Jestem przy tobie.
Przez chwilę patrzyli sobie w oczy. Hancer nabrała głęboko powietrza i skinęła głową, choć serce biło jej coraz szybciej.
Melih wyciągnął rękę do ciężkiej, srebrnej kołatki i kilka razy uderzył nią o drzwi.
Głuchy dźwięk rozniósł się po rezydencji.
Po chwili drzwi się otworzyły.
W progu stanął Cihan.
Miał na sobie elegancki garnitur. Nienaganna fryzura i chłodny wyraz twarzy sprawiały, że wyglądał jak gospodarz gotowy przyjąć ważnych gości.
Jednak wystarczył jeden moment, by cała ta pewność siebie pękła.
Najpierw zobaczył Hancer.
Potem Meliha.
A na końcu ich splecione dłonie.
Zamarł.
Przez kilka długich sekund nie powiedział ani słowa. Jego wzrok przesuwał się między ich twarzami, jakby próbował upewnić się, że naprawdę stoją przed nim razem.
Mięśnie szczęki napięły mu się niebezpiecznie, a w oczach pojawił się błysk niedowierzania.
Hancer poczuła, jak oddech więźnie jej w gardle.
Cihan wyglądał tak, jakby ktoś właśnie wymierzył mu niewidzialny policzek.
Wreszcie odzyskał głos.
— Wy…
Nie zdążył dokończyć.
Z głębi domu niemal natychmiast nadbiegła Fadime. Gdy zobaczyła parę stojącą w drzwiach, najpierw pobladła, a potem jej twarz poczerwieniała z oburzenia.
— Co wy tutaj robicie?!
Jej głos odbił się echem od ścian holu.
— Jak śmiesz tu przychodzić?!
Wbiła gniewne spojrzenie w Meliha, jakby to właśnie on był źródłem wszystkich nieszczęść, które spadły na ten dom.
Melih jednak nie cofnął się nawet o krok. Trzymał papierową torbę z ciastem i odpowiedział z uprzejmym spokojem:
— Pan Cihan zaprosił nas na kolację.
Uniósł lekko torbę.
— Przyszliśmy zgodnie z zaproszeniem. Przynieśliśmy też deser.
Na twarzy Fadime pojawiło się absolutne niedowierzanie.
Cihan nadal milczał.
Patrzył na ich splecione dłonie.
Na spokojną twarz Meliha.
Na Hancer stojącą u jego boku.
W końcu gorzki uśmiech wykrzywił jego usta.
— Niewiarygodne…
Pokręcił głową, jakby sam nie mógł uwierzyć w bezczelność tej sceny.
— Naprawdę nie macie wstydu.
Melih wzruszył lekko ramionami.
— Odpowiedzieliśmy tylko na twoje zaproszenie.
Przez kilka sekund wydawało się, że Cihan zatrzaśnie im drzwi przed nosem. W jego spojrzeniu buzowała złość.
Ale właśnie dlatego nie mógł tego zrobić.
Melih doskonale o tym wiedział.
Gdyby Cihan teraz ich wyrzucił, przyznałby, że nie potrafi zapanować nad sytuacją.
Cihan zacisnął szczęki.
— Skoro już tu jesteście…
Odsunął się o krok.
— Wejdźcie.
Fadime odwróciła się do niego gwałtownie.
— Panie Cihanie!
Nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała.
— Naprawdę chce pan wpuścić ich do domu?
— Oczywiście.
W jego głosie zabrzmiał chłód, który natychmiast uciszył kobietę.
Cihan ani na chwilę nie spuszczał wzroku z Meliha.
— Skoro nasi goście zadali sobie tyle trudu, by tu przyjść, zjemy razem kolację.
Między dwoma mężczyznami zawisło napięcie tak gęste, że można było niemal poczuć je w powietrzu.
Melih odpowiedział mu spokojnym spojrzeniem.
Nie odwrócił wzroku.
Nie cofnął dłoni.
Nie wypuścił ręki Hancer.
A ona miała wrażenie, że właśnie przekraczają nie próg domu, lecz granicę kolejnej wojny.
Tym razem nie miały paść ciosy.
Tym razem polem walki miał stać się stół w jadalni.
Razem z Melihem weszła do rezydencji.
Fadime patrzyła na nich szeroko otwartymi oczami, jakby oglądała najgorszy możliwy koszmar.
— Ale panie Cihanie…
— Fadime.
Wystarczyło jedno słowo.
Ton Cihana nie pozostawiał miejsca na sprzeciw.
— Przygotuj jeszcze dwa nakrycia.
Kobieta zamilkła.
Hancer poczuła, jak chłód przebiega jej po plecach.
Bo najtrudniejsza część tego wieczoru dopiero miała się rozpocząć.