
Hancer poruszyła się niespokojnie przez sen, po czym powoli otworzyła powieki. Sypialnię wypełniał półmrok, rozjaśniony tylko bladym światłem księżyca sączącym się przez zasłonięte okno.
Sięgnęła ręką do szafki nocnej, zapaliła lampkę i zmrużyła oczy, gdy ciepły blask padł jej na twarz.
Na ekranie zobaczyła nieznany numer.
Niepokój natychmiast ścisnął jej serce.
Odebrała.
— Halo? — powiedziała zaspanym głosem.
Przez chwilę po drugiej stronie panowała cisza.
Potem usłyszała drżący, przestraszony głos.
— Hancer…
Kobieta natychmiast uniosła się na łokciu.
Senność zniknęła w jednej sekundzie.
— Sila? To ty? — zapytała zaskoczona. — Dzwonisz o tej porze… Co się stało?
Głos dziewczyny łamał się ze strachu.
— Zostałam sama na środku drogi. Nie wiem nawet, gdzie jestem. Jest ciemno. Nikogo nie ma wokół. Tylko ty przyszłaś mi do głowy. Nie mam nikogo innego. Proszę, pomóż mi.
Hancer usiadła na łóżku i odgarnęła włosy z twarzy.
— Dobrze. Spokojnie. Oddychaj — powiedziała łagodnie, choć sama poczuła rosnący lęk. — Niczego nie rozwiążemy, jeśli wpadniesz w panikę. Rozejrzyj się i powiedz mi, co widzisz.
W słuchawce rozległ się szum wiatru.
— Szłam w stronę Beykoz, ale nie wiem, czy jestem blisko. W oddali widzę jakieś światła… Chyba stację benzynową.
— Jak daleko jest od ciebie? Dasz radę tam dojść?
— Tak… Chyba tak.
— W takim razie idź prosto na stację. Tam będzie bezpieczniej.
Hancer odrzuciła kołdrę i wsunęła stopy w kapcie. Wciąż trzymając telefon przy uchu, wstała z łóżka i wyszła z sypialni. Na piętrze panowała głęboka cisza.
— Posłuchaj mnie uważnie — mówiła dalej spokojnym, kojącym tonem. — Kiedy dotrzesz na stację, spróbuj zatrzymać taksówkę. Przyjedziesz prosto do mnie.
Sila zawahała się.
— Nie mogę… Nie mam pieniędzy.
— Tym się nie martw. Zapłacę kierowcy na miejscu.
— Naprawdę?
— Oczywiście. Nie zostawię cię samej. Wsiądź do taksówki i przyjedź. A jeśli pojawi się jakikolwiek problem, od razu do mnie zadzwoń. Rozumiesz?
Po drugiej stronie zapadła krótka cisza.
— Dziękuję, Hancer.
— Czekam na ciebie.
Rozłączyła się, ale jeszcze przez chwilę stała nieruchomo na korytarzu z telefonem w dłoni.
Myślała tylko o tym, czy Sila zdoła bezpiecznie dojść do stacji.
Wtedy usłyszała skrzypnięcie drzwi.
Z pokoju wyszedł Melih. Miał na sobie ciemną piżamę, a jego rozczochrane włosy i zaspane spojrzenie zdradzały, że dopiero co się obudził. Gdy zobaczył zdenerwowaną Hancer, natychmiast spoważniał.
— Kto dzwonił? — zapytał. — Stało się coś złego?
— To Sila. Ta dziewczyna ze szpitala, o której ci opowiadałam.
Melih od razu przypomniał sobie młodą, zagubioną kobietę, którą Hancer i Cihan znaleźli po wypadku.
— Co się dzieje?
— Dałam jej swój numer, gdyby kiedykolwiek potrzebowała pomocy. Właśnie zadzwoniła. Jest sama gdzieś przy drodze i nie wie, gdzie się znajduje.
Na twarzy Meliha pojawił się niepokój.
— Jest bezpieczna?
— Na razie tak. W pobliżu widziała stację benzynową. Poprosiłam ją, żeby tam poszła i złapała taksówkę.
— A jeśli jej się nie uda?
Hancer spojrzała na niego z wdzięcznością.
— Właśnie o tym myślałam. Jeśli nie znajdzie transportu, będziemy musieli po nią pojechać.
Melih nie wahał się ani chwili.
— Oczywiście. Nie musisz mnie o to prosić.
Jego twarz stwardniała z determinacji.
— Ubierzmy się szybko. Jeśli zadzwoni ponownie, będziemy gotowi od razu ruszyć.
Hancer odetchnęła z ulgą.
— Dziękuję.
Melih posłał jej krótki, uspokajający uśmiech.
— Nie dziękuj. Ta dziewczyna i tak przeszła już zbyt wiele.
Przez moment patrzyli na siebie w milczeniu.
Nie potrzebowali długich wyjaśnień. Oboje wiedzieli, że Sila nie była kimś, kogo można było zostawić samej na ciemnej drodze.
Po chwili każde z nich wróciło do swojego pokoju, by jak najszybciej się ubrać.
Dom znów ucichł.
Ale ta noc wcale się jeszcze nie skończyła.
A Hancer czuła coraz wyraźniej, że telefon Sili był dopiero początkiem czegoś, co miało wciągnąć ich wszystkich znacznie głębiej.
Całe streszczenie znajdziesz w komentarzu